Utracone. Odzyskane – tajemnica, porażka i triumf
Poznań, miasto nauki i kultury, stał się areną dwóch najbardziej poruszających historii w polskim muzealnictwie ostatnich lat. Zaledwie kilka dni dzieliło Muzeum Narodowe od ogłoszenia sensacyjnej, a zarazem bolesnej „szlachetnej porażki” – po siedmiu dekadach okazało się, że jeden z obrazów, uchodzący za ikonę polskiego realizmu pędzla Józefa Pankiewicza, jest zaledwie cenną kopią. Gdy świat sztuki wstrząsnęła ta detektywistyczna opowieść o sygnaturach naniesionych wtórnie i rysunku wstępnym z kalki olejnej, zaledwie kilka dni później nadszedł moment wielkiej radości. Polska tożsamość, uszczuplona przez wojnę, odzyskała trzy bezcenne skarby!

TESKT: Elżbieta Podolska
ZDJĘCIA: Muzeum Narodowe w Poznaniu
Od zaginionego arcydzieła, przez oszustwo technologiczne, po triumfalny powrót zagrabionych płócien Gorstkina Wywiórskiego i gobelinu z Gołuchowa – zapraszamy do lektury tekstu o dwóch obliczach historii sztuki, w której detale, uczciwość naukowa zespołu konserwatorów Muzeum Narodowego w Poznaniu i determinacja Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego odgrywają główną rolę.
Tajemnica obrazu rozwikłana po 70 latach.
Wielkie poruszenie w świecie sztuki! Muzeum Narodowe w Poznaniu, po wieloletnim, drobiazgowym projekcie badawczym, odkryło fascynującą prawdę na temat jednego ze swoich najważniejszych dzieł. Obraz „Targ na jarzyny na placu Żelaznej Bramy w Warszawie”, przez dziesięciolecia uznawany za autentyczne płótno Józefa Pankiewicza, okazał się niezwykle cenną, historyczną kopią. To niecodzienne odkrycie, które dowodzi, jak skomplikowana i pełna zagadek może być historia sztuki!
Od 1948 roku, kiedy płótno trafiło do zbiorów, było ono eksponowane jako kluczowy element wczesnej twórczości Pankiewicza, dzieło nagrodzone srebrnym medalem na Wystawie Powszechnej w Paryżu w 1889 roku. Przez 70 lat pełniło funkcję ikony realizmu w polskiej sztuce. Ten status trwał nieprzerwanie aż do momentu, gdy w 2017 roku pojawiły się pierwsze merytoryczne wątpliwości.
– O ile pamiętam, to chyba w polskich muzeach w ostatnich latach z taką sytuacją nie mieliśmy i nie mamy do czynienia – mówi Tomasz Łęcki, dyrektor Muzeum Narodowego w Poznaniu. – Zdecydowaliśmy się na pokazanie rezultatu badań, które zakończyły się dla nas wstrząsająco. Okazało się, że obraz, który uważaliśmy za dzieło jednego z najważniejszych malarzy tego czasu, jest kopią. Szlachetna porażka. Otwieramy drogę także dla innych muzeów, uczciwości naukowej. W zbiorach każdego muzeum znajdują się obrazy wcześniej kupowane jako dzieła określonego artysty, a budzą wątpliwości.

