Sukces to dać siebie innym

15 maja 2018

 – Zarabianie pieniędzy to rzecz drugorzędna. Lubię poznawać ludzi, nawiązywać relacje to ma większą wartość dla mnie – mówi Jacek Trzeciak, prezes JTC. Od ponad 20 lat z powodzeniem prowadzi firmę outsourcingową z branży IT. Napisał oprogramowanie dla największych firm w Polsce, służy fachową pomocą informatyków, których dziś brakuje na rynku. Ma intuicję do młodych sportowców, których wspiera finansowo, a ci odwdzięczają się wysokimi miejscami na podium. Fan Lecha Poznań, motoryzacji, dobrego kina, na szczycie życiowej formy, którego motorem jest… Ewa.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

W samochodach służbowych firmy JTC odbija się słońce. Ładny budynek biurowy pośrodku Smochowic, zadbana zieleń, przemiła pani w recepcji. – Ile potrzebuje Pani czasu? Bo o 13:00 mam następne spotkanie – rzuca Jacek Trzeciak i prowadzi mnie do swojego gabinetu. – Zdążymy, chyba, że Pan się rozgada.

Ciągle w biegu?

Zdecydowanie.

Dlaczego?

Za dużo projektów biorę sobie na głowę.

Nad czym obecnie Pan pracuje?

W tej chwili najwięcej czasu zajmuje mi rozwijanie nowej spółki, czyli rodo.pl, związanej z ochroną danych osobowych.

RODO to dla nas wciąż temat nieznany i trochę przerażający…

To jest temat bardzo rozbudowany pod każdym względem, ponieważ nowe rozporządzenie, które wchodzi w życie 25 maja, zmienia całkowicie podejście do zagadnienia ochrony danych osobowych. Każda firma będzie musiała wykonać audyty procesów, w których przetwarzane są dane osobowe i nie dotyczy to jedynie procesów informatycznych, ale także każdej innej formy przetwarzania i gromadzenia danych osobowych. W związku z wdrożeniami RODO powstaje wiele nowych obowiązków po stronie firm (umowy powierzenia przetwarzania, polityki bezpieczeństwa danych, itp) i  dlatego postanowiłem dobrać sobie na wspólnika kancelarię prawną SZS Partners. Dopełniamy się wzajemnie i dzięki temu klient otrzymuje kompletne wdrożenie.

Na czym polega taki audyt?

Audyt pomaga określić stan ochrony danych osobowych w danym podmiocie oraz szczegółowo przeanalizować elementy wymagające zmian. Wynikiem audytu są zalecenia dla zarządów i dyrekcji firm, które pełnią rolę administratora danych. Audyt pozwala także oszacować potencjalne skutki wycieku danych osobowych w danym podmiocie. Po audycie należy wdrożyć właściwe procedury przetwarzania i ochrony danych osobowych.  W większości przypadków małych i średnich  firm podpisujemy umowy na  outsourcing inspektora ochrony danych, który do tej pory nazywał się administratorem bezpieczeństwa informacji. Warto dodać, że dotychczas w Polsce, obowiązywała bardzo stara, nie pasująca już do dzisiejszych czasów, ustawa. Dziś chodzi o to, aby wszystkie procesy przetwarzania danych osobowych były bezpieczne, a z własnego doświadczenia wiemy, że nasze dane wyciekają na wszelakie sposoby. W końcu ciągle odbieramy telefony z różnych firm, które bezprawnie pozyskały nasze dane i  wykonują telemarketing. To ma się skończyć.

Uważa Pan, że ta ustawa rzeczywiście uporządkuje sytuację?

Myślę, że przynajmniej przez najbliższe dwa lata będzie duży chaos związany z tą ustawą.

Reasumując: przedsiębiorcy nie powinni bać się RODO tylko zaufać fachowcom, którzy im pomogą przez to przejść?

Dokładnie tak.

RODO to jedno, a znana na poznańskim rynku firma JTC, którą zarządza Pan od ponad 20 lat, to drugie…

Tak. JTC to firma świadcząca usługi w zakresie outsourcingu IT. Pierwsze JTC, kiedy jeszcze byłem  na studiach, było zarejestrowane na moją mamę, potem ja zostałem jej formalnym właścicielem. Właściwie to mama popchnęła mnie do pracy i nauki w tym kierunku kupując mi pierwszy komputer, a rezygnując z kolorowego telewizora. Pracę zacząłem jeszcze na studiach. Wtedy do współpracy zaprosił mnie wujek, który napisał oprogramowanie dla kilku bardzo dużych firm, a ja obsługiwałem je od strony IT. Sprzedawałem tam komputery, które składałem w domu, a w zasadzie w garażu. Mój biznes zaczął się szybko rozwijać, było coraz więcej pracy, JTC wykonywało coraz większe projekty, całe serwerownie, parki technologiczne. Zawsze uważałem, że trzeba firmę sfokusować  na określonej dziedzinie, bo tylko w ten sposób możemy świadczyć usługi na najwyższym poziomie. W JTC skupiliśmy się na outsourcingu i  przetargach publicznych. Od kilku lat zauważam bardzo szybko rozwój outsourcingu, z racji tego, że pracownicy drożeją, a na rynku brakuje informatyków.

