Kupiec po poznańsku

20 września 2018

To pierwsze i jedyne centrum handlowo – biurowe w sercu starego miasta. W tym roku kończy 17 lat. Od samego początku zarządza nim Stanisław Szyszka – poznaniak, absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu. Zna on tutaj każde miejsce, wszystkich ludzi, ma ogromny autorytet wśród pracowników, którzy codziennie z ogromną serdecznością mówią mu: dzień dobry. W prowadzeniu interesów wspiera go syn – Adam Szyszka, profesor ekonomii, który od lat z powodzeniem łączy karierę naukową z działalnością biznesową.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Magdalena Adamczewska, Piotr Walichnowski

 

Skąd na mapie Poznania wziął się Kupiec Poznański?

Stanisław Szyszka: Na terenie obecnego budynku Kupca wcześniej stały stragany, na których każdy  handlował czym mógł. Część terenu była wydzierżawiana przez miasto, część przez właścicieli prywatnych. Pewnego dnia właściciele działek wpadli na pomysł wybudowania centrum handlowo – biurowego. Zanim jednak rozpoczęła się budowa doczekaliśmy się murowanych pawilonów, od strony ulicy Strzeleckiej. Handel podzielony był m.in. na gastronomię, obuwie i ubrania, lustra, lampy i inne artykuły wyposażenia mieszkań. W tamtych czasach wszystko świetnie się sprzedawało. Były to jednak czasy dynamicznych przemian naszym kraju i w handlu, tak jak i w innych sektorach gospodarki nie można było stać w miejscu. W odpowiedzi na wchodzące do kraju zagraniczne sieci handlowe i coraz większą konkurencję, postanowiliśmy wybudować obiekt, który miał być odpowiedzią na rosnące oczekiwania klientów, a jednocześnie bazował na polskim, rodzimym kapitale. Wspólnie z miastem podjęliśmy rozmowy o budowie Kupca Poznańskiego.

I wszyscy kupcy musieli opuścić plac?

Stanisław Szyszka: Tak, ale po wniesieniu wkładu własnego do spółki, mogli nadal prowadzić działalność w Kupcu Poznańskim, tylko już w zupełnie innych, cywilizowanych warunkach.

Ile osób zdecydowało się zostać?

Stanisław Szyszka: Prawie wszyscy, jedynie ci co dowozili towar i byli tu tylko od czasu do czasu nie przyłączyli się do tej inicjatywy. Zebraliśmy trochę pieniędzy i zaczęliśmy myśleć kto to zaprojektuje, jak to będzie wyglądało. Znaleźliśmy biuro projektowe, które przygotowywało projekt – od tego zależała później decyzja miasta odnośnie budowy. Jeździliśmy po innych miastach – w Polsce i za granicą inspirując się obiektami tego typu. Podpatrując innych wróciliśmy i przekazaliśmy swoje uwagi architektom. Na tej podstawie powstał Kupiec Poznański.

Kto początkowo tutaj handlował?

Stanisław Szyszka: Trzeba wspomnieć, że samo projektowanie trwało dwa lata, dwa lata budowano obiekt, aż w końcu swoje miejsce znaleźli tutaj kupcy. W lokalach na terenie Kupca handlowali i świadczyli usługi zarówno lokalni przedsiębiorcy, ale także międzynarodowe sieci handlowe, które na normalnych zasadach komercyjnych wynajmowały powierzchnię handlową. Od samego początku jest z nami C&A – co więcej była to jedna z ich pierwszych lokalizacji tej sieci w Polsce, na długo przed Warszawą. Od 17 lat nieprzerwanie funkcjonuje również studio fotograficzne Foto Viva, salon mody MOLTON, czy mający swoją stałą klientelę salonik prasowy Trafika. Prawie od początku jest z nami centrum medyczne Enel-Med. Jednak, z biegiem lat bywało różnie.

To znaczy?