Sześć lat badań
Impulsem do rozpoczęcia dogłębnych analiz stało się wystąpienie prof. Michała Haakego z Uniwersytetu Adama Mickiewicza. W odpowiedzi na jego zastrzeżenia Muzeum podjęło ambitne wyzwanie badawczo-konserwatorskie, które trwało od 2019 do 2025 roku. Pod kierownictwem Agnieszki Rękawek zespół konserwatorów rozpoczął prawdziwą, artystyczną detektywistykę.
– Konserwację rozpoczęliśmy od wykonywania odkrywek, krok po kroku odsłaniając dzieło – tłumaczyła Agnieszka Rękawek. – Szybko okazało się, że płótno było w przeszłości intensywnie przemalowywane. Obraz był pokryty aż w około 62% wtórnymi, nieoryginalnymi warstwami malarskimi i retuszami, naniesionymi podczas wcześniejszych prac restauratorskich. Precyzyjne usuwanie tych warstw – często pod mikroskopem – było długotrwałe i niezwykle skomplikowane.
Poszukiwania i technologiczne dowody
Kolejnym etapem było odklejenie dublażowego płótna z odwrocia. Celem tej operacji było poszukiwanie ewentualnych inskrypcji, pieczęci lub znaków, które mogłyby wzbogacić wiedzę o historii obiektu. Równocześnie, zespół prowadził szereg zaawansowanych badań technologicznych, analizując budowę obrazu, rodzaj płótna, zapraw i skład chemiczny pigmentów. Wyniki te były kluczowe i porównywane z danymi z innych, potwierdzonych prac Józefa Pankiewicza.
Na pewnym etapie naukowcy rozważali również intrygującą hipotezę, czy przypadkiem obraz nie został namalowany na płótnie oryginalnego, zniszczonego dzieła Pankiewicza. Choć ten trop nie znalazł potwierdzenia, dalsze analizy technologiczne przyniosły ostateczne rozstrzygnięcie. Okazało się, że sygnatura „J. Pankiewicz. 88.” została naniesiona na płótno wtórnie.
Co więcej, wykryto różnice technologiczne, z których najbardziej wymowna dotyczyła rysunku wstępnego. Był on schematyczny i sugerował, że autor kompozycji posłużył się kalką olejną – metodą niespotykaną w pracach samego Pankiewicza. Wszystkie te wnioski, zebrane w toku wieloletnich badań, jednoznacznie wskazały, że poznańskie płótno to wierna, choć anonimowa kopia.

Wartość niezależna od autorstwa
Mimo że autorem nie jest Józef Pankiewicz, dzieło zachowuje ogromną wartość historyczną i artystyczną. Konserwacja pozwoliła wydobyć jego pierwotny blask i precyzyjny detal, ukazując kunszt nieznanego artysty. Obiekt, który przez dziesięciolecia wprowadzał w błąd ekspertów i publiczność, stał się teraz świadectwem zawiłych losów dzieł sztuki.
– Temu projektowi towarzyszyły duże emocje – przyznała Agnieszka Rękawek. – Praca nad tym dziełem to była fantastyczna przygoda.
Odkrycia te udowadniają, że praca konserwatora to fascynująca mieszanka nauki, sztuki i detektywistycznej dociekliwości.
Wystawa i otwarcie nowego rozdziału
Efekty tego monumentalnego projektu są teraz dostępne dla publiczności. W Muzeum Narodowym w Poznaniu prezentowany jest pokaz „Ulec złudzeniu. Badania i konserwacja obrazu »Targ na jarzyny na placu Żelaznej Bramy w Warszawie«”.
W centralnym punkcie wystawy znajduje się obraz po konserwacji, zestawiony z reprodukcją zaginionego pierwowzoru w skali 1:1. Ekspozycja szczegółowo prezentuje wyniki badań, różnice technologiczne i proces konserwacji, ilustrowany filmem i licznymi zdjęciami. Po zakończeniu pokazu obraz pozostanie w Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku, ale z nowym, odpowiednim podpisem: już nie jako dzieło Józefa Pankiewicza, lecz jako cenna kopia jego zaginionego płótna.
Nadzieja na odnalezienie oryginalnego „Targu na jarzyny” wciąż jednak pozostaje żywa. Konserwatorzy i kuratorzy muzeum mają nadzieję, że zaginiony pierwowzór nie został zniszczony i że kiedyś uda się go odnaleźć.

