Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Cavallia: Gdy wizja staje się adresem

Podziel się

Cavallia to coś więcej niż nowe osiedle w Poznaniu – to urzeczywistniona wizja miejskiego życia, w której architektura, historia miejsca i relacje międzyludzkie układają się w spójną całość. O realizacji pierwszego etapu inwestycji, przyszłych mieszkańcach, powrotach do miasta, zieleni, przestrzeniach wspólnych i budowaniu prawdziwej wspólnoty rozmawiamy z zespołem Cavallii: Agnieszką Jaworską – dyrektorką marketingu i sprzedaży Revive Poland, Karoliną Jaremicz – managerką sprzedaży Revive Poland, Agnieszką Augustynowicz – managerką sprzedaży BPI Real Estate Poland oraz Wojciechem Dzwonkowskim – dyrektorem projektu BPI Real Estate Poland i Jakubem Matyją – dyrektorem projektu Revive Poland.

 

ROZMAWIA: Monika Kanigowska 

ZDJĘCIA: Piotr Pasieczny Fotobueno

[Współpraca reklamowa]

 

Kończycie pierwszy etap budowy osiedla Cavallii. Kim są nabywcy Waszych mieszkań?

Karolina Jaremicz (Revive): To pytanie słyszymy najczęściej. I zawsze odpowiadam tak samo: nie ma jednej grupy. Nasi klienci są bardzo różnorodni, ale łączy ich jedno – wszyscy naprawdę chcą tu mieszkać. To dla nas, jako dewelopera, ogromna satysfakcja. Zwłaszcza teraz, gdy kończymy przekazywanie mieszkań w pierwszym budynku B6. Ze 111 lokali 94 są już odebrane – i ta radość, którą widzimy w oczach nowych właścicieli, jest dla nas największą satysfakcją.

Agnieszka Augustynowicz (BPI): Ludzie często mówią, że dopiero przy odbiorze uświadamiają sobie, jak dobrą decyzję podjęli, wybierając właśnie Cavallię. Widać to choćby po tym, że ktoś odbiera mieszkanie w środę, a już w weekend wraca z rodziną lub znajomymi, żeby pochwalić się swoim nowym miejscem. Zachwycają ich części wspólne – lobby, korytarze – ale też otoczenie. Zieleń dosłownie „wybuchła”, bo nasadzenia zaczęliśmy późnym latem i trwały aż do jesieni. Dzięki temu dziś krzewy i stare drzewa – kasztanowce czy klony – tworzą niesamowity, naturalny klimat.

Karolina Jaremicz: Tak jak wspomniałam – nie celowaliśmy w jedną konkretną grupę. Zależało nam, by ludzie uwierzyli w tę lokalizację i w miejsce, które tworzymy: w dom w sensie emocjonalnym, a nie tylko przysłowiowe cztery ściany. I to się udało.

A są wśród nabywców również więksi inwestorzy?

Agnieszka Jaworska (Revive): Oczywiście nie wszyscy kupują dla siebie. Są też inwestorzy – osoby, które mają kapitał i chcą go bezpiecznie ulokować. Nieruchomości, zwłaszcza w centralnych lokalizacjach dużych miast, pozostają jedną z najpewniejszych form inwestowania. W naszym przypadku również tak jest. Część klientów kupiła mieszkania po to, by je wykończyć i wynajmować. Mogę jednak z pełnym przekonaniem powiedzieć, że nie będzie tu najmu krótkoterminowego. Znamy naszych nabywców – przez dwa lata od podpisania umowy do odbioru mamy z nimi stały kontakt. Wiemy, jak i dlaczego inwestują. I to nie są osoby zainteresowane najmem na doby.

Czy zależy Wam tylko na architekturze, czy równie ważne jest budowanie społeczności i więzi między mieszkańcami?

Jakub Matyja (Revive): Bardzo nam zależy, by poza fizyczną zabudową tworzyć także społeczność. To jeden z filarów podejścia Revive – jednego z dwóch belgijskich deweloperów odpowiedzialnych za tworzenie Cavallii. Dlatego nie znikamy po oddaniu mieszkań. Nie odcinamy się od klientów, nie czekamy tylko, aż miną okresy gwarancji. Wiemy z doświadczenia, że w każdym budynku pojawiają się pytania, drobne usterki, potrzeby – i chcemy być na to otwarci. To element budowania relacji i dbania o komfort mieszkańców. Mamy przekonanie, że jesteśmy na dobrej drodze, by stworzyć tu nie tylko ładną architekturę, ale prawdziwą, zaangażowaną wspólnotę.

