Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Herbata – gorąca pociecha lutowych wieczorów

Podziel się

Gdy za oknem szaleje mroźny lutowy wiatr, a zmierzch wciąż zapada zbyt wcześnie, nie ma nic bardziej kojącego niż filiżanka parującej herbaty. To jeden z tych małych rytuałów, które potrafią zamienić zwykły wieczór w chwilę wytchnienia i prawdziwego relaksu. Filiżanka złocistego naparu to coś więcej niż tylko sposób na ogrzanie zmarzniętych dłoni – to podróż przez wieki tradycji, kultura picia sięgająca najstarszych cywilizacji i fenomen, który łączy ludzi na całym świecie.

 

TEKST: Elżbieta Ignacionek, ZDJĘCIA: Adobe Stock

 

Legenda, która zmieniła świat

Historia herbaty otoczona jest aurą tajemnicy i magii. Wyobraź sobie, że jest rok 2737 przed naszą erą w starożytnych Chinach. Mityczny cesarz Shennong, zwany Boskim Rolnikiem, odpoczywa pod dzikim krzewem. Nagle jeden z liści spada prosto do jego kubka z gorącą wodą. Zamiast wylać zawartość, zaintrygowany cesarz obserwuje, jak woda zmienia zabarwienie, a w powietrzu unosi się dziwny aromat. Z zaciekawieniem próbuje naparu, który okazuje się być wyjątkowo smaczny. Tak narodziła się miłość ludzkości do herbaty.

Piękna historia, prawda? Trudno dziś powiedzieć, ile w niej prawdy, a ile legend. Wiadomo jednak na pewno, że pierwsze krzewy herbaty odkryto w chińskiej prowincji Yunnan już w XI wieku przed naszą erą, a najstarsza zachowana herbata została znaleziona w grobie cesarza z dynastii Han, rządzącej od 206 roku p.n.e. do 220 roku n.e. To znaczy, że te małe suszone liście przetrwały ponad dwa tysiące lat!

Przez wieki Chiny strzegły swojej tajemnicy jak oka w głowie, nieustannie rozwijając kulturę jej parzenia i ceremonialnego picia, a sam napar był dostępny jedynie dla cesarskiego dworu i najbogatszych warstw społeczeństwa. Co ciekawe, w tym czasie herbata w Chinach traktowana była przede wszystkim jako lek i środek wzmacniający, a nie napój codzienny.

Dopiero około III wieku naszej ery pojawiły się pierwsze pisemne wzmianki o herbacie, a w VIII wieku buddyjski kapłan Lu Yu napisał monumentalne dzieło – Chajing, czyli Księgę Herbaty – opisującą wszystkie aspekty tego napoju: właściwości, metody jej przyrządzania, ceremonię parzenia oraz przegląd plantacji. To dzieło stało się fundamentalnym tekstem dla kultury herbaty w Azji.

Napój rozprzestrzenił się do Mongolii, Tybetu, a potem na Syberię dopiero w VII wieku. Do Japonii herbata trafiła około VIII wieku za sprawą buddyjskich mnichów, którzy przywieźli nasiona i zwyczaj ceremonialnego parzenia. W tym kraju napar z liści Camelli stał się czymś więcej niż napojem – przekształcił się w sztukę, filozofię i sposób życia.

A Europa? Europa musiała poczekać aż do XVII wieku, kiedy holenderscy kupcy przywieźli egzotyczne suszone liście na swoich statkach. Rosjanie mieli trochę więcej szczęścia – podczas podboju Syberii zetknęli się z herbatą wcześniej. W 1618 roku cesarz Chin podarował herbatę carowi Michałowi I Romanowowi, a w 1658 roku angielski kupiec Thomas Garraway sprowadził ją do Londynu. Reszta to już historia – Brytyjczycy pokochali herbatę tak bardzo, że stała się symbolem ich kultury.

Polska również ma swoją herbacianą historię. Pierwszy raz wspomina się o niej w liście króla Jana Kazimierza do żony Ludwiki Marii z 1662 roku, w którym władca pytał, jak przyrządzać ten nowy napój. Początkowo traktowana jako lekarstwo dostępne jedynie w aptekach oraz napój dla elit, herbata zyskała popularność dopiero w XIX wieku. Od Rosjan Polacy przejęli zwyczaj parzenia jej w samowarach i słodzenia konfiturami lub popijania z kostką cukru w ustach. W okresie PRL-u herbata przybrała najbardziej klasyczną w Polsce postać: mocnej czarnej, najczęściej słodzonej i podawanej z cytryną (jeżeli komuś udało się ją zdobyć). Parzono ją w szklankach z metalowymi koszyczkami, które same stały się symbolem epoki. Drugą „słuszną” opcją, która dominowała w moim rodzinnym domu, była tzw. esencja – bardzo mocna herbata zaparzona w imbryczku. Trochę esencji nalewano do szklanki i rozcieńczano wodą według własnych upodobań.

