Fachowa księgowa

19 października 2018

Maria Lipka od 23 lat prowadzi biuro rachunkowe, przy ulicy 3 Maja w Poznaniu. W niewielkim mieszkaniu znajdują się segregatory z dokumentacją ponad 50 firm z różnych branż. Uwielbia swoją pracę i ludzi, i przekonuje, że w księgowości nie ma nudy. – Klienci dokonują zakupów, które mogą być kwestionowane przez Urząd Skarbowy, potrzebują pomocy w kontakcie z urzędnikiem, wyjaśnienia kwestii związanych z formą opodatkowania itp. A ja muszę im pomóc i stanąć na wysokości zadania, żeby się rozwijali, a nie stali w miejscu – mówi Fachowa Księgowa, którą do nauki tego zawodu namówiła… mama.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

Naprawdę mama namówiła Panią na ekonomię?

Tak. Zresztą ona zawsze powtarzała, że ekonomiści są potrzebni w wielu branżach. Jako kierunek studiów wybrałam finanse – rachunkowość, bo wtedy było najmniej chętnych na ten kierunek. Wszyscy mówili, że księgowość jest nudna.

A jest?

Ależ skąd. Owszem, siedzimy – jak to się mówi – w papierach, ale często trzeba pojechać do klienta, do urzędu, chociaż już coraz rzadziej, ponieważ dużo rzeczy można załatwić przez Internet. Czasami telefon z Urzędu, ZUS-u, od klienta, burzy zaplanowany wcześniej dzień pracy. Biuro mamy czynne od godziny ósmej, ale ja zawsze jestem wcześniej. Mam czas na przeanalizowanie różnych rzeczy, przygotowanie pracy, przegląd przepisów.

A te często się zmieniają…

Dużo zmian planowanych jest od nowego roku, zresztą w tym roku też mieliśmy różne perturbacje z tym związane. To jest jak żywy organizm.

Pani jest trochę jak lekarz, uczy się całe życie.

Wiedza jest niezbędna do pracy w tym zawodzie. Regularnie biorę udział w szkoleniach Stowarzyszenia Księgowych w Polsce, w oddziale wielkopolskim w Poznaniu, spotkaniach Klubu Biur Rachunkowych, bardzo ciekawe są też odczyty organizowane przez Stowarzyszenie. Pracownicy uczestniczą w szkoleniach Wielkopolskiego Stowarzyszenia Doradców Podatkowych. Praca księgowego jest bardzo dynamiczna i wymaga ciągłego doskonalenia. Poza tym, wielu osobom trzeba pomóc. Przykładowo, małe firmy mają trudniejszą sytuację, jeżeli chodzi o znalezienie się na rynku, oczekują doradztwa w wielu dziedzinach.

Dlaczego?

Dlatego, że nie zawsze dysponują dużymi pieniędzmi. Na ogół są to jednoosobowe firmy, dziś trudno pozyskać pracowników i przebić się. Na szczęście sporo się robi, żeby wspomóc tego typu przedsiębiorstwa, choćby poprzez ulgi dotyczące ZUS-u czy podwyższanie kwot wolnych od podatku.

Co oznacza dobra księgowa dla firmy?

Bezpieczeństwo, czas na prowadzenie działalności gospodarczej, informacje bieżące, które są wykorzystywane przy podejmowaniu decyzji. Księgowość równie dobrze można nazwać lustrem przedsiębiorstwa. Są to rzeczywiste stany poszczególnych działań, ich prezentacja i interpretacja, na podstawie których można sprawdzić gospodarczą i majątkową sytuację firmy. Poza tym, jest to też bieżąca ewidencja zdarzeń mających miejsce w firmie.

I Pani nad tym wszystkim panuje?

Muszę. (śmiech)

Pracodawcy ciągle narzekają na zmieniające się przepisy.

Wcale się nie dziwię, bo trudno to wszystko opanować. Zmieniają się przepisy, poza tym kwestia spraw VAT-owskich, co jest bardzo skomplikowane, zwłaszcza dla początkujących przedsiębiorców. I choć wiele rzeczy można załatwić elektronicznie, jest to kosztowne, bo np. podpis elektroniczny to wydatek około 300 złotych. Do tego trzeba mieć odpowiedni program komputerowy, który jest niezbędny do elektronicznej wysyłki deklaracji. Nie wszystko da się załatwić zza biurka.

Z czym dziś trzeba pojechać do urzędu?

Ze zgłoszeniem płatnika podatku VAT, zgłoszeniem opodatkowania najmu lokalu czy złożeniem sprawozdania finansowego, z wyjaśnieniem dotyczącym pomyłek w płatnościach. Z kolei do ZUS-u trzeba zanieść zgłoszenie płatnika składek, wniosek o wypłatę zasiłku chorobowego, macierzyńskiego, o emeryturę, itp.

Myśli Pani, że przyjdzie taki dzień, w którym wszystko będzie można wysłać mailem?

Na pewno, tylko nie wiem czy to będzie aż tak korzystne, ponieważ czasem osobisty kontakt z urzędnikiem jest potrzebny, żeby wyjaśnić daną sytuację. Przykładowo, kłopot pojawia się kiedy firma zmienia miejsce prowadzenia działalności. Zarejestrowanie nowego adresu bardzo długo trwa, zmienia się właściwość miejscowa urzędu skarbowego. Pamiętam, jak jeden z naszych klientów kupił spółkę z siedzibą w Łodzi, a nowy adres był w Wielkopolsce. Sprawa utknęła w sądzie i trzeba było przez dłuższy czas załatwiać formalności w dwóch urzędach, co bardzo komplikowało nam pracę.

