Między regałami a historią: Literackie serce Poznania
W samym centrum miasta, pod majestatycznymi kolumnami przy placu Wolności 8, bije serce, którego rytm wyznaczają przewracane kartki książek. Biblioteka Raczyńskich to miejsce-ikona. Dla jednych to monumentalny zabytek architektury, dla innych – najstarsza publiczna biblioteka w Polsce. Jednak dla współczesnego czytelnika to przede wszystkim przestrzeń żywego dialogu. To tutaj, w klimatycznych salach wypełnionych zapachem papieru i echem historii, odbywają się spotkania, które pozwalają zajrzeć za kulisy wyobraźni najpopularniejszych polskich pisarzy.

TEKST i ZDJĘCIA: Elżbieta Podolska
Warto tu bywać nie tylko po to, by zdobyć autograf na świeżo wydanym tomie, ale by zrozumieć, że za każdą wielką opowieścią stoi człowiek: jego obsesje, zarwane noce, setki godzin spędzonych w ciemnych archiwach i nieustanna walka z własną weną. Ostatnie wieczory autorskie w Bibliotece stały się pretekstem do niezwykłej podróży przez różne style pracy i gatunki literackie. Swoimi tajemnicami podzielili się Ałbena Grabowska, Rafał Grupiński oraz Maciej Siembieda. Choć piszą o różnych światach, ich wypowiedzi układają się w fascynujący obraz współczesnego rzemiosła literackiego.
Nocne warty i detektywistyczny nos: Rafał Grupiński
Pisanie powieści w świecie zdominowanym przez politykę i obowiązki publiczne wydaje się zadaniem karkołomnym. Rafał Grupiński, autor „Żubury”, udowadnia jednak, że potrzeba opowiedzenia historii jest silniejsza niż zmęczenie. Jego książka, choć osadzona w sztafażu kryminału, jest w rzeczywistości głębokim studium wielkopolskiej tożsamości.
– Zastanawiam się czasem, co spowodowało, że ta książka tak długo we mnie dojrzewała. Chyba po prostu świadomość, że człowiek nie jest nieśmiertelny i trzeba w końcu pewne rzeczy wypracować – mówi Rafał Grupiński. – Oczywiście przeszkadzała mi w tym polityka, praca w Sejmie i Senacie. Dlatego „Żubura” powstawała przez pięć, sześć lat, głównie nocami – między północą a trzecią nad ranem. Czułem pewien niedosyt, jeśli chodzi o naszą obecną świadomość kultury Wielkopolski. Chciałem zagłębić się w historię, by znaleźć „szerszy oddech”. Zależało mi, żeby to nie był tylko sprawnie skonstruowany kryminał, ale opowieść pokazująca świat na poziomie zmagań dobra ze złem.

Dla Grupińskiego Poznań i Wielkopolska to nie tylko tło, ale pełnoprawni bohaterowie. Autor z niemal chirurgiczną precyzją odtwarza topografię miasta sprzed lat, dbając o każdy szczegół, który mógłby umknąć mniej uważnemu badaczowi.
– To wymagało skrupulatnej pracy archiwalnej. Sprawdzałem na przykład, czy linia kolejowa na Kresach, którą podróżuje jeden z bohaterów wracający z frontu, była już w 1917 roku czynna, czy dopiero w budowie. Z drugiej strony korzystałem z pamięci rodzinnej. Wiedziałem na przykład, w których lokalach bywał mój dziadek, więc miałem pewność, że dana kawiarnia faktycznie istniała. W Poznaniu opisuję m.in. słynną kawiarnię „Akropol” naprzeciwko kina. W zapiskach dziadka z I wojny światowej znalazłem informację, że w armii niemieckiej żołnierze nie obierali już ziemniaków ręcznie – mieli do tego specjalne maszyny. Takie detale budują wiarygodność tego świata, przywracają zapomniane nazwy przedmiotów naszej świadomości językowej. Można by stworzyć z nich osobny katalog codzienności.

Pióro zamiast klawiatury: Maciej Siembieda
Zupełnie inny rytm pracy wyznaje Maciej Siembieda, mistrz thrillera historycznego, który w swojej twórczości łączy warsztat rzetelnego reportera z lekkością beletrysty. Dla niego proces zbierania materiałów jest równie ekscytujący, co samo przelewanie myśli na papier.
– Research jest pamiątką z mojego wieloletniego dziennikarstwa, bo piszę książki oparte wyłącznie na prawdziwych historiach. Fikcja od prawdy jest zawsze bardzo wyraźnie oddzielona i wyjaśniona w posłowiu. Zbieranie materiałów bardzo mi się podoba i nigdy bym tego nie oddał nikomu innemu. W ten sposób pozbawiłbym siebie przygody, jaką jest odkrywanie nieznanego. Wtedy zawsze czuję się jak za dawnych, reporterskich lat.
Jak sam opowiada, gdy zaczyna go coś nurtować, gdy pojawia się pytanie dotyczące jakiegoś szczegółu, o którym chce napisać, nie potrafi odpuścić. Tak długo pyta i szuka, aż znajdzie odpowiedź i dowód, że tak było rzeczywiście.
– To taka gra z czytelnikami – mówi. – Oni próbują mnie złapać na błędzie, a ja staram się, żeby ich nie było i żeby nie mieli tej satysfakcji. Często zdarza się, że to właśnie te najmniej prawdopodobne detale w moich książkach okazują się w stu procentach prawdziwe.
Ciekawostką jest fakt, że Siembieda – w dobie powszechnej cyfryzacji – pozostaje wierny tradycyjnym metodom pracy. Wierzy, że kontakt ręki z papierem ma niemal magiczny wpływ na strukturę powieści.
– Uwielbiam pisać. Podobno łatwość pisania mają tylko grafomani, więc jeśli tak, to jestem grafomanem. Piszę piórem i na brudno, skreślam, szukam lepszych słów, korzystam ze słownika synonimów. Pisanie ręczne utrwala i poprawia pamięć. Pozwala mi lepiej ogarnąć opowieść i nie gubić wątków. Nauka udowadnia, że w mózgu zachodzą wówczas takie procesy, jak podczas intensywnych marzeń czy silnego przeżywania emocji. Czytam na głos to, co napiszę, bo wtedy słyszę wady swojej narracji. Nie jestem też przewrażliwiony na punkcie swojego tekstu – jeśli redaktor mówi, że coś jest słabe, to gdy ma rację, kompletnie mi to nie przeszkadza.

Siembieda zwraca również uwagę na trudną relację między dyscypliną a natchnieniem. Mimo że prywatnie jest człowiekiem pedantycznym, w pisaniu uznaje wyższość momentu.
– W życiu sobą rządzę ja, ale w pisaniu władzę ma nade mną wena. I jeśli danego dnia jej nie czuję, to lepiej odpuścić. Bez niej wydawanie sobie rozkazów jest bezskuteczne. Kończy się siedzeniem cały dzień nad pustą kartką. Zamiast się frustrować, lepiej pójść na spacer i poczekać, aż historia sama do mnie wróci.
Neurologia wyobraźni: Ałbena Grabowska
W świecie Ałbeny Grabowskiej, autorki kultowego „Stulecia winnych” czy „Kości proroka”, fakty naukowe przeplatają się z literacką fikcją w sposób niezwykle płynny. Jako czynna lekarka neurolog, Grabowska wnosi do literatury rzadko spotykaną dyscyplinę myślenia, choć przyznaje, że jej wyobraźnia potrafi być niezwykle ekspansywna. Autorka wypracowała unikalny sposób dokumentacji, w którym historia staje się fundamentem, a nie tylko ozdobnikiem.
– Moja przeszłość naukowa pomaga mi trzymać wyobraźnię w ryzach. W medycynie nie ma miejsca na fikcję, tam liczą się fakty. W literaturze mogę puścić wodze fantazji, ale dzięki nawykom badawczym nie muszę koloryzować historii – ona sama w sobie jest tak ciekawa, że wystarczy wpleść w nią fikcyjnych bohaterów i zderzyć ich z postaciami autentycznymi. Kiedy szukam czegoś, co pomogłoby mi osadzić moją historię w konkretnym wydarzeniu czy czasach, znajduję tyle ciekawych rzeczy, że fakty stają się energią do interpretacji. Nie potrzebuję ich naginać, bo rzeczywistość często podsuwa gotowe, niezwykłe scenariusze.
Jej powieść „Kości proroka” jest dowodem na to, jak osobiste doświadczenia wzbogacają literaturę. Grabowska z humorem opowiada o tym, jak jej dziecięce wspomnienia z Bułgarii stały się fundamentem fabuły.
– W „Kościach proroka” opisałam scenę zabaw w ruinach trackich. My, jako dzieci, przyjeżdżając do babci, bawiliśmy się tam w szukanie szczęk czy żuchw z największą ilością zębów. To autentyczne wspomnienia. W pewnym momencie jako neurolog zaczęłam się nawet zastanawiać, czy to nie jest tzw. wspomnienie rzekome. Skontaktowałam się z przyjaciółką z dzieciństwa, a ona potwierdziła: „Tak, bawiłyśmy się tam, ale nikomu o tym nie mówię, bo to wstyd!”. Dziś te miejsca są już ogrodzone, ale wtedy służyły nam za plac zabaw. Wykorzystałam to jako tło w mojej historii.

Miłość do klasyki i nowe wyzwania
Pisarka podkreśla również, jak ważne są dla niej opinie czytelników, które dodają jej sił do pracy nad kolejnymi projektami. Jej życie to ciągły ruch między szpitalem, domem pełnym zwierząt a biurkiem.
– Tajemnica mojej wydajności? To po prostu dobra organizacja i fakt, że Państwo tak dobrze odpowiadają na moje książki. To mi dodaje skrzydeł. Starsze dzieci już wyfrunęły z gniazda, ale mieszka jeszcze ze mną syn – nastolatek. Bardzo cenię sobie kontakt z influencerami książkowymi, bo w dzisiejszym świecie trzeba używać różnych kanałów, by dotrzeć do czytelnika. Sama jestem fanką klasycznej powieści, moimi mistrzami są Márquez czy Isabel Allende. Uwielbiam też kryminały – teraz czytam ósmą część Cormorana Strike’a i staram się to robić powoli, bo kolejna będzie dopiero za dwa lata!
Ałbena Grabowska nie ogranicza się tylko do prozy. W jej planach jest projekt libretta do musicalu o Annie Jantar, który ma mieć premierę w 2027 roku w Poznaniu.
– Zaprosiła mnie do tego Natalia Kukulska. Wspólnie pracowałyśmy nad librettem – Natalia jest strażniczką pamięci o swojej mamie. Pisanie dla teatru muzycznego daje mi ogromną radość. Jednocześnie cały czas piszę scenariusze filmowe, marzę o ekranizacji „Kości proroka”. To drogi i trudny projekt, wymagający zdjęć w Bułgarii, ale nie czekam biernie, staram się pomagać losowi.
Dlaczego warto odwiedzać Bibliotekę Raczyńskich?
Spotkania z takimi twórcami, jak Rafał Grupiński, Maciej Siembieda czy Ałbena Grabowska, uświadamiają nam, że literatura to żywy organizm. To w Bibliotece Raczyńskich dowiadujemy się, że pisarz to nie tylko nazwisko na okładce, ale człowiek, który – tak jak my – zmaga się z czasem, szuka inspiracji w spacerach po Poznaniu i z pasją odkrywa rodzinne pamiątki.
Odwiedziny przy placu Wolności to szansa na spotkanie z „prawdą o pisaniu”. Można tam usłyszeć o maszynach do obierania ziemniaków z czasów cesarza Wilhelma, o mocy pisania piórem wiecznym czy o tym, jak medyczne wykształcenie pomaga w budowaniu suspensu. To miejsce, gdzie najnowsze wiadomości ze świata literackiego płyną prosto od źródła, a każdy zdobyty autograf jest przypieczętowaniem osobistej więzi między autorem a jego czytelnikiem. Jeśli więc szukacie inspiracji lub po prostu chcecie poczuć puls współczesnej kultury – Biblioteka Raczyńskich czeka z otwartymi drzwiami i nowymi historiami, które tylko czekają, by zostać opowiedziane.