BAMbagowy zawrót głowy

4 kwietnia 2019

Zawsze uśmiechnięte, zarażające dobrą energią. Nie da się przejść obojętnie obok nich i ich… toreb, które są wyjątkowe. Magdalena Majka Maj-Piechowiak i Agata Matys zrobiły coś, na co czekały miliony kobiet – torbę na laptopa, która nie tylko jest praktyczna, ale wykonana z wysokiej jakości materiałów, na zewnątrz elegancka, w środku szalona – jak każda z nas. Długo na nią czekały, bo od koncepcji do uszycia minęło kilka dobrych miesięcy. Nie są kaletnikami ani krawcowymi, ale uporem i determinacją postanowiły zrealizować swoje marzenia, a przy okazji pokazać kobietom, że torba na laptopa nie musi być czarna i brzydka, ale może stać się przedłużeniem kobiecości.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Archiwum prywatne bohaterek

 

Siadamy w cukierni w Starym Browarze. Agata wyciąga z eleganckiego kartonu zieloną, piękną torbę ze złotym zamkiem i kładzie ją na stół. Pachnie świeżością.

Majka Maj-Piechowiak: Mamy czarne, granatowe, brązowe, szare, zielone, czerwone, w kolorze magenty. Każda jest inna, unikatowa, bo każda kobieta jest inna.

Agata Matys: To tak jak Superman, który na co dzień był dziennikarzem, a później zmieniał się w superbohatera. Taka jest nasza torba. Na co dzień idealna, biznesowa, a w środku kolorowa wariacja.

Bardzo ładnie wykonana.

MAJKA: Każda ma w kieszeni dwie przegródki na komórkę czy wizytownik. Środek to usztywniona kieszeń na komputer z kilkoma dodatkowymi przegródkami. Nasza torba ma też to, na czym nam bardzo zleżało, czyli pasek na walizkę. Agata zawsze powtarza, że wreszcie ma pionową torbę i nie ma problemu, żeby położyć ją na małej walizce.

Agata: No właśnie, bo zazwyczaj masz poziomą torbę typowo na laptopa, która zsuwa się z walizki, i ciągle trzeba ją trzymać. Tej nie trzeba.

Każda ma inne wnętrze?

Majka: Tak, każda jest inna w środku, szyta jest ręcznie przez kaletnika.

Agata: Ale nie pytaj, jak znalazłyśmy kaletnika, bo to była droga przez mękę (śmiech).

Teraz to muszę zapytać.

Agata: To był chyba najtrudniejszy element naszej pracy. Kiedy wpadłyśmy na pomysł uszycia tego typu toreb w czerwcu 2017 roku, to kaletnika znalazłyśmy po roku.

Dlaczego tak długo?

Majka: To zawód wymierający, a jeśli ktoś już się tym zajmuje, ma tyle pracy, że nie chce brać kolejnej.

Agata: Swoją drogą to świetny pomysł na biznes.

No dobrze, ale poszłyście do kaletnika z gotowym projektem?

Majka: Nie, to nie było takie proste.

No to od początku. Skąd się znacie?

MAJKA: Spotkałyśmy się siedem lat temu. Ja – agent ubezpieczeniowy – jechałam do potencjalnej klientki – Agaty, trenera sprzedaży w banku, która przyjaźniła się z moim bratem. Od razu złapałyśmy porozumienie, a przyjaźń z bratem zeszła na drugi plan (śmiech).

Agata: Obie miałyśmy chęć dalszego rozwoju osobistego, jeździłyśmy razem na spotkania, konferencje.

Co dawały Wam te spotkania?

Agata: Energię, motywację, inspirację. Poczucie, że chcemy więcej i możemy to zrobić. Uświadamiały, że musimy razem zrobić coś swojego, że przecież jest mnóstwo kobiet, które rozwijają się, mają pomysły na biznes. I nie dostały pierwszego miliona, tylko same się go dorobiły. Podziwiałyśmy je. Wiedziałyśmy, że chcemy coś zrobić, ale nie wiedziałyśmy jeszcze co.

Majka: Zapisywałyśmy się do kolejnych kobiecych klubów, w tym Klubu Kobiet Przedsiębiorczych, i dalej szukałyśmy inspiracji. Początkowo chciałyśmy organizować inspirujące spotkania dla kobiet, bo jak tylko możemy, to staramy się wspierać i motywować.

To skąd wzięły się torby na laptopa?

Agata: Pamiętam, że kiedy zbliżały się moje urodziny, zamarzyłam o pięknej torbie na laptopa, ponieważ moja służbowa była ogromna, brzydka i ciężka.