Stanisław Szyszka: W Poznaniu powstawały kolejne centra handlowe i narastała konkurencja. W odpowiedzi na nowe warunki rynkowe, w tym również na zmiany w zwyczajach zakupowych poznaniaków (m.in. wzrost znaczenia sprzedaży internetowej), ale też zmiany w potrzebach najemców biurowych, konieczne były adekwatne decyzje strategiczne. Kupiec zaczął przechodzić prawdziwą metamorfozę, czego pierwsze efekty widać już dziś: nastawiliśmy się na kreatywne przestrzenie biurowe, wygodę użytkowników biur, w tym pracowników nowego pokolenia (np. parkingi dla rowerów, prysznice w przestrzeni biurowej). Większe niespodzianki jeszcze nas czekają, zwłaszcza jeżeli chodzi o cześć Kupca, która dotychczas funkcjonowała jako powierzchnia stricte handlowa.

Podobno macie najlepszy widok z biur w Poznaniu. To prawda?

Stanisław Szyszka: Tak, bo z naszych okien widać cały Stary Rynek. Zresztą gdyby Pani weszła na górę to też zakochałaby się Pani w tym widoku i przestrzeni, które są niepowtarzalne.

Dlaczego akurat Pan został prezesem Kupca?

Stanisław Szyszka: Od dawna współpracuję z moim wieloletnim partnerem biznesowym i przyjacielem, p. Romanem Ławickim, który też jest jednym z założycieli Kupca i pełni funkcję przewodniczącego rady nadzorczej naszej spółki. Z jego rekomendacji zostałem wybrany przez pozostałych udziałowców, którzy obdarzyli mnie zaufaniem. Ale już czas na emeryturę (śmiech). Stopniowo coraz więcej obowiązków oddaję synowi – Adamowi, który pomaga mi od samego początku. Kupiec to moje dziecko i jestem z niego bardzo dumny, tak samo jak dumny jestem z syna.

Czyli sukcesja?

Stanisław Szyszka: Tak. Przebiega z ogromnym powodzeniem.

Adam Szyszka: Powoli przejmuję obowiązki taty, chociaż nie jest to takie proste, bo prowadzę jeszcze działalność naukowo-ekspercką. Ale znam Kupca, można powiedzieć od podszewki.

Jak się Panu pracuje z tatą?

Adam Szyszka: Bardzo dobrze. Kłócimy się czasem przy okazji spotkań rodzinnych (śmiech). Tak naprawdę jednak nigdy nie mieliśmy większego konfliktu. Początkowo doradzałem tacie w zakresie finansów, bo na tym doskonale się znam. Mieliśmy grunt, ale niezbyt dużo kapitału. W obecnych warunkach rynkowych ta inwestycja, bez dodatkowego finansowania, zwyczajnie by się nie udała. Trzeba było stworzyć odpowiedni mechanizm finansowy. To się udało. Wszelkie sprawy związane z finansowaniem, jakie pozyskaliśmy na budowę leżały po mojej stronie. Obecnie zakres obowiązków stopniowo wzrasta, ale mają one gównie charakter decyzji finansowo-strategicznych. W bieżących sprawach operacyjnych odciążeniem dla nas jest wynajęty zarządca budynku – firma Estate Fellows.

Ale wtedy, pod koniec lat 90-tych, był Pan jeszcze na studiach.

Adam Szyszka: Tak, na ostatnim roku. Do tego doszedł później wyjazd na studia doktoranckie do Nowego Jorku, więc musiałem tatę zostawić samego. Właściwie to on „wybudował” Kupca. Dopiero w 2001 roku, już po otwarciu, włączyłem się w funkcjonowanie centrum. Poza finansami, włączyłem się również w kwestie marketingowe. Organizowaliśmy koncerty. Występowało u nas Kombi, De Mono, kabaret Otto, Cezary Pazura, Stanisław Sojka, były parady wielbłądów, słoni, barwna karawana kupców maszerująca od Ronda Kaponiera do Kupca, organizowaliśmy pokazy mody. Kupiec zawsze był i będzie dla mnie bardzo ważny, taką trochę częścią mnie…

Kiedy dołączał Pan do rodzinnego Kupca miał Pan w głowie jego wizję rozwoju?

