Będziemy jeszcze silniejsi!

9 czerwca 2020

60 lat – tyle w sumie pracują w Grupie MTP. Podobno ta firma wciąga – przychodzisz na praktyki, zostajesz na całe życie. Prezes Zarządu Tomasz Kobierski oraz Wiceprezesi Zarządu – Elżbieta Roeske i Filip Bittner stanęli w maju na czele instytucji, która w przyszłym roku skończy 100 lat. I chociaż koronawirus wystawił ich na próbę, bo nie można organizować targów, to szybko odwrócili sytuację, uruchamiając wiele nowych, innowacyjnych projektów, które pozwoliły Im kontynuować działalność i iść do przodu. Postawili na ludzi, z których są dumni, mówiąc o nich „najlepszy team na świecie”. Co trzeba mieć w sobie i jak zarządzać firmą, by kryzys przekuć w sukces? Dlaczego Grupa MTP, także dla nich, stała się sposobem na życie?

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

Co takiego jest w tej firmie, że ludzie chcą tu być tyle lat?

Elżbieta Roeske: Magia. Nasza praca jest po prostu naszą pasją. Są tutaj wspaniali ludzie. Nawet jeśli ktoś trafił do firmy na chwilę, to wiem, że myślami często do nas wraca. To jedyna i niepowtarzalna działalność w Polsce. Kiedy rozpoczęłam pracę na targach, myślałam, że będę tutaj jakieś trzy miesiące, a minęło ćwierć wieku. Myślę, że każdy z nas tu siedzących może powiedzieć o tym, jak ta firma łączy ludzi. I…

Wciąga.

Elżbieta Roeske: Dokładnie tak.

Tomasz Kobierski: Tutaj każdy dzień jest inny, codziennie poznajemy nowych ludzi, nowe branże. To też możliwość poznawania świata, gospodarki, najnowszych trendów, które dają podróże służbowe. To szansa na kreowanie własnych projektów targowych dostosowanych do światowych potrzeb. To rzeczywiście wciąga. Minione lata, a przepracowałem ich tutaj 22, nie sprawiają, że znudzony przychodzę do firmy, bo wszystko już było. Wręcz przeciwnie – każdy kolejny dzień jest wyzwaniem, możliwością na wykreowanie czegoś nowego.

To trochę jakby każdy dzień był kolejną, pustą kartką do zapisania.

Tomasz Kobierski: Można tak powiedzieć.

Filip Bittner: Dołożyłbym do tego jeszcze emocje. Każda sytuacja jest inna, każda budzi inne emocje. W skali kraju jesteśmy firmą unikatową, która na bieżąco dostosowuje się do gospodarki i do produkcji nowych projektów targowych. Pomimo tego, że co roku duża część imprez jest powtarzalna, to one nigdy nie wyglądają tak samo. Mamy nowe formuły, nowe wyzwania i gościmy nowych ludzi. Mogę śmiało przyznać, że to wciąga i pochłonęło nas bez reszty.

Jak trafiliście Państwo do firmy?

Tomasz Kobierski: To jest moja pierwsza praca. Dwa tygodnie po obronie pracy magisterskiej trafiłem na targi i zostałem na zawsze (śmiech). Dostałem etat w zespole organizacji targów maszyn do obróbki drewna. Potem przeszedłem przez wszystkie szczeble kariery, wiele lat byłem wiceprezesem zarządu Grupy MTP. Dziś mam ogromną przyjemność być jej prezesem.

Pamięta Pan swój pierwszy dzień w pracy?

Tomasz Kobierski: Przyszedłem na godzinę 7.00 na spotkanie z kadrową w gmachu administracyjnym i cieszę się, że byłem punktualnie. Moja koleżanka była dziesięć minut później. Gdyby była tak jak ja, punkt siódma, to kto wie, może nasze kariery by się odwróciły. Tamta sytuacja nauczyła mnie, że warto być punktualnym.

