Chcę tu być!

9 listopada 2018

W anglojęzycznym Przedszkolu Montessori Dwujęzyczni od drzwi słychać śmiech dobiegający z drugiego końca pomieszczenia. W korytarzu szafki, nad każdą zdjęcie dziecka. Na ścianach wiszą zdjęcia z wycieczek i wspólnych imprez. Na końcu, w sali, na dywanie dzieci wymieniają się zabawkami… O tym, dlaczego Przedszkole Dwujęzyczni zostało jako jedyne w Polsce zaproszone do stałej współpracy z uczelnią wyższą z Walencji opowie Dorota Matuszczak, dyrektor i twórczyni przedszkola Dwujęzyczni.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Anglojęzyczne Przedszkole Montessori Dwujęzyczni

 

Patrzę na Panią i odnoszę wrażenie, że jest Pani mamą tych wszystkich dzieci…

Dorota Matuszczak: Trochę tak (śmiech). Ja nasze przedszkolaki traktuję jak swoje. Lubimy się i szanujemy. Mamy do siebie zaufanie, dzieci wiedzą, że mogą do nas przyjść, do każdej z cioć, i powiedzieć co jest nie tak i wspólnie rozwiążemy problem. Do rodziców zwracamy się po imieniu i codziennie mówimy im o postępach dziecka, ale też o tym nad czym pracować. Zresztą rodzice mają do mnie prywatny numer telefonu, mogą zadzwonić, gdyby cokolwiek się działo czy ich niepokoiło. Jesteśmy kameralną placówką, dlatego mamy możliwość skupienia się indywidualnie na każdym z naszych maluchów. Mamy ponadstandardową ilość kadry nauczycielskiej, jesteśmy również pod stałą opieką psychologa dziecięcego. Staramy się być również dobrym pracodawcą, dzięki czemu przyciągamy najlepszych nauczycieli.

Rodzice to doceniają?

Tak, zdecydowanie. Pewnie dlatego nie mamy już miejsc na przyszły rok, a nowi rodzice zgłaszają swoje dzieci już po ich urodzeniu. To miłe. Dziecko spędza w przedszkolu większość swojego dnia, w bardzo ważnym okresie kształtowania się osobowości. Dlatego uważam, że wybór przedszkola, to jeden z najważniejszych i najtrudniejszych wyborów rodzica. Z drugiej strony mamy świadomość spoczywającej na nas dużej odpowiedzialności.

W przedszkolu Dwujęzyczni jesteśmy stale obecni w świecie naszych przedszkolaków, żeby jeszcze lepiej je zrozumieć, pomóc, podpowiedzieć i dać dobry wzór. Kiedy dziecko przynosi do przedszkola swoją zabawkę, zawsze pytam dlaczego akurat tę, jaka jest jej historia i dlaczego jest dla niego ważna. Chcemy przez to przekazać, że to co myślą, czują i mówią nasze dzieci jest dla nas bardzo istotne. Okazanie prawdziwego zainteresowania ich sprawami skutkuje tym, że dziecko czuje się zauważone, co w naturalny sposób buduje bardzo ważne poczucie bezpieczeństwa i własnej wartości.

Przytulacie dzieci? Dziś niektórzy rodzice mają z tym problem…

U nas jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakiś rodzic zabronił nam przytulać swoje dziecko. One w tym okresie bardzo potrzebują bliskości, nie wyobrażam sobie Dwujęzycznych przez przytulania.

Uczycie też dzieci samodzielności?

Jak najbardziej. U nas dziecko sprząta po sobie zabawki i odnosi na miejsce. Podczas posiłków uczymy robić kanapki, nie serwujemy obiadów na talerzach. Jedzenie podajemy na półmiskach. Dzięki temu dziecko samo decyduje, ile chce zjeść. Wszyscy korzystają z prawdziwych sztućców, zupę nalewają z wazy. Rozleje się? Trudno, nic się nie stało. W szafce zawsze mamy rzeczy na przebranie. Ciekawe jest to, że dzieci nazywane w domu niejadkami, u nas jedzą normalnie i dużo dań im smakuje. Poznają też nowe smaki. Nikogo nie zmuszamy do jedzenia, ale staramy się zachęcić, żeby próbowały.

Jest na to jakieś zaklęcie?

Tak. Dzieci wiedzą, że zawsze mogą wypluć w chusteczkę to, co im nie smakuje. Dzięki temu nie boją się próbować nieznanych im dotąd smaków.

I próbują?

Tak, wszyscy. Sama świadomość, że nie musi tego zjeść, tylko może wypluć daje poczucie komfortu. Dzięki temu wiele dzieci polubiło przykładowo groszek czy brokuły i do dziś jedzą je regularnie. Jeśli uczymy smaków, to nie mówimy, że cytryna jest kwaśna tylko jemy tę cytrynę. To czy coś jest miękkie czy szorstkie sprawdzamy na przedmiotach. Dziecko nie wie, ile to jest pięć. Ale jeśli pokażemy mu pięć kasztanów to wtedy będzie wiedziało, że pięć to jest pięć. Dzieci najlepiej uczą się na konkretach oraz przez doświadczanie.

Jak zaczęła się Pani przygoda z Dwujęzycznymi?

Studiowałam filologię angielską i po ukończeniu studiów założyłam szkołę języka angielskiego, dzięki czemu odkryłam moją prawdziwą zawodową pasję – dzieci. Podejście do nich, to, ile ciekawych rzeczy można zrobić, żeby je rozwinąć. Dlatego ukończyłam również studia pedagogiczne na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza, podczas których odbyłam wiele praktyk w różnych przedszkolach.

