Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Count on Me: biuro rachunkowe, które myśli o kliencie

Podziel się

Za biurkiem siedzi codziennie, pilnuje terminów, bilansów i PIT-ów, a w przerwach oddaje się swojej wielkiej pasji – hodowli i wystawom psów rasowych. Pani Arleta Basiewicz, właścicielka biura rachunkowego „Count on Me”, opowiada o tym, jak prowadzi firmę po swojemu: z pełnym ryczałtem dla klientów, indywidualnym podejściem i sporą dawką cierpliwości – zarówno wobec ludzi, jak i psów.

 

ROZMAWIA: Monika Kanigowska

ZDJĘCIA: Artur Kosonowski, Kasia Sawka-Paradowska

[Współpraca reklamowa]

 

Skąd nazwa Liczysz na mnie? Nie brzmi jak typowe biuro rachunkowe.

Arleta Basiewicz: jest trochę nietypowa – i czasami trzeba ją literować, szczególnie przy wymowie domeny. Pomysł pod przewodnictwem kolegi, którego żona jest anglojęzyczna. Uwaga od klasycznych nazw i elementów, co zwraca uwagę. Pomyślałam: dlaczego nie? Spodobało mi się i tak odpadłem. Ale za to w mediach społecznościowych jestem jako księgowa z klasą i to już zdecydowanie jest łatwiejsze do zapamiętania.

Jak długo Pani działa firma?

Dwa lata, więc można powiedzieć, że biuro jest jeszcze młode. Otworzyłam firmę po 28 latach pracy w zawodzie. Zostałem zwolniony i to był sędzia moment. Wstępnie dostępne na etat, ale całkowicie niespełnione moje oczekiwania. Trzy lata temu były już podłączone, co oznacza, że ​​masz większe łącze, a nie pracujesz po 14 godzinach dziennie. Badania dobrze, ale też normalnie żyć i o sobie.

Następnie zapadła decyzja o prowadzeniu własnego biura rachunkowego?

Tak. Dziś wiem, że była to jedna z najlepszych lekcji w moim życiu. Klasyczne: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Firmę, którą wcześniej uruchomiłem na etacie, obsługuję do dziś – tylko już pod własnym szyldem w innych warunkach finansowych. Klient był zadowolony z mojej pracy, a rozstanie nie wynikało z jakości usług, tylko z ich sytuacji finansowej. Na początku sama, ale już prawie od roku zatrudnionego w pracownicę, więc rozwijam się w zadawalającym tempie. Chcę uczyć młodych, dzielić się doświadczeniem. Myślę, że ten zawód nie zginie – należy tylko dobrze dostarczyć kolejne pokolenie.

Wiele mówi się dziś o tym, że sztuczna inteligencja „zabierze” rozliczam.

Absolutnie się z tym niesamodzielnym. AI nas wspiera, ale nie zastępuje. Oczywiście, dzisiaj mamy systemy, mechanizmy i inne procesy, które przyspieszają wydajność – wiele rzeczy dzieje się szybko i efektywniej. Ale to narzędzie, a nie ktoś, kto myśli za nas.

A jak nakładać na biuro rachunkowe KSeF? To już za moment.

Tak, już za chwilę. Myślę, że przedsiębiorca bardzo się tego boją. Sam system jest nieuleczalny. niewiadomą jest to, jak poradzą sobie serwery. Od lutego do technologii zaawansowanej dużej firmy. A od kwietnia – praktycznie wszędzie, poza firmami wykluczonymi cyfrowo. Skala danych będzie ograniczona i nikt dziś nie jest w stanie powiedzieć, jak to faktycznie zadziała w praktyce. Dla biur rachunkowych to też duża zmiana. Pojawienie się nowego sposobu wysyłania i pobierania dokumentów. Obecnie nie można w pełni potwierdzić certyfikatów, tokenów czy wymagań, bo system tak naprawdę jeszcze nie działa. Jesteśmy na większym przedprodukcyjnym, bez realnego „rozbiegu”.

Czyli księgowość nie jest nudnym zawodem.