Elżbieta Roeske: Ja trafiłam do firmy na ostatnim roku studiów dziennych, krótko przed obroną pracy magisterskiej. Kilka razy musiałam biec na seminarium Mostem Dworcowym na ówczesną Akademię Ekonomiczną. A potem biegiem wracałam do pracy. Nigdy tego początku nie zapomnę.

Filip Bittner: Jestem tu 13 lat i dokładnie pamiętam swój pierwszy dzień pracy. Mieliśmy dni adaptacyjne. Dowiedziałem się, że targi ITM pochłaniają więcej prądu niż całe miasto (śmiech). Poznawałem firmę przez tego typu newsy. Pamiętam, jak spotykałem się z kierownikami, poznawałem ludzi. Trafiłem do zespołu organizacji targów za granicą. Pierwsze dwa lata mojej pracy były więc takie trochę na uboczu, ale z perspektywy czasu uważam, że to było dla mnie doskonałe przetarcie. Doświadczenie, które zbieramy podczas realizacji projektów poza terenem targów w Poznaniu, procentuje oraz uczy pokory i elastyczności.

Ile czasu potrzebowali Państwo na nauczenie się terenu targowego?

Tomasz Kobierski: Dosyć krótko. Po trzech miesiącach pracy realizowaliśmy targi maszyn do obróbki drewna. Bycie z wystawcami i chodzenie po pawilonach dosyć szybko pozwoliło na odnalezienie się w topografii terenów targowych. Warto dodać, że ta firma każdego dnia zajmuje się czymś innym. Myślę, że nawet członkowie naszych rodzin nie wiedzą do końca, czym zajmuje się Grupa MTP. Nawet sama nazwa dziś jest już myląca, ponieważ najważniejszą naszą działalnością oczywiście jest organizacja targów i konferencji, ale mamy też swoje restauracje, wydajemy gazety, mamy wydział aranżacji przestrzeni i budowy stoisk, mamy agencję reklamową i wiele innych działalności, co sprawia, że nasze życie jest różnorodne, a każdy dzień polem do nauki.

Elżbieta Roeske: Pamiętam, że kiedyś było tu więcej małych pawilonów. Prawdziwy chrzest bojowy przeszłam, będąc odpowiedzialną za współpracę z wystawcami zagranicznymi. Byli to ludzie odwiedzający tereny targowe na całym świecie, więc musieliśmy mieć szeroką wiedzę na temat rozmieszczenia wszystkich detali technicznych, nawet takich jak słupy konstrukcyjne w pawilonach. Do tego dochodziły kwestie ciężaru eksponatów. Pamiętam, że w czerwcu, kiedy zbliżały się targi, otrzymałam telefon od mojej szefowej z pytaniem, czy mogę pilnie podejść na teren MTP, ponieważ przyjechała królowa obrabiarek i nie może wjechać do pawilonu numer 1. Na szczęście blisko mieszkałam.

Nie zmieściła się?

Elżbieta Roeske: Była trochę za duża… Dla młodego człowieka praca w takiej firmie to było ogromne wyzwanie i przeżycie. W sumie żałuję, że nie spisałam tych wszystkich sytuacji i anegdot, bo nic nie odda teraz tamtych emocji, o których właśnie mówił Filip. Jednym z takich przeżyć była wizyta ówczesnego księcia Hiszpanii (Filip Burbon), w czasie wystawy Hiszpania 2000, za którą byłam odpowiedzialna. Do dziś mam zdjęcie z tamtej wizyty.

Co było wtedy dla Państwa najtrudniejsze?

Tomasz Kobierski: Przychodzenie na siódmą rano? (śmiech). Na początku na pewno każdemu jest trudno wejść w środowisko swoich nowych współpracowników. Targi cieszyły się wówczas ogromną renomą i prestiżem, dlatego będąc młodym człowiekiem, który chciał się wdrożyć, trzeba było mieć sporo cierpliwości. Zresztą na studiach szkolono nas na prezesów. Potem przychodzi się do pracy i zaczyna od pakowania kopert, robienia ksero, baz danych. To uczy pokory i procentuje. W związku z tym, że każde stanowisko jest mi doskonale znane, mogę lepiej tą firmą kierować.

