Trener Łukomski

19 października 2018

Przeprowadził ponad 20 tysięcy treningów personalnych. Jest trenerem od 12 lat. Przez trzy lata prowadził szkolenia – część specjalistyczną, siłową dla przyszłych trenerów personalnych i wciąż się rozwija. Pomaga lekarzom, biznesmenom, ludziom kultury i sztuki. To dzięki niemu Nicola schudła 71 kilogramów, a Patrycja, pomimo tego, że lekarz jej powiedział, że nigdy nie straci wagi, dziś ma 45 kilogramów mniej. Maciej Łukomski to nie jest zwykły trener, to przyjaciel swoich podopiecznych, który potrafi zadzwonić wieczorem i zapytać: ile dziś podjadłaś?

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

Macieja spotykam w Fabryce Formy w Bałtyku. Trenuje z Sarą Zalewską, znaną poznańską projektantką. Specjalnie dla niej ułożył trening, dzięki któremu uzyska sylwetkę swoich marzeń. Inni podopieczni już też je spełnili…

Jak Wam idzie?

Sara, Maciej: Bardzo dobrze.

Dlaczego razem trenujecie?

Maciej Łukomski: Sarę zobaczyłem na sali treningowej. Widziałem, że ciężko pracuje, ale nie do końca przynosiło to efekty. Miała niesamowitą wolę walki, dlatego podszedłem do Niej i zaproponowałem pomoc.

Jak zareagowałaś, kiedy Maciej do Ciebie podszedł?

Sara Zalewska: Na początku mnie zmroziło, zastanawiałam się, co robię źle. A z drugiej strony bardzo się ucieszyłam, bo słyszałam o Macieju wiele pozytywnych opinii. Poza tym dojeżdżałam kiedyś na zajęcia do Galerii Pestka, gdzie Maciej pracował. Wielokrotnie przyglądałam się, jak ćwiczy z kobietami. Nawet pamiętam taką jedną dziewczynę z Obornik – mojego rodzinnego miasteczka – która trenowała z Maciejem. Zrobiła niesamowity progres. Wtedy zamarzyłam, żeby kiedyś z Nim poćwiczyć.

Dlaczego wolałaś ćwiczyć pod okiem trenera?

SZ: Bo po długich miesiącach chodzenia na siłownię nie widziałam efektu. Waga stała w miejscu, a ja naprawdę się starałam. Wtedy dotarło do mnie, że coś robię źle. I gdyby nie On, nigdy nie dowiedziałabym się gdzie popełniam błędy.

MŁ: Wyczułem ogromny potencjał, dlatego postanowiłem Jej pomóc.

Czyli spełniło się Twoje marzenie?

SZ: Tak.

MŁ: Jeśli ktoś, tak jak Sara, ma chęci i motywację, to osiągnie sukces. Kobiety często myślą, że jak kupią sobie karnet na siłownię to wystarczy, żeby zmienić siebie, a przecież na to wpływa kilka ważnych czynników, które musza współgrać.

Jak wyglądały Wasze początki?

MŁ: Zaproponowałem Sarze metamorfozę. Polega ona na zmianie nawyków żywieniowych, treningu, motywacji i samozaparciu. I nie jest to łatwe. Zaczęliśmy od długiej rozmowy. Nie można kierować się tylko wagą. Tyjemy nie od węglowodanów, ale od nadwyżki kalorycznej. Musimy też zwracać uwagę na tkankę tłuszczową. Kobiety boją się, że od dźwigania urosną im mięśnie. Wierz mi, że kobiety muszą się trzy razy bardziej namęczyć, żeby cokolwiek zbudować, dlatego proszę nie bać się sztangi i ciężarków.

Dlaczego nam jest trudniej wyrzeźbić sylwetkę?

