Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Casanova, ostrygi i afrodyzjaki

Podziel się

Giacomo Casanova, najsłynniejszy kochanek w historii, miał swój rytuał. Każdy dzień zaczynał od zjedzenia pięćdziesięciu ostryg. Robił to w wannie, rzekomo karmiąc nimi swoje towarzyszki w sposób, który dziś nazwalibyśmy bardzo zaawansowanym flirtem. Choć współczesna nauka mówi nam wiele o cynku i endorfinach, Casanova wiedział jedno bez żadnych badań: droga do sypialni prowadzi przez kuchnię, a odpowiednie menu potrafi zdziałać więcej niż tysiąc miłosnych wyznań. Zapraszam na małą lekcję kulinarną przed walentynkami, ale takimi pełnymi uczucia tête-à-tête i ciszy domowych pieleszy.

 

 

TEKST i ZDJĘCIA: Juliusz Podolski

Mówiąc o sztuce uwodzenia, trzeba wspomnieć o dwóch postaciach – Don Juanie i Casanovie. Mistrzowie, ale jakże różni w podejściu do miłości i kobiet. Don Juan, bohater licznych literackich dzieł, to postać mityczna, będąca absolutnym uosobieniem bezwzględnego uwodziciela, który zdobywa kobiety i szybko je porzuca, traktując miłość jako rodzaj gry. Staje się symbolem hedonisty goniącego za kolejnymi zdobyczami, niczym pająk łowiący muchy w sieć. Casanova natomiast był człowiekiem z krwi i kości, który w swoich romansach poszukiwał nie tylko zmysłowej przyjemności, ale również emocjonalnej więzi. Jego uwodzenie opierało się na intelekcie, rozmowie i wspólnym celebrowaniu życia, w tym miłości do jedzenia, do jego degustowania. Casanova uczył się każdej kobiety, cenił jej towarzystwo i często pozostawiał po sobie ciepłe wspomnienia.

Jedzenie to także flirt

Giacomo Casanova urodził się w 1725 roku w Wenecji i zasłynął jako pisarz oraz dyplomata. Był człowiekiem niezwykle inteligentnym, biegle władającym kilkoma językami i posiadającym szeroką wiedzę na temat literatury, filozofii oraz nauki. Dla Giacomo jedzenie nigdy nie było tylko czynnością fizjologiczną – było elementem gry wstępnej. Legenda głosi, że potrafił spędzać długie godziny na celebrowaniu posiłków, które miały jeden cel: rozbudzenie zmysłów. Słynna anegdota o podawaniu ostryg „z ust do ust” to tylko wierzchołek góry lodowej jego kulinarnych podbojów.

W swoich „Pamiętnikach” Casanova wspominał, że nic tak nie zbliża ludzi, jak wspólne odkrywanie smaków, które balansują na granicy pikanterii i delikatności. Dla niego kuchnia była poligonem doświadczalnym, na którym testował czujność swoich partnerek, serwując dania lekkie, luksusowe i obiecujące ciąg dalszy.

Cenił potrawy o wyrazistych aromatach: pasztety, ostrygi, dziczyznę oraz sery „tak dojrzałe, że widać rosnącą w nich pleśń”. Jako znawca tych ostatnich miał zamiar napisać o nich książkę. W swoich pamiętnikach opowiada o uroczystym posiłku w pewnym towarzystwie i nadmienia: „z ostrygami skończyliśmy dopiero przy dwudziestej butelce szampana”. Do obiadu i kolacji, a nawet śniadania, zawsze pijał szlachetne trunki – były to, jak wspominał: „szampan, tokaj, wina reńskie, wina z Madery, Malagi, Cypru i Alikantu”. Casanova był także koneserem kultury podawania posiłków: uwielbiał jadać na eleganckiej porcelanie, używając do tego srebrnych sztućców.