Filip Bittner: Myślę, że to zależy od tego, na jakim etapie kariery zawodowej jesteś. Pierwszym prawdziwym wyzwaniem dla mnie były wizyty w Warszawie, w ministerstwach. Nigdy nie wiedziałem, czego do końca się spodziewać. Musiałem nauczyć się rozmawiać z różnymi ludźmi, co oczywiście zbudowało mnie jako człowieka i do dziś procentuje.

Tomasz Kobierski: Widać, że prezes Bittner przyszedł do zupełnie innej firmy niż my z Panią Prezes Roeske i miał zupełnie inne wyzwania (śmiech). Kiedy my z Panią Prezes przyszliśmy do pracy na Międzynarodowe Targi Poznańskie, firma nie miała problemu z klientami, wystawcami. Sami się zgłaszali. Nie problemem było czy ktoś się wystawi, tylko czy się wszyscy zmieszczą i jak zrobić listę rezerwową. Kryzys roku 2007 zmienił tę firmę w zupełnie inną. Zaczęliśmy walczyć o klienta od spotkań w ministerstwach. Zobaczcie jak rzeczywistość potrafi zmienić się na przestrzeni kilku, kilkunastu lat.

Mówimy o kryzysach, o załamaniach się rynku. Czy epidemia koronawirusa jest traktowana jako kryzys w branży targowej?

Filip Bittner: Cofnę się do wspomnianego 2007 roku. Nigdy nie postrzegałem tego okresu jako kryzys, tym bardziej, że firma była prowadzona tak, że wszystkie nowe pomysły, które omawialiśmy z zarządem, były realizowane i przynosiły nam korzyści. Dziś też mamy inną sytuację gospodarczą i nie powinniśmy traktować tego czasu jak kryzys, tylko szansę na zbudowanie czegoś nowego.

Tomasz Kobierski: Na pewno to, że nie można się spotkać, a zajmujemy się branżą spotkań, redefiniuje nasze podejście. I tak jak powiedział Filip – ta sytuacja uwolniła głębokie pokłady energii i kreatywności w naszej firmie. Kiedy zaczęła się pandemia, w pierwszej kolejności martwiliśmy się o ludzi, o zdrowie ich i ich rodzin. Całą wiedzę, która zdobyliśmy w offlinie, przelaliśmy na online. Stworzyliśmy platformy komunikacji cyfrowej, jak chociażby BuyPoland.pl, oferującą potencjał polskiej gospodarki za granicą, uruchomiliśmy agencję interaktywną, wszystkie nasze czasopisma dotychczas wydawane na papierze otrzymały wersję online. To wszystko, co zbudowaliśmy i budujemy teraz zostanie z nami i na zawsze. Na szczęście potencjał ludzi i tej firmy jest tak duży, że wyjdziemy z tego zakrętu silniejsi.

Elżbieta Roeske: Mogę tylko dodać, że kryzys przyspiesza to, co nieuniknione albo to, co było zamrożone w naszych głowach. Od dawna chcieliśmy otworzyć nasze restauracje dla klientów zewnętrznych, ale ze względu na inne, bieżące zobowiązania, nie było na to czasu. I nawiązując do wypowiedzi Prezesa Kobierskiego, ten czas pozwolił nam na realizację tych projektów z ogromnym powodzeniem. Cieszę się, że rozwinęliśmy cały pion restauracyjny. Siedzimy w nowo otwartej restauracji Oregano & Wine, która serwuje pyszne dania w pięknych wnętrzach. Od marca mamy także serwis na wynos, który cieszą się ogromny powodzeniem.

Czy Państwu trudno się żyje teraz bez spotkań?