Czyja to jest wina?

Sądzę, że zawodzą procedury. Mamy klienta, który w Poznaniu ogłosił upadłość. Od maja sprawa nie została rozstrzygnięta w sądzie, przez co wciąż musimy składać deklaracje do urzędu skarbowego, mimo że są one zerowe.

I pracy wciąż przybywa…

Ale ja i pracownicy lubimy naszą pracę, gdyby było inaczej – nie było by nas tu. Poza tym ciągle uśmiechamy się do naszych klientów, chociaż czasem powinniśmy tupnąć nogą, kiedy na przykład spóźniają się z przesłaniem dokumentów. Jednak wciąż załatwiamy wszystko polubownie. Opóźnienie w dostarczeniu dokumentów powoduje konieczność pracy w nadgodzinach, bo termin urzędowy jest sztywny i nie możemy go przekroczyć. A wiadomo, że nie może być pomyłek.

Zdarzyło się opóźnić?

Nie, chociaż musiałam wysyłać zerowe deklaracje, a potem robić korekty. A to od razu daje sygnał, że jest jakaś trudniejsza sytuacja w firmie i mogą być z tego kłopoty.

Kogo obsługuje Pani biuro?

Oj, to jest bardzo różnie. Mamy powyżej pięćdziesięciu klientów, pośród nich: restauracje, wydawnictwa, adwokatów, firmy produkcyjne, usługowe, hurtownie, firmy szkoleniowe, sklep odzieżowy, pośrednictwo w handlu nieruchomościami, lekarzy. Nie skupiamy się na jednej branży. Poza tym ludzie przychodzą i pytają, gdy chcą założyć firmę. Rozpatrujemy wówczas różne formy opodatkowania, warunki opłat na rzecz ZUS-u, podleganie opodatkowaniu VAT lub nie. Zdarza się, że osoby pracują na etacie i zakładają działalność, bo chcą dorobić lub zmienić charakter swojego zatrudnienia i rozważają słuszność podjęcia takiej decyzji.

I jak to funkcjonuje?

Czasem jest tak, że rezygnują z etatu na korzyść swojej działalności, bo tak szybko rozwija się firma. Wiadomo, że na początku trzeba ponieść koszty, ale przy odrobinie przedsiębiorczości i samozaparcia można osiągnąć wiele. Przykładem jest firma produkująca automaty do rozmieniania pieniędzy. Obecnie eksportują bardzo dużo samoobsługowych straganów do sprzedaży owoców, warzyw itp. Rozpoczęli działalność stosunkowo niedawno, a już budują kolejną halę produkcyjną.

Ma Pani ulubionego klienta?

Mam takiego, z którym pracuję od samego początku i nigdy nie zdarzyły się opóźnienia etc. To spółka z kapitałem zagranicznym, ma siedzibę w Słubicach, jej współwłaścicielką jest Polka. Dokumenty zawsze są przysyłane na czas, nawet zwykłą pocztą. Kiedy czegoś brakuje lub niezbędne są wyjaśnienia, wszystko otrzymuję elektronicznie, jesteśmy również w stałym kontakcie telefonicznym. Wydaje mi się, że to zależy od osoby prowadzącej działalność – czy rozumie po co ją prowadzi i czy ma zmysł gospodarczy. Dziś potrzeba kreatywności, wizji rozwoju firmy, wprowadzenia pracowników w specyfikę działalności. Z czasem pojawia się problem sukcesji.

I tu pojawia się kłopot.

Tak, bo dzieci nie chcą przejmować firm od rodziców. Za dużo słyszą o problemach związanych z prowadzeniem działalności, a pozytywnych stron własnego biznesu aż tak się nie eksponuje. Dzieci chcą iść swoją drogą, mają inne zainteresowania, wizję przyszłości. Poza tym młode pokolenie boi się odpowiedzialności, brakuje im odwagi. A czasem po prostu chcą robić zupełnie coś innego. O sukcesora trudno, a w wielu branżach nie ma zbyt wielu chętnych do pracy.

Stąd Ukraińcy?

Pracowników brakuje wszędzie, dlatego przedsiębiorcy posiłkują się cudzoziemcami. I tu pojawiają się skomplikowane sytuacje dotyczące opodatkowania wynagrodzenia, ubezpieczenia w ZUS-ie, rozliczeń rocznych. Oni po prostu podlegają innym przepisom, problematyczne są kwestie pobytu, posiadania numeru PESEL. Poza tym Ukraińcy często nie rozumieją co się do nich mówi, nie tylko ze względów językowych, a to rodzi kłopoty.

Jako księgowa obserwuje Pani rozwój firmy, ale też czasem upadek.

Tak. Pamiętam klienta, który sprzedawał klocki Lego. Było to ogromne przedsięwzięcie pod względem finansowym. Najpierw trzeba było dostosować lokal do potrzeb centrum handlowego, kupić towar, a sprzedaż nie szła rewelacyjnie. Myślę, że trochę przez to, że te klocki są już praktycznie w każdym sklepie. Szkoda.

Gdzie dziś nauczyć się zawodu?

Najlepiej od dobrego fachowca, na praktykach, w firmach. Najskuteczniej uczy się na żywym organizmie.

Jak długo Pani jest księgową?

Biuro prowadzę już 23 lata, a przecież biur rachunkowych w Poznaniu jest sporo. I tak sobie myślę, że skoro tyle lat to robię, to muszę robić to dobrze (uśmiech).

Jest Pani dumna ze swojej pracy?

Mogę śmiało powiedzieć, że jestem dumna z siebie i z tego co robię, chociaż odpowiedzialność jest ogromna. Tak, to jest mój sukces.