Poznań nie z tej ziemi

10 kwietnia 2018

Meteor o kilkumetrowej średnicy nadleciał z północnego wschodu. Wchodząc w atmosferę, rozpadł się na kilka fragmentów. Te, lecąc dalej z prędkością 150 tys. km/h „pchały” przed sobą poduszki powietrzne. To one, uderzając w ziemię, spowodowały powstanie kraterów, z których największy ma średnicę 100 metrów. Odrzucone tą siłą fragmenty w zetknięciu z powierzchnią jeszcze raz się rozpadły i w ten sposób w ziemię wbiły się bryły: Rudy, Memorss i Kruszynka – największe meteoryty, które do tej pory znaleziono na terenie Moraska w Poznaniu.

 

 TEKST: Małgorzata Rybczyńska

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

Te żelazne kolosy przeleżały w ziemi spokojnie 5 tysięcy lat, ale spokój się skończył. W teren ruszyli nie tylko naukowcy, ale przede wszystkim poszukiwacze meteorytów. Na Morasku rozpoczęło się wielkie kopanie, wyciągane są mniejsze i większe fragmenty, wiele trafia w prywatne ręce. Tymczasem badania pokazują, że nie tylko Rezerwat Morasko, ale także jego otulina stanowi unikatowy skarb, który może rozsławić Poznań nie tylko w Polsce, ale i na świecie. – Trzeba działać, zanim będzie za późno – przekonują naukowcy z Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM.

Meteor spada na Morasku

Na czym polega wartość tego skarbu? Dlaczego za odnalezioną Kruszynkę znalazca chciał pół miliona złotych? – Bo są rzadkie – odpowiada prof. Edward Chwieduk. Zarówno ten odnaleziony w 2012 roku, jak i teraz, to meteoryty żelazowo-niklowe. Częściej na ziemię spadają kamienne. Po drugie mają wartość jubilerską. Poza tym to fragmenty jądra innej planety. Nie możemy zobaczyć jądra Ziemi, ale możemy zobaczyć jądro tak samo zbudowanej innej planety. – W meteorytach najciekawsze są nodule, czarne, niemetaliczne struktury, w których występują ciekawe związki chemiczne i minerały, takie jak krzemiany, fosforany, grafit – dodaje prof. Chwieduk. Wróćmy jednak do naszego meteoru, który w kawałkach spada na teren Moraska. Jakie były skutki tego uderzenia? – Okazuje się, że niewielkie, nie zaszły zasadnicze zmiany w środowisku – wyjaśnia prof. Mirosław Makohonienko. – Jakkolwiek fala uderzeniowa mogła powalić fragment lasu – dodaje. To czas środkowego neolitu, wiemy, że meteoryt upadł w środowisko, gdzie był człowiek, ludność kultury pucharów lejkowatych. Czy zauważyli spadający ognisty obiekt? Prawdopodobnie tak, prawdopodobnie byli naoczni świadkowie tamtego impaktu. Czy upadek meteorytu wywarł jakiś wpływ na ich życie? Tego nie udało się ustalić w materiałach archeologicznych z tamtej epoki. Prof. Makohonienko zwraca jednak uwagę na szczególny fenomen uderzenia meteorytowego na Morasku. Dokonał się w skałach miękkich, podłożu składającym się z piasku, gliny, żwiru. Dzięki temu w tak dobrym stanie zachowały się kratery. Takich miejsc na świecie jest bardzo mało.

Słynne na całą Polskę

Wydobyte z ziemi meteoryty, ale nie tylko, można obejrzeć w Pracowni Muzeum Ziemi, która mieści się na Wydziale Nauk Geograficznych i Geologicznych  przy ulicy Bogumiła Krygowskiego 10. Jego historia rozpoczęła się w 2008 roku od zbioru minerałów, potem trafiła tam kolekcja agatów z Dolnego i Górnego Śląska. Kiedy w 2012 w Rezerwacie Morasko naukowcy wykopali duży meteoryt (262 kg) i trafiał on do muzeum, o placówce usłyszała cała Polska. Pracownią kieruje prof. Edward Chwieduk, pomagają mu pracownicy, poza swoimi obowiązkami, poświęcając swój czas od poniedziałku do piątku. I to jest pierwszy problem. Rocznie muzeum odwiedza kilka tysięcy zwiedzających (wstęp jest bezpłatny), organizowane są warsztaty dla szkół, przyjeżdżają całe wycieczki. Tymczasem 80 metrów kwadratowych już pęka w szwach. Więcej eksponatów tam się nie zmieści, a chętnych do obejrzenia jest coraz więcej, zwłaszcza w weekendy.