Adam Szyszka: Początkowo nie. To był pierwszy  nowoczesny budynek handlowo-biurowy w ścisłym centrum Poznania. Czas płynie, konkurencja nie śpi. Wizja tamtego obiektu, jako inicjatywy oddolnej samych kupców, była bardzo nowoczesna i odpowiednia jak na tamte czasy. Dziś wszystko się zmienia i żeby wykorzystać jego atuty, w tym zwłaszcza wyśmienitą lokalizację, potrzebna jest modernizacja. Rozpoczęliśmy od komunikacji i przestrzeni wspólnych w części biurowej. Są już nowe windy, powstała pierwsza recepcja z ekologiczną zieloną ścianą z mchu, który żyje i rośnie, powstają nowe toalety, prysznice, kuchenki, przestrzenie relaksu. Nie każdy wie, że na parkingu podziemnym kupca powstał dedykowany parking rowerowy. Zanim go stworzyliśmy wspólnie z architektami pojechaliśmy oglądać tego typu parkingi w Belgii. Proszę sobie wyobrazić, że znaleźliśmy siedmiopoziomowy parking rowerowy, w mieście mniejszym od Poznania. I to było coś. Chcę żeby ten budynek był na stałe wpisany w centrum miasta, dlatego szykujemy się też do istotnej zmiany w części handlowej. Chcemy, aby Kupiec Poznański był miejscem wygodnym.

Modernizację zaczęliście od powierzchni biurowej?

Adam Szyszka. Tak. Mamy biura od 100 do 1500 metrów, w pełni wyposażone, pod klucz, wyremontowane z pełną infrastrukturą teleinformatyczną, klimatyzacją. Część naszych najemców jest z nami od samego początku i przedłużają z nami umowy. Ci, którzy odchodzą, bo firmy się rozrastają i trzeba poszukać innego miejsca opuszczają biura a w ich miejsce przychodzą następni klienci, z czego się bardzo cieszymy. Obecnie wymieniamy wszystkie wykładziny, kładziemy nowoczesne spieki kwarcowe, odświeżamy ściany, uzupełniamy je o elementy dekoracyjne, np. artystyczny mural czy zdjęcia Szymona Brodziaka.

Po co to wszystko?

Adam Szyszka: Zapotrzebowanie rynku wciąż się zmienia. Dzisiaj ludzie szukają czegoś więcej niż tylko pomieszczenia. Na podstawie badań, które ostatnio śledziłem wynika, że dla młodych pracowników jednym z czynników motywujących są warunki pracy. To, że w biurach pojawiają się piłkarzyki, stoły do gry w ping – ponga, to dziś standard i u nas to wszystko jest. Jeden z naszych klientów zażyczył sobie wygłuszonego pomieszczenia, żeby mógł grać na gitarze basowej. Zbudowaliśmy. Inny zażyczył sobie piaskownicę dla psa. Są też budki telefoniczne w miejscach, gdzie pracuje się na tzw. open space. Dzięki temu pracownicy mogą prowadzić bez skrępowania prywatną rozmowę. U jednego z dużych najemców zorganizowaliśmy pokój masażu dla pracowników, aby mogli się regenerować i relaksować po godzinach wytężonej pracy biurowej. Bardzo dobrze funkcjonuje u nas restauracja, gdzie każdy może zejść na lunch, nie wychodząc z budynku. Mamy cztery tarasy, gdzie można się chwilę odpocząć na świeżym powietrzu. Budynek zaprojektowany jest w konstrukcji szkieletowej, na siatce modularnej, co pozwala na jego dużą elastyczność i łatwo można przestawić ścianki. Za każdym razem, kiedy przychodzi do nas klient prosimy go o spisanie potrzeb i pod niego projektujemy powierzchnię biurową. Mamy architektów, którzy z nami współpracują. Robimy space plan i przedstawiamy najemcy. Dyskutujemy, wyceniamy, negocjujemy i wykonujemy. Wygoda, funkcjonalność i życzenia klientów stanowią dla nas naczelne wytyczne.

Czy przy prowadzeniu tego typu obiektu potrzebny jest zarządca?

Adam Szyszka: Zarządca, czyli Estate Fellows Poznań Sp. z o.o. ułatwia nam pracę. Odciąża właścicieli od bieżących problemów funkcjonowania budynku.