Moje doświadczenia zaowocowały pomysłem stworzenia miejsca, przedszkola, w którym dziecko ma szanse poczuć się jak w domu i będzie otoczone najwyższej jakości opieką. Stworzyliśmy unikalną ofertę językową – przedszkole jest anglojęzyczne, a zajęcia z języka hiszpańskiego odbywają się codziennie. Nasze dzieci nie są żabkami, kaczuszkami itp. Każde z nich ma swoje zdjęcie przy szafce. Jesteśmy wszyscy w jednej grupie. Dzięki temu dzieci się znają, wiedzą, że są starsi i młodsi, że warto sobie pomagać. Wiele dzieci nie ma rodzeństwa, więc tu uczą się dzielenia z innymi, cierpliwości czy stawiania innym granic. Skupiamy się na nich, na ich potrzebach. Poprzez codzienną systematyczną pracę, stymulujemy intensywnie ich rozwój.

A Dwujęzyczni, skąd taka nazwa?

Jako pedagog oraz filolog, wiem ile korzyści przynosi dziecku wczesna nauka drugiego języka. Nasze dzieci mają szansę nauczyć się języka angielskiego tak, jak języka polskiego, ponieważ uczymy je w sposób naturalny, pokazując świat w języku angielskim. Wszystko to, co rodzice mówią w domu po polsku, my mówimy po angielsku – tak jak to się dzieje w rodzinach dwujęzycznych. Dzieci w okresie przedszkolnym mają naturalną zdolność przyswajania języka, która wraz z wiekiem stopniowo zanika. W tym czasie tworzymy podstawy gramatyczne, fonetyczne oraz budujemy szeroki zasób słownictwa. Niektóre badania mówią, że mózg ludzki jest w stanie przyswoić biegle kilkanaście języków!

Skąd to wyróżnienie? Chyba nieczęsto się zdarza, żeby zagraniczni studenci przyjeżdżali uczyć się w polskich przedszkolach?

Tak, to ogromne wyróżnienie i docenienie naszej pracy. Jesteśmy jedyną placówką w Polsce, która została wybrana przez hiszpańską wyższą szkołę – Escola FP La Safor z Walencji, dzięki czemu hiszpańskie studentki, w ramach praktyk, poznają metody naszej pracy oraz wartości, którymi się kierujemy. Czujemy się niezwykle wyróżnieni mogąc uczestniczyć w tym projekcie. Przedszkole przeszło szczegółową kontrolę funkcjonowania placówki, naszego podejścia do dzieci, rodziców oraz współpracy między nauczycielami. Studentki oraz ich opiekunowie byli zachwyceni Dwujęzycznymi, dlatego uczelnia zdecydowała się podpisać z nami długoterminową umowę współpracy. W tym roku były u nas trzy studentki z Walencji – Marie, Clara i Selina – które nie mówiły w żadnym innym języku poza hiszpańskim. Co ciekawe, dzieci chętnie podejmowały z nimi rozmowę – to niesamowite, jak szybko udało się im pokonać barierę językową. Dla nas taka sytuacja to same korzyści, dzieci poznają inną kulturę, same przekonują się, dlaczego warto uczyć się innych języków. W naszym przedszkolu zrobiło się wtedy bardzo międzynarodowo, ponieważ oprócz studentek z Hiszpanii, na co dzień uczęszczają do nas dzieci z innych krajów. To był cudowny czas. Już nie możemy się doczekać kolejnych gości.

Jak wygląda zwykły dzień w tak niezwykłym przedszkolu?

Dużo osób o to pyta. Oczywiście mamy jakiś schemat, ale tak naprawdę dużo zależy od dzieci, ponieważ nie wszystko da się zaplanować. Zazwyczaj około godziny 9.00 siadamy do śniadania. Dzieci robią sobie kanapki, zjadają, sprzątamy po sobie, potem jest mycie zębów. Następnie odbywają się zajęcia dydaktyczne i wychodzimy na dwór. Po powrocie jemy drugie śniadanie, po którym mamy naukę języka oraz inne aktywności, takie jak: balet, gimnastykę korekcyjną, tenis, piłkę nożną, capoierę, logopedę, warsztaty kulinarne, dogoterapię, warsztaty małego naukowca. Naszym codziennym rytuałem jest również głośne czytanie. Po zajęciach jest podwieczorek, a potem dzieci odbierane są przez rodziców.

Czy poza zajęciami w przedszkolu wychodzicie gdzieś z dziećmi?

Wychodzimy codziennie na spacer. Często odwiedzamy stare zoo, do którego mamy bardzo blisko. Organizujemy wyjścia do teatru, biblioteki oraz wycieczki w różne inne ciekawe miejsca…

Czuć, że żyje Pani tym miejscem…

Tak i proszę sobie wyobrazić, że ja czuję się tutaj, jak w domu. Dla mnie ważne jest to, że nasze dzieci bardzo się lubią. Spotykają się po przedszkolu, często wyjeżdżają razem na wakacje. Kiedy organizujemy piknik rodzinny czy ognisko, każdy coś przygotowuje, dzieci bawią się razem z rodzicami i wszyscy jesteśmy jak jedna wielka rodzina. Dokładnie o to mi chodziło, kiedy otwierałam to przedszkole. A nam i rodzicom jest ciągle mało. Kiedy kończy się jedno wydarzenie, już mamy plan na następne.