Zdecydowanie nie! Jak tylko trochę ucichnie temat Polskiego Ładu, pojawia się coś nowego. Jedno się kończy, drugie zaczyna. Teraz znowu będzie przez rok „gorąco”, a potem… pewnie kolejna zmiana.

A czy to może oznaczać więcej klientów dla biur rachunkowych?

Jest na to spora szansa. Księgowość już praktycznie w całości przeniosła się do świata elektronicznego – nie tylko pełna księgowość, ale też ryczałty czy książka przychodów i rozchodów. Papier znika, a systemy elektroniczne stają się obowiązkowe. Dla wielu osób to może być moment, w którym stwierdzą: „jednak wolę mieć księgową”.

Pani biuro działa w modelu ryczałtowym?

Tak. Staram się obsługiwać klientów trochę inaczej niż wiele biur na rynku. Umawiam się z klientem na stałą kwotę miesięczną. Nie ma sytuacji, że w jednym miesiącu faktura jest wyższa, bo doszły dwa PIT-y, wniosek o niezaleganie, dokumenty do leasingu czy sprawozdanie do GUS-u. U mnie jest ryczałt – wyższy, ale klienci wiedzą, że mają pełną obsługę. Mogą zadzwonić, napisać, poprosić o wniosek, dokument, zaświadczenie. Ja to po prostu robię i nie doliczam każdej drobnej usługi osobno. I takie rozwiązanie u mnie naprawdę się sprawdza. Klienci są zadowoleni, bo wiedzą, że płacą więcej, ale nie muszą się martwić. Zawsze mówię: cena jest VIP-owska, ale obsługa też jest VIP-owska.

Jednak praca to nie jedyna Pani pasja, druga to pieski. Jakie ma Pani czworonogi?

Mam charty rosyjskie (Borzoj). To duże psy, z długim pyskiem, bardzo eleganckie, o smukłej sylwetce i długimi nogami. Dawniej używane do polowań, stworzone jednocześnie do biegania i wylegiwania się na miękkich posłaniach. W tej chwili został nam tylko jeden. Przez wiele lat mieliśmy dwa, ale w czerwcu pożegnaliśmy naszą dziewczynkę. Został nam samiec. Myślimy o kolejnym, bo jeden to jednak trochę samotnik. Jeśli drugi, to na pewno też chart rosyjski. Ta rasa już na zawsze zostanie w naszych sercach.

 

Czyli to psy rasowe, wystawowe.

Tak. Nasz samiec ma już tytuł Młodzieżowego Championa, a w lutym planujemy skończyć dorosłego Championa Polski. Bardzo się z tego cieszę, bo jest naprawdę wyjątkowy. Sprowadziliśmy go z Włoch, więc trochę się wyróżnia na polskich ringach. Sędziowie bardzo dobrze go oceniają – ma świetne predyspozycje. A my z mężem po prostu kochamy charty. Przygotowanie psa do wystawy wymaga zaangażowania. Pies musi mieć odpowiednią szatę, zachowywać się właściwie na ringu i być skoncentrowany. To oznacza trening – nie tylko dla psa, ale też dla opiekuna. Na początku mieliśmy profesjonalną handlerkę, ale teraz sama go wystawiam. Nauczyłam się tego i jesteśmy bardzo dobrym teamem.

Co jest najtrudniejsze na ringu?

Pies musi być dostępny, aby otworzyć sekcję – także pod kątem ochrony. To wymaga przyzwyczajenia do obcych rąk, zapachów i sytuacji stresowych. dlatego uczymy tego psa od szczeniaka. Nasz obecny samiec wejście na ring i mówi: „Uwaga, jestem. Patrzcie na mnie”. On to po prostu lubi i to widać, dlatego to zauważyliśmy. Myślę jeszcze o interchampionacie, czyli wystawach w kilku krajach, niedaleko Polski. Zobaczymy.

To Pani sposób na relaks?

Zdecydowanie. Psy bardzo mnie uspokajają, zabierają stres i całą toksyczność dnia codziennego. Nie i mobilizuj do ruchu – codzienne spacery nie są dostępne na kanapie. Ale spacer z psem wśród przyrody, wyciszenie, oddech, spokojna kontemplacja to już najlepsze moje kombo.