Za kierownicą marzeń

28 czerwca 2018

są dwie grupy ludzi, którzy jeżdżą kabrioletami: ci, którzy wsiedli do tego auta i po prostu przepadli, i ci, którzy przesiedli się z motocykla. Tutaj nie liczy się cel, tu się jedzie przed siebie. Bo kiedy nad głową nie ma dachu, to poczuć można każdy, nawet najmniejszy oddech miasta a do tej pory, zwyczajny przejazd ulicami Poznania, zamienia się w drogę do wolności.

 

TEKST: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

Arkadiusz Szczepański, organizator CABRIO POLAND – największego i jedynego w Polsce zlotu dla miłośników samochodów z otwartym dachem, który już w sierpniu odbędzie się nad poznańską Maltą, podjeżdża pod budynek Międzynarodowych Targów Poznańskich. Siedzi w czerwonym BMW Z3, oczywiście bez dachu. – Zapraszam – uśmiecha się od ucha do ucha i mimo, że jest poniedziałek, śmiejemy się już oboje.

Słychać silnik samochodu. Kobieta na chodniku bezskutecznie przywołuje swojego psa. – Zielone jest, jedź – krzyczy do kierowcy pani z samochodu obok. Na termometrze niecałych 30 stopni. Wieje delikatny wiatr. Ktoś nad nami zamyka okno w domu, z następnej kamienicy czuć zapach gotowanego właśnie obiadu. – Widzisz, to jest właśnie magia cabrio – mówi Arek. – Jest magicznie – stwierdzam i nasłuchuję kolejnych głosów miasta. Jadąc wzdłuż ulicy Głogowskiej widać skąpane w słońcu domy, ludzi powolnie przemierzających od sklepu do sklepu, rowerzystów czekających na zielone światło. W zamkniętym samochodzie nigdy nie zwróciłabym na to uwagi. – Dokąd jedziemy? – pytam. – W cabrio nie liczy się droga, ani cel, uznajmy, że jedziemy przed siebie.

Wraz ze zmieniającym się krajobrazem zmieniają się odczucia. Już nie pachnie miastem. W powietrzu czuć kwitnący bez, las po porannej rosie, świeżo paloną kawę z fabryki po lewej stronie. – W pierwszą podróż tego typu samochodem pojechałem z żoną właśnie tutaj, do Puszczykowa – mówi Arek po przekroczeniu tablicy z nazwą miejscowości. – Zobacz tę linię drzew, wystarczy że lekko uniesiesz głowę. Rzeczywiście. Nade mną rozciągały się kilometry gałęzi, pełnych zielonych liści. Po obu stronach samochodu woda. W tle śpiewają ptaki. – Czuję się jakby to było moje miejsce na ziemi. I co się tak uśmiechasz? W pracy jesteś – kwituje Arek. – Lubię swoją pracę – odpowiadam. – Ale chyba zakochuję się w tym co mnie otacza. – Mówiłem Ci, że jak wsiądziesz, nie będziesz chciała wysiąść – dopowiada. – Zupełnie tak jak ja w latach 90-tych.

Cabrio znaczy wolność

Arkadiusz Szczepański w cabrio zakochał się oglądając w telewizji program „Bliżej świata”, który emitowano w niedzielę. I tam po raz pierwszy zobaczył prawdziwy kabriolet. – Potem, kiedy pojechałem do pracy do Niemiec zobaczyłem taki samochód na żywo i… przepadłem – wspomina. Pierwsze BMW Z3 kupował na raty. Zanim do niego wsiadł codziennie jeździł do poprzedniego właściciela, żeby choć na chwilę usiąść za kierownicą i pomarzyć. Godzinami przesiadywał w garażu wpatrując się w tapicerkę. W końcu wyjechał nim na ulicę i pojechał z Berlina do Poczdamu. – Wtedy nie było nawigacji, więc na nogach miałem papierową mapę, której strony falowały na wietrze – mówi Arek. – To była przygoda, której nigdy nie zapomnę. W między czasie, na chwilę przesiadł się do służbowego passata, z dachem. Wtedy jego żona, widząc jak ogląda się za kabrioletami, powiedziała: – Kup sobie takiego, proszę, przecież Ty to kochasz. Wtedy zrozumiał, że nie praca a pasja jest w życiu najważniejsza. A jeśli jeszcze można połączyć jedno i drugie to pełnia szczęścia. W 2015 roku pojechał wraz z Tomkiem Stube w Bieszczady. – Zastanawiałem się wtedy dlaczego w Polsce jest tyle imprez motoryzacyjnych a nikt jeszcze nie zrobił nic fajnego dla cabrioleciarzy – mówi Arek Szczepański. – Oczywiście, wtedy były to luźne rozmowy przy ognisku i gitarze. Aż w grudniu 2015 roku poleciałem na wakacje. To był trudny rok, miałem bardzo dużo pracy. I po raz pierwszy nie chciałem wracać do Polski. Wtedy pomyślałem, że jeśli wrócę to po to, żeby żyć tak jak chcę i robić to co chcę, a nie to co muszę. I dotarło do mnie, że chciałbym robić takie imprezy, na których ludzie będą się wspaniale bawili, które będą dla nich przygodą. Bo to ludzie tworzą miejsca, projekty i wydarzenia i to oni mają na to wpływ. Pierwszą edycję CABRIO POLAND wymyśliliśmy my, kolejna powstała na podstawie opinii i sugestii osób, które na niej były. Od samego początku chciałem pokazać kabriolety w trochę innej, przystępnej i wyjątkowej odsłonie. Pewnie czujesz się teraz wyjątkowo, prawda? Przytaknęłam tylko rozkoszując się podróżą.

Cabrio Poland nad Maltą

Siadamy na ryneczku w Pobiedziskach przy kawie. Arkadiusz Szczepański powoli szykuje się do kolejnej edycji imprezy. W ubiegłym roku do podpoznańskiego Gniezna zjechało ponad 300 kabrioletów z całej Europy. W tym roku ma ich być jeszcze więcej. Tegoroczna impreza odbędzie się nad Maltą, w pierwszy weekend sierpnia. Będzie sporo atrakcji nie tylko dla uczestników, ale także dla poznaniaków. Nowością jest American Day, czyli amerykański football, hamburgery, bicie najróżniejszych rekordów. Będzie miasteczko kabrioletów, pojazdy nowe i zabytkowe, muzyka na żywo i wiele innych. Właściciele samochodów z otwieranymi dachami pojadą w rajdzie po Wielkopolsce, który w tym roku liczyć będzie 284 kilometry. – Chciałbym, żeby to była niezapomniana przygoda – mówi organizator CABRIO POLAND. – Dziś mam świadomość tego, że nic nie jest na zawsze – to taka refleksja po chorobie mojej żony. Życie to nie kanapa i nie ma się co rozsiadać. W kabriolecie czuję, że nie tracę czasu, że jest to coś wyjątkowego, a jeśli dodatkowo, obok, siedzi moja ukochana Marta to jest to pełnia szczęścia. Dla mnie jazda tym samochodem to wolność, czasem mam nawet ciarki na plecach. Wierz mi, że kiedy pod koniec ciężkiego dnia wsiadasz do cabrio i wracasz do domu, mając nad głową tylko niebo, okazuje się, że ten dzień wcale nie był taki trudny. – Jest kabriolet, o którym marzysz? – pytam. – Tak, to Porsche 356 – odpowiada Arek. – I choć wielu znawców odradza ten samochód, bo ponoć nie najlepiej się prowadzi. A ja czuję z nim jakąś specyficzną więź i jestem zaczarowany.

Powoli wracamy do Poznania. Żar leje się z nieba, ale jadąc z otwartym dachem czuć przyjemny chłód. – Jak się czujesz? Zaczarowałem Cię trochę? – pyta Arkadiusz Szczepański. – Chyba też zamarzyłam o tej wolności – odpowiadam. – To wyobraź sobie taką sytuację. Jest niedziela, około południa. Wraz z synem jedziemy przez miasto. W powietrzu wiosna. Wieje delikatny wiatr. Przejeżdżając pomiędzy kamienicami możesz sprawdzić co poznaniacy szykują na obiad, lub poczuć zapach świeżej, wypranej pościeli, przed chwilą wywieszonej na balkonie. I to jest właśnie ta magia cabrio…