Ciało jako opowieść
Dla jednych tatuaż to wydarzenie życia, dla innych – kolejny krok w estetycznej podróży. Dla DaruniINK to po prostu codzienność, która z pasji przerodziła się w styl życia, a z czasem w zawód. Bez wielkich deklaracji, za to z konsekwencją i uważnością. W Poznaniu, który stał się dla niej naturalnym tłem do budowania własnej marki – po swojemu.

TEKST: Weronika Maria Rogowska, ZDJĘCIA: Wiktor Bernatowicz, DaruniaINK
Poznańska droga Darii Daruni – od pasji do stylu życia
Nie było jednego momentu olśnienia. Żadnego spektakularnego „teraz albo nigdy”, po którym wszystko nagle się ułożyło. W historii DaruniINK – poznańskiej tatuatorki i piercerki – wszystko działo się raczej płynnie. Pasja powoli przechodziła w styl życia, a ten, niemal niezauważalnie, stał się pracą.
– Po prostu wiedziałam, że to moja droga – mówi dziś, bez patosu, jakby opowiadała o czymś oczywistym. To podejście dobrze oddaje jej sposób funkcjonowania w branży: bez zadęcia, za to z konsekwencją i uważnością. Tatuaż nie jest tu celem samym w sobie, lecz częścią większej opowieści o wyborach, odpowiedzialności i budowaniu własnego miejsca – także w mieście, z którym DaruniaINK jest silnie związana.
Od kolczyka do maszynki
Pierwszy był piercing. To od niego zaczęła się jej zawodowa przygoda, napędzana Internetem i ludźmi, którzy w nim funkcjonowali.
– Imponowali mi, inspirowali i dali odwagę – wspomina. Z czasem jednak poczuła, że ta przestrzeń jest dla niej zbyt wąska. Za mało kreatywna, za mało rozwojowa.
Tatuaż pojawił się naturalnie. Lata spędzone w studiach, obecność na konwentach, codzienny kontakt z branżą sprawiły, że zanim chwyciła za maszynkę, znała tatuażowy świat od podszewki.
– Zanim zaczęłam tatuować, wiedziałam o tatuażach więcej niż niejeden profesjonalista – mówi bez fałszywej skromności.
Ta wiedza i oswojenie z realiami okazały się ogromnym kapitałem na start.
Miasto, które daje przestrzeń
Poznań nie był przypadkiem ani kompromisem.
– Jestem stąd, klasyczna poznańska pyra. To mój dom – śmieje się DaruniaINK. Duże miasto oznacza dużą konkurencję, ale też szerokie możliwości. Poznań, jak zauważa, jest wyjątkowo różnorodny: pełen ludzi z różnych stron, z różnymi historiami i potrzebami. To widać także w studiu – w projektach, rozmowach, motywacjach klientów.
Myśli o wyjeździe pojawiały się wielokrotnie, ale zawsze wygrywało „tu i teraz”: bliscy, codzienność, zakorzenienie.
– Nie kusi mnie zmiana miasta. Jeśli już, to kiedyś inny kraj. Jaki? Jeszcze nie wiem – dodaje, zostawiając sobie otwartą furtkę na przyszłość.

Zwykły dzień, niezwykłe emocje
Dla klientów dzień tatuażu bywa wydarzeniem. Dla niej – to często po prostu kolejny dzień pracy.
– To oni są tutaj ważni, dla mnie to dzień jak co dzień – mówi. Ta normalność jest jednak pozorna. Praca z czyimś ciałem i emocjami wymaga ogromnej uważności. – Najtrudniejsze? – Klient, który cierpi w ciszy! – śmieje się DaruniaINK.
Tatuatorka i piercerka lubi rozmowę, atmosferę, bliskość, ale są momenty, w których trzeba być skupionym i milczącym. Zawsze jednak pilnuje, by komfort był priorytetem. Słyszy zresztą często, że tatuuje wyjątkowo delikatnie.
Odpowiedzialność, która zostaje na lata
DaruniaINK wyznaje, że jednym z najtrudniejszych elementów tej pracy jest odmawianie. Zwłaszcza wtedy, gdy projekt – choć efektowny na Instagramie – nie ma szans dobrze wyglądać po latach.