MŁ: Dlatego, że macie mniejszą ilość testosteronu i burze hormonalne mające ogromny wpływ na sylwetkę. W pierwszym okresie cyklu menstruacyjnego jest przewaga estrogenów – wtedy możecie pozwolić sobie na bardziej intensywny trening i większą podaż węglowodanów, natomiast w drugim okresie jest przewaga progesteronu i wtedy wasz trening powinien być o wiele lżejszy, a ilość węglowodanów mniejsza. Podczas ćwiczeń fizycznych podnoszą się poziomy hormonów takich jak adrenalina, noradrenalina, hormon wzrostu i testosteron. Wykorzystywane są one nie tylko do budowania mięśni, ale też spalania tłuszczu. Ich poziom nigdy po treningu nie będzie tak wysoki, jak u mężczyzn. Estrogeny osłabiają działanie anaboliczne, które powoduje rozwój mięśni, tym samym kobieta musi poświęcić o wiele więcej energii, by rozbudować muskulaturę. Więc nie jest łatwo. Trzeba ostro walczyć i nie poddawać się.

 

 

Jak wyglądała Twoja praca z Sarą?

MŁ: Sara jest charakterna, ale kiedy Jej się wytłumaczy, na czym polega praca na siłowni – słucha. Założyliśmy sobie plan wyszczuplenia sylwetki i zmniejszenia tkanki tłuszczowej. Wprowadziłem dyscyplinę, kontrolę tego, co je i treningu, sprawdzanie, czy postępuje zgodnie z planem.

SZ: Dla mnie chyba najważniejsza była dyscyplina, której do tej pory nie miałam. Każdy trener jest inny, a takiej osoby jak Maciej szuka się latami. Pamiętam moich poprzednich trenerów, przy których nie odnotowałam żadnej zmiany. Odbębniali ze mną trening i już. Z Maciejem mam wrażenie, że nigdy się nie rozstajemy. Kiedy mam problem, mogę zadzwonić, napisać, przesłać mu zdjęcia jedzenia, żeby zobaczył czy jest w porządku. Poza tym, tylko On potrafi zadzwonić do mnie wieczorem i zapytać co dziś podjadłam (śmiech).

MŁ: Raz w tygodniu muszę zważyć moją podopieczną, zmierzyć, sprawdzić czy dieta działa, czy to, co robimy, idzie w dobrym kierunku. Jeśli coś jest nie tak, dokonujemy zmian. A potem, zanim Sara wejdzie na wagę, wiem ile ma kilogramów. Wystarczy spojrzeć (śmiech).

Jak wyglądał Wasz trening?

MŁ: Trening Sary podzieliliśmy na trening metaboliczny i skupiliśmy się na pośladkach i udach. Intensywność treningu była systematycznie zwiększana. Objętość ud staraliśmy się zmniejszyć poprzez dietę, deficyt kaloryczny i szereg ćwiczeń.

Jesteś zadowolony z efektów?

Tak. Biorąc pod uwagę, że Sara była kontuzjowana, uważam, że osiągnęliśmy świetny efekt. Wiesz, nie problem jest zrobić metamorfozę, ale sztuką jest to wszystko utrzymać.

A jak to zrobić?

Ćwiczyć regularnie i dobrze się odżywiać. I nie chodzi mi tylko o siłownię. Są ludzie, którzy nie lubią przychodzić na siłownię. Ruszać można się w różny sposób. Teraz, dopóki jeszcze jest ładna pogoda, warto ćwiczyć na dworze, biegać. Wszystko wpływa na nasze zdrowie i samopoczucie.

I każdy może schudnąć?

Schudnąć można w każdym wieku, tylko trzeba trafić na kogoś, kto nami odpowiednio pokieruje i da nam siłę i motywację do walki, a na trening będziemy przychodzić z uśmiechem.

Słyszałam, że odchudzałeś osoby po kilkadziesiąt kilogramów. To prawda?

MŁ: Mam sporo podopiecznych. Zdarza mi się odmawiać kolejnym, bo wiem, że nie dałbym rady. Chudliśmy razem do kilkudziesięciu kilogramów. To było niesamowite.

Ile kilogramów najwięcej udało Ci się zredukować u kobiety?