Konsultuje Pan to wszystko z tatą?

Adam Szyszka: Oczywiście. Czasem nawet za dużo rozmawiamy na temat Kupca. Ale bywają dni, kiedy nie zamykają nam się drzwi do biur z powodu liczby gości i interesantów i przez cały dzień praktycznie się nie widzimy.

Stanisław Szyszka: Na szczęście mamy taki zwyczaj, że cała nasza rodzina spotyka się w niedziele, i oczywiście w święta. I naturalnie rozmawiamy, o Kupcu też. Zresztą uważam, że wiele rzeczy wynosi się z domu.

Co Pan wyniósł z domu?

Adam Szyszka: Poszanowanie tradycji, solidność, szacunek do innych ludzi, słowność, przywiązywanie wagi do tego co się mówi. W historii Kupca i biznesu, który temu towarzyszy do dziś spotykam się z osobami, z którymi wiele rzeczy ustalam słownie. To wszystko dzięki ojcu, dla którego dane słowo jest rzeczą świętą. I nie raz słyszę od kontrahentów czy pracowników: z pana tatą wszystko uzgadnialiśmy i zawsze dotrzymywał słowa, więc z panem też tak będzie. Jak Pani widzi dla mnie reputacja i nazwisko są bardzo ważne. Poza tym nauczono mnie, że aby wymagać od innych, w pierwszej kolejności należy wymagać od siebie.

Co by było, gdyby nie było Kupca Poznańskiego?

Adam Szyszka: Pewnie byłoby coś innego (śmiech). Moje serce bije w Kupcu Poznańskim i życzę wszystkim takiej sukcesji jak w naszej rodzinie.

Nie wszędzie przebiega to w taki sposób…

Adam Szyszka: Tak. Bardzo często spotykam się dziś z problemem sukcesji, chociażby w mojej działalności doradczej, którą również świadczę dla biznesu z racji mojego doświadczenia na styku uczelni i gospodarki. Ludzie, którzy na przełomie lat 90-tych zakładali biznesy i mieli około 40 lat dziś są 70-latkami. W związku z tym naturalnie przechodzą na emeryturę i chcą sprzedawać firmę. Często przedsiębiorcy zwracają się do mnie, gdy chcą go wycenić swój biznes, aby go podzielić między członków rodziny (wersja optymistyczna) lub po prostu gdy chcą go zbyć z racji braku lepszego pomysłu, zmęczenia i swoistego wypalenia (wersja pesymistyczna, acz niepodziewanie częsta). A ja wtedy pytam co się dzieje skoro firma świetnie prosperuje. I słyszę od właściciela, że nie ma jej komu przekazać. Dzieci nie bardzo są tym zainteresowane, albo wyjeżdżają za granicę i nie chcą przejmować biznesu. Życzę wszystkim założycielom firm, takiego sukcesu jakim może pochwalić się mój tata, który nie tylko odniósł sukces gospodarczy, ale jeszcze ma komu przekazać biznes. Tu nie chodzi o sam obiekt, ale też o przekazanie pewnego sposobu prowadzenia biznesu, wartości, tradycje. Niby w biznesie nie ma sentymentów, a ja uważam że są. Wiele zawdzięczam nauce i wychowaniu, które dostałem od rodziców. I to jest bezcenne.

 

Kupiec Poznański

Budynek o łącznej powierzchni 32.000 m² ukończono w 2001 roku. Składa się on z sześciu kondygnacji nadziemnych i jednej podziemnej. Łączy on w sobie funkcję biurową i handlową. Na parterze, I i II piętrze zlokalizowane są sklepy, kawiarnie i punkty usługowe, natomiast trzy ostatnie kondygnacje przeznaczone są na pomieszczenia biurowe.

Na elewacji znajduje się tablica upamiętniająca prezydenta USA – Herberta Hoovera, którego imieniem nazwano to miejsce w 1946 roku, w dowód wdzięczności za pomoc tego polityka dla Polski. W późniejszych latach nazwa została zmieniona na plac Wiosny Ludów.

www.kupiecpoznanski.pl