Narzeka Pan na brak informatyków?

Jest trudno o dobrych administratorów IT, z roku na rok coraz trudniej. Mimo tego, że uczelnie – mówiąc brzydko – produkują całe masy pseudo informatyków. W trakcie rozmów kwalifikacyjnych okazuje się, że niestety poziom młodych ludzi po studiach drastycznie spada.  My w JTC jednak jakoś sobie z tym radzimy stosując różnorodne metody pozyskania pracowników. Często także przejmujemy działy IT naszych klientów, którzy wolą umowę outsourcingową bardziej niż umowy o pracę … (uśmiech)

JTC to skrót od Pana imienia i nazwiska…

Tak, Jacek Trzeciak Computers. Tak sobie to kiedyś wymyśliłem, a znak zaprojektowany przeze mnie  przetrwał do dziś. Tyle, że obecnie JTC to już grupa firm. Między innymi JTC Software, gdzie skupiamy się na pisaniu oprogramowania na zlecenie. Naszym sukcesem w tej dziedzinie na pewno jest program Falcon Safe do obsługi lotnisk oraz duży system spedycyjny Easy Sped.

Ale znak JTC pojawia się też w wielu miejscach związanych ze sportem. To przypadek?

Nie, od kilku lat JTC jest mecenasem różnych dyscyplin sportowych. Warto się dzielić , a ja przyjąłem politykę inwestowania w sportowców. Tutaj widzę przyszłość.

Jurica Pavlic, co Panu to mówi?

(uśmiech) To pierwszy zawodnik, w którego zainwestowaliśmy. Poznałem go na zawodach żużlowych. Długo rozmawialiśmy. Okazał się fantastycznym, młodym człowiekiem, który ciężko pracuje, ma bogatego ojca, ale postanowił działać samodzielnie i szukał sponsorów. Podjąłem decyzję, żeby go wesprzeć. Zdobył Mistrzostwo Świata Juniorów, jechał w dwóch edycjach Super Grand Prix z bardzo dobrym skutkiem, bo doszedł nawet do finału. Zdobył też dwa Mistrzostwa Polski wraz z Unią Leszno.

Był Pan z niego dumny?

Bardzo. To był nasz pierwszy sukces. Drugi, to w pierwszym roku po podpisaniu umowy na sponsora technologicznego z Lechem Poznań, mój ukochany klub zdobył Mistrzostwo Polski.  Później zajęliśmy się koszykówką i sponsorowaliśmy drużynę MUKS Poznań. Współpracowaliśmy z zespołem drugoligowym, z którym zdobyliśmy mistrzostwo, potem wygraliśmy pierwszą ligę i weszliśmy do ekstraklasy. Tam niestety projekt się zakończył, chociaż uważam, że był to ogromny sukces dla nas wszystkich.

Kogo dziś pan wspiera?

Moje serce skradł Kacper Majchrzak, pływak, którego poznałem podczas meczu koszykówki, jakieś cztery lata temu. Wtedy nie był aż tak popularny i nie miał na swoim koncie tylu sukcesów. Dziś jest rekordzistą Polski na dystansie 100 i 200 m stylem dowolnym, brał udział w igrzyskach olimpijskich.

Kiedy Pan o nim mówi wyczuwam w Pana głosie wzruszenie.

Tak, bo dziś mogę powiedzieć, że jest moim przyjacielem, a jego wyniki i medale to mój największy sukces osobisty. Wspieranie jego jest dla mnie wyjątkowe z kilku powodów. Po pierwsze – ten chłopak naprawdę ciężko pracuje i nie brakuje mu pokory. Po drugie, kiedy znalazłem się na życiowym zakręcie to on podał mi rękę i pomógł, tak bezinteresownie, po ludzku. Dziś napędzamy się nawzajem.

Obecnie także wspieramy naszą poznańską drużynę rugby – siódemki Posnanii. W zeszłym roku zdobyliśmy wszystko co możliwe do zdobycia: Mistrzostwo Polski, Puchar Polski, Mistrzostwo Polski w Rugby Plażowym.

Ostatnio wręczał Pan statuetkę „Anki”, podczas X-lecia Drużyny Szpiku. Co Pan wtedy czuł?

Czułem się bardzo doceniony i wzruszony. Do Drużyny Szpiku trafiłem dzięki mojej żonie, Ewie. I to ona pozwoliła mi ponownie otworzyć się na życie, powróciły stare przyjaźnie, choćby z Anią i Piotrem Gruszkami, z czego się bardzo cieszę. W drużynie czuję się fantastycznie, jestem wolontariuszem i mam nadzieję, że tak będzie zawsze. Chętnie zakładam czerwoną koszulkę i wykonuję swoje zadania. Pamiętam jak w święta Bożego Narodzenia pojechaliśmy z paczką do chorej dziewczynki, daleko za Poznań. To był moment, który spowodował, że musiałem się zatrzymać i zastanowić co tak naprawdę jest w życiu ważne. Myślę, że dostaliśmy od tej rodziny więcej niż daliśmy. Bo kiedy się pomaga, i chce się pomagać, to w człowieku narasta jakaś nieznana siła, która pcha do przodu.