50 odcieni miłości

14 lutego 2020

Luty – miesiąc, w którym częściej myślimy o miłości. Wszędzie pojawiają się czerwone serca, kwiaty, baloniki, czekoladki, kokardki. Przypominajki miłości. Oczywiście tej romantycznej, gdzie ona i on (ewentualnie ona i ona lub on i on) trzymają się za ręce czule spoglądając sobie w oczy, mają dla siebie czas, uwagę, akceptują się w całości i, co najważniejsze, czują to samo – głęboką, wszechogarniającą MIŁOŚĆ. Kto z nas nie marzy o tym, by ktoś tak właśnie na nas spoglądał – z czułością, miłością i akceptacją? Najlepiej codziennie albo chociaż co drugi dzień…

 

Pisze: Agnieszka Maruda – Sperczak

 

To jest możliwe już od teraz. Od momentu, w którym skończysz czytać ten felieton, możesz doświadczyć tego spojrzenia i dokładnie tych uczuć. Jak? Podpowiedź za chwilę.

Warto pamiętać, że 14 lutego obchodzimy święto ZAKOCHANYCH, a nie MIŁOŚCI. Może dlatego te wszystkie ozdobniki kojarzymy z wyrażaniem miłości bardziej niż zaparzoną rano kawę lub herbatę przez kogoś bliskiego? Często to słowa: „nie jest Ci zimno?”, „jesteś głodna?”, „podać Ci koc?”, „daj, ja potrzymam”, „zostaw, ja to zrobię” są wyrazami miłości bardziej niż przyniesione kwiaty (choć to bardzo miłe, oczywiście). A co, jeśli tych słów brakuje?

Myślisz, że pytam o to, czy dostajesz to od drugiej osoby? Tym razem pytam, czy potrafisz sama do siebie tak ciepło powiedzieć? Czy na co dzień jesteś dla siebie miła, czuła, wybaczająca, czy marzysz o tym, by spędzić ze sobą samą dobry czas? Czy jesteś tą osobą, która zasługuje na Twoją własną obecność i uważność?

Czy zasługujesz na to, by czuć do samej siebie MIŁOŚĆ, taką, która nie stawia żadnych warunków, niezależną od tego jak wyglądasz, jakie popełniłaś do tej pory błędy, czy Twój makijaż jest, czy go nie ma? Jeśli odpowiedziałaś NIE, to dlaczego miałabyś zostać nią obdarowana poprzez kogoś innego? Przecież miłość to uczucie pragnienia dla kogoś dobra – także, a może właśnie przede wszystkim, dla siebie. Według Greków jest przyczyną wszystkiego. Mogłaby by być przyczyną wszystkiego dla CIEBIE.

Jeśli potrafisz poczuć miłość do siebie, posiadasz umiejętność kochania innych. Jeśli potrafisz podchodzić z czułością do siebie samej, będziesz potrafiła nią obdarzyć. A co, jeśli nie potrafisz? Na szczęście tego, tak jak mycia zębów, można się nauczyć.

Wystarczy, naprawdę wystarczy, jeśli na dobry początek przestaniesz, choćby tylko w myślach, łajać samą siebie za to, czego nie potrafisz lub nie zdążyłaś zrobić. Proponuję, by nie tylko 14 lutego, ale codziennie spoglądać na samą siebie tak, jak zakochani patrzą na siebie w romantycznych filmach. Czasem wystarczy, że staniesz przed lustrem i popatrzysz sobie w oczy. Nie potrafisz? A może to zbyt infantylne?

Potrenuj obdarzanie samej siebie dobrymi uczuciami i emocjami. Zostaw, może na początek w Walentynki, te wszystkie „muszę”, „powinnam”, „przecież”, „za mało”, „za dużo” i przytul samą siebie – możesz otulić się ciepłym kocem. Może okazać się, że poza czułością, potrzebujesz sobie coś wybaczyć albo za coś podziękować. Sprawdź, co się stanie, kiedy to zrobisz. Na kanapie czy przed lustrem.

Później weź do ręki kartkę i wypisz na niej 50 (tak 50!) rzeczy (tytułowych odcieni), za które sama siebie lubisz i cenisz. Wiem, wydaje się to banalne. Jednak proste działania (niekoniecznie łatwe) mają w sobie całkiem wielką moc sprawczą. Zachęcam, sprawdź.

Następnie zapytaj ludzi, których kochasz i cenisz, za co oni cenią i kochają Ciebie. Poproś o to przynajmniej pięć takich osób i zapisz wszystko, co powiedzą. I wszystkie te wypisane rzeczy czytaj. Codziennie rano lub wieczorem do snu. Najlepiej przez cały przestępny luty.

Udanego święta Miłości. Nie zakochanych.