Stary Browar

17 lipca 2018

W tym roku kończy piętnaście lat. Jest najpiękniejszym centrum handlowym na świecie. Rocznie odwiedza go dziewięć milionów osób. To zetknięcie kultury, sztuki, wyjątkowych wnętrz, niezwykłych, ludzi, wyselekcjonowanych marek i niepowtarzalnego klimatu. Nie ma drugiego tak charakterystycznego miejsca. Nie każdy wie, że dzwony na wieży zegarowej nazywają się Jan i Grażyna, butik Niumi mieści się w dawnej stróżówce, pod dziedzińcem znajduje się centrum logistyczne, a pod sufitem w nowej części wisi wielka krewetka. A to dopiero początek… Zapraszam na wyjątkowy spacer uliczkami Starego Browaru. 

 

TEKST: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Jakub Wittchen

 

Magdalena Kowalak, Prezes Zarządu Starego Browaru

Ulica Półwiejska to dzisiaj ruchliwy deptak. Nie jeżdżą tędy samochody z piwem, nie ma końskich zaprzęgów i dostawców chmielu. Czerwcowe, upalne południe.– Zobacz, tu za szybą jest kamienica – starszy pan pokazuje wnuczce fragment elewacji Starego Browaru. Oryginalne drzwi z kamienicy, która niegdyś się tu znajdowała, zamontowane zostały ponownie w odbudowanej wschodniej fasadzie centrum, wpisując się w tradycyjny wygląd słynnej poznańskiej ulicy. Przed drzwiami tłum do wejścia. – Muszę Ci to pokazać – Kasia kluczy między ludźmi ze Sławkiem, który przyjechał aż z Suwałk. – Takiego centrum handlowego jeszcze nie widziałeś. – Masz rację. Ale tu pięknie! – odpowiada Sławek.

Od dzieł sztuki do Gwiezdnych Wojen…

Od wejścia, krótkim korytarzem sklepów docieram do przypominającego paryski dom handlowy Lafayette, wypełnionego trzema poziomami sklepów, restauracji i kawiarni Atrium. Długie, lśniące drewniane deski na podłodze, zupełnie nietypowe dla centrów handlowych, tworzą niezwykły klimat. Z rogu spogląda na mnie kilkumetrowa twarz. To rzeźba Igora Mitoraja „Blask księżyca”, jeden z najbardziej znanych symboli Starego Browaru. „Spotkajmy się pod Mitorajem” to określenie, które zna każdy prawdziwy poznaniak. Nieco dalej niepozorna rzeźba, bo… można na niej usiąść. To „Konflikt między dobrem a złem” poznaniaka – Piotra Kurki. Biało-czarna ławka, na której przysiada prawdziwych rozmiarów kruk, obrazuje stan niekończącej się walki pomiędzy ciemną i jasną stroną doświadczanej przez nas rzeczywistości. – Ale fajny ptaszek – trzyletni Maciej siada na ławeczce i całuje go w dziób. – Tylko trochę zimny. – Chodź kochanie, to jest dzieło sztuki, a Ty się do niego przytulasz – mama chłopca bezskutecznie próbuje odciągnąć go od symbolizującego mądrość ptaka. Spoglądam w górę. Ktoś idzie zawieszoną kilkanaście metrów nade mną kładką do Lux Medu. Słońce przebija się do Atrium przez niezwykły, industrialny dach. Miejska legenda głosi, że inspiracją do jego projektu był statek kosmiczny z Gwiezdnych Wojen. – Architekci zapytani o to uśmiechają się bardzo tajemniczo – zdradza mój przewodnik – prezes spółki zarządzającej Starym Browarem, Magdalena Kowalak. Filigranowa, długowłosa blondynka, doktor ekonomii, przez lata prawa ręka twórczyni Starego Browaru, Grażyny Kulczyk, a od końca 2015 roku jego głównodowodząca, czeka na mnie na łączącym zabytkowe i nowe skrzydło obiektu Dziedzińcu Sztuki.

Docieram tam z Atrium ruchomymi schodami umieszczonymi między kolumnami w żółto – zielone pasy. To dzieło Leona Tarasewicza, które wcześniej znajdowało się na kolumnach Teatru Wielkiego w Poznaniu. Pojawiło się z okazji 750-lecia lokacji Poznania i wzbudziło niemałe kontrowersje. – Kiedy nie wiadomo było co z tym dalej zrobić, Pani Grażyna Kulczyk postanowiła przenieść dzieło tutaj – wyjaśnia Magdalena Kowalak.

…miasto w mieście…

Tu, na Dziedzińcu Sztuki, bije serce tego miejsca. Znajdująca się w centralnym punkcie wieża zegarowa wielu gościom przypomina ratusz, a brukowany dziedziniec otoczony restauracjami – rynek. Dlatego tak wiele osób, szczególnie wchodzących tu z przypominającego handlową ulicę Mediolanu skrzydła Pasaż, odnosi wrażenie, jakby znaleźli się w osobliwym centrum miasta… w mieście. – Popatrz, jaki piękny zegar – przy wyjściu zatrzymuje się grupa turystów z Krakowa. – Za chwilę wybije dwunastą. Zabytkowy zegar z 1912 roku odrestaurował i zamontował w kwietniu 2004 roku prawdziwy znawca starych zegarów, Roman Pewniak. Choć trudno dziś znaleźć takich jak on pasjonatów zegarmistrzostwa, w Starym Browarze jeden z nich raz w tygodniu wspina się na szczyt wieży, dogląda i nakręca ponad 100-letni mechanizm, aby dzwony o imionach Jan i Grażyna zawsze biły na czas.

Dziedziniec Sztuki otaczają autorskie restauracje z letnimi ogródkami, takie jak: slow-foodowy Projekt Kuchnia, elegancki Piano Bar, japońsko-koreańska Art Sushi, niezmiennie popularne i zaskakujące swoich bywalców menu i dekoracjami Weranda czy Le Targ Bistro & Bar z przytulnym ogródkiem. Odpoczywają tu pracownicy pobliskich biur w przerwie na lunch; klienci po udanych zakupach i goście, którzy po prostu delektują się wyjątkową atmosferą i widokiem na park, którego nie ma żadne inne centrum handlowe. Słychać śpiew ptaków. Wokół nas spacerują ludzie. Niewielu z nich wie, że chodzi po dachu centrum dostawczo – logistycznego Starego Browaru, gdzie w tej chwili trwa rozładunek. Grupa młodzieży właśnie zmierza na leżaki. –Weźmy jeszcze coś do picia – naradzają się i zatrzymują przy Werandzie. – O, jest moja ulubiona lemoniada – cieszy się Basia. – Przychodzę tu kilka razy w tygodniu, po szkole. Czasem odrabiamy tu lekcje. Niech Pani zobaczy jak tu pięknie, spokojnie, zupełnie jak za miastem. W parku stoją leżaki, ale i tak część młodzieży wybiera równiutko przystrzyżoną trawę. W tygodniu odbywają się tu zajęcia z jogi i kino plenerowe, w weekendy przedstawienia teatralne, koncerty – w ubiegłym roku w parku wystąpili m.in. O.S.T.R., Kortez i Rosalie. Zdarzają się też wydarzenia zupełnie wyjątkowe, jak projekcja wierszy Wisławy Szymborskiej na elewacji Pasażu w ramach projektu Jenny Holzer, wiosną 2011 roku.

…a w nim dom właściciela…

Na środku Dziedzińca Sztuki stoi okazała willa. Kiedyś zamieszkiwali ją Huggerowie, którzy wznieśli browar. Następnie mieściły się tu biura spółki, która budowała Stary Browar, wraz z biurem jego właścicielki i pomysłodawczyni, cenionej na świecie kolekcjonerki sztuki Grażyny Kulczyk. Budynek jest zabytkowy, zachowano w nim wiele oryginalnych elementów. Dziś mieści się tu salon marki odzieżowej COS, która kiedy wchodziła na rynek polski, szukała tzw. lokalizacji ulicznych. Od razu skreśliła z listy centra handlowe. – Zaoferowaliśmy im willę i są z nami, a sami przenieśliśmy biura do… zresztą zaraz pokażę – mówi Magdalena Kowalak. Tuż za willą skrywa się jeszcze jedna ciekawostka – kamień węgielny, który można dostrzec stojąc przy specjalnej balustradzie.

…kotłownia, suszarnia i stróż…

W Słodowni, za naszymi plecami, nie dojrzewa już jęczmień na piwo. Ze starego browaru zachował się jednak komin, wkomponowany w restaurację Weranda, której część to dawna browarniania kotłownia. Idąc obok restauracji w kierunku ulicy T. Kościuszki, mijamy dawną suszarnię skiełkowanego jęczmienia, tzw. susznię, w której na imponujących, liczących 14 metrów wysokości ścianach, nadal widać ciemne ślady po obróbce zboża. Dziś można napić się tu wybitnych trunków serwowanych przez barmanów 5-gwiazdkowego hotelu Blow Up Hall 5050, należącego do kompleksu Starego Browaru. W tym ciągle zaskakującym miejscu nawet pobliska dawna stróżówka przeżywa swoją chwilę blasku i świetności: przez szyby widzimy, że wypełniają ją piękne sukienki polskiej marki Niumi.

…most nad parkiem…

Na chwilę wracamy do Atrium. Tuż przy dziedzińcu, w części nazywanej Pasażem Angielskim, malowane windy. Na drzwiach jednej z nich wtajemniczeni mogą dostrzec portret samej Grażyny Kulczyk. Obok schody prowadzące m.in. na parking. Na środku jednej z parkingowych ścian znajdują się wkomponowane w fasadę, niewidoczne niemal drzwi. Żeby je otworzyć trzeba mieć specjalną kartę. Ma ją moja przewodniczka. Wchodzimy na widoczny z parku i ulicy Półwiejskiej mostek, łącznik pomiędzy centrum a biurami, w tym miejscem codziennej pracy zarządu Starego Browaru. Widok jest obłędny: w dole park, zielone liście drzew jakby zawieszone w próżni, z drugiej strony gwarna Półwiejska. W tle słychać muzykę i śmiech wypoczywającej młodzieży. –To nasze małe centrum dowodzenia – śmieje się Magdalena Kowalak. – Lubię tu przychodzić z moimi współpracownikami, szczególnie w czasie koncertów i innych wydarzeń w parku. Widok dobrze bawiących się ludzi wypełniających nasz park nieodmiennie nas porusza. Stres i zmęczenie towarzyszące organizacji dużych eventów w takich chwilach po prostu znikają.

…”Kajówka”…

Z upalnego dnia ponownie wracamy do klimatyzowanego wnętrza. Windą zjeżdżamy na drugie piętro Atrium, zmierzamy w stronę foodcourtu, który za chwilę przejdzie lifting. Staną tu nowe meble, będzie więcej miejsca, powstaną lubiane dziś common tables ale i miejsca dla singli – Dziś samotne jedzenie śniadania czy lunchu, szczególnie przez zapracowanych przedstawicieli pokolenia X i Y nie należy przecież do rzadkości. – mówi prezes Magdalena Kowalak. Kilka rodzin właśnie weszło na obiad. Siadają na brązowych krzesłach, które niedługo zastąpią nowe, wybrane przez poznańskie, nagradzane na całym świecie studio architektoniczne. Pomiędzy restauracjami niesamowita przestrzeń, tzw. Pasaż Wysoki. Joanna i Piotr siedzą we wnęce. Trzymają się za ręce. – Tu jest tak magicznie, aż nie chce się stąd ruszyć, bo czar pryśnie – mówią. Nad ich głowami widnieją oryginalne zamknięcia butelek z browaru Huggera i wmurowane w ściany, oryginalne tabliczki, zebrane pieczołowicie z terenu dawnego zakładu produkującego piwo. Na wprost romantyczny mostek stylizowany na zabytkowy z niezwykłą instalacją zaprojektowaną – podobniej jak cały foodcourt – przez Ryszarda Kaję, wybitnego scenografa teatralnego, operowego i filmowego. Instalacja ta powstała z części maszyn i rowerów pracowników dawnego browaru, znalezionych na terenie browaru. – Proszę podnieść głowę – mówi Magdalena Kowalak, kiedy stoimy pod mostkiem. Nade mną przykryty szkłem, prawdziwy perski dywan. – Trudno go zauważyć –  mówię. – Dlatego jest taki wyjątkowy – mówi z uśmiechem Magdalena Kowalak.

Zaraz za restauracjami znajduje się taras letni i tam też można napić się kawy. Ale jest tu coś jeszcze – „Kajówka”. Przeszklone pomieszczenie, z brązowymi stylowymi meblami i starymi zdjęciami na ścianach. Dlaczego „Kajówka”? – pytam. – Ryszard Kaja, kiedy budowaliśmy Stary Browar, palił papierosy. Na budowie panował zakaz palenia, w związku z tym stworzył sobie to miejsce, które – choć za chwilę przejdzie remont – pozostanie „Kajówką” – wyjaśnia Magdalena Kowalak. Dziś nie pali się tutaj papierosów, niebawem pojawi się tu ozdobny neon, a dotychczasowe zdjęcia zastąpione zostaną pocztówkami z projektami Ryszarda Kai z serii Polska. Przez Pasaż Wysoki udajemy się na Dziedziniec Sztuki, a stad dalej, do otwartego w 2007 roku skrzydła Pasaż. 

…szachownica z krewetką…

W ściśle nawiązującej do zabytkowej architektury nowej części Starego Browaru wszystkie ścieżki wytycza motyw szachownicy. W głównej alei, pomiędzy sklepami, kolejna rzeźba. – Tato, patrz, jaka wielka lala – ośmioletnia Kasia ciągnie tatę za rękę. – Fajna, a jakie ma ubranko – odpowiada Krzysztof. – Pani wie może co to jest? – To „Henyo – Penyo Myomyonmyo“ – dzieło japońskiego artysty, który zasłynął w świecie sztuki współczesnej właśnie postaciami z mangi. Ubrana jest w prawdziwe, dziecięce ubranie od Moschino. Bawcie się dobrze – macham im na pożegnanie.

Mijamy mangową dziewczynkę, markowe sklepy i dochodzimy do wielkiej szachownicy – podobno czasem odbywają się tu żywe szachy, a wcielające się w pionki osoby doskonale pasują rozmiarem do czarno-białych pól. Obok, w Petit Paris tłoczno – goście jedzą późne śniadanie. Pachnie świeżymi bagietkami – to w końcu francuska piekarnia prowadzona przez przemiłe polsko-francuskie małżeństwo. Zatrzymujemy się, bo nad szachownicą wisi ogromna… krewetka. To dzieło Koreańczyka U-ram Choe „Opertus Lunula Umbra” – „Ukryty cień Księżyca”. Księżycowej nazwy jednak prawie nikt nie używa. Dla poznaniaków jest to bowiem po prostu krewetka. Do tego śpiewająca, bo… rzeźba otwiera się i gra. Kiedyś grała, a dla niektórych śpiewała, zawsze o pełnej godzinie. Z racji tego, że elementy sterujące są bardzo delikatne, a ich naprawa odbywa się za granicą, uruchamiana jest od święta. Być może zagra w listopadzie, na 15-lecie Starego Browaru.

…i biznes, który kocha Stary Browar z wzajemnością.

Z dworu słychać śmiech. Stukot obcasów sprawia, że kilku mężczyzn z restauracji obraca głowy. Jedni idą na zakupy, inni na umówione spotkanie, jeszcze inni zrelaksować się do parku. Stary Browar rocznie odwiedza 9 milionów osób. Czeka tu na nich prawie 200 sklepów – zarówno marek premium jak i popularnych sieciówek oraz ponad 30 lokali gastronomicznych. Tu swoją karierę rozpoczęła Anna Orska, tu pierwsze butiki otwierały Niumi, Loft 37, Bohoboco, Bizuu, a z pop-upów czyli sklepów na chwilę, rodziły się marki, które dziś mają reprezentację w wielu miastach. Od lat regularnie odbywają się tu spotkania środowisk startupowych, a Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości przyznały Staremu Browarowi jako jedynemu miejscu nie będącemu uczelnią nagrodę Start-Up Friendly. Swoje wyróżnienia przyznały temu oryginalnemu miejscu także czytelnicy National Geographic Traveller, Twój Styl (kilka statuetek Doskonałość Roku), czy Międzynarodowa Rada Centrów Handlowych (ICSC), która uznała Stary Browar za najlepszego centrum handlowe w Europie i na świecie. Oprócz architektury, prestiżowe jury doceniło przede wszystkim unikatowe połączenie aktywności artystycznej i kulturalnej z działalnością komercyjną.

Spacer kończę na dachu. Najwyższy poziom parkingu w Atrium nie jest zadaszony. Delikatnie wieje wiatr. W 2011 roku artyści poznańskiej opery wykonali tu „Skrzypka na dachu”. Do dziś słychać ich śpiew. Raz jeszcze się rozglądam. Zamykam drzwi samochodu i siadam na masce. Biorę głęboki oddech, pomimo gorąca. Spoglądając na miasto, na Poznań, jestem dumna, że tu mieszkam i że mam swój Stary Browar.

 

– Stworzenie Starego Browaru i możliwość pracy ze wszystkimi wyjątkowymi ludźmi, których pasja i energia złożyły się na jego sukces, będę zawsze uważać za wielkie szczęście i przygodę życia. Wspólnie pokazaliśmy, że idea 50/50 działa – można zrealizować rentowne przedsięwzięcie biznesowe, które w połowie dedykowane jest także sztuce. Można prowadzić biznes, robiąc coś dobrego dla innych. Jestem dumna, że zrobiliśmy to tu, w Poznaniu, dokładając swoją cegiełkę do rozwoju miasta.” – mówiła Grażyna Kulczyk, sprzedając Stary Browar w listopadzie 2015 roku.

 

Stary Browar w liczbach:

Powierzchnia całkowita: 112 000 m.kw.

Powierzchnia handlowa: 60 000 m.kw.

Data otwarcia centrum: 5 listopada 2003 roku

Całkowita liczba lokali: 210, w tym lokali gastronomicznych: 32

Liczba zatrudnionych osób: 1 800

Liczba budynków: 7

Liczba kondygnacji: 7

 

Adres: ul. Półwiejska 42, Poznań