Prawdziwy dom

12 września 2018

Dopiero zakończono pierwszy etap budowy, a już sprzedała się połowa. To jedyne, tak kameralne i wyjątkowe osiedle pod Poznaniem. Jest tu cisza, spokój, domy wybudowane są solidnie i z najlepszych dostępnych materiałów. – Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. W końcu ludzie, którzy tu zamieszkają będą moimi sąsiadami i chciałabym, żeby im się tu dobrze żyło – mówi Ewa Marciniak – Małecka, która wspólnie z zięciem Wojciechem Kostrzewą wybudowała Ostoję Jelonek.

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Ewa Marciniak – Małecka podaje kawę w pięknej porcelanie. Na stole, pośrodku wielkiego, starego domu stoi placek ze śliwkami. Na ścianach wiszą zdjęcia dzieci, wnuków, rodziców. Wybudowany jeszcze przed wojną, na prawie 100 hektarach ziemi, przetrwał do dziś. I choć nigdy nie miała tutaj sąsiadów, to na osiedle, które powstało kilkanaście kroków dalej, właśnie wprowadzają się nowi mieszkańcy. To Ewa Marciniak – Małecka, zdecydowała, że na kawałku swojej ziemi stworzy innym prawdziwy dom. Wspólnie z Wojciechem Kostrzewą, przedsiębiorcą i menedżerem od lat związanym z mediami i światem finansów, wybudowała osiedle, na którym sami chcieliby zamieszkać.

Gdzie jesteśmy?

Ewa Marciniak – Małecka: W naszym rodzinnym domu, który budował dziadek. Wprowadzili się tutaj z babcią przed wojną, ale niedługo pomieszkali, ponieważ zostali wysiedleni w 1939 roku. Wrócili tutaj dopiero w 1957 roku, razem ze mną i moimi rodzicami. Próbowaliśmy wtedy wskrzesić gospodarstwo, które tu pozostało. Mój tata był prawnikiem, więc nie miał z tym za wiele wspólnego. Gospodarką zajęli się dziadek z mamą, która skończyła ekonomię. Kiedy tu przyjechaliśmy byliśmy przerażeni. Cały dom był zdewastowany. Pamiętam węgiel w wannie u góry, powypalane parkiety od kozy. Poza gospodarstwem, za domem znajdowała się cegielnia, którą dziadek kiedyś kupił. Zresztą proszę popatrzeć na konstrukcję tego domu, nie wiem czy znalazłaby Pani drugi tak solidnie wykonany.

Mieszka tu Pani od zawsze?

Nie, rok mieszkałam w Naramowicach, bo dostaliśmy tam z mężem mieszkanie. Kiedy zmarła moja mama wróciłam do domu.

Nie czuła się pani tutaj sama?

Nigdy, chociaż nigdy nie było tutaj sąsiadów.

Może dlatego wybudowała Pani, wspólnie z zięciem, Ostoję Jelonek?

Bardzo szanuję to co dostałam, czyli połowę gospodarstwa mojej mamy. Z wykształcenia jestem ogrodnikiem i do dziś mam tutaj firmę ogrodniczą. Niestety sama nie byłam w stanie ogarniać tak ogromnego terenu, który tutaj jest. Pewnego dnia uznałam, że szkoda tej ziemi i trzeba coś z nią zrobić. I wpadłam na pomysł budowy osiedla. Okazało się, że to nie będzie takie proste, bo teren nie jest uzbrojony. Postarałam się o kredyt na dobrych warunkach, zrobiłam kanalizację, uzbroiłam teren, miałam plan zagospodarowania, który zakładał budowę bliźniaków. I wtedy mój zięć zadeklarował, że jest chętny żeby wejść ze mną w spółkę i wspólnie wybudować domy.

Wojciech Kostrzewa: Od dłuższego czasu rozglądałem się za możliwością zdywersyfikowania mojej działalności gospodarczej i wyjścia poza sektor mediów i usług finansowych. Jeden z pomysłów był związany z butikową działalnością deweloperską. Ponieważ Ewa była właścicielką działek w Jelonku przeznaczonych pod zabudowę bliźniaczą, więc i wybór wspólniczki i lokalizacji były w moim wypadku niemal oczywistą decyzją.

I wtedy powstała Ostoja Jelonek?

Ewa Marciniak – Małecka: Tak. Zaprzyjaźniony architekt przedstawił nam swoją wizję domów. Początkowo miały tu być skośne dachy (śmiech). Skonsultowałam się wtedy z córką, która zawodowo związana jest z europejską branżą nieruchomości i doszłyśmy do wniosku, że te skosy nie będą tu pasowały. I tak projekt ewoluował. Poza tym, uznaliśmy, że jak już budować to porządnie i postanowiliśmy wykorzystać najlepsze, dostępne materiały na rynku.

Wojciech Kostrzewa: Oboje mieliśmy podobną wizję, a o szczegółach dyskutowaliśmy czasem do świtu między sobą, a następnie tygodniami z architektem osiedla i z inspektorami nadzoru.

Dlaczego, przecież wielu deweloperów nie dba aż tak o wykonanie budowy?