Jest wizja, potrzebne środki

Sprawa pozyskania dla muzeum meteorytu Kruszynka, ujawnionego przez prywatnego poszukiwacza w lutym tego roku, pokazała też inny problem-prawny. – Zapisy w prawie geologicznym są dwuznaczne, pozwalają różnie traktować własność – wyjaśnia prof. Jacek Michniewicz. – Z jednej strony meteorytu nie można traktować jako dziedzictwa kulturowego, bo nie jest to przedmiot ziemski i nigdy nie był czyjąś własnością. Z drugiej strony uważam, że grunt na którym został wykopany jest czyjąś własnością, ktoś do niego ma prawo, teren  poza Rezerwatem Morasko prawdopodobnie należy do skarbu państwa. Powstaje zasadnicze pytanie, czy każdy może przyjść z zewnątrz i po prostu coś sobie wykopać? – pyta retorycznie prof. Michniewicz. Trzeba przejść do ofensywy – twierdzą naukowcy z Wydziały Nauk Geograficznych i Geologicznych UAM. Liczą, że w działania włączy się nie tylko cały UAM ale także miasto. – Potrzebujemy nowej inicjatywy, funduszy, być może europejskich, które pozwolą przyciągnąć tu ludzi z całego świata, którzy będą podziwiać kratery i wybiorą się na wycieczkę, by zobaczyć pozyskiwane tu okazy – wyjaśnia prof. Michniewicz i dodaje – należy stworzyć obszar ochronny poza ścisłym rezerwatem, chodzi o wyeliminowanie kopania na dziko. To jedyne w Europie i jedno z nielicznych miejsc w świecie gdzie są kratery i tony samego meteorytu. Nawet mam hasło „Poznań nie z tej ziemi”, gdzie tej jest odniesieniem do lokalnego języka. Musimy zadbać, aby przyszłe znaleziska należały do nauki, do państwa. Rozmawiamy na ten temat z miastem, władze widzą szansę na promocję poprzez meteoryty i kratery. – Meteoryt jest ważny, ale my myślimy przyszłościowo o całym terenie – idzie dalej prof. Leszek Kasprzak dziekan Wydziału Nauk Geograficznych i Geologicznych. Campus Morasko może promieniować wiedzą i technologią. Proszę sobie wyobrazić, że wycieczka może rozpocząć się od, nazwijmy to, meteorytorium – nie ma czegoś takiego w Polsce. Pawilon z ekspozycją, np. w kształcie meteorytu. Obok wydziałów Biologii lub Historycznego na pagórku zwiedzających witają figury mamutów (w nawiązaniu do epoki glacjalnej). W pobliskim Rezerwacie Żurawiniec oraz nad Różanym Strumieniem zwiedzający oglądają piezometry, gdzie badana jest m.in. jakość wody. W Centrum NanoBioMedycznym UAM przez mikroskop mogą zobaczyć atom, na Wydziale jest także mikroskop skaningowy. Campus powinien być miejscem turystyki naukowej i zrównoważonej. Ten teren to Wielkopolska w pigułce – przedstawia  plany Wydziału dziekan Kasprzak. Póki co, wydział szykuje niespodziankę dla wszystkich zainteresowanych meteorytami. Zakładając specjalne okulary, będziemy mogli obejrzeć w wirtualnej przestrzeni, patrząc z kosmosu na kulę ziemską, jak leciał i spadł meteor – przeleci dosłownie obok nas. Dlatego potrzebne były specjalne stanowiska z obręczami, gdybyśmy czasem za mocno się odchylili, kiedy pojawi się tuż obok.

Na zakończenie naszej rozmowy z naukowcami z WNGiG pytam, czy meteoryt Kruszynka trafi do Pracowni Muzeum Ziemi. – Uniwersytet jest otwarty na pozyskanie tego znaleziska, na razie jednak osoba, która nim dysponuje, poinformowała nas, że jest już niedostępny – słyszę w odpowiedzi. Szkoda, ale na Morasku są następne okazy do odkopania, dlatego trzeba działać!