 

 

Posiłki wzmacniające witalność

Słynący z niespożytej energii erotycznej Casanova tuż przed spotkaniami z kochankami wypijał spore ilości gorącej czekolady. Miał świadomość, że taki napój nie tylko poprawia nastrój, ale także wzmacnia. Sił witalnych dodawały temu najsłynniejszemu uwodzicielowi także śniadania, na które spożywał zazwyczaj omlet z dziesięciu jaj z dodatkiem świeżej bazylii, a także pomidory mocno doprawiane ziołami i oliwą. Fascynacja świeżymi ostrygami wynikała u niego najprawdopodobniej z wiary, iż są one najskuteczniejszymi afrodyzjakami – częstował więc nimi swoje kochanki tuż przed udaniem się do sypialni. Uzbrojeni w taką wiedzę możemy zaplanować naszą walentynkową kolację.

Zapomnijmy o tandetnych gadżetach

Walentynki to nie festiwal plastikowych gadżetów, pluszowych serc produkowanych masowo czy drogich, a zbędnych prezentów. To święto ludzi, którzy się kochają – i dokładnie tak powinniśmy do niego podchodzić. Prawdziwy luksus to czas, uwaga i atmosfera, którą tworzycie tylko we dwoje. Kuchnia jest tu jedynie narzędziem, a stół – sceną dla Waszej relacji.

Alfabet afrodyzjaków: nie tylko owoce morza

Choć to ostrygi skradły serce Casanovy, arsenał miłosnych wspomagaczy w kuchni jest znacznie szerszy. Natura bywa zaskakująco dosłowna – wiele afrodyzjaków zawdzięcza swoją sławę nie tylko składowi chemicznemu, ale też sugestywnym kształtom i teksturze, które od wieków pobudzają wyobraźnię kochanków.

C jak czekolada i chili

To duet idealny, swoisty emocjonalny rollercoaster. Gorzka czekolada to prawdziwa bomba fenyloetyloaminy – związku, który nasz mózg produkuje naturalnie, gdy jesteśmy beznadziejnie zakochani. Dodatek chili to z kolei iskra rzucona na proch. Kapsaicyna zawarta w papryczkach przyspiesza tętno, powoduje lekkie wypieki na twarzy i stymuluje wydzielanie endorfin. Połączenie słodyczy z ostrością to kulinarny sygnał: „zaczynamy przygodę”. Zapisz koniecznie w swoim przepiśniku i stosuj, kiedy wybierasz się na podboje sercowe, ale także kiedy Twój humor sięgnął bruku.

Pikantna czekolada na gorąco

Składniki (na trzy–cztery porcje): tabliczka gorzkiej czekolady, 500 ml mleka, pół szklanki słodkiej śmietany, 2 łyżeczki cukru pudru, szczypta cynamonu, szczypta chili.

Sposób przyrządzenia: Czekoladę pokruszyć na małe kawałki. Do rondla wlać mleko i śmietanę, wymieszać. Postawić na niewielkim ogniu i ciągle mieszając, doprowadzić do wrzenia. Całość zdjąć z ognia. W płynie rozpuścić czekoladę, dosypać cukier, cynamon oraz chili i dokładnie wymieszać. Zmniejszyć ogień, podgrzewać całość jeszcze kilka minut (nie gotować), mieszając od czasu do czasu. Rozlać do filiżanek i podawać na gorąco.

F jak frutti di mare

Owoce morza zawierają fenyloalaninę, która pozytywnie wpływa na nastrój. Na kolację możesz przygotować więc np. zupę krewetkową lub ostrygi zapiekane w winie. Zmysły pobudzą także małże, które już samym swoim wyglądem mogą odpowiednio nastroić… i przenieść kolację do łóżka.

O jak ostrygi

Wróćmy do nich na moment, by oddać sprawiedliwość nauce. Casanova intuicyjnie wiedział to, co dziś potwierdzają biolodzy: ostrygi to kopalnia cynku. Ten pierwiastek odpowiada za produkcję testosteronu i – co tu dużo kryć – poprawia libido. Ale umówmy się, w walentynkowy wieczór rzadko myślimy o tablicy Mendelejewa. Liczy się rytuał: chłód lodu, kropla cytryny i ten specyficzny moment, w którym zmysłowa muszla ląduje blisko ust partnera.