Ewa Marciniak – Małecka: Proszę pamiętać, że ja mieszkam w sąsiedztwie i nie chciałabym mieć tu niezadowolonych klientów. Poza tym, jak już wspomniałam, mój dom jest wykonany bardzo solidnie, jest tutaj sporo światła, dzięki dużej ilości okien. Trochę tym tropem poszliśmy. W Ostoi Jelonek są duże okna, do samej ziemi, praktycznie każde pomieszczenie jest odpowiednio doświetlone. Chciałam, żeby te domy były nieawaryjne, a właściciele mieszkali w bardzo dobrych warunkach, jak ja.

To nie są tanie domy.

Ewa Marciniak – Małecka: Nie są. Ale są gwarancją wysokiej jakości. W trakcie budowania narzucały się pewne detale, które ciągle podnosiły cenę nieruchomości. Ale co do tego byliśmy z zięciem zgodni, że dalej idziemy w górną półkę nie wiedząc, czy rynek nas zaakceptuje. Ostatecznie jesteśmy bardzo zadowoleni.

Nie baliście się Państwo, że nie będzie na nie chętnych?

Wojciech Kostrzewa: Ostoja Jelonek to osiedle dla osób, ceniących możliwość mieszkania na skraju Poznania w otoczeniu natury, w okolicy dysponującej bogatą infrastrukturą turystyczną, rekreacyjną i komunikacyjną. Naszą ambicją było wybudowanie domów dla wymagających właścicieli, którzy docenią i jakość użytych materiałów i jakość wykonania. Dotychczasowy przebieg sprzedaży potwierdza trafność naszych założeń.

Pani Ewa zabiera mnie na osiedle. Domy są bardzo ładne. Biało – szare, o wysokości ponad 280 cm, eleganckie, każdy ma ogromne okna, ogrzewanie podłogowe w łazienkach, garderobie i w wiatrołapie oraz kameralny taras. Z górnych pięter można wyjść na duże balkony, nawet w łazience są okna.

Czym ta inwestycja wyróżnia się spośród innych?

Ewa Marciniak – Małecka: Tym, że jest kameralna, nie ma tutaj terenu, który mógłby zostać zabudowany. Z jednej strony mamy zieleń, z drugiej ogródki działkowe. Docelowo będą tu 23 domy, a pierwsi mieszkańcy już się wprowadzili. Nie uwierzy Pani, ale dwa sąsiadujące bliźniaki kupiły małżeństwa gdzieś w moim wieku, nie wiedząc, że będą sąsiadami. Kolejne dwie połówki kupiły dwie młode pary. Spotkali się wizytując osiedle – jedni kończyli oglądać, drudzy zaczynali. I nagle, od tych drugich, padło pytanie, czy tamta para kupiła bliźniak, bo jeśli tak to oni też kupią zaraz obok i będą mieć fajnych sąsiadów. Kupili.

Czy to nie jest trochę tak, że będzie Pani miała wreszcie sąsiadów?

Tak, z czego się bardzo cieszę. Zresztą kiedy podpisywaliśmy akty notarialne to mówiłam każdemu, że gdyby cokolwiek się działo albo czegokolwiek by potrzebowali to zapraszam do siebie. Chciałabym, żeby wszyscy się tutaj dobrze czuli, jak w domu.

Skąd wzięła się nazwa: Ostoja Jelonek?

Dwa lata przed rozpoczęciem budowy partner mojej pracownicy, wycinał mirabelki, które rosły na  polu, gdzie dziś stoją domy. Okazało się, że w trawie leżały dwa piękne, nowonarodzone jelonki. Dziewczyna zrobiła im zdjęcie na pamiątkę. I musieliśmy nazwać inwestycję Ostoja Jelonek.

Czy trudno prowadzi się interesy z rodziną, czy to ułatwia?

Wojciech Kostrzewa: W moim przypadku nie miałem żadnych problemów z prowadzeniem rodzinnych interesów z Ewą. Myślę, że ułatwił to fakt bogatego doświadczenia nas obojga jako przedsiębiorców i menedżerów. Ponadto, na samym początku w sposób jednoznaczny i czytelny podzieliliśmy między siebie zakresy odpowiedzialności.

Często bywa Pan w Jelonku?

Bywam w Jelonku regularnie, co kilka tygodni. Ponadto, w okresie budowy raz na tydzień otrzymywałem wraz z Ewą pełną dokumentację fotograficzną postępu prac.

Co się Panu tutaj najbardziej podoba?

Dla mnie Ostoja Jelonek jest zieloną oazą u wrót Poznania. Z jednej strony cisza, spokój i niemal wiejska atmosfera, a z drugiej autobusy miejskie podjeżdżające pod samo osiedle.

Czy zamieszkałby Pan w Ostoi Jelonek?

Gdyby moje plany zawodowe zaprowadziłyby mnie do Poznania, na pewno zamieszkałbym w Ostoi Jelonek. I nie wykluczam, że w przyszłości tak się stanie.

 

www.ostojajelonek.pl/#kontakt