– Klienci nie zawsze myślą o starzeniu się skóry i tuszu. Ode mnie zależy, żeby o tym pamiętać – tłumaczy. To odpowiedzialność, która wykracza daleko poza estetykę.
Szczerze przyznaje, że jeśli ktoś chce styl, w którym nie pracuje, bez problemu poleci kogoś innego. Trudniej jest wtedy, gdy w grę wchodzi trwałość i jakość. Odmowa nigdy nie jest personalna, choć bywa odbierana emocjonalnie. To cena profesjonalizmu.
Zaufanie zamiast dystansu
Dla DaruniINK kluczowa jest relacja.
– Komunikacja i komfort to podstawa – podkreśla.
Nie narzuca wizji, raczej pokazuje możliwości. Tłumaczy proces, przymierza projekty, testuje rozmiary i miejsca. Chce, by klient czuł się jak u dobrej koleżanki, nie jak „na zabiegu”.
Relacja nie kończy się wraz z ostatnim ruchem maszynki. Jest też czas na pytania, zdjęcia gojenia, euforię i panikę. Historii klientów nazbierało się przez lata mnóstwo, ale – jak mówi – „to nie są jej historie”. Zostają między nią a tymi, którzy jej zaufali.
Estetyka i emocje pod skórą
Pierwszy tatuaż niemal zawsze jest emocją. Symbol, wspomnienie, moment. Z czasem proporcje się zmieniają.
– Im więcej tatuaży, tym częściej chodzi po prostu o estetykę – zauważa DaruniaINK. Jej własne ciało to w dużej mierze kolekcja estetycznych wyborów i spotkań z różnymi artystami.
To podejście widać także w jej pracy: bez nadinterpretacji, z dużym szacunkiem do decyzji klienta, ale i do rzemiosła.
Kobiety w branży? Normalność
Nie miała poczucia, że musi udowadniać więcej tylko dlatego, że jest kobietą. Oswojenie z branżą i znajomość zasad gry dały jej przewagę. Jednocześnie widzi ogromną zmianę.
– Piętnaście lat temu kobiet było w tej branży nawet o 90 procent mniej. Dziś nikogo to nie dziwi – mówi.
Rada dla dziewczyn, które myślą o tej drodze, jest prosta:
– Rób swoje i nie oglądaj się na boki. Liczą się umiejętności, konsekwencja i pasja. Go girl!
Studio, które stało się marką
U DaruniINK nie było jednego momentu przejścia od „studia” do „marki”. To proces, który narastał wraz z kolejnymi klientami.
– Kiedy ktoś przyjeżdża do mnie z drugiego końca Polski, to ogromny komplement – przyznaje.
Najtrudniejsze decyzje biznesowe? Zmiany studia. Stresujące, ale czasem konieczne.
– Nie chcę stagnacji. Rozwijam się dzięki ludziom, którzy myślą inaczej – mówi. Współpraca z różnymi artystami daje jej więcej niż praca w pojedynkę.
Sukces finansowy nigdy nie był celem.
– To efekt uboczny – podkreśla. Według niej tatuaż nie jest już „złotą żyłą”, a godne życie z tej pracy wymaga pełnego zaangażowania.
Sukces po poznańsku
Czym jest dla niej sukces po poznańsku? Odpowiedź jest prosta i bardzo na miejscu:
– To moment, w którym możesz robić to, co kochasz, i jeszcze zapłacić rachunki.
A gdyby mogła coś powiedzieć sobie sprzed kilku lat?
– Nic. Pewnie bym popukała się w głowę.
DaruniaINK nie mówi o sukcesie głośno. Raczej pokazuje go w codzienności: w powrotach klientów, w decyzjach podejmowanych z myślą o przyszłości i w spokoju, który przychodzi z poczuciem, że jest się dokładnie tam, gdzie trzeba. Bez fajerwerków, za to na własnych zasadach.
Bo sukces po poznańsku nie musi błyszczeć. Wystarczy, że zostaje – jak dobrze zrobiony tatuaż.