Nie ma czasu na nudę

17 lipca 2018

Nicole Grzybowska – filigranowa dziewczynka, która energią mogłaby obdarzyć co najmniej kilka innych osób. Niezwykle kreatywna, otwarta i chcąca cały czas poznawać i się uczyć. To popchnęło ją do udziału w programie MasterChef Junior. Jej czekoladowa kula z musem kasztanowym, sorbetem truskawkowym, polana białą czekoladą, podbiła serca wszystkich. Odpadła, ale zamierza walczyć dalej, bo taką ma naturę. 

 

ROZMAWIA: Elżbieta Podolska

ZDJĘCIA: Marek Kamiński

 

– Nicole jest bardzo samodzielna – mówi Bartek Grzybowski, ojciec. – Staramy się ją wspierać, ale to ona ma pomysły, to ona pokazuje, w którym kierunku chce się rozwijać. Razem biegamy, razem stajemy do gotowania. Może jest jej łatwiej, bo może uczyć się od kucharzy w mojej restauracji „Il Padrino”, ale pomysły są jej. – Zawsze lubiła pomagać w kuchni – mówi Małgorzata Grzybowska, mama. – Jest bardzo opiekuńcza. Lubi zajmować się swoim młodszym rodzeństwem. Nie ma czasu na nudę, bo stale coś robi, wymyśla, rysuje.

Skąd pomysł, żeby wystąpić w programie telewizyjnym?

Nicole Grzybowska: Pomysł zrodził się z tego, że lubię gotować, spędzać czas w kuchni w rodzicami, z rodzeństwem. Lubię też smakować i eksperymentować.

Od dawna to lubisz czy może tato zaraził Cię pasją do kulinariów?

Nie, od dawna to lubię. Kiedy byłam młodsza, robiłam śniadania rodzicom, czyli brałam kawałek chleba i smarowałam masłem. To była taka niespodzianka dla nich każdego dnia. Od tego się zaczęło.

Fajne były te niespodzianki… A gotować uczyłaś się sama, czy może ktoś Cię uczył?

Rodzice mi pomagali, ale lubię eksperymentować, więc od początku dodawałam coś swojego. Do spaghetti dorzucałam np. owoce morza. Zawsze było coś innego.

Lubisz zaglądać do kuchni restauracyjnej?

Bardzo, bo zawsze się tam coś ciekawego dzieje. Piecze się sernik, gotuje się makaron, smażą ryby. Zawsze można się pobawić mąką.

Chciałabyś zajmować się w przyszłości gotowaniem?

Nie wiem, ale myślę, że raczej tak. To jest świetna zabawa.

Jako zabawa to rzeczywiście świetna rzecz, ale jako zawód – bardzo ciężkie zajęcie.

Tak, wiem. Widzę jak pracują kucharze.

Jak się przygotowywałaś do udziału w programie?

Codziennie przychodziłam do kuchni i coś gotowałam. Na przykład właśnie makaron z owocami morza, albo przygotowywałam czekoladową kulę na deser.

Ta kula z czekolady to twój znak rozpoznawczy.

Dokładnie tak. Chociaż za każdym razem w kuchni przyrządzałam coś innego. Było burrito, sushi i wiele, wiele innych potraw.

Bardzo ambitnie podeszłaś do swojego udziału w programie Master Chef Junior. To nie są zwykłe potrawy, to raczej jest już wyższy poziom.

Lubię kuchnię molekularną. Fascynuje mnie eksperymentowanie z różnymi warzywami z użyciem suchego lodu. To nie tylko fajnie wygląda, ale też bardzo dobrze smakuje.

Kiedy dostałaś się do programu, to co pomyślałaś?

Tato zadzwonił do mnie ok. 20 i powiedział, że telefonowała do niego Pani z MasterChefa. Natychmiast zadzwoniłam do mojej koleżanki, która bardzo chciała wiedzieć o tym, że się dostałam. Byłam bardzo zadowolona. Skakałam z radości.

Co mówiły koleżanki, kiedy się dowiedziały, że będziesz w MasterChef Junior?

Cieszyły się. Bardzo mi kibicowały.

Którego jurora bałaś się najbardziej?

Najbardziej obawiałam się Mateusza, bo zawsze kojarzył mi się z Magdą Gessler, a jak widać w Jej programie – rzuca talerzami. Bałam się, że on będzie robił to samo. Potem okazało się, że wszyscy są bardzo przyjaźni. Najbardziej chyba polubiłam Anię Starmach, bo zajmuje się najróżniejszymi deserami, a ja też to lubię najbardziej. To jest moja mocna strona.

Słyszałam, że masz dalsze plany związane z udziałem w programie MasterChef Junior.

Tak. Chciałabym jeszcze raz spróbować swoich sił za rok. Pokazać moje zdolności. Przygotuję się jeszcze lepiej, żeby zajść znacznie dalej.

Przyjaźnie z MasterChefa przetrwały. Słyszałam, że się spotykacie, a zdarza się, że gotujecie?

Tak. Wtedy, gdy spotykamy się z moją najlepszą koleżanką z programu, to gotujemy. Ostatnio zrobiłyśmy sernik i panna cottę.

Gotowanie to nie Twoja jedyna pasja?

Nie. Lubię jeździć na rowerze, rysować, spędzać czas z rodzicami i z rodzeństwem.

A biegi i maratony?

Bardzo to lubię. Startujemy z Tatą.

Zaczęłaś też projektować stroje.

To były tylko pierwsze próby, ale kto wie, może się tym zajmę.

Lubisz szkołę?

Lubię, bo zawsze uczymy się w niej czegoś nowego, ciekawego. Spędzam czas z koleżankami i kolegami. Cały czas się coś dzieje.

Jaki przedmiot najbardziej lubisz?

Plastykę, bo tam mogę rysować i wymyślać różne rzeczy. Wykazać się kreatywnością.

Czekolada, a w zasadzie kula czekoladowa, to pierwszy twój znak rozpoznawczy, a drugim są niesamowite kokardy, które nosisz we włosach. Skąd taki pomysł?

W Internecie znalazłam kokardy. Nie mogłam ich kupić, bo były tylko dostępne w Stanach Zjednoczonych. Zaczęłam robić własne. Poprosiłam Mamę, żeby w pasmanterii kupiła mi wstążki. Potem udało się zamówić w internecie i sprowadzić kokardy do Polski. I z jednej nagle zrobiło się ich pięćdziesiąt.

To już spora kolekcja.

Dokładnie. Są przeróżne. Bardzo kolorowe i takie mniej. Bardzo lubię pastelową z cekinkami i różową, bo lubię ten kolor.

Stajesz przed szafą czy szufladą, bo nie wiem, gdzie masz te kokardy, i codziennie rano je wybierasz. Dobierasz je do stroju, nastroju czy jeszcze inaczej?

Losuję. Każdą lubię, każda mi się podoba i to jest najlepsza metoda wyboru.

Masz też swoje konto na instagramie, gdzie każdy może podziwiać twoje kokardy, stroje, ale też potrawy, które przygotowujesz, łącznie z przepisami.

Tak, działam na instagramie. Polecam moje konto it_niki.