MŁ: Nicola, moja podopieczna, schudła 71 kilogramów. Kiedy przyszła do mnie pierwszy raz, wstydziła się wyjść na siłownię. Piła siedem litrów coca coli dziennie. Musieliśmy zacząć od zmiany nawyków żywieniowych. Staszek schudł 45 kilogramów, Patrycja, która miała zaburzenia metaboliczne, też szukała u mnie pomocy po tym, jak lekarz powiedział jej, że może schudnąć kilka kilogramów, ale nie ma się co nastawiać na duży spadek wagi. Schudła ponad 40 kg w 11 miesięcy. Lekarz stwierdził, że po raz pierwszy w życiu się pomylił. Mam podopiecznych z insulinoodpornością, dyskopatią i choć z każdym pracuje się inaczej, to każdemu można pomóc, tylko trzeba wiedzieć jak, a nie mówić, że się nie da. Trening należy wykonać w taki sposób, aby palić tkankę tłuszczową.

Masz podopiecznych w różnym wieku?

MŁ: Tak, trenuję z lekarzami, ludźmi ze świata biznesu, ćwiczyliśmy z wiceprezydentem Jerzym Stępniem. Swoją drogą schudł 12 kilogramów. Uczyliśmy się wszystkiego od podstaw, bo przyznał się, że do tej pory nie ćwiczył wcale. Dziś wiem, że biega regularnie.

Dlaczego pomagasz ludziom?

MŁ: Widzisz, sport zawsze był moją pasją. Jako młody chłopak byłem szczupły i nie podobałem się sobie. Do tego jestem cukrzykiem. Nigdy się nie poddaję, zawsze walczę do końca i na 100%. Musiałem ciężko pracować na to, co dziś mam. Zawsze kiedy patrzyłem na osoby, które mają problemy z wagą, wstydzą się, nie chcą chodzić na siłownię, bo boją się spojrzeń i ocen innych, chciałem im pomóc. I pomagam. Trener to osoba, która interesuje się swoim podopiecznym, utożsamia się z nim na tyle, by skutecznie móc z nim pracować. Musimy poznać ich wszystkie problemy zdrowotne. Trzeba znaleźć motywację i wspierać go w trudnych chwilach przemiany. Dziś wielu trenerów chce po prostu zarobić pieniądze, a pomoc innym schodzi na dalszy plan, nad czym ubolewam.

Są osoby, które płacą za treningi z Tobą i nie ćwiczą?

MŁ: Tak. Mam osoby, które płacą mi za rok z góry, a potem nic nie robią. Nie chcę z nimi pracować, bo zwyczajnie szkoda mi czasu.

A co, jeśli nie ma motywacji?

MŁ: Nie ma sensu zaczynać. Bez tego się nie uda. Jeśli chcemy coś osiągnąć, to nie ma ‘nie chce mi się’. Wiadomo, że przychodzą dni zmęczenia, zwątpienia. Ważne jest wtedy, żeby obok był ktoś, kto pociągnie nas w górę. Sara ma takiego motywatora w postaci swojego faceta, który też ćwiczy i chętnie zabiera Ją ze sobą. I to jest fajne.

I co wtedy robisz?

MŁ: Wyrzucam ich (śmiech).

Zaprzyjaźniasz się ze swoimi podopiecznymi?

MŁ: Bywa, że tak. Lubię ich, lubię z nimi rozmawiać, poznawać ich. Potem wychodzą z tego naprawdę wartościowe znajomości.

Dlaczego motywujesz tych ludzi?

Bo chcę żeby się zmienili. Kiedy przychodzi do mnie osoba, która waży 110 kilogramów, to biorę na kark te jej kilogramy i walczę z nimi. Staram się zrobić to tak, jakbym sam miał coś zmienić.

Czego nauczył Cię Maciej?

SZ: Maciej nauczył mnie cierpliwości, tego, że nie ma co się załamywać, jeśli waga nie spada, bo ona spadnie, tylko trzeba zaczekać. Dziś wiem, że bez Niego nie dałabym sobie rady.