Majka: A ja szukałam prezentu dla siebie pod choinkę. Nic mi się nie podobało. Jak już znalazłam ładną torbę to była bardzo droga. W końcu udało się, kupiłam taką prawie idealną, w poziomie, kosztowała ponad 1000 złotych. Po miesiącu odpadła mi rączka i nie przyjęto mojej reklamacji, bo usłyszałam, że źle użytkowałam torbę. Strasznie się wkurzyłam. Kilka miesięcy później Agata nabawiła się kontuzji kolana. Siedziała w domu przykuta do kanapy, więc w przerwach między spotkaniami dzwoniłam do Niej, żeby zająć Jej czas. Na koniec dnia przyjechałam do Niej do domu. Pamiętam, kiedy wysiadałam z samochodu, spojrzałam na swoją okropną torbę do laptopa i mówię do Agaty: wiem, co zrobimy. Zaprojektujemy torby na laptopa! Takie, które same chciałybyśmy nosić.

Agata: A ja krzyknęłam: super pomysł! Zaczęłyśmy zastanawiać się, jak taka torba powinna wyglądać, żeby była pionowa, wygodna, ładna, żeby była dopełnieniem naszego stylu. Pojawił się tylko jeden problem: żadna z nas nie potrafiła szyć (śmiech). Co prawda mam w domu maszynę do szycia, bo szyłam kiedyś pluszaki itp., ale nigdy nie torby.

MAJKA: I zadałyśmy sobie pytanie: jak się za to zabrać? Przeglądając Internet znalazłyśmy kurs szycia toreb. Zapisałyśmy się od razu. Było lato, żar lał się z nieba. Siedziałyśmy na ostatnim piętrze kamienicy na Wildzie z dziesięcioma dziewczynami. Część miała szyć torby z suwakiem, część bez.

I jak Wam szło?

Majka: Udałyśmy, że jesteśmy kompletnie zielone i nawet nie wiemy, jak wygląda maszyna do szycia, więc przydzielono nam torbę bez suwaków. A my ciągle pytałyśmy pani prowadzącej, jak szyć z suwakiem, bo przecież miałyśmy robić torby na laptopa.

AGATA: Ona chyba wyczuła, że nie do końca interesuje nas szycie tej torby. Zapytałyśmy o zajęcia indywidualne, na które od razu się zapisałyśmy. Wtedy dokładnie pokazałyśmy, jak ta nasza torba mogłaby wyglądać. Pamiętam, że spinałam jej miniaturkę z kuchennych ściereczek. I tak zaczęłyśmy edukację. Myślałyśmy, że to będzie proste. Nie było. Jeździłyśmy po hurtowniach, szukałyśmy materiałów, dodatków, rzucałyśmy hasłami, których znaczenia do końca nie znałyśmy. Panowie w hurtowniach kompletnie nas nie rozumieli. Nie byli przyzwyczajeni, że takie sprawy załatwiają kobiety. Dziś nas uwielbiają i nawet pakują towar do samochodu (śmiech).

MAJKA: Później, jak już wiedziałyśmy jak ta torba ma konkretnie wyglądać, nasz przyjaciel grafik pomógł nam ją narysować. Znałyśmy wymiary, poszłyśmy z powrotem do Ewy, naszej krawcowej, już z konkretami, żeby pomogła nam to wyciąć.

AGATA: Dwie godziny spędziłyśmy na tym, żeby zrobić wykrój z tektury. A myślałyśmy, że od razu będziemy szyć.

MAJKA: W końcu zabrałyśmy się za szycie. Szyłyśmy na zmianę, w zależności, która z nas miała czas. Część szyłam ja, a część Agatka.

Z czego szyłyście?

AGATA: To była tkanina wodoodporna w różową krateczkę. Kiedy odszyłyśmy torbę, stwierdziłyśmy, że jest bardzo ładna, ale mało biznesowa. Już wtedy wiedziałyśmy, że to nie my będziemy szyć, bo nie damy rady czasowo, mając jeszcze swoją stałą pracę. I zaczęłyśmy szukać kaletników.

Co się stało z tą torbą?

AGATA: Do dziś ją mamy. Może kiedyś wystawimy ją na jakiejś aukcji dobroczynnej.

Szukałyście kogoś, kto Wam taką torbę odszyje?

AGATA: Od pań, które miały swoje warsztaty krawieckie, po kaletników. Pamiętam, jak trafiłyśmy do takiej kobiety na ulicę Głogowską, która zaprosiła nas na spotkanie.

MAJKA: I powiedziała: no dziewczyny, ale ja mam maszyny krawieckie, a tu potrzebna jest kaletnicza, bo tak się nie da. Ręce nam opadły. Znalazłyśmy kolejną krawcową, która się podjęła. Wyjeżdżałyśmy wtedy na urlop. Byłyśmy przeszczęśliwe, że wrócimy i odbierzemy gotową torbę. Nawet przez telefon pani zapewniała, że wszystko jest gotowe. Dzień po urlopie pojechałyśmy do niej w ogromnej euforii. Pani pokręciła głową i powiedziała, że prawie popsuła maszynę. Torba była uszyta do połowy. Tylko jeden bok był kompletny.

