Sukces, który ma ciężar stali
Nie każdy sukces błyszczy w social mediach. Niektóre pachną smarem, drewnem i historią pracy ludzkich rąk. W Muzeum Starych Narzędzi i Maszyn im. Hipolita Gaspara Cegielskiego „GASPAR” w Poznaniu sukces mierzy się trwałością – idei, przedmiotów i wartości. O tym, dlaczego właśnie taka definicja wygrywa próbę czasu rozmawiamy z Arkadiuszem Baraniokiem.

ROZMAWIA: Paweł Cieliczko
ZDJĘCIA: Muzeum GASPAR
Kiedy wchodzi się do Muzeum GASPAR, ma się wrażenie, że to nie jest miejsce, w którym historia została zakonserwowana, tylko takie, w którym ona nadal pracuje. Czy to było zamierzone?
Arkadiusz Baraniok: Zdecydowanie. Historia przemysłu nie jest dla mnie opowieścią o przeszłości, tylko o mentalności. A mentalność ludzi takich jak Hipolit Cegielski polegała na działaniu. Na rozwiązywaniu problemów. Na budowaniu rzeczy, które miały sens i służyły innym. Chciałem, żeby to muzeum było dokładnie takie – żywe, robocze, prawdziwe.
Hipolit Cegielski to postać-symbol. Sukces przedsiębiorczy, sukces społeczny, sukces Poznania. Dlaczego właśnie on został patronem muzeum?
Bo bez Cegielskiego nie byłoby nowoczesnego Poznania. Jego zakłady produkowały wszystko: od prostych narzędzi, przez maszyny rolnicze, po wagony, elektrowozy i silniki okrętowe. To był człowiek, który rozumiał, że sukces regionu zaczyna się od solidnej pracy i technologii. W naszych zbiorach znalazło się wiele pamiątek po HCP, a sama postać Cegielskiego zasługuje dziś na znacznie większą obecność w świadomości mieszkańców Wielkopolski.

A jaka była Pana osobista droga do sukcesu? Bo Muzeum GASPAR nie powstało przecież z dnia na dzień.
Zdecydowanie nie. Narzędzia towarzyszą mi właściwie od dzieciństwa. Mój ojciec prowadził sklep narzędziowy, później firmę handlową. Ja sam od ponad 30 lat jestem przedsiębiorcą w branży technicznej. Narzędzia były najpierw codziennością, potem pracą, aż w końcu pasją. Przełom przyszedł w 2009 roku, kiedy kupiłem kolekcję pamiątek kolejowych z dawnej parowozowni. Wtedy zrozumiałem, że chcę ratować materialne ślady pracy ludzkich rąk.
Dziś kolekcja liczy kilka tysięcy obiektów.
Grubo ponad pięć tysięcy, choć dokładnie nie liczyliśmy! Narzędzia ręczne, maszyny, tokarki, wiertarki, tablice BHP, literatura techniczna, katalogi producentów, w tym oczywiście wyroby firmy Cegielskiego. To przekrój przez historię rzemiosła i przemysłu. Co ważne, wiele eksponatów nadal jest sprawnych. One pokazują, że sto czy sto pięćdziesiąt lat temu potrafiono projektować rzeczy trwałe i przemyślane.

To bardzo „poznańskie” podejście do sukcesu.
Bo sukces po poznańsku nie jest krzykliwy. Jest solidny. Cegielski doskonale to rozumiał. Jego zakłady były filarem gospodarki regionu, a jednocześnie miejscem, które budowało tożsamość miasta. Myślę, że dzisiaj, w czasach szybkich karier i równie szybkich upadków, ta filozofia wraca do łask.
Muzeum GASPAR to także projekt rodzinny.
I to jest dla mnie jeden z największych sukcesów. Zaangażowane są trzy pokolenia. Ojciec zaszczepił pasję, ja ją rozwinąłem, a mój syn Piotr był pomysłodawcą udostępnienia kolekcji publicznie. Pomaga mi w prowadzeniu muzeum, oprowadzaniu gości. To naturalna ciągłość, bardzo w duchu pracy organicznej.

Czy to muzeum ma ambicję być czymś więcej niż tylko miejscem do zwiedzania?
Zdecydowanie. To przestrzeń edukacyjna, warsztatowa, społeczna. Organizujemy warsztaty, planujemy programy dla szkół, wydarzenia cykliczne, jak „Urodziny Hipolita”. Chcemy mówić o przemyśle nie jako o relikcie, ale jako fundamencie współczesności.
W planach jest także kolejny projekt – „Made in Poznań”.
Tak. To będzie oddział poświęcony przemysłowej historii miasta, zlokalizowany w okolicach Starego Rynku. Chcemy pokazać, że Poznań był i jest miastem ludzi, którzy potrafią wytwarzać rzeczy na światowym poziomie. Otwarcie planujemy na wiosnę 2027 roku.
Na koniec – czym dziś, Pana zdaniem, jest sukces?
Sukces to coś, co zostaje po człowieku. Cegielski zostawił zakłady, idee i mentalność. Ja chciałbym zostawić miejsce, które przypomina, że bez narzędzi, maszyn i pracy rąk nie byłoby żadnego rozwoju. Jeśli ktoś wyjdzie stąd z refleksją i dumą z lokalnej historii – to jest mój sukces.

W czasach, gdy sukces coraz częściej bywa jednorazowym fajerwerkiem, Muzeum GASPAR przypomina, że prawdziwe osiągnięcia rodzą się w ciszy warsztatu, a nie w blasku reflektorów. Historia Hipolita Cegielskiego, potęga jego zakładów i współczesna determinacja Arkadiusza Baranioka układają się w jedną opowieść o pracy organicznej, odpowiedzialności i ciągłości. To właśnie takie historie budują miasta – nie przez chwilowe trendy, lecz przez trwałe fundamenty. Sukces po poznańsku? Taki, który działa nawet po stu latach.