Wojciech Dzwonkowski (BPI): Również my w BPI Real Estate Poland mamy zupełnie inną filozofię działania niż wielu deweloperów. Nie chcemy „odsunąć się” od wspólnoty, gdy tylko minie okres rękojmi. Wręcz przeciwnie — aktywnie organizujemy spotkania, które pozwalają mieszkańcom poznać się, zintegrować i zacząć wspólnie decydować o tym, jak mają wyglądać ich przestrzenie. Bo zawsze jest jakiś wspólny cel. Na początku będzie nim choćby aranżacja szklarni na dachu budynku.

Szklarni? Powiedzcie o niej coś więcej.

Wojciech Dzwonkowski: Ta szklarnia naprawdę robi wrażenie. W budynku B6 to niemal 100 m² ze spektakularnym widokiem na panoramę Poznania: Arenę, stadion miejski, a w drugą stronę Bałtyk. Dookoła miasto jak na dłoni. Oddajemy tę przestrzeń w stanie niezagospodarowanym, bo nie chcieliśmy narzucać mieszkańcom wizji. Czy będą tam rabaty z kwiatami, miejsca do uprawy pomidorów, czy stoliki i ławki – o tym mają zdecydować sami. Naszą rolą jest dać impuls i zachęcić wspólnotę do działania.

Jakub Matyja: Z doświadczenia wiemy, że na początku nie zawsze od razu pojawia się ktoś, kto weźmie na siebie rolę integratora. Dlatego uważamy, że jako deweloper, który działa tu dalej i realizuje kolejne etapy, mamy wręcz obowiązek wspierać mieszkańców i pomagać im budować więzi sąsiedzkie. To element jakości zamieszkiwania, o którym często zapomina się w rozmowach o nieruchomościach.

 

A inne przestrzenie wspólne?

Agnieszka Jaworska: Drugą przestrzenią wspólną, którą przygotowaliśmy, jest Cava_room. To ok. 100-metrowe pomieszczenie na parterze budynku, dostępne również z ulicy. Idea tego miejsca nawiązuje do dawnej „świetlicy”, choć oczywiście funkcja jest znacznie bardziej współczesna. Będzie to miejsce zarówno do pracy, jak i odpoczynku – coś między coworkingiem a colivingiem. Można tam będzie popracować, jeśli w mieszkaniu akurat nie ma warunków, poczytać, spotkać się z sąsiadami, obejrzeć film albo zorganizować niewielkie urodziny dla dziecka. Pandemia pokazała, jak bardzo potrzebne są takie przestrzenie – zwłaszcza na dużych osiedlach. Dlatego zależało nam, by w Cavallii mieszkańcy mogli korzystać z miejsc, które ułatwiają im codzienne funkcjonowanie.

Karolina Jaremicz: Oczywiście zasady korzystania z tych pomieszczeń ustali zarządca wraz ze wspólnotą. Być może wykorzystamy aplikację do rezerwacji terminów, może pojawią się zapisy na wydarzenia – to wszystko zostawiamy mieszkańcom. Najważniejsze, że mają do dyspozycji przestrzeń, która może żyć na wiele sposobów. Wspólnota nie musi spotykać się raz czy dwa razy w roku. Jeśli będą chcieli, mogą organizować regularne zebrania lub tematyczne spotkania znacznie częściej.