AGATA: I znowu rozpoczęłyśmy poszukiwania.

Znalazłyście od razu?

AGATA: Co Ty. Pan, który miał zakład kaletniczy powiedział, że uszycie za długo trwa, bo w środku każda ma mieć inną podszewkę. Dla porównania pokazywał nam torby konduktorów, że takie się łatwiej szyje, bo są całe czarne (śmiech). Aż pewnego dnia brat Majki szukał fachowców do remontu i wrzucił ogłoszenie do Internetu i fachowcy sami do niego dzwonili. Więc uznałyśmy, że może to jest jakaś metoda.

I była?

AGATA: Odebrałyśmy kilkanaście telefonów.

MAJKA: Na końcu zadzwonił pan, który zadeklarował uszycie torby. Przeszczęśliwe pojechałyśmy do niego. Od razu złapaliśmy kontakt. Dałyśmy mu tę naszą pierwszą kolorową torbę i tę drugą, niedoszytą, i opowiadałyśmy, co i jak chcemy.

AGATA: Na końcu stwierdził, że jesteśmy trzecie w tym tygodniu, które chcą szyć torby. A my? Załamka. No jak to? To nie byłyśmy pierwsze (śmiech).

Jak długo szył Wam pierwszą torbę?

AGATA: Chwilę to trwało zanim skompletowałyśmy materiały, dodatki, suwaki, taśmy. Zależało nam na polskich producentach i produktach wysokiej jakości. Bo wspieramy i kochamy to, co polskie. W ogóle to cały czas odkrywamy coś nowego (śmiech).

Musiałyście się wszystkiego nauczyć.

AGATA: Tak, a to nas jeszcze bardziej rozwinęło i pomogło w pracy.

No i w końcu odebrałyście swoją pierwszą torbę.

MAJKA: Tak, najpiękniejsza chwila! Torba była granatowa z turkusową podszewką. Wyszłyśmy z warsztatu i zaczęłyśmy robić sobie z nią zdjęcia. Długo będę pamiętała ten dzień. Było to słoneczne majowe popołudnie. Pamiętam każdy detal. Nawet to, co miałyśmy tego dnia na sobie: ja czerwoną sukienkę, a Agatka granatowy garnitur (śmiech).

AGATA: A obok przechodził taki starszy pan i mówi: Ojej, jaka ładna torba na laptopa, a można ją kupić? Byłyśmy bardzo dumne.

Co się stało z tą torbą?

AGATA: Ja ją mam, o nawet mam przy sobie. Zobacz. I nie mam serca jej oddać, bo jest pierwsza, niedoskonała i taka nasza.

Każda torba ma inną podszewkę, nie ma dwóch takich samych. Każda to unikat z indywidualnym numerem.

MAJKA: I na tym polega trudność produkcji, że tu nie ma masówki. Dlatego ciężko było ze znalezieniem kaletnika.

Najbardziej nietypowa podszewka w Waszych BAMbagach?

AGATA: Kosmos.

MAJKA: Mali, czerwoni golfiści.

Kto kupił pierwszą torbę?

AGATA: Żona kolegi mojego męża ze Smolca pod Wrocławiem. Była czarna z pepitką w środku. Wysłałyśmy ją i czekałyśmy na informację zwrotną. I nagle usłyszałyśmy, że Pani Monika nie będzie polecać naszych toreb. Już miałyśmy łzy w oczach. Zastanawiałyśmy się, co się stało. A Pani Monika powiedziała, że torba jest tak piękna, że tylko ona chce ją mieć. Kamień spadł nam z serca.

MAJKA: Moja przyjaciółka, która mieszka w Belfaście i ma firmę cateringową, zadzwoniła do mnie, że bardzo by chciała mieć BAMbaga. I mówi: słuchaj, ja siedzę w tych garach, to może z jakąś fajną kulinarną podszewką. A ja sobie pomyślałam, że to kompletnie nie jest dla Niej, bo przecież Ona uwielbia podróżować. I wymyśliłam zieloną z podszewką z motywem dzikiej dżungli. Jej radość była bezcenna.

Czyli ta torba może stać się częścią każdej kobiety?

MAJKA: Właśnie o to chodzi. Ona ma być przedłużeniem kobiecości, ładnym dodatkiem do całości. I wcale nie musi być torbą na laptopa. Ma motywować do działania, podnosić poczucie własnej wartości, powodować lepsze samopoczucie. No spójrz na nas. Nie jesteśmy kaletnikami, przeszłyśmy długą drogę. Zrobiłyśmy to!

AGATA: Trzeba tylko uwierzyć i znaleźć w sobie coś, co lubimy robić. I po prostu zacząć to robić.

www.bambag.pl