Moje serce bije na Chwaliszewie

24 kwietnia 2018

 

Urodziła się w Moskwie, ale dzieciństwo spędziła w Poznaniu, do którego regularnie przyjeżdża. Często wraca myślami na swoje podwórko na Chwaliszewie i na trzepak, z którego wielokrotnie spadała. Lubi spacerować w lesie, ale zazwyczaj się gubi, najbezpieczniej czując się w poznańskim Żurawińcu. Uwielbia pyrę z gzikiem, gołąbki swojej babci i lody casatte z nieistniejącej już kawiarni „Rodzynek”, przy ulicy Wielkiej. I choć jest teraz bardzo zapracowana specjalnie dla nas zgodziła się wybrać na spacer po rodzinnym Poznaniu…

 

ROZMAWIA: Klaudyna Bogurska-Matys, Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Robby Cyron 

 

Zagrała w kilkudziesięciu produkcjach filmowych i teatralnych. Widzowie doskonale pamiętają jej świetne kreacje z takich filmów jak: „Planeta Singli”, „Rozmowy nocą”, czy „Podejrzani zakochani”. W 2005 roku zdobyła nagrodę XXIII Festiwalu Szkół Teatralnych za przedstawienie „Łoże” Sergia Belbela w Łodzi. Obecnie pracuje na planie dwóch seriali – „Trzeciej połowy” i „Leśniczówki”, jednocześnie rozpoczęła zdjęcia do filmu „Planeta Singli 2”. Gra w dwóch spektaklach w Teatrze Komedia: „Żona potrzebna od zaraz” oraz „Seks, miłość i podatki”.

 

Weronika jest smukłej budowy. Ma ciepłe spojrzenie, piękny uśmiech i długie blond włosy. Ubrana w dżinsy i kurtkę wygląda jak nastolatka. Kiedy stajemy na Chwaliszewie jej wzrok błądzi po starych kamienicach, a w głowie wracają wspomnienia.

To miejsce, gdzie spędziłaś dzieciństwo?

Tak, chociaż ta dzielnica dziś wygląda zupełnie inaczej niż w latach 80-tych. Kiedy myślę o dzieciństwie zawsze wracam pamięcią na swoje podwórko na Chwaliszewie, obok kamienicy, w której mieszkali moi dziadkowie. Pamiętam dużą piaskownicę, w której uwielbiałam się bawić i sztender, czyli trzepak, z którego niejednokrotnie spadłam. Niedaleko naszego domu była ogromna łąka, której dzisiaj już nie ma. Rosło tam wiele różnych krzewów, ale najwięcej było dzikiej róży, której niesamowity zapach do dziś przywołuje wspomnienie dzieciństwa. Płatki tych róż zrywałam z moją babcią w czerwcu na procesję Bożego Ciała.

Tylko zrywałaś czy również sypałaś?

Babcia pilnowała bym zawsze szła w procesji, a ja podchodziłam do tego bardzo poważnie i każde rzucenie płatków, wykonywałam z odpowiednią gracją, niemalże tanecznym krokiem. W końcu taniec u mnie w rodzinie był od zawsze.

Miałyście swoje ulubione miejsca w Poznaniu?

Babcia codziennie odprowadzała mnie do przedszkola. Samo wyjście było pewnego rodzaju rytuałem. Wieczorem zakręcała mi loki na papiloty z gazety. Rano robiła mi piękną fryzurę, a ja dobierałam do niej ubrania. Lubiłam się stroić. Mieszkaliśmy blisko Starego Rynku, który często odwiedzaliśmy. Przy ulicy Wielkiej kiedyś była kawiarnia „Rodzynek”, do której zabierał mnie mój dziadek. Zawsze zamawiał dla mnie dużą porcję lodów Casatte, a potem szliśmy do kina Gong, które było po drugiej stronie ulicy. Można w dużym skrócie powiedzieć, że babcia zabierała mnie do kościoła, a dziadek wychodził ze mną na miasto (śmiech). Moje życie toczyło się na Chwaliszewie. To był mój wspaniały i bezpieczny świat, który zawsze wspominam z ogromnym sentymentem. Do dzisiaj lubię tam jeździć, nadal mam tam znajomych.

Zawsze chciałaś być aktorką?

Nie! Jak byłam mała marzyłam o tym by być fryzjerką albo kosmetyczką. Wszystkie koleżanki mojej babci przychodziły do mnie na czesanie i makijaż.

Mówiłaś, że często wracasz na Chwaliszewo. Ale to pewnie nie jedyne Twoje miejsce w Poznaniu.

Dziś nie przywiązuję wagi do miejsc, a bardziej do ludzi. Związuję się z człowiekiem, ważna jest dla mnie moja rodzina, przyjaciele i znajomi. Dużo też zależy od tego na co mamy ochotę. Jeśli ma być to spacer, to oczywiście mam miejsca, które lubię odwiedzać ale jak chcemy zjeść dobre sushi to też wiem dokąd pójść.

Mówisz, że dobrze znasz Warszawę, a podobno masz słabą orientację w terenie i łatwo się gubisz…

Mówiąc, że dobrze znam Warszawę miałam na myśli, że znam tam już wiele miejsc. A to jak w nie docieram, to już zupełnie inna kwestia. Jestem bardzo wdzięczna za wynalezienie GPS. Jasne, że trasy które pokonuję stale są mi znane. Choć zdarzało mi się pogubić nawet w miarę blisko domu. Tak już po prostu mam.

Poszłabyś sama do lasu na grzyby?

