Najnowszy numer SUKCESU już dostępny 🌞 Sukces po poznańsku to najpopularniejszy magazyn lifestylowy o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Sztukę sztuki, proszę

Podziel się

Nie każdy artysta chce być sprzedawcą własnej twórczości. Wielu przez lata rozwija swoją wrażliwość i język artystyczny z dala od mód i rynkowych kalkulacji. Gdy jednak przychodzi moment, by wyjść ze sztuką do ludzi, pojawia się pytanie: jak to zrobić, nie tracąc autentyczności?

 

TEKST i ZDJĘCIA: Dawid Tatarkiewicz

 

Zajmuję się nie tylko pisaniem, ale przede wszystkim fotografowaniem. Od kilkudziesięciu lat. W międzyczasie uprawiałem różne rodzaje tej sztuki, co wiązało się zawsze z moimi zainteresowaniami, nie modami. Jestem twórcą i takie działania – twórcze, a nie odtwórcze – są mi bliskie. Tym sposobem doszedłem do momentu, w którym chciałem pokazać swoje prace i zaoferować je potencjalnym klientom. Jak to jednak zrobić, skoro sprzedaż nie jest moim konikiem (nie jestem biznesmenem ani handlowcem) i nie zamierzam zakładać sklepu internetowego? Poszperałem w sieci i tak natknąłem się na instytucję targów. Konkretnie: Targów Młodej Sztuki.

Wymyślił je młody człowiek, Gleb, który przyjechał do nas z Białorusi i szybko stwierdził, że w naszym kraju artyści nie bardzo mają możliwość prezentowania swoich dzieł na dedykowanej im „imprezie”. Co do zasady, trudno za taką uznać jarmark, gdzie można znaleźć niemal wszystko, ale przecież w określonym zakresie tematycznym, czy też targi rękodzieła artystycznego, które z kolei reprezentują inny typ twórczości.

Nie jest przecież bez znaczenia dla potencjalnego nabywcy, czy idzie kupić asortyment okołoświąteczny (na przykład wyrafinowane ozdoby), czy też jego zainteresowania koncentrują się wokół czegoś zupełnie innego. Takim innym, przepraszam za słowo – towarem – może być przecież sztuka, w dodatku rozumiana jako sztuka wysoka lub do takiej aspirująca.

 

I w tym jest cała sztuka…

Cóż, jeśli ma to być sztuka wysoka, to mamy tu do czynienia z zupełnie innym typem wydarzenia. I trzeba przyznać, że Gleb dobrze to zdiagnozował. Jest mianowicie w naszym pięknym kraju sporo artystów, którzy reprezentują określony – wysoki poziom twórczości, często poparty dyplomem, którzy chętnie podzieliliby się swoimi dokonaniami, wyrażonymi konkretnymi dziełami sztuki. I to nie tylko w ramach wystawy, ale również możliwości prezentacji i nabycia takiego dzieła do domu lub przestrzeni biznesowej.

Trzeba przyznać, że jeszcze do niedawna trudno było sobie wyobrazić, aby przeciętny Polak kupował sobie do domu obraz. Prawdziwy, a nie reprodukcję. Raczej myśleliśmy o zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych. W myśl zasady, że najpierw trzeba mieć co włożyć do garnka, a dopiero później można myśleć o (innych) przyjemnościach.

I oto trzeba przyznać, że żyjemy w bardzo ciekawych czasach. Jako społeczeństwo dorośliśmy już do wydatków – że użyję terminologii oświatowej – nie tylko na poziomie podstawowym, ale ponadpodstawowym. Związane jest to oczywiście ze wzrostem poziomu zamożności. Możemy narzekać, bo chyba to lubimy (ale – wbrew stereotypom – śmiem twierdzić, że chyba nieprzesadnie to lubimy), ale co by nie powiedzieć, poziom życia podniósł się wyraźnie. Wszystko to dzieje się na naszych oczach.

I wreszcie stało się tak, że – snując dalej analogię dydaktyczną – coraz więcej osób może pomyśleć już nie tylko o zaspokajaniu poziomu ponadpodstawowego, ale aspirują do poziomu wyższego. Stać ich na to, by wesprzeć młodych (nie zawsze wiekiem, ale z pewnością duchem) artystów, którzy odważyli się pokazać na Targach Młodej Sztuki. Stać ich na kupienie sztuki sztuki, a może nawet dwóch sztuk.

Społeczeństwo, które docenia swoją kulturę wysoką, warte jest tej kultury. Wszyscy korzystamy z jej dobrodziejstw. Wychowujemy się w niej, uczymy dobrego smaku, kształtujemy gust. Wszyscy wreszcie cieszymy się, że mamy uznanych w świecie artystów wielu dziedzin. Oni również kiedyś zaczynali, ktoś ich docenił, wsparł, zachęcił, dodał otuchy.

Weekendowe zagłębie artystów

Edycja tego przedsięwzięcia, na której znalazłem się i ja ze swoimi obrazami fotograficznymi, miała miejsce w Katowicach. Miło było zobaczyć w postindustrialnym wnętrzu kilkudziesięciu twórców z całego kraju, spotkać ich, spotkać się z ich sztuką. Miałem okazję stwierdzić, jak dalece różnią się od siebie, ale łączyło ich jedno: wysoki poziom artystyczny. O to zresztą dbają organizatorzy. Dbają też o to, by od początku do końca budować targi i swój wizerunek w sposób profesjonalny. Człowiekowi z Poznania, ceniącemu punktualność, rzetelność, w ogóle: pracę u podstaw, może się to podobać.

W międzyczasie miałem okazję zwiedzić Nikiszowiec. To taka cząstka Katowic, która nie raz grała w filmach. I rzeczywiście, jest bardzo malownicza. Charakterystyczny, powtarzalny układ architektoniczno-przestrzenny tego osiedla idzie w parze z indywidualnymi, a więc i niepowtarzalnymi zdobieniami każdego budynku. Częścią wspólną są natomiast okna, których czerwone „powieki” zewsząd puszczają do nas oko.

Odbyłem szereg rozmów, zarówno z innymi twórcami, jak i z odwiedzającymi targi. Miałem okazję poczuć, jak to jest reprezentować swoją twórczość. Tę samą twórczość, która na co dzień reprezentuje mnie. I muszę stwierdzić, że bycie reprezentantem to nie jest łatwa sztuka. Niemniej, do Poznania wróciłem bogatszy o doświadczenie. I bardzo się cieszę, że mogłem wziąć udział w tym wydarzeniu!