Dream team

17 lipca 2018

Czteroosobowa grupa studentów Politechniki Poznańskiej, jako pierwszy zespół w Polsce, właśnie wróciła z Akkuschrauberrennen – wyścigu pojazdów napędzanych wkrętarkami marki BOSCH. Zajęli II miejsce w kategorii KNIFF – najlepsza konstrukcja oraz III miejsce w kategorii VERWANDLUNG – najszybsze rozłożenie pojazdu. Założyciel poznańskiego teamu MOTH2 – Sylwester Szymański włożył w to całe swoje serce, zrezygnował z pracy i zajęć na studiach. I chociaż były momenty, kiedy konto świeciło pustkami, nie poddał się i dotarł do celu.  

 

ROZMAWIA: Klaudyna Bogurska – Matys

ZDJĘCIA: Marcin Orszulak, HAWK

 

 

Kiedy postanowiłeś zostać inżynierem?

To było jak skończyłem Uniwersytet Artystyczny. Zacząłem praktyki w Niemczech, ale ciągle siedziało we mnie marzenie o byciu inżynierem. Zrezygnowałem z praktyk i wróciłem do Polski, aby przygotowywać się do studiów. Musiałem jeszcze raz napisać maturę. To wszystko nie było łatwe, a decyzja była bardzo odważna. Dziś postąpiłbym tak samo. Studia na Politechnice Poznańskiej kosztowały mnie bardzo wiele, ale dały mi dużo więcej niż tytuł inżyniera.

Od razu wiedziałeś jaki kierunek będzie dla Ciebie najlepszy?

Szukałem czegoś co łączyłoby różne technologie produkcji i konstrukcję – to dla mnie jako projektanta jest najważniejsze –  i zarządzanie. Idealnym połączeniem okazało się właśnie Zarządzanie i Inżynieria Produkcji.

Studiowałeś kiedyś za granicą…

Studiowałem dwa semestry na Hochschule Hannover  – Fakulät für Gestaltung. Tam każdy pracował nad swoim projektem indywidualnie, ale mógł jednocześnie liczyć na pomoc innych. Po studiach na UAP, PP i HH wydaje mi się, że właśnie takie podejście jest właściwe. Model „pracy grupowej”, której uczą nas tu działa tylko w pewnych przypadkach – kiedy wszyscy są bardzo dobrze wykwalifikowani w swoich zakresach, mają wyraźnie określone zadania, wspólny cel itd. Mi odpowiada bardziej ten model, gdzie każdy pracuje nad swoim projektem indywidualnie, ale pomaga innym i może liczyć równocześnie na ich wsparcie. Doświadczenie ze studiów na Politechnice Poznańskiej pokazuje również, że nakazywanie tworzenia projektów w kilkuosobowych grupach skutkuje konkurowaniem między nimi i zatarciem poczucia wspólnoty wewnątrz całego roku, bądź specjalności. Najczęściej współpraca i wsparcie pomiędzy grupami nie istnieje, a przecież o to chodzi w każdym dużym przedsięwzięciu. To musi zostać poprawione jeśli w przyszłości chcemy naprawdę pracować w zdrowych zespołach projektowych.

Kiedy zrodził się pomysł na stworzenie MOTH?

Na studiach w Hannowerze dowiedziałem po raz pierwszy o Akkuschrauberrennen  – wyścigu pojazdów napędzanych wkrętarkami marki BOSCH. Chłopaki z Hochschule przygotowywali wtedy coś z pozycją półleżącą. Myślę, że to właśnie ta inspiracja nadała charakter MOTH1. Zacząłem studia na ZiIP cały czas będąc aktywnym członkiem Koła Naukowego Inżynierii Wirtualnej Projektowania. Opiekunowie rzucili wtedy temat, abyśmy stworzyli „Pojazd Promocyjny IWP”. Długo nic nie powstawało, aż wreszcie zaproponowałem udział w Akkuschrauberrennen. Zostałem liderem zespołu i głównym projektantem – wtedy jeszcze bardziej „designerem”. Okazało się, że zrobiliśmy to jako pierwsi w Polsce. Wielu wydaje się, że chodzi w takim projekcie tylko o pojazd, ale nikt nie widzi pracy jaka jest wykonywana w zakresie pozyskiwania środków, promocji, organizacji wyjazdu, transportu, rozliczania środków, zamówień, pilnowania terminów, tworzenia raportów, prototypowania itp. Dla mnie to również było pierwsze duże doświadczenie pracy w niemałym, ośmioosobowym zespole. Zależało mi aby każdy dostał jedną, konkretną część do zaprojektowania. Olek zajął się mechanizmem kierownicy, Krzysztof – wspornikiem, a Bartek podnóżkami. Oni pomagali mi w projektowaniu reszty, a ja pomagałem im zaprojektować i dopieścić ich części najlepiej jak się da. Zamawiałem podzespoły i wydruki, a oni pomagali w pasowaniu i montażu. Bartek jest na BM i to on najwięcej pomagał w toczeniu i frezowaniu. Na zawodach, kiedy miałem kolizję i uszkodzona została kolumna kierownicza, już wszyscy wiedzieliśmy co należy zrobić. Rozumieliśmy się bez słów. To był prawdziwy „Racing TEAM”.