ODZYSKANE: emocjonujący powrót skarbów zagrabionych w czasie wojny!
Zaledwie kilka dni po sensacyjnym rozstrzygnięciu kwestii autentyczności obrazu Pankiewicza, Muzeum Narodowe w Poznaniu świętuje kolejny, tym razem bezspornie radosny powrót. Dzięki nieustającej pracy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego polskie zbiory wzbogaciły się o trzy cenne, zabytkowe obiekty, utracone w mrocznych czasach II wojny światowej.
Obrazy Gorstkina Wywiórskiego: powrót z mroku historii
Do Muzeum Narodowego w Poznaniu powróciły dwa dzieła Michała Gorstkina Wywiórskiego: pejzaż „Przedwiośnie” z początku XX wieku oraz „Autoportret w plenerze” z 1913 roku. Ich przedwojenna historia owiana jest mgłą tajemnicy. Wiadomo, że w czasie okupacji znalazły się w zbiorach Muzeum Miejskiego w Poznaniu. Mogły tam trafić albo poprzez zakup w miejskim lombardzie (na co wskazuje zachowana nalepka na jednym z płócien), albo w wyniku rekwizycji przez niemieckie władze.
Obrazy zostały opatrzone niemieckimi numerami inwentarzowymi i pieczęciami Kulturamt der Gauhauptstadt Posen, czyli Urzędu do spraw Kultury sprawującego nazistowski nadzór nad Muzeum Miejskim. Choć zbiory te były kilkakrotnie przenoszone w trakcie wojny, zaginęły pod jej koniec – w styczniu i lutym 1945 roku, kiedy z magazynu muzealnego zniknęło aż 250 obrazów.
Zaginione płótna Michała Gorstkina Wywiórskiego udało się rozpoznać na rynku aukcyjnym w Polsce w 2024 roku. Natychmiastowa interwencja MKiDN doprowadziła do rozmów z posiadaczką. Dzięki osiągniętemu porozumieniu i jej decyzji o zwrocie, „Przedwiośnie” i „Autoportret w plenerze” mogły szczęśliwie wrócić do swojej publicznej kolekcji.


Gołuchowski gobelin: historia znaleziona w sieci
Kolejnym osiągnięciem restytucji jest powrót flamandzkiego gobelinu „Scena w ogrodzie” z przełomu XVII i XVIII wieku. Ta zabytkowa tkanina należała do wyposażenia Zamku w Gołuchowie, stanowiącego siedzibę Ordynacji Czartoryskich. Przed wybuchem wojny księżna Maria Ludwika Czartoryska podjęła heroiczną decyzję o ewakuacji najcenniejszych przedmiotów, ukrywając je w rodzinnej kamienicy w Warszawie.
Niestety, w grudniu 1941 roku Niemcy odnaleźli gołuchowskie zbiory i przewieźli je do Muzeum Narodowego w Warszawie. Zarekwirowane obiekty zostały spisane i sfotografowane, dzięki czemu fotografia gobelinu „Scena w ogrodzie” zachowała się w warszawskich archiwach. Po powstaniu warszawskim Niemcy wywieźli zbiory do Austrii, gdzie część z nich bezpowrotnie zaginęła.
Na szczęście gobelin powrócił do kraju w lipcu br. Pracownicy Muzeum Narodowego w Warszawie rozpoznali go na aukcji na jednym z portali internetowych. Błyskawiczna interwencja MKiDN pozwoliła na wstrzymanie sprzedaży. Po szczegółowej weryfikacji i potwierdzeniu jego proweniencji, dotychczasowy posiadacz dobrowolnie zwrócił obiekt. Minister kultury podjęła decyzję o przekazaniu go do macierzystej kolekcji na Zamku w Gołuchowie.
To już drugi duży powrót do Gołuchowa – w 2023 roku, dzięki działaniom restytucyjnym, z Hiszpanii odzyskany został średniowieczny dyptyk Mater Dolorosa i Ecce Homo.

Z niemieckiego antykwariatu do Biblioteki Uniwersyteckiej
Ostatnim, równie ważnym nabytkiem, jest starodruk Johanna Albrechta Gesnera, „Historisch –physicalische Beschreibung des würtembergischen Wild – Bades...” z 1745 roku. Ten cenny wolumin wraca do księgozbioru Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu.
Prawdopodobnie starodruk znajdował się w poznańskich zbiorach publicznych (między innymi w Bibliotece Uniwersyteckiej) od 1885 do 1945 roku. Przypuszcza się, że pomiędzy 1945 rokiem a końcem XX wieku trafił na nielegalny rynek antykwaryczny i został bezprawnie wywieziony poza Polskę.
Pracownicy Biblioteki odnaleźli zabytek na aukcji internetowej. Stan starodruku jest wyjątkowo dobry, a oryginalna oprawa i zachowane biblioteczne pieczęcie umożliwiły jego jednoznaczną identyfikację. Właściciel antykwariatu w Niemczech, po zapoznaniu się z historią woluminu, podjął chwalebną decyzję o jego zwrocie. Uroczyste przekazanie starodruku do Biblioteki Uniwersyteckiej miało miejsce podczas tej samej uroczystości w Muzeum Narodowym.