Tomasz Kobierski: Te spotkania dziś mają inny wymiar. Czy ja mam mniej spotkań? Niekoniecznie, po prostu teraz dzieją się one online. Myślę jednak, że dla każdego z nas kontakt bezpośredni zawsze wygra z onlinem i zaraz jak sytuacja się unormuje, wrócimy do standardowych rozmów. Na to też mamy kawałek strategii firmy. Grupa MTP otworzy się na miasto, stworzymy wielowymiarowe przestrzenie do spotkań. Targi tradycyjne wzbogacimy konferencjami i seminariami, wprowadzając je na stałe do kalendarza wydarzeń targowych.

Jak wygląda Państwa dzień pracy?

Elżbieta Roeske: Na początku, kiedy byliśmy całkowicie zamrożeni, był stres. Pracowaliśmy po 12, 14 godzin bez przerwy. Musieliśmy wszystko poukładać na nowo. Nie ukrywam, że bardzo brakowało mi spotkań – tych tradycyjnych, przy stole. Z czasem przyzwyczaiłam się do telekonferencji. Myślę, że pomimo powrotu, którego nie możemy się doczekać, wiele rzeczy pozostanie w sieci, co na pewno ułatwi nam też sprawne funkcjonowanie po pandemii.

Filip Bittner: Spotkań miałem zdecydowanie więcej niż wcześniej. Dwanaście godzin przed komputerem, intensywność pracy mocno wzrosła. Powoli wracamy do biur, co nie znaczy, że zwalniamy tempo. I też szczerze przyznam, że spotkanie online to nie to samo, co spotkanie przy kawie, za czym niezmiernie tęsknię.

Tomasz Kobierski: Był to czas trudny, ale dał nam wiele możliwości łatwiejszego komunikowania się online, co jeszcze bardziej usprawniło naszą pracę.

Zarządzacie firmą, w której pracuje kilkaset osób. Jak w czasie pandemii rozmawiać z pracownikami, kiedy zamiast motywacji towarzyszy nam strach i stres związany nie tylko z chorobą, ale też obawa przed utratą pracy?

Tomasz Kobierski: To jest bardzo złożone pytanie. Najważniejsza jest motywacja do pracy i mówienie, że warto pracować, bo to, co dziś robimy, zaprocentuje w przyszłości. Poza tym należy to traktować jako okres przejściowy. W przypadku takiego przedsiębiorstwa jak nasze, które jest liderem w branży, byliśmy przygotowani kapitałowo na taką ewentualność, a także mieliśmy cały zasób koncepcji biznesowych na przetrwanie. To pozwala utrzymywać wiarę w załodze. Jako priorytet postawiliśmy sobie, żeby utrzymać załogę, która jest niewątpliwie teamem najlepszym z najlepszych i z tą wiarą, że powstaniemy, lepiej było mieć wszystkich przy sobie. Najtrudniejszym elementem były spadki nastrojów i zaangażowania wśród załogi. Niektórzy poczuli się jak na urlopach, co powodowało frustrację i napięcia obu stron. Walka o motywację i utrzymanie ludzi oraz minimalizacja napięć były najtrudniejszą częścią naszej pracy w trakcie pandemii.

Jak teraz będą wyglądały targi?

Filip Bittner: Jestem przekonany, że wkrótce już wrócimy do organizowania targów. Oczywiście stosując się do wytycznych sanitarnych. Czy zmieni się ich formuła? Na pewno się zmodyfikuje. To zależy nie tylko od nas, ale od branży, ponieważ dziś każda z nich jest w innej sytuacji. Nam zależy na tym, aby wysłuchać naszych wystawców, partnerów, klientów i to będzie dla nas klucz do przygotowania formuły każdej z imprez.

Elżbieta Roeske: Wiadomo, że wszystko nie wróci na raz w tej samej formie. Być może zmiany, o których mówimy, pójdą w jeszcze lepszym kierunku. Myślę, że ten świat, który otwiera się przed nami, na pewno przyniