Nie udało się. I co dalej? O sensie porażki
To nie działa! Powiedział do mnie jeden z uczestników warsztatu, kiedy zapytałam, jak wygląda u niego wdrożenie w życie nowej umiejętności. Szczerze się zmartwiłam, jednocześnie liczę się zawsze z tym, że ludzie mogą mieć różne doświadczenia w procesie uczenia się. Kiwnęłam głową ze zrozumieniem: – Tak może być. Efekty nie zawsze widać od razu. A... ile razy próbowałeś? – zapytałam z ciekawością. „Jeden raz!” wykrzyknął. „I starczy” – dodał zrezygnowany.

TEKST: Edyta Jagodzińska-Pawluk
No właśnie. Mam taką refleksję, że żyjemy w świecie, który nie ma czasu. Tempo życia jest duże i ciągle przyspiesza, a my stajemy się coraz bardziej niecierpliwi. Chcemy szybkich efektów i spektakularnych zwycięstw, tu i teraz. Spieszy nam się. A jednocześnie szybko się zniechęcamy przy pierwszych trudnościach, potknięciach i niepowodzeniach. Motywacja spada wtedy na tyle, że już nie starcza ochoty na podjęcie kolejnej próby. Zwłaszcza jeśli wymaga wysiłku, poświęcenia czasu, powtarzalności, konsekwencji, wytrwałości, często również zmiany priorytetów lub zwyczajnie rezygnacji z czegoś. Obserwuję, że pojawia się takie społeczne oczekiwanie, że ma być łatwo, wygodnie, jak najmniejszym wysiłkiem, bez niepotrzebnego stresu. Patrzę czasem, jak nie tylko dorośli, ale młodzież, szybko się poddaje. Pierwsze niepowodzenie, już nerwy, złość, zniechęcenie, utrata wiary w siebie, spada poczucie własnej wartości. Obserwuję też to często niewypowiedziane oczekiwanie, że może ktoś inny wyręczy, może nie trzeba tak się wysilać, może można komuś wydelegować temat.
No, ale ciężko wydelegować odpowiedzialność za własne życie, poczucie sprawczości, zadowolenia, spełnienia i szczęścia, prawda? Za zdany egzamin, rozwój kariery, założenie firmy, udane relacje, własne zdrowie, kondycję czy energię. Poza tym dojrzałość na tym polega: na braniu odpowiedzialności za własne życie, jego jakość oraz konsekwencje swoich działań i wyborów, no i na zmierzeniu się z porażką.
Dwie strony medalu
Chciałabym tutaj trochę odczarować to słowo, bo ma według mnie dosyć kiepski PR. W świecie, w którym wszyscy kochają sukcesy i je nagłaśniają, nikt nie chce się chwalić, że mu coś nie wyszło. Zwłaszcza że inni non stop pokazują swoje pasmo sukcesów, przynajmniej tak to wygląda w mediach społecznościowych i internecie.
Tymczasem sukces i porażka to dwie strony medalu życia, tej samej drogi do zmiany, uczenia się nowych rzeczy, nabywania kompetencji, próbowania swoich sił w nowych obszarach, stawania się lepszym i bardziej doświadczonym. Jeśli jesteś w „nie wiem” lub na starcie w miejscu, w którym nigdy wcześniej Cię nie było, jak masz uchronić się od błędów? Oczywiście, poradniki i dobre rady innych są bezcenne, ale to Ty zbierasz doświadczenia w swoim życiu i weryfikujesz, co się sprawdza, a co nie. Jako jedyny ekspert od własnego życia potrzebujesz eksperymentować, aby wypracować własne rozwiązania i wydeptać własne ścieżki, właśnie metodą prób i błędów. Więc skoro to naturalne i takie szlachetne, to skąd to unikanie niepowodzeń i traktowanie ich jako powodu do wstydu i poczucia winy? Przekonanie, że może lepiej w ogóle nie próbować, żeby się nie trzeba było rozczarowywać? A to poszukiwanie współwinnych, jak coś nie pójdzie? Wiadomo, sukces ma wiele matek i ojców, a porażka jest sierotą, nie chcemy mierzyć się z nią sami.
Zmiana optyki
A co, gdyby odwrócić nasze przekonania do góry nogami i zmienić trochę optykę? Przyjąć porażkę, nie tylko jako naturalny element życia, od samego jego początku, ale... wartościowe doświadczenie kształtujące nasz charakter, wzmacniające nas od wewnątrz? Być może czytając te słowa, żachniesz się i pomyślisz: to chyba jakiś żart?!
Jednocześnie zauważ, że to właśnie nieudane przedsięwzięcie, biznesowe fiasko, utrata pracy lub zaufania w relacji, odmowa klienta, niezdany egzamin, brak podpisanego kontraktu, w który włożyłeś sporo energii, niepowodzenia w zawodach sportowych czy na rozmowie rekrutacyjnej, błędy wdrożeniowe, mierzenie się z własnymi słabościami, dają Ci do myślenia dużo częściej niż sukcesy, zatrzymują w refleksji, szlifują Twój charakter, zapraszają do wyciągnięcia wniosków. Co się stało? Dlaczego mi nie poszło? Czego zabrakło? O co należało zadbać, co przewidzieć? Zauważ, że te pytania zapraszają do analizy sytuacji, wyciągania wniosków, autorefleksji, podsumowania. A więc porażka jako lekcja pokory i samodoskonalenia się na przyszłość: jak możesz być jeszcze lepszy w tym, co robisz? Jak możesz osiągnąć to, na czym Ci zależy? Jak inaczej postąpić na przyszłość, aby osiągnąć swój cel?
Duże znaczenie mają Twoje osobiste przekonania na temat porażki. Jeśli każde niepowodzenie traktujesz jako spektakularną przegraną, to będzie Ci trudniej zaczynać od nowa. Nadawanie znaczenia temu, co robisz, jest ważne. Z kolei szukanie winnych Twoich niepowodzeń dookoła będzie zniechęcało tych, którzy są Ci życzliwi i gotowi podać rękę, kiedy jej potrzebujesz. Warto też odczarować sukcesy innych osób wokół nas. Pamiętajmy, że te sukcesy, które tak często podziwiamy lub ich zazdrościmy, są widocznym efektem niewidocznych wyzwań, prób i błędów oraz niepowodzeń. To, że ich nie widać, nie znaczy, że nie istnieją. Przeciwnie, są istotną częścią drogi do osiągnięć.
Inspirującym mentorem dla nas w temacie podejścia do porażki może być znany powszechnie wynalazca żarówki Thomas Edison, który tak komentował swoje liczne, wcześniejsze niepowodzenia badawcze: „Nie poniosłem porażki. Po prostu odkryłem 10 000 sposobów, które nie działają”. Zmiana podejścia do niepowodzeń, które są częścią życia od samego jego początku, pomaga pielęgnować radość z odkrywania nowych możliwości rozwoju, uczenia się, wspiera odwagę do sięgania po nowe wyzwania. Porzucenie przekonania, że niepowodzenia świadczą o naszej wartości, uwalnia nas z presji porównywania się z innymi i daje dostęp do ulgi oraz akceptacji, że mamy prawo rozwijać się i osiągać sukcesy we własnym, indywidualnym tempie, a ponieważ nie ma dwóch takich samych osób, to oznacza, że nie istnieje jeden uniwersalny przepis na odnoszenie sukcesów.
Hartowanie życiem
Co więcej, takie podejście hartuje w nas wewnętrzną siłę i odporność psychiczną, która pozwala nam radzić sobie w trudnych życiowych sytuacjach i podchodzić odważnie do podejmowania kolejnych prób. Akceptując trudności, bez nadawania im katastroficznej narracji, lepiej sobie z nimi radzimy i szybciej powracamy do równowagi, a także lepiej znosimy presję czasu i innych osób wokół. Dzięki temu zamiast zamartwiać się tym, co nie wyszło, możliwe jest też szybsze działanie w obszarze naszego bezpośredniego wpływu i poszukiwanie konstruktywnych rozwiązań zamiast robienia z siebie ofiary sytuacji.
Jak możesz przekuć porażkę w sukces? To proste. Zacząć z tym, co masz, w miejscu, w którym jesteś, jeszcze raz. I tu leży klucz do sukcesu. Zacząć jeszcze raz. A nie stanąć w miejscu, gdy przy pierwszej lepszej okazji uleci powietrze z balonu motywacji. Jest takie mądre powiedzenie: nie chodzi o to, ile razy upadniesz, ale ile razy wstaniesz. To ważne, bo tylko wtedy jest możliwy ruch do przodu.

Edyta Jagodzińska-Pawluk – przedsiębiorczyni, mówczyni TEDx, trenerka biznesu, mentorka, praktyk zarządzania, autorka tekstów rozwojowych do "Charakterów", prelegentka wydarzeń dla kobiet w ramach Fundacji "Przy okazji". Certyfikowana trenerka i entuzjastka narzędzi rozwojowych: FRIS®, RMP™, PCM™. Zawodowo zadaje pytania i słucha ludzi, należy do międzynarodowego, elitarnego grona certyfikowanych Master Coachów (MCC ICF). Wykładowczyni na Uniwersytecie WSB Merito. Tworzy autorskie programy rozwojowe dla liderów i ich zespołów. Prywatnie cechuję ją odwaga do zmian, życiowa energia i optymizm.