Agnieszka Jaworska: Jako część międzynarodowej firmy Revive, działającej nie tylko w Polsce, ale też w Belgii i Portugalii, na bieżąco obserwujemy trendy i dobre praktyki. Dzięki temu widzimy, jak duże znaczenie w nowoczesnym budownictwie ma właśnie budowanie społeczności i konsekwentnie przenosimy te doświadczenia do naszych inwestycji. Uważamy, że firmy odpowiedzialne za tworzenie miejsc do życia, powinny brać pod uwagę nie tylko aspekt architektoniczny czy administracyjny, lecz także społeczno-emocjonalny. Wspólnota, w której panuje zaufanie, życzliwość i rozmowa, po prostu lepiej funkcjonuje. Każdy czuje się w niej bezpieczniej choćby dlatego, że sąsiedzi zauważą, jeśli pod drzwiami kręci się ktoś obcy. Na takie detale zwracamy dużą uwagę. Gdy tylko powstanie formalna wspólnota, czyli po podpisaniu pierwszej umowy przenoszącej własność, ruszymy z programem Community Building. To narzędzie, które stosujemy w innych krajach i które świetnie sprawdza się w nowoczesnym, miejskim budownictwie. Chodzi o budowanie sąsiedzkiej sieci wsparcia i tworzenie realnej wspólnoty, a nie tylko adresów w jednym budynku.

Podsumujcie proszę pierwszy etap inwestycji.

Wojciech Dzwonkowski: Pierwszy budynek jest już oddany do użytku. Drugi – duży, 131-mieszkaniowy budynek B10 – jest na finiszu. Zostanie przekazany mieszkańcom najpóźniej w marcu przyszłego roku. Warto dodać, że nie wszystkie budynki w pierwszym etapie są takie same. Różnią się wielkością, co było świadomą decyzją. Zależało nam, by oferta była zróżnicowana i odpowiadała potrzebom różnych grup mieszkańców.

Jakub Matyja: W pierwszym etapie mamy cztery budynki, z czego dwa to naprawdę kameralne obiekty, które spełniają wszystkie warunki – techniczne i estetyczne – by określać je mianem willi miejskich. Tak właśnie je komunikujemy. Jeden z nich ma 13 mieszkań, drugi 14, więc mówimy o bardzo intymnej skali. Każde mieszkanie ma indywidualną pompę ciepła, ogrzewanie podłogowe, a budynki wyróżniają się podwyższonym standardem.

Wojciech Dzwonkowski: Wysokość pomieszczeń to równe 3 metry na każdej kondygnacji, co daje poczucie przestrzeni, którego trudno szukać w typowym, miejskim budownictwie. Na każdym piętrze są tylko trzy mieszkania, a na najwyższym – jedno, prawdziwy penthouse z windą wjeżdżającą bezpośrednio do wnętrza. To zupełnie inna jakość mieszkania w mieście. W tych budynkach mamy jeszcze kilka wolnych lokali, natomiast te największe zostały sprzedane błyskawicznie.

Największe, czyli ile?

Wojciech Dzwonkowski: Ponad 100 metrów, a nawet ponad 120. Zdecydowanie widać zapotrzebowanie na duże mieszkania w mieście. I tu dochodzimy do bardzo wyraźnego kierunku, który obserwujemy. Już nie trendu, ale właśnie kierunku. Ludzie wracają do miasta! Powody są różne, ale kilka z nich powtarza się w rozmowach z klientami.

 

Jakie to powody?

Wojciech Dzwonkowski: Po pierwsze – miasta są dziś bardziej przyjazne i zielone. Poznań regularnie wygrywa rankingi na najbardziej zielone miasto w Polsce. Mamy ekologiczny transport, samochody elektryczne jeżdżą buspasami i parkują bez opłat, miasto zachęca do rezygnacji z aut w centrum, redukuje liczbę miejsc parkingowych. To realnie zmienia sposób funkcjonowania mieszkańców. Życie w centrum staje się wygodniejsze. Po drugie – wiele osób, które są w świadomym, dojrzałym wieku, docenia komfort codzienności: bliskość przychodni, szpitala, kultury, usług, spaceru do kina zamiast jazdy przez pół miasta. To jest proza życia, ale bardzo ważna. Po trzecie – klienci nadal chcą wyjątkowej lokalizacji: zielonego widoku z okna, kameralności i przestrzeni, a nie ściany wysokiej zabudowy naprzeciwko. To nie jest łatwe do pogodzenia w dzisiejszym, gęstym mieście, ale Cavallia faktycznie spełnia większość tych oczekiwań: niska zabudowa, cztery piętra, dużo zieleni i zaskakujący spokój.

Czy Wy też obserwujecie tendencję powrotu do miast?

Agnieszka Jaworska: Tak, to zjawisko ma nawet swoją nazwę – powrotnicy. To osoby, które wracają do centrum miasta, często z przedmieść, dużych aglomeracji lub z rodzinnych domów. Często są to ludzie w średnim wieku, którzy chcą mieć wszystko pod ręką: szkoły, usługi, przychodnie, kulturę, ale jednocześnie cenią sobie kameralną przestrzeń, zieleń i wysoką jakość mieszkania. Nie dotyczy to tylko Poznania. Podobne badania prowadzi między innymi pani dr hab. Katarzyna Kajdanek, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego, socjolożka z Instytutu Socjologii Miasta i Wsi, która opisuje powrót mieszkańców do centrów miast w kontekście wygody życia, oszczędności czasu i lepszej jakości codzienności. W praktyce wygląda to tak: ktoś, kto ma dzieci już odchowane i chce ułatwić sobie życie, sprzedaje dom na przedmieściach i przenosi się do centrum, wybierając mieszkanie samoobsługowe. Nie musi kosić trawy ani przycinać krzewów, ale cieszy się zielenią na zewnątrz i poczuciem komfortu, jakie daje kameralne, dobrze zaprojektowane osiedle. To coraz częstszy wybór dla osób świadomych, które cenią jakość życia w mieście, ale nie chcą rezygnować z przyrody i przestrzeni wokół siebie.

Jakub Matyja: Dla wielu nabywców bardzo ważna jest architektura i kontekst historyczny – tkanka miasta, zabytkowe elementy. Projekty takie jak Cavallia spełniają te oczekiwania w pełni. W ramach osiedla Cavallia współtworzymy przestrzeń miejską razem z Radą Miejską. Dzięki temu na mapie Poznania pojawiły się już dwie nowe ulice: Kawaleryjska i Szwadronowa. Kawaleryjska ma ciekawą przeszłość. Ponad sto lat temu istniała już na mapach miasta, dawna Kawaleryjska to dzisiejsza ulica Ułańska, ale historyczna nazwa wróciła właśnie tutaj, na teren Cavallii. To idealne miejsce na jej reaktywację, bo to właśnie w naszych dawnych koszarach stacjonował słynny, legendarny 15. Pułk Ułanów Poznańskich.

Ale są też rodziny z dziećmi?

Karolina Jaremicz: Tak, i to nas bardzo cieszy. Nabywcy są bardzo zróżnicowani pod względem wieku, co sprawia, że osiedle może stać się prawdziwą wspólnotą. Mamy młodych ludzi, studentów, dla których rodzice kupili mieszkania w Poznaniu, rodziny z dziećmi, osoby w sile wieku, a także seniorów w jesieni życia. To idealne warunki do budowania społeczności – różnorodność wiekowa jest jednym z filarów dobrego sąsiedztwa.

 

Co dalej, jak będą wyglądać kolejne etapy inwestycji?

Wojciech Dzwonkowski: Drugi etap inwestycji zostanie podzielony na dwie części mieszkaniowe. Informacja o pierwszej z nich trafi na rynek w pierwszym kwartale przyszłego roku – najpewniej pod jego koniec. Będzie to około 100 mieszkań. Druga część tego etapu pojawi się później, natomiast w między czasie zaprezentujemy ofertę komercjalizacji przestrzeni usługowych. To miejsca absolutnie wyjątkowe. Mówimy o dawnej tkance historycznej, do której podchodzimy z ogromnym szacunkiem – zachowanych w bardzo dobrym stanie stajniach oraz pełnowymiarowej, wysokiej ujeżdżalni. To przestrzenie o dużej kubaturze i niezwykłym potencjale architektonicznym. Już dziś prezentują się dobrze, a po renowacji będą wyglądały naprawdę imponująco.

Jakub Matyja: Zależy nam, aby te przestrzenie spełniały oczekiwania zarówno estetyczne, jak i funkcjonalne. Dlatego planując usługi, podchodzimy do tematu bardzo świadomie. Chcemy stworzyć spójną, dobrze zaplanowaną ofertę – od gastronomii, przez usługi medyczne, po sklepy i codzienne punkty, które realnie ułatwiają życie mieszkańcom. Część lokali przeznaczymy na gabinety medyczne, część na restauracje, kawiarnie i inne miejsca gastronomiczne, a także na sklepy – choćby dobrze zaopatrzony warzywniak czy sklep mięsny.

Zwracacie uwagę na wybór nabywców?

Jakub Matyja: Dobór nabywców nie będzie przypadkowy. Zależy nam na tym, by całość tworzyła przemyślany, funkcjonalny ekosystem usług, który naturalnie wpisze się w życie osiedla i jego społeczności. W przypadku ujeżdżalni zdecydowanie widzimy tam funkcję gastronomiczną. Nie ukrywamy, że rozmowy już trwają – pojawiają się interesujące pomysły na to, jakie koncepty mogłyby się tam zadomowić i jak wykorzystać potencjał tej przestrzeni. Jednocześnie nasz model biznesowy zakłada sprzedaż lokali, a nie ich późniejsze administrowanie. Nie chcemy funkcjonować jako operator gastronomiczny czy zarządca usług.

Wojciech Dzwonkowski: Dlatego podchodzimy do tego procesu z ogromną uważnością. Raz sprzedanych metrów kwadratowych nie da się odzyskać – i to jest dla nas kluczowe. Nie chodzi wyłącznie o wynik finansowy. Nie interesuje nas szybka transakcja „za wszelką cenę”. Zależy nam na tym, by trafiły one do właściwego podmiotu – takiego, który ma sprawdzony biznes, przemyślany pomysł na aranżację, spójną koncepcję i potrafi przedstawić wizję, w którą my uwierzymy. To duża odpowiedzialność i pewnego rodzaju misja, którą mamy przed sobą. Liczymy, że uda się ją zrealizować wzorowo, tak aby w ciągu dwóch, maksymalnie trzech lat te przestrzenie zostały otwarte i zaczęły funkcjonować jako prawdziwe serce osiedla, miejsce tętniące życiem, spotkaniami i codzienną energią.

Te przestrzenie nie będą dostępne wyłącznie dla mieszkańców osiedla?

Agnieszka Jaworska: Będą dostępne dla wszystkich. Od początku zakładaliśmy, że całe osiedle będzie otwarte. Bez szlabanów, bez barier, bez odgradzania się od miasta. Oczywiście istnieją niewielkie furtki prowadzące na wewnętrzne dziedzińce – do tej bardziej prywatnej części – ale nie są to wysokie, zamknięte bramy. Bezpieczeństwo zapewnia pełny monitoring i ochrona, natomiast nie chcemy „grozić” przestrzeni. Zależy nam na tym, aby sąsiedzi z ulicy Skrytej, którzy mieszkają tu od lat, naturalnie integrowali się z nowymi mieszkańcami i nową zabudową. Od samego początku wiedzieliśmy, że projekt musi być otwarty i zapraszający. To był także jeden z kluczowych warunków postawionych przez naszych inwestorów z Belgii – jeśli budujemy duże osiedle w centrum Poznania, musi ono być częścią miasta, a nie odrębną „wyspą”. Chodziło o to, aby nie tworzyć sztucznie enklawy nowych budynków z mieszkańcami oderwanymi od otoczenia, ale miejsce, które naturalnie wpisuje się w istniejącą tkankę miejską i ją wzmacnia. Od początku stawialiśmy na otwartość – i dziś widzimy, że to podejście się sprawdziło. Z dużym sukcesem.

 

Czy jesteście najdroższą inwestycją w Poznaniu?

Agnieszka Augustynowicz: Zdecydowanie nie. Są projekty droższe – i to wyraźnie. My pozycjonujemy się raczej w segmencie nieco powyżej średniej rynkowej. Obecnie ceny mieszkań w Cavallii mieszczą się w przedziale około 15–17 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Wyższy pułap dotyczy kameralnych budynków o podwyższonym standardzie – takich, w których na piętrze znajdują się zaledwie trzy mieszkania. To właśnie ta kameralność, obok standardu technicznego, sprawia, że cena za metr jest tam relatywnie wyższa niż w pozostałych budynkach. Warto też podkreślić, że nie planujemy kolejnych willi miejskich na terenie Cavallii. Jeśli ktoś marzy o zamieszkaniu w takim kameralnym budynku, to jest to ostatni moment na podjęcie decyzji.

Karolina Jaremicz: W kolejnych etapach powstaną natomiast inne budynki: zarówno mniejsze niż obecne B6 i B10, jak i większe. Często rozmawiamy z klientami, którzy jeszcze nie sprzedali swojej dotychczasowej nieruchomości, ale od dłuższego czasu obserwują projekt i dojrzewają do decyzji o przeprowadzce. Zastanawiają się, czy lepiej wybrać mieszkanie w mniejszym, bardziej kameralnym budynku, czy w większym. Dobra wiadomość jest taka, że oferta będzie zróżnicowana – tak, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Dotyczy to również samych mieszkań. Metraże są bardzo różne, ale to, co szczególnie cieszy nas z perspektywy sprzedaży i rozmów z klientami, to bardzo dobre opinie na temat układów mieszkań. Są one regularne, funkcjonalne, oparte na prostych rzutach – prostokątach i kwadratach. Bez trójkątów, bez zaokrąglonych ścian, bez architektonicznych „eksperymentów”, które później utrudniają aranżację. Potwierdzają to również zmiany lokatorskie, jeśli się pojawiają, są kosmetyczne. Nie ma rewolucji ani potrzeby burzenia ścian tuż po odbiorze kluczy. To dowód na to, że dobrze rozumiemy oczekiwania naszych klientów, a oni mogą od razu skupić się na urządzaniu, a nie na poprawianiu funkcjonalności.

Agnieszka Augustynowicz: Warto wspomnieć jeszcze o samym miejscu. Z jednej strony inwestycję łatwiej byłoby realizować na „czystym” terenie, bez kontekstu historycznego. Z drugiej – Cavallia powstaje na obszarze dawnych koszar kawaleryjskich, co nadaje jej wyjątkowy charakter. Może nie sprawia to, że projekt sprzedaje się łatwiej, ale na pewno realizuje się go z dużo większą przyjemnością. Ta historia terenu, na którym powstaje Cavallia jest dla nas ważna – i chcemy, aby była czytelna także dla przyszłych mieszkańców.

I na koniec pytanie o to, jak wygląda współpraca dwóch konkurencyjnych firm?

Jakub Matyja: Cavallię realizują dwie firmy: Revive Poland i BPI Real Estate Poland. To ogromne przedsięwzięcie – docelowo ok. 750 mieszkań w trzech etapach oraz około 8 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni usługowej. Tak duży projekt wymaga nie tylko kapitału, ale też koordynacji wielu działań i zespołów. Zarówno w Revive, jak i u partnera w BPI pracuje sporo osób, ale codziennie nad projektem czuwają dedykowane zespoły. Jesteśmy odpowiedzialni za sprzedaż, marketing, administrację, kwestie budowlane, pozwolenia, kontakty z miastem, a także sprawy związane z konserwatorem zabytków. Pracujemy ramię w ramię, a podział obowiązków jest równy. Nie ma jednej strony „ważniejszej” – decyzje podejmowane są wspólnie, w duchu partnerstwa.

Wojciech Dzwonkowski: Na co dzień w ogóle nie czujemy, że jesteśmy zespołem złożonym z osób z różnych firm. Nie ma tu „ważących głosów”, rywalizacji czy podziałów. Cavallia tak mocno nas scala, że współpraca stała się absolutnie naturalna. Na początku projektu może jeszcze mieliśmy świadomość, że pochodzimy z różnych organizacji, ale dziś to całkowicie się zatarło. Mamy jeden wspólny cel i to on jest nadrzędny – nawet sprawy, które teoretycznie mogłyby dotyczyć tylko jednej strony, są otwarte i omawiane wspólnie.

Agnieszka Jaworska: Jesteśmy bardzo zżyci jako zespół, a koncentracja na jednym projekcie sprawia, że wszystko idzie do przodu w rytmie, który sobie założyliśmy. Daje to wymierne efekty – jesteśmy bardzo zadowoleni zarówno z tempa sprzedaży, jak i z informacji zwrotnych od klientów. Słyszymy, że to, co stworzyliśmy i oddajemy w ręce nabywców, spełnia ich oczekiwania. To największa nagroda – oczywiście obok finansowej, kiedy bank zwalnia środki z rachunku powierniczego.