 

S jak szparagi

Już w XVII wieku we Francji wierzono, że szparagi potrafią zdziałać cuda. Ich falliczny kształt sprawił, że na dworach podawano je jako obowiązkowy element przedłużonych kolacji. Dziś wiemy, że są bogate w kwas foliowy, który zwiększa produkcję histaminy – substancji kluczowej dla osiągania pełni satysfakcji z bliskości. Są lekkie, eleganckie i – w przeciwieństwie do ciężkich dań – nie odbierają energii potrzebnej na resztę nocy.

 

 

T jak truskawki

Symbol Wenus, rzymskiej bogini miłości. Ich czerwień i sercowaty kształt to klasyka, ale warto wiedzieć, że truskawki to jedne z nielicznych owoców, które nasiona mają na zewnątrz. W starożytności uważano to za symbol płodności. Podane z odrobiną szampana lub maczane w roztopionej czekoladzie, stają się narzędziem flirtu, któremu trudno się oprzeć.

W jak wanilia i imbir

Zapach wanilii działa kojąco i relaksująco, usuwając stres, który jest największym wrogiem romantyzmu. Z kolei imbir to „rozgrzewacz” totalny. Poprawia krążenie i sprawia, że krew krąży szybciej dokładnie tam, gdzie powinna. Dodanie świeżego imbiru do herbaty czy deseru to jak wciśnięcie przycisku „start” w miłosnej maszynie.

Flirt przy stole i bezpieczne uwodzenie

W walentynkach nie chodzi o to, by spędzić trzy godziny nad ciężką pieczenią, po której jedynym marzeniem będzie drzemka. Chodzi o lekkość, zabawę i pobudzenie zmysłów. Casanova mawiał, że jedzenie jest jedynie preludium. Wybierał produkty, które intrygują, które można jeść rękami. Dlaczego? Bo jedzenie dłońmi jest naturalnie intymne. Gdy rezygnujemy ze sztywnych sztućców na rzecz finger food, bariery znikają szybciej niż bąbelki w szampanie. Aby jednak ten spektakl zakończył się standing ovation, warto pamiętać o kilku zasadach miłosnego BHP.

Mniej znaczy więcej (szczególnie na talerzu). Casanova wiedział, że ociężałość to największy wróg romansu. Jeśli zaserwujesz trzydaniowy obiad z pieczenią i ziemniakami w roli głównej, jedynym wspólnym doświadczeniem po kolacji będzie zbiorowa drzemka przed telewizorem. Wybieraj dania lekkie, które dają energię, a nie ją odbierają. Afrodyzjaki mają pobudzać krew do krążenia, a nie żołądek do morderczej pracy.

Czosnek to nie zawsze przyjaciel. W kuchni czosnek często jest królem, ale w kuchni miłosnej bywa brutalnym uzurpatorem. Jeśli oboje go uwielbiacie i jecie w tych samych ilościach – droga wolna. Jeśli jednak tylko jedna osoba zdecyduje się na aromatyczny sos aioli, wieczór może skończyć się szybciej, niż się zaczął. Bezpieczniejszą alternatywą jest imbir lub kardamon – rozgrzewają równie mocno, a pachną znacznie bardziej intrygująco.

Ręce umorusane jedzeniem to dobra wróżba. Nic tak nie przełamuje lodów, jak jedzenie dłońmi. Rezygnacja ze sztywnych reguł etykiety na rzecz obierania krewetek, maczania truskawek w czekoladzie czy – wzorem mistrza Giacomo – podawania sobie kąsków do ust, skraca dystans szybciej niż jakikolwiek komplement. To właśnie w tych małych, nieformalnych gestach kryje się esencja święta zakochanych. Nie stworzą go pluszowe misie i plastikowe serduszka.

Cierpliwość i luz. Nawet jeśli Twoje ostrygi zapiekane z masłem ziołowym nie będą wyglądać jak z okładki magazynu, nie panikuj. W ten wieczór to Ty jesteś Casanovą, a nie szefem kuchni z gwiazdką Michelin. Jeśli podejdziesz do wspólnego gotowania i jedzenia z humorem oraz dystansem, kolacja będzie sukcesem, nawet jeśli skończycie, zamawiając pizzę – oczywiście z afrodyzjakami! A swoją drogą, wspólne gotowanie może być świetnym pomysłem na udany wieczór. Nie musisz wszystkiego przygotowywać sam. Jeśli razem włożycie odrobinę wysiłku w przyrządzenie kolacji, tym większa szansa na to, że wieczór skończy się bliskością.

 

Menu „Casanova w domu”

Oto propozycja kolacji, którą przygotujesz w 20 minut, zostawiając sobie mnóstwo energii na resztę wieczoru. Przypominamy jeszcze raz: w kuchni miłosnej mniej znaczy więcej, a jakość składników bije na głowę ich ilość. 

1) Przystawka: ostrygi „Pierwszy krok” w trzech odsłonach. Jeśli nie boisz się otwierać muszli, podaj ostrygi na lodzie w najbardziej klasyczny sposób. Jeśli jednak wizja walki z nożem do ostryg odbiera Ci romantyzm, wybierz jedną z poniższych wersji:

Wersja cytrusowa: skrop świeże ostrygi odrobiną soku z pomarańczy i dodaj kropelkę likieru Cointreau lub odrobinę świeżo startego imbiru. Słodycz pomarańczy idealnie przełamuje morską słoność, tworząc kompozycję niezwykle świeżą i pobudzającą.

Wersja klasyczna: z odrobiną szampana i bardzo drobno posiekaną szalotką.

Wersja bezpieczna (zapiekana): ostrygi zapiekane z masłem pietruszkowym i odrobiną parmezanu. Są równie skuteczne jako afrodyzjak, a znacznie łatwiejsze w „obsłudze” dla nowicjuszy.

2) Danie główne do wyboru: owoce morza lub mięsny akcent

Krewetki w ogniu namiętności: makaron linguine z krewetkami, dużą ilością świeżej natki pietruszki, białym winem i – co kluczowe – płatkami chili. Chili zawiera kapsaicynę, która przyspiesza tętno i uwalnia endorfiny. To danie jest lekkie, pikantne i wygląda na talerzu jak z najlepszej restauracji.

Polędwiczka w miodzie i rozmarynie: dla fanów mięsa proponujemy soczystą polędwiczkę wieprzową, szybko przesmażoną i glazurowaną miodem oraz świeżym rozmarynem. Miód daje szybki zastrzyk energii, a rozmaryn działa pobudzająco na krążenie. Podaj ją z lekką sałatką z rukoli i granatu – owocu, który od wieków uchodzi za symbol miłości i płodności.

3) Deser: czekoladowy grzech z nutą pikanterii, To druga wersja czekolady w tym tekście, ale ja jestem od niej uzależniony. Kiedy tylko uda mi się dostać, kupuję papryczki jalapenos w polewie czekoladowej z Meksyku. Mus z gorzkiej czekolady (minimum 70% kakao!) z dodatkiem szczypty chili i świeżych malin. Czekolada zawiera fenyloetyloaminę, zwaną „narkotykiem miłości”. W połączeniu z ostrym chili stworzy duet, po którym kawa nie będzie już potrzebna. Maliny dodadzą całości niezbędnej słodyczy i lifestylowego szyku.

 

Kiedy ostatni kęs czekoladowego musu zniknie z talerzyków, a w kieliszkach pozostaną jedynie bąbelki szampana i wspomnienie cytrusowych ostryg, pamiętajcie o najważniejszej lekcji mistrza Giacomo: menu to tylko scenografia. Prawdziwa magia wydarza się w pauzach między kęsami, w spojrzeniach nad brzegiem kieliszka i w tej szczególnej atencji, którą obdarowujemy drugą osobę.

Casanova nie uwodził potrawami – on uwodził atmosferą, którą wokół nich budował. W tym roku odstawcie więc na boczny tor czerwone pluszaki i masowo produkowane gadżety. Postawcie na wspólny czas, odrobinę pikanterii i luz, który pozwoli Wam śmiać się nawet wtedy, gdy deser okaże się zbyt ostry, a ostryga nie będzie chciała współpracować. Bo w ostatecznym rozrachunku najsilniejszym afrodyzjakiem świata wcale nie jest cynk czy kapsaicyna, ale autentyczna bliskość dwojga ludzi, którzy po prostu lubią swoje towarzystwo.