Ktoś Wam pomagał?

MOTH2 to konstrukcja stworzona od zera, od szkicu koncepcyjnego. Stworzenie ergonomicznego, poprawnie jeżdżącego, trójkołowego pojazdu – regulamin konkursu nie dopuszcza jednośladów – było chyba najtrudniejsze. Oczywiście koncepcje były najróżniejsze – miałem nawet pomysł, żeby składanie pojazdu zastąpić dmuchaniem odpowiednio skonstruowanej ramy. To byłby dopiero szok wśród konkurencji. Postawiłem jednak na niezawodność i poszliśmy w kierunku bardzo dobrze przemyślanej ramy składanej. Zwróciłem się do firmy KIPP o przesłanie próbek swoich produktów, które miałem okazję podziwiać na targach ITM 2017. KIPP został jednym z głównych sponsorów.

Największe finansowe wsparcie otrzymaliśmy od uczelni. Dziękuję Prorektorowi i Rektorowi za finansowanie, wiarę w projekt i doping. Cały czas też projekt wspierali swoją wiedzą i doświadczeniem prof. Marek Morzyński i prof. Michał Nowak. W optymalizacji ramy „Hyperlight” pomagał mi kolega Konrad Łyduch, który obecnie robi doktorat w naszej Katedrze Inżynierii Wirtualnej Projektowania, na Politechnice Poznańskiej.

Jak wypadł wyścig w tym roku? Poprawiliście wyniki?

Dla każdego z członków zespołu MOTH2: Bartosza Złotego, Aleksandra Deski i Krzysztofa Plewy był to pierwszy udział w takim projekcie, dlatego starałem się ogarnąć cały projekt, wyjazd i udział w zawodach wykorzystując doświadczenie z poprzedniej edycji.

Wyniki zostały znacznie poprawione MOTH2 jest o 12 km/h szybszy od starszego brata, 4 kg lżejszy (9,8 kg) i ma znacznie większy zasięg dzięki odpowiedniemu chłodzeniu i poprawie sztywności konstrukcji i przełożenia. Sam udział w zawodach był ogromnym sukcesem – zdobyliśmy II miejsce w kategorii KNIFF – najlepsza konstrukcja oraz III miejsce w kategorii VERWANDLUNG – najszybsze rozłożenie pojazdu – 32 sek./ średni czas 1 minuta/ zwycięzcy: 22 sek..

Rozczarowaniem było tylko to, że choć wszyscy pozostali uczestnicy podchodzili do nas i gratulowali tak przemyślanej i dopracowanej konstrukcji oraz designu to I miejsce zdobyli niespodziewanie organizatorzy. Śmieję się że porównanie MOTH1 do MOTH2 to jak Golf2 do Golf7. Najbardziej jestem chyba dumny też z tego, że wreszcie optymalizacja topologiczna, o której uczę się od czterech lat poddana została fizycznej próbie i udowodniłem, że to faktycznie działa. Jeszcze raz dziękuję Konradowi Łyduchowi i prof. Michałowi Nowakowi, bo to oni pomogli mi zaprojektować tę konstrukcję i zespołowi MOTH2, bo sporo było pracy nad wprowadzaniem tego w życie.

Co poradziłbyś studentom, którzy mają podobne marzenia?

Mogę tylko powiedzieć – nie poddawajcie się. Tworząc MOTH2 codziennie było do rozwiązania kilka, kilkanaście problemów różnej natury – projektowej, organizacyjnej, personalnej, finansowej. To bardzo trudna droga, ale każdy rozwiązany problem daje radość. Było kilka momentów, kiedy miałem dość. Zrezygnowałem z zajęć i pracy zarobkowej żeby w stu procentach poświęcić się temu projektowi. Nie miałem momentami nic na koncie, ale wierzyłem, że będzie warto. Dziś coraz mniej studentów decyduje się na takie poświęcenie, wolontariat. Większość woli robić praktyki, staże, bądź po prostu dorabiać na studiach. Kilkoro członków początkowych MOTH2 nie mogło połączyć spotkań projektowych z pracą i musieli opuścić team. Pozostali mieli na głowie też inne projekty w kole naukowym. Również nie zostali do końca. Nie da się robić tego „dodatkowo”. Trzeba się skupić na jednym projekcie, włożyć w niego całe serce i co najważniejsze – DOPROWADZIĆ DO KOŃCA, bowiem tylko z zakończonych projektów jesteśmy w stanie się prawdziwie czegoś nauczyć.