Nigdy w życiu. Tym bardziej, że bardzo to lubię i potrafię się nieźle zapomnieć. Nie jestem w stanie upilnować tego, gdzie zostawiam auto. Jedyny las, do którego wybieram się na spacer to poznański Żurawiniec. I to też tylko określone trasy.

Jesteś dobrym kierowcą?

Na studiach miałam pewien wypadek. W zasadzie to była kolizja, jednak dosyć spektakularna. Wyjeżdżałam na uczelnię. Na balkonie mojego mieszkania stali rodzice i machali mi na pożegnanie. Zamiast na drodze skupiłam się na nich i wymusiłam pierwszeństwo na… tramwaju. Pamiętam straszny huk. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Zanim zdążyłam wyjść z samochodu rodzice stali już na dole. Drugą kolizję miałam na ulicy Chociszewskiego w Poznaniu. Ale to już zupełnie inna historia. Była okropna pogoda a na tej ulicy są „kocie łby” i o poślizg nietrudno. No i stało się. Mogę więc śmiało powiedzieć, że jestem dobrym kierowcą (śmiech).  Tym bardziej, że to było naprawdę bardzo dawno temu.

Dlaczego wyprowadziłaś się z Poznania?

Bardzo lubię Warszawę i choć zawsze powtarzam, że jestem lokalną patriotką, to jednak muszę być szczera i powiedzieć, że w Warszawie też jest mi dobrze. Oczywiście wciąż lubię wracać do Poznania. Tutaj teraz odpoczywam.

Jesteś wstanie policzyć ile razy się w życiu przeprowadzałaś? Przecież mieszkałaś w wielu miastach: Moskwa, Poznań, Łódź, Kraków, Warszawa.

Przeprowadzałam się kilka razy, ale to było bez znaczenia. Wierzę, że najważniejsza przeprowadzka jest dopiero przede mną.

To znaczy, że wrócisz do Poznania?

Życie nauczyło mnie, że niczego nie można wykluczyć. Myślę jednak, że teraz byłoby mi bardzo ciężko wrócić na stałe do Poznania. Mój syn Borys przecież chodzi już do szkoły. Poza tym w Warszawie mam pracę.

A jak już o pracy mówimy, to właściwie dlaczego nie pracujesz w Poznaniu? Mamy przecież tutaj dobre teatry.

Kilka lat temu byłam na próbach w Teatrze Nowym. Ale jak to w życiu bywa, w tym samym czasie pojawiła się propozycja pracy w Warszawie. Po rozmowach w Teatrze Nowym doszliśmy do wniosku, że rzeczywiście powinnam ją przyjąć. Poza tym w Poznaniu nie robi się filmów i seriali.

Pamiętasz swoje pierwsze ważne przedstawienie?

Byłam w drugiej klasie podstawowej szkoły baletowej w Poznaniu i zatańczyłam w „Jeziorze Łabędzie” w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Było to dla mnie ogromne wydarzenie. Pamiętam nawet, że popełniłam jakiś mały błąd w trakcie przedstawienia.

To był ten moment, kiedy pokochałaś wielką scenę?

Nie wiem kiedy nastąpił ten ważny moment. Prawda jest taka, że ja w teatrze byłam od zawsze z moją mamą, która jest przecież choreografem, pedagogiem baletu. To właśnie ona zabierała mnie na próby i przedstawienia. A ja wpatrywałam się w artystów i chciałam być jak oni. Kiedy zrezygnowałam ze szkoły baletowej wiedziałam już, że nie będę umiała odejść z teatru.

Nie żałujesz, że zrezygnowałaś z tańca?

Żałowałam wiele lat. Nie mogłam nawet oglądać przedstawień. Dopiero po operacji kręgosłupa, którą przeszłam jak już byłam dorosła zrozumiałam, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny. Gdybym była zawodową tancerką, to po tej operacji definitywnie musiałabym zakończyć karierę. Widocznie tak miało być. Dziś już nie żałuję.

Podobno świetnie gotujesz.

Umiem gotować, ale nie lubię. Od czasu do czasu coś przyrządzę, ale to nie jest coś co mnie relaksuje i odpręża. Zdecydowanie wolę kiedy ktoś mi coś ugotuje (śmiech).

A co lubisz zjeść? 

Oj, to bardzo różnie. Przed przyjazdem do Poznania poprosiłam moją babcię o przygotowanie gołąbków, które uwielbiam. Kiedy przyjechałam od razu pojechałam na Chwaliszewo i wpadłam do kuchni. Zjadłam wielkiego gołąbka prosto z garnka. Lubię kaczkę z pyzami i modrą kapusta, pyrę z gzikiem, ser smażony i biały wędzony, który trudno znaleźć w Warszawie.

Jakoś nie wyglądasz na osobę, która dużo je.

A to dlatego, że regularnie ćwiczę. To dla mnie zastrzyk dobrej energii na cały dzień. Można powiedzieć, że się od tego uzależniłam.

Masz jakiś znajomych z Poznania, z którymi masz dobry kontakt Warszawie?

Tak. Na pewno jest Tomek Olejniczak, który stworzył swoją markę TOMAOTOMO i tak naprawdę przyjaźnimy się od początku jego kariery. Tomek ma na swoim koncie piękne kolekcje i liczne sukcesy. Przez jakiś czas mieszkaliśmy nawet blisko siebie w Warszawie. Bardzo dobry kontakt mam też z Blanką Jordan i Zuzą Wachowiak, które razem stworzyły BIZUU. Tak już chyba jest, że ten Poznań nas do siebie zbliża.