 

Jeden krzew, niezliczone oblicza

Najbardziej fascynującym faktem o herbacie jest to, że wszystkie jej rodzaje – czarna, zielona, biała, żółta, czerwona, oolong – pochodzą z tej samej rośliny: kameli chińskiej (Camellia sinensis). Tak, jeden krzew daje nam cały ten kolorowy świat smaków i aromatów. To, co decyduje o ostatecznym charakterze herbaty, to sposób obróbki zebranych liści, pora zbioru oraz klimat i wysokość uprawy.

Herbata biała to prawdziwa arystokratka w świecie herbat. Zbierane są tylko najmłodsze pączki pokryte delikatnym białym meszkiem i pierwsze listki. Potem następuje... właściwie nic. Liście po prostu więdną i suszone są naturalnie, bez jakichkolwiek sztuczek. Efekt? Subtelny, lekko słodkawy smak, idealny dla tych, którzy cenią finezję i chcą czegoś niezwykle delikatnego. Taka herbata dawniej była zarezerwowana wyłącznie dla cesarza i jego bliskiego otoczenia.

Herbata zielona dominuje w krajach azjatyckich i dzięki pominięciu procesu fermentacji zachowuje maksimum prozdrowotnych właściwości. Liście są tylko suszone, co pozwala zachować ich pierwotny kolor i bogactwo przeciwutleniaczy. Wśród zielonych herbat szczególną popularnością cieszy się japońska Sencha o świeżym, trawiastym smaku, oraz Matcha – sproszkowana herbata ceremonialna. Zieloną herbatę należy zalewać wodą o temperaturze 70-80 stopni, aby nie zniszczyć delikatnych składników.

Herbata czarna to królowa europejskich stołów, stanowiąca aż osiemdziesiąt procent importu na Zachód. Liście są utleniane w ponad dziewięćdziesięciu procentach, co daje im ten charakterystyczny ciemny kolor i wyrazisty, mocny smak. Najpopularniejsze odmiany to mocny i słodowy Assam z Indii, delikatny i kwiatowy Darjeeling zwany szampanem wśród herbat, czy klasyczny Cejlon ze Sri Lanki. Napar ma kolor od bursztynowego po głęboki brąz, a smak bywa mocny, korzenny, czasem z nutą karmelu. Brytyjczycy dodają do niej mleko, my – cytrynę. W lutowy wieczór, gdy za oknem wyje wiatr, to właśnie ona najlepiej rozgrzewa od środka. Jest jak ciepły koc dla podniebienia.

Oolong – nazwijmy ją herbatą-kameleonem. Jest gdzieś pośrodku między zieloną a czarną, utleniana w zakresie od dwudziestu do osiemdziesięciu procent. Aby przyspieszyć proces oksydacji, liść zostaje celowo naruszony, co wyzwala całą magię smaków. Możesz wyczuć nuty kwiatowe, owocowe, orzechowe, miodowe – czasem wszystkie naraz, czasem jedną po drugiej z każdym kolejnym parzeniem. Bo herbaty oolong, szczególnie z Tajwanu, cenione są za możliwość wielokrotnego parzenia, a każdy napar ujawnia nowe niuanse smaku.

Herbata żółta to najmniej znany i najrzadziej spotykany rodzaj. Proces produkcji herbaty żółtej jest podobny jak w przypadku zielonej herbaty, ale zawiera dodatkowy etap zwany „żółceniem” lub wilgotnym „leżakowaniem” liści. Liście poddawane są delikatnemu procesowi żółknięcia, który odróżnia ją od herbaty zielonej i nadaje charakterystyczny, łagodny smak oraz gładkość. Ten proces jest czasochłonny i wymaga dużego doświadczenia, co sprawia, że dostępność tego rodzaju herbaty jest ograniczona.

Pu-erh – herbata dla odważnych. Jest fermentowana, czasem przez wiele lat, zyskując ziemisty, głęboki smak, który trudno opisać słowami. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale miłośnicy cenią ją za wspieranie metabolizmu i trawienia i twierdzą, że dobra pu-erh jest jak dobre wino – im starsza, tym lepsza.

 

Od egzotycznych plantacji do Twojej filiżanki

Krzew herbaty to prawdziwa diva – wymaga dużo deszczu, słońca i bardzo konkretnych warunków. Dlatego uprawy znajdują się głównie w strefie podzwrotnikowej i zwrotnikowej. Im dalej od równika, tym krótszy okres wegetatywny, a to wpływa na intensywność smaku.

Największymi producentami są Indie, Sri Lanka, Chiny, Kenia, Japonia, Indonezja, Bangladesz, Uganda, Turcja, Malawi, Iran i Argentyna. Każdy region dodaje swojej herbacie niepowtarzalny charakter. Indyjskie Darjeeling to wspomniany już szampan wśród herbat – delikatne, kwiatowe, wyrafinowane. Cejlońska herbata ze Sri Lanki zachwyca czystością smaku. Chińskie herbaty skaliste z gór Wuyi zaskakują głębią i złożonością. Kenijska herbata czarna jest intensywna i mocna.

Herbata i zdrowie – nauka potwierdza intuicję

Herbata to nie tylko przyjemność dla podniebienia, ale także prawdziwa apteczka. Badania naukowe potwierdzają to, co intuicyjnie wiedzieli już starożytni Chińczycy – ten napar ma niezliczone dobroczynne właściwości. Aktywnym składnikiem są flawonoidy, które chronią organizm przed wolnymi rodnikami przyspieszającymi procesy starzenia. Badania wskazują, że regularne picie zielonej herbaty może obniżać poziom złego cholesterolu, regulować ciśnienie krwi, wspierać pracę serca i zmniejszać ryzyko niektórych nowotworów.

Poza tym herbata zawiera teinę – odpowiednik kofeiny, który stymuluje ośrodkowy układ nerwowy, poprawia koncentrację i dodaje energii. W odróżnieniu od kawy, pobudzenie teiną jest łagodniejsze i dłuższe dzięki współdziałaniu z polifenolami, które regulują jej wchłanianie. W zależności od rodzaju herbaty i czasu parzenia, można uzyskać efekt pobudzający (krótkie parzenie) lub uspokajający (dłuższe parzenie).

Herbata zawiera też L-teaninę – aminokwas o właściwościach relaksacyjnych i wspierających funkcje poznawcze. Aktywując w mózgu fale alfa, pomaga osiągnąć stan koncentracji i spokoju – umysł jest czujny, ale bez uczucia napięcia. To właśnie l-teanina sprawia, że picie herbaty daje uczucie harmonii i wewnętrznego wyciszenia.

Dzięki garbnikom działającym ściągająco i przeciwzapalnie herbata wspiera również układ trawienny i pomaga w utrzymaniu zdrowej wagi ciała poprzez przyspieszenie metabolizmu. Mocny napar czarnej herbaty może pomóc przy zatruciach pokarmowych, a zielona herbata działa przeciwbakteryjnie i przeciwwirusowo.

Oczywiście, jak w przypadku każdego napoju, kluczowy jest umiar – zaleca się picie nie więcej niż czterech-pięciu filiżanek dziennie, najlepiej między posiłkami, aby nie zakłócać wchłaniania żelaza i innych składników mineralnych.

 

Luksus w filiżance

Dla prawdziwych koneserów herbata to nie tylko codzienne picie – to pasja, poszukiwanie doskonałości, obiekt zachwytu.

Herbaty premium wyróżnia przede wszystkim jakość liści. Zbierane są tylko najmłodsze pączki i dwa górne listki, często ręcznie i o określonej porze – najcenniejsze są tzw. first flush, pierwszy zbiór w sezonie. Liście rosną wolniej w chłodniejszych warunkach wysokogórskich plantacji, co pozwala im zgromadzić więcej aromatu i składników odżywczych.

Wśród białych herbat szczególnie ceniona jest White Ring z prowincji Yunnan – młode pączki zwijane są ręcznie na bambusowych patyczkach w kształt małych pierścieni. Kocie Oczka z Fujian to inna perła – pączki i młode liście są zwijane ręcznie w małe kuleczki, które pod wpływem wody rozwijają się niczym kwiat.

Zielone herbaty premium, jak japońska Premium Sencha czy chiński Xinyang Maojian, charakteryzują się idealnie płaskimi, jednolitymi liśćmi o intensywnym, świeżym aromacie. Matcha najwyższej jakości, używana w ceremonii herbacianej, to drobno zmielone liście pierwszego zbioru – ma gęsty, aksamitny smak bez śladu goryczy.

Czarne herbaty ekskluzywne to np. nepalski Sakhira z podnóża Himalajów, z dużą ilością złocistych tipsów, czy Yunnan gold – chiński klasyk o miodowo-orzechowych nutach. Oolong Da Hong Pao, nazywany „wielkim czerwonym płaszczem”, należy do najdroższych herbat świata dzięki legendarnemu pochodzeniu i wyjątkowemu prażonemu, mineralnemu smakowi. Jeden kilogram tej herbaty potrafi kosztować nawet ponad milion dolarów.

Herbaty premium często pakowane są w piękne puszki, drewniane skrzynki czy jedwabne saszetki, które same w sobie są małymi dziełami sztuki. To idealny prezent dla miłośników tego napoju – sposób na podzielenie się chwilą luksusowego relaksu.

Herbata na mapie świata

Każdego dnia na świecie wypijanych jest ponad trzy miliardy filiżanek herbaty. Trzy miliardy! To drugi najpopularniejszy napój po wodzie. Ale ciekawe jest to, jak bardzo różni się konsumpcja w zależności od miejsca.

Niekwestionowanym światowym liderem jest Turcja – statystyczny Turek wypija rocznie ponad trzy kilogramy suszu, co daje około tysiąca dwustu filiżanek rocznie! Herbata w Turcji to nieodłączny element życia – pije się ją do śniadania, w pracy, podczas spotkań. Jest podawana w charakterystycznych szklankach w kształcie tulipana i parzona w specjalnych dwupiętrowych czajnikach.

Na drugim miejscu jest Irlandia z wynikiem około dwóch i dwóch dziesiątych kilograma na osobę. Irlandczycy uwielbiają mocną czarną herbatę z mlekiem – to ich kulturowa odpowiedź na deszczowy, chłodny klimat. Zaraz za nimi są Brytyjczycy z prawie dwoma kilogramami – słynne popołudniowe „five o'clock tea” to wręcz instytucja narodowa.

A Polska? Należymy do narodów, które chętnie sięgają po herbatę, choć nie jesteśmy na światowym podium. Przeciętny Polak wypija rocznie około kilograma herbaty, co przekłada się na ponad osiemdziesiąt litrów naparu.

Rytuał jako medytacja

W dzisiejszym zabieganym świecie, gdy każda minuta jest na wagę złota, a przeróżne powiadomienia bombardują nas bez przerwy, parzenie herbaty może stać się oazą spokoju. Azjaci odkryli to wieki temu i przekuli w sztukę, ale my nie musimy być mistrzami zen ani mieć specjalnych przyborów, by doświadczyć relaksacyjnej mocy herbaty w lutowy wieczór. Wystarczy wyłączyć telefon, odłożyć wszystkie zadania i poświęcić sobie te kilkanaście minut. Tylko Ty i filiżanka. To czas na oddech, refleksję, reset.

Współczesny świat herbaty to fascynujące połączenie tradycji z innowacją. Matcha przeżywa prawdziwy renesans – ta sproszkowana japońska zielona herbata podbiła serca młodego pokolenia. Matcha latte w modnych kawiarniach stała się ikoną – połączenie tradycji z nowoczesnością. Zawiera mniej kofeiny niż kawa, ale jej działanie jest długotrwałe i łagodniejsze dzięki teinie. Nie ma tych irytujących skoków energii i nagłych spadków.

Bubble tea to kolejny fenomen, szczególnie wśród młodzieży. Ten tajwański wynalazek bąbelkowego napoju łączy herbatę z mlekiem, syropami i charakterystycznymi perełkami tapioki. Instagram i TikTok zalane są estetycznymi zdjęciami tych kolorowych napojów. Tradycjonaliści mogą kręcić nosem, ale młode pokolenie znajduje w tym swoją drogę do świata herbaty.

Gdy na dworze mróz, w domowych pieleszach do herbaty można dodać imbir, goździki, cynamon i miód, do tego cytryna i mamy herbatę rozgrzewającą i wzmacniającą odporność. Dla każdego coś smacznego.

Bo najważniejsze jest to, by znaleźć swoją ulubioną, tę jedną, która pasuje do Ciebie jak ulubiony sweter. Może to będzie herbata z dzieciństwa, którą piła Twoja babcia? A może coś zupełnie nowego, co odkryjesz dziś wieczorem? Więc nalej sobie herbaty. Usiądź wygodnie. I po prostu bądź – tu i teraz, z tym prostym, cudownym rytuałem, który łączy nas wszystkich.