Jóźwicki & Partners: Rewolucja zaczyna się od wartości
Wierność wartościom zamiast korporacyjnej polityki i relacje oparte na zaufaniu, a nie kontroli. W ich historii jedno zdanie wraca jak refren: firmy nie buduje się w rok ani dwa – buduje się ją latami, cierpliwie, z pokorą i szacunkiem do ludzi. Dziś to nie slogan, lecz podsumowanie dwudziestu lat doświadczeń: od entuzjazmu, przez zmęczenie i przełomy, aż po dojrzałość. O tym, dlaczego w biznesie najpierw trzeba być w porządku wobec współpracowników, a dopiero potem liczyć zyski, rozmawiamy z właścicielami biura rachunkowego Jóźwicki & Partners – Małgorzatą i Marcinem Jóźwickimi.

ROZMAWIA: Monika Kanigowska
ZDJĘCIA: Olga Jędrzejewska
[Współpraca reklamowa]
Jóźwicki & Partners. Biuro rachunkowe – co tak naprawdę kryje się pod tą nazwą?
Małgorzata Jóźwicka: Zaczęło się od marzeń, później była ciężka praca, a w tej chwili to przede wszystkim ludzie.
Marzeń o czym?
Małgorzata Jóźwicka: Pierwsze marzenie to stworzyć firmę, która będzie realnym wsparciem dla przedsiębiorców i przedsiębiorczyń. Nie chodziło nam o „księgowanie papierów”. Od początku czuliśmy, że przedsiębiorca potrzebuje czegoś więcej: spokoju, bezpieczeństwa, partnera, który rozumie, co dzieje się w firmie i potrafi przełożyć liczby na decyzje, które trzeba podejmować „teraz” i na przyszłość, w ciągu 5, 10 i 15 lat… A potem pojawiło się kolejne marzenie – to już było bardziej osobiste: chcieliśmy stworzyć takie miejsce pracy, w którym ludzie mogą wzrastać. Takie, gdzie czują się dobrze. Gdzie można się rozwijać, czuć sens, mieć przestrzeń na rozmowę, na pomysły, na bycie sobą. Dziś wiemy, że w biurze rachunkowym to wcale nie jest oczywiste. Wtedy… po prostu intuicyjnie czuliśmy, że inaczej nie chcemy.
Marcin Jóźwicki: W 2002 roku podpisaliśmy umowę spółki, co było pierwszym krokiem na drodze do tych marzeń. A potem przyszło to, co w historii każdej firmy jest najważniejsze: start w realnym świecie, z realnymi wyzwaniami, bez osłonek.
Czyli ciężka praca u podstaw?
Marcin Jóźwicki: Tak, przełomowym był rok 2004, gdy marzenia przestały być planem, a stały się codziennością. Zaczęliśmy bez wielkich zasobów finansowych. Naszym kapitałem były kompetencje, energia, relacje i gotowość do pracy – zrozumie to każdy, kto budował firmę od zera.
Małgorzata Jóźwicka: Pierwsza „siedziba” mieściła się w garażu domu rodzinnego. Dziś opowiadamy o tym z uśmiechem, ale wtedy było to dla nas absolutnie serio. Chcieliśmy prezentować się profesjonalnie, choć nie mieliśmy do tego warunków. I właśnie dlatego do dziś pamiętamy historię szklanej witryny, którą podarował nam sąsiad – oddał starą ściankę z drzwiami, bo wymieniał ją u siebie na nowszą. Dla nas to był symbol: od teraz garaż przestaje być garażem, a zaczyna być biurem. To były te małe, poruszające momenty, kiedy czuliśmy, że cały świat nam kibicuje. W 2004 roku dołączyła też do nas pierwsza pracownica, to był ten moment, w którym przestaliśmy być „dwoma osobami z pomysłem”, a zaczęliśmy być pracodawcą. Zaczęliśmy odpowiadać za czyjąś stabilność, bezpieczeństwo, rozwój.

A Państwa pierwszy zagraniczny klient? Wiem, że to ciekawa historia.
Marcin Jóźwicki: To był dla nas prawdziwy test. Polecono nasze biuro do obsługi dużej niemieckiej firmy, która otwierała polski oddział. Mieliśmy przyjąć ich delegację w naszym „garażu”. Wtedy rozsądek mówił: „przecież to niemożliwe – zobaczą garaż i wyjdą”. Ale my mieliśmy w sobie coś, co do dziś uważamy za jeden z najważniejszych fundamentów przedsiębiorczości: odwagę, żeby spróbować mimo strachu.
Małgorzata Jóźwicka: Zrobiliśmy wszystko, żeby wypaść profesjonalnie. Dziś wspominamy to z humorem: improwizacja, „scenografia”, mobilizacja sił, pełne skupienie. A może od początku wierzyliśmy w zasoby, a nie w „maskę” wchodzenia w rolę. I kiedy po tej wizycie przyszła podpisana umowa na outsourcing usług księgowych, poczuliśmy bardzo wyraźnie: to działa. To ma sens. Jeśli dowieziemy jakość, to nie zatrzyma nas metraż. To była pierwsza „furtka”, która się otworzyła. I nauczyła nas, że często w rozwoju firmy najpierw przychodzi szansa, a dopiero potem rosną zasoby.

Sądząc po miejscu, w którym dziś rozmawiamy, szansa została dobrze wykorzystana.
Marcin Jóźwicki: Chcemy to powiedzieć bardzo uczciwie: początki były trudne. Nie dlatego, że brakowało nam wiary w siebie, tylko dlatego, że firma w praktyce to setki decyzji, setki zadań, tysiące godzin pracy, których nie da się „ładnie opowiedzieć” w jednym zdaniu. Były nadgodziny. Były zarwane weekendy. Były nieprzespane noce. Było uczenie się na błędach, czasem bardzo kosztownych emocjonalnie. Były momenty, kiedy myśleliśmy: „czy my naprawdę damy radę?”. Ale było też coś, co nas niosło: nadzieja i wiara, że warto. Wiara w to, że jeśli będziemy konsekwentnie budować kompetencje, rozwijać zespół, dopracowywać jakość, to przekujemy ten wysiłek w coś dobrego, zarówno dla klientów, jak i dla pracowników w firmie. I tu pojawia się ważny wątek: już wtedy wiedzieliśmy, że chcemy być biurem rachunkowym, które chce iść za klientem, rosnąć wraz z nim, nadążać za jego zmianami, wspierać go w przełomach.

A w którym momencie pojawiła się marka Jóźwicki & Partners?
Małgorzata Jóźwicka: To był rok 2015. Przy wsparciu Instytutu Design Thinking stworzyliśmy strategię rozwoju opartą na potrzebach klientów i pracowników. To wtedy narodziła się marka Jóźwicki & Partners jako nowy etap tożsamości, jasny kierunek i decyzja, że budujemy firmę nie tylko „merytorycznie poprawną”, ale przemyślaną, świadomą i wartościową. To także moment, w którym mocniej niż kiedykolwiek wybrzmiała nasza filozofia: największym kosztem w firmie nie są pensje. Największym kosztem jest brak inwestycji w ludzi. I od tego czasu szkolenia miękkie stały się stałym elementem naszego kalendarza.
Od ponad 10 lat uczymy się Porozumienia bez Przemocy (NVC) Marshalla Rosenberga, rozwijamy umiejętności komunikacyjne, pracujemy z empatią, precyzją i uważnością. Wierzymy, że to przekłada się nie tylko na atmosferę, ale też na jakość pracy. Szacunek i empatia nie są u nas deklaracją, plakatem na ścianie, lecz codzienną praktyką – konkretnym zachowaniem, a czasami nawet tym, jak formułujemy wypowiedzi. Zależy nam, by czerpać z potencjału osób zatrudnionych, a wysoka jakość obsługi jest miksem ich przemyśleń, doświadczeń oraz tym, czego uczą się na warsztatach. Trenerka wielokrotnie podkreśla, że to bardziej porzucenie niesłużących nam nawyków, schematów językowych niż nauka nowych. Każda osoba, która dołącza do zespołu, otrzymuje książkę napisaną specjalnie dla nas, z przykładami z codziennego księgowego życia, jak reagować, co zrobić i jak moderować rozwiązanie sytuacji. Firmę prowadzimy w duchu komunikacji opartej na odpowiedzialności i uważności na potrzeby – stąd wewnętrzne warsztaty, cykl wykładów oraz książka szkoleniowa z ćwiczeniami, opisem SNO (S – słyszę, N – nazywam potrzeby, O – otwieram przestrzeń na rozwiązanie) i cyklu reakcji stresowej. Uczymy się rozwiązywać realne sytuacje, napięcia, a nie tylko o nich mówić.
Ile osób dziś tworzy Państwa zespół?
Marcin Jóźwicki: W tej chwili to już ponad 60 osób. Główna siedziba mieści się w Poznaniu, ale mamy też biuro w Zielonej Górze, tam pracują trzy osoby. To jedno z biur, które przejęliśmy w 2020 roku. Tam właśnie największym zaskoczeniem była różnica w kulturze pracy. Kiedy przyjechaliśmy z naszym – nazwijmy to – know-how, dla zespołu brzmiało to jak opowieść z innej epoki. Mówiliśmy o procedurach, standardach, dbaniu o przestrzeń, o partnerstwie, o zaufaniu. Dziś te same osoby mówią, że nie wyobrażają sobie pracy inaczej. Kierowniczka biura Ewelina przyznaje, że dostała od nas „przepustkę do innej jakości” – nie tylko zawodowo, ale i prywatnie. Nie stoimy nad ludźmi. Interesuje nas efekt pracy, a nie to, czy ktoś wygląda na zajętego.

Czyli nie chcecie tworzyć korporacji?
Marcin Jóźwicki: Procedury – tak. Bezduszność – nie. W korporacjach decyzje zapadają na górze i „spadają” bez wyjaśnienia. My staramy się tłumaczyć: dlaczego coś zmieniamy, po co wprowadzamy nowe obowiązki, jakie będą z tego korzyści dla klientów i dla zespołu. Na przykład ewidencja czasu pracy. To nie jest narzędzie kontroli. To sposób na sprawdzenie, czy nie marnujemy energii, czy klient nie wymaga większego zakresu usług niż wynika z umowy. Jeśli tak – rozmawiamy. Najpierw wewnętrznie, potem z klientem.
Małgorzata Jóźwicka: Nie oznacza to, że wszyscy się ze wszystkim zgadzają. I bardzo dobrze. Co roku organizujemy kilkugodzinne spotkanie podsumowujące – przedstawiamy cele, plany, nasze firmowe „exposé”. Mówimy też otwarcie o trudnościach, o stresie związanym z wdrażaniem nowych rozwiązań.
Jesteście małżeństwem, od lat razem prowadzicie firmę. We wszystkim się zgadzacie, czy jednak bywają różne zdania?
Małgorzata Jóźwicka: Z biegiem lat bardzo naturalnie poukładały się nasze obszary działania. Lubimy niezależność, lubimy działać w swoich mikroświatach, a jednocześnie mamy wspólny kręgosłup wartości. Dzięki temu nie przeszkadzamy sobie, tylko się wzmacniamy.
Marcin od zawsze miał potrzebę bycia blisko klienta. Czasem żartowaliśmy, że jeśli będzie spędzał tyle czasu na spotkaniach i rozmowach, to zaczniemy się martwić o przepływy finansowe. Tyle że w praktyce okazało się, że to właśnie te rozmowy stały się źródłem zaufania, rekomendacji i długofalowych relacji. Marcin ma ogromną wiedzę gospodarczą, podatkową i naturalną proaktywność. Zawsze lubił „wychodzić przed szereg” w dobrym znaczeniu: zobaczyć coś wcześniej, zaproponować usprawnienie, pomóc klientowi, zanim pojawi się problem. To jest jego wartość, choć oczywiście dziś wiele osób w naszym zespole ma tę cechę równie mocno zakorzenioną. To, co klienci szczególnie cenią, to jego spokój, opanowanie i pozytywne nastawienie. Marcin nie ocenia. Tworzy przestrzeń do rozmowy. Potrafi płynnie przejść od liczb do życia i jest w tym coś niezwykle ludzkiego. A jednocześnie jest w nim odpowiedzialność: jeśli daliśmy słowo klientowi, dowozimy. Czasem oznacza to weekend, czasem późny wieczór. Nie dlatego, że „tak trzeba”, tylko dlatego, że dotrzymywanie słowa jest częścią naszej tożsamości.
Marcin Jóźwicki: Tak, podział zadań trochę sam się wyklarował. Małgorzata zaczynała od pełnej księgowości i kadr, od pracy z klientami i bycia pierwszą specjalistką, która przez pierwszą dekadę była ogromnym wsparciem „we wszystkim”. Wraz z rozwojem firmy naturalnie wchodziła w obszary HR, kultury organizacyjnej i procesów, które sprawiają, że wszystkim pracuje się komfortowo. Żona dba o przestrzeń, o wystrój, o atmosferę, o każdy szczegół.
To ona zapoczątkowała dbałość o detale: rytuały i szkolenia… kierunki rozwoju, kolejne piętra dbania o pracowników i klientów…To nie są drobiazgi, a elementy rzeczywistości i codzienności, które mają ogromne znaczenie, bo w praktyce budują lojalność, dumę i poczucie sensu. I po latach widzimy, że to zadziałało: ja odpowiadam za kontakty z klientami, a Małgorzata jest „twarzą” kultury wewnętrznej. Jesteśmy z siebie dumni. I tak – mówimy to głośno: to jest fantastyczne.

Wspominała Pani, że spotykaliście na swojej drodze mądrych ludzi. Kim oni są?
Małgorzata Jóźwicka: W naszej historii jest stały motyw: spotykaliśmy ludzi, którzy otwierali nam oczy, drzwi i perspektywy. My to nazywamy furtkami, bo za każdą z nich kryło się nowe doświadczenie, nowa wiedza i nowe standardy. Jedną z takich osób jest Iwona Gasińska. Spotkanie z nią było dla nas czymś więcej niż kontaktem zawodowym. To był moment, w którym zaczęliśmy na serio nazywać to, co wcześniej czuliśmy intuicyjnie: że firma to relacje, komunikacja, wartości, sposób podejmowania decyzji i styl bycia liderem. Iwona pomogła nam zobaczyć, jak ogromne znaczenie ma świadomość w prowadzeniu organizacji. Jak budować firmę, w której „miękkie” nie jest dodatkiem, tylko fundamentem. Jak rozmawiać, żeby budować zaufanie, a nie dystans. Jak uczyć się słuchania. To było otwarcie drzwi do dojrzałości w przywództwie. Podobnie Katarzyna Milewska (Dworaczyk)i Marcin Świerczyński, którzy towarzyszą nam już prawie 10 lat. Są naszym wsparciem, lustrem i drogowskazem. Dzięki nim wiele rzeczy w firmie przestało być „przeczuciem”, a stało się kompetencją. Katarzyna ma niezwykły dar: potrafi mówić o komunikacji i odpowiedzialności z taką łatwością, że ludzie od razu czują, że to jest do wdrożenia tu i teraz. Nie ma roku, żebyśmy nie mieli z Katarzyną kilkunastu spotkań – warsztatów, rozmów, sesji dla liderek i pracowników. Każde takie spotkanie zostawia ślad: konkretną zmianę, lepszy język, lepsze rozumienie, większą spójność. To sprawia, że kultura organizacyjna u nas nie jest dokumentem. Jest praktyką. Jest sposobem bycia. I ludzie to czują.
Zbudowaliście przez lata duży zespół. O kimś chcecie opowiedzieć?
Marcin Jóźwicki: W firmie można mieć najlepszą strategię i najlepsze narzędzia, ale bez ludzi nie ma nic. My mamy szczęście do pracowników, niektórzy są z nami od lat i razem współtworzymy naszą organizację. W 2025 roku Kamila Bartkowiak obchodziła 20-lecie pracy. Jest dyrektorem Działu Księgowości. Wniosła do naszej firmy zdolność usprawniania, perfekcyjny Excel i sposób myślenia procesowego, który stał się jedną z naszych najważniejszych przewag. Dobrze rozumiemy się z Kamilą, gdyż oboje jesteśmy zafiksowani na usprawnieniach informatycznych, a to dzięki nim wiele naszych rozwiązań jest tak nowoczesnych i tak dopracowanych. To od Kamili bardzo mocno zaczęła wybrzmiewać wartość „nowatorskie podejście”.
Małgorzata Jóźwicka: Kolejną osobą, która jest z nami już 18 lat, jest Małgorzata Lewandowska. Zaczynała u nas pracę jako młodsza księgowa, a dziś zarządza. To piękny przykład rozwoju osobistego i zawodowego: konsekwencja, pasja, sprawczość, zapał. To również dowód na to, że ciężka praca przynosi efekty, jeśli firma daje przestrzeń, a człowiek chce rosnąć. Małgorzata wraz z Kamilą są odpowiedzialne za dział pełnej księgowości. Nadają ton i kierunek. Lubimy o nich mówić „współtwórczynie” naszej firmy, bo dokładnie tak je widzimy.
Chcę wspomnieć również o Natalii Raźnej, która jest z nami 10 lat. Weszła w te zakamarki firmy, w które nikt nie chciał zajrzeć. Z wielkim sukcesem uporządkowała sprawy administracyjne: archiwum, umowy z klientami, RODO, platformę szkoleniową. Automatyzuje wszystko, co można, żeby odzyskiwać czas i robić miejsce na kolejne wyzwania. Nie zraża się, uczy się, ma energię i zapał.
Marcin Jóźwicki: Dorota Królak również od ponad 10 lat zarządza prawie 20-osobowym zespołem kadr i płac. Wniosła świeżość i inny sposób zarządzania, taki „luz”, którego potrzebowaliśmy. Nauczyła nas dostrzegać wartość różnorodności: dzięki niej wiemy, że różne perspektywy są źródłem siły i inspiracji. Zbudowała zespół, który działa z energią i sercem. Jej samodzielność daje nam pewność, że wszystko jest w najlepszych rękach. Nie możemy nie wspomnieć o całym zespole – o ludziach, którzy codziennie, aktywnie wykonują pracę trudniejszą niż większość osób sobie wyobraża. Księgowość i kadry przeszły rewolucję informatyczną, a zmienność przepisów jest dla nas codziennością. To wymaga elastyczności, odporności, otwartości na nieustanne zmiany w podatkach, cierpliwości do zmian systemów, robotyzacji, nowych procesów.

Branża księgowo-podatkowa bardzo się zmieniła w ostatnich latach?
Marcin Jóźwicki: Ogromnie. 15–20 lat temu można było odnieść wrażenie, że to spokojna, przewidywalna praca. Dziś tempo zmian jest zawrotne – nowe przepisy, reformy podatkowe, cyfryzacja, systemy ERP, KSeF. To już nie jest tylko wiedza merytoryczna. To także kompetencje informatyczne, umiejętność pracy na złożonych systemach, ciągłe uczenie się. A jednocześnie codzienna obsługa klientów musi toczyć się bez zakłóceń.
Automatyzacja pomaga czy utrudnia?
Marcin Jóźwicki: Jedno i drugie. Z jednej strony systemy OCR (inteligentne oprogramowania, które automatycznie przepisują dane z faktur i paragonów) czy rozwiązania związane z KSeF-em przyspieszają procesy. Z drugiej – dokumentów jest coraz więcej, a poziom skomplikowania rośnie. Dziś mniej „przepisujemy”, a więcej analizujemy i decydujemy. Paradoksalnie znika przestrzeń dla zupełnie początkujących osób, bo najprostsze czynności przejmują systemy. Potrzebni są specjaliści z wiedzą i doświadczeniem.
Cofnijmy się jeszcze na chwilę, w 2019 roku weszliście w skład Grupy ETL.
Małgorzata Jóźwicka: 2019 rok to był kolejny przełom: dołączyliśmy do międzynarodowej grupy ETL. To wejście otworzyło nowe perspektywy współpracy i rozwoju, a jednocześnie wymagało od nas dojrzałości. Bo dołączenie do międzynarodowej struktury oznacza nowy standard myślenia: większą skalę, inne tempo, większą odpowiedzialność, nowe możliwości.
Marcin Jóźwicki: I tu pojawia się ważny wątek osobisty, którego nie chcemy pomijać: spotkanie po latach z Przemysławem Filem, z moim kolegą, z którym studiowaliśmy na Viadrinie we Frankfurcie. To było spotkanie, które otworzyło nową perspektywę rozwoju. Decyzja o sprzedaży 50% udziałów i byciu częścią międzynarodowej grupy ETL nie była „łatwa”. Była odpowiedzialna i rozwojowa. Otworzyła przed nami też kolejną furtkę, gdyż po wejściu do ETL otworzył się przed nami następny etap: rozwój poprzez łączenie kompetencji i akwizycję. W 2020 roku zakupiliśmy spółkę Complex (ETL Zielona Góra), a w 2021 roku nastąpiła dalsza integracja kolejnych biur: Biuro Rachunkowe Marek Hoffmann oraz spółka Dalc i Ochocki – Doradcy.
Małgorzata Jóźwicka: To jest etap wymagający innego rodzaju kompetencji niż etap „garażu”. Tu nie chodzi już tylko o pracowitość i jakość usług. Tu chodzi o umiejętność integracji: kultur, procesów, standardów, sposobu pracy. To okres, który uczy nas nowych kompetencji i daje nowe wyzwania: adaptacja firm, wdrażanie naszych standardów, dopasowanie procesów, ujednolicanie jakości. Dla nas to była szkoła dojrzałości: jak zachować serce firmy, jednocześnie budując większą strukturę. Ukoronowaniem jest nasza nowa siedziba, w której właśnie jesteśmy. W 2024 roku wynajęliśmy część zabytkowej willi przy ul. Feliksa Nowowiejskiego 55, należącej do ringu Stubbena. To ważny symbol, miejsce o wyjątkowym charakterze, które daje inspirujące warunki do pracy i rozwoju zespołu. Dla nas przestrzeń ma znaczenie, gdyż wpływa na jakość pracy, na energię ludzi, na kulturę spotkań. To kolejny krok „w marzeniach”, ale realizowany spokojnie, odpowiedzialnie, krok po kroku.

Na koniec powiedzcie Państwo coś więcej o Waszej ofercie.
Małgorzata Jóźwicka: Obsługujemy firmy o różnej skali: od spółek rozwijających się po duże spółki prawa handlowego, których sprawozdania finansowe podlegają obowiązkowym badaniom przez biegłych rewidentów. Dla takich klientów tworzymy dedykowane zespoły ekspertów, koordynujemy proces audytu i współpracę z audytorem na każdym etapie – tak, by realnie odciążyć działy finansowe klientów i zapewnić pełną zgodność formalną. Nasze zespoły są wyspecjalizowane (pełne księgi, kadry i płace, doradztwo gospodarcze), a klienci dostają opiekuna i realne wsparcie w organizacji procesów. Pracujemy proaktywnie, wdrażamy elektroniczny obieg dokumentów, narzędzia usprawniające współpracę (np. Saldeo Smart), dostarczamy wzorce dokumentów i pomagamy klientom układać procedury tak, by księgowość była jak najmniej angażująca, a jak najbardziej bezpieczna.
Marcin Jóźwicki: W pracy systemowej mamy kilkudziesięcioletnie doświadczenie: Comarch Optima ERP, Comarch XL, Symfonia, SAP, SAP Business One, Dynamics 365 Business Central, R2Płatnik. W wielu przypadkach jesteśmy pomostem między informatykami a księgowością klienta – rozumiemy język wdrożeniowców i realia księgowe jednocześnie. To jest rzadkie i bardzo potrzebne. Dane pokazują skalę naszego działania: miesięcznie rozczytujemy około 15 000 dokumentów w OCR, rozliczamy 4500 pracowników, obsługujemy około 150 spółek prawa handlowego i około 250 JDG — przy czym strategicznie koncentrujemy się na spółkach, klientach wymagających jakości, bezpieczeństwa i wysokich standardów.
Małgorzata Jóźwicka: Chcemy bardzo mocno podkreślić podejście do klienta, bo to jest serce tego, co robimy. Dla nas współpraca zaczyna się od uważności: od rozmowy, od poznania potrzeby, od zrozumienia specyfiki działalności. Wybieramy drogę jakości, która daje wymierne korzyści, wpływa na rozwój firmy i podniesienie standardów. Szczególnie cenimy współpracę opartą na poszanowaniu wartości. Bliskie są nam organizacje, które inwestują w ludzi, doceniają ich pracę i budują kulturę – bo wiemy, że to się zwraca. Z naszej strony dajemy profesjonalizm i wysoką jakość usług. To nie jest łatwe, bo zmieniające się prawo, technologia i tempo biznesu potrafią być bezlitosne. A jednak każdego dnia widzimy, że warto, bo dobre relacje i uczciwa praca naprawdę przynoszą efekty. I wtedy przypominają się słowa Lema: „Bądź dobrej myśli, bo po co być złej”. Ta prosta myśl dodaje nam spokoju i odwagi, żeby konsekwentnie iść dalej drogą jakości.
J&P Group Sp. z o.o.
ul. Przelot 76, 60-408 Poznań
tel. +48 61 845 37 80
kontakt@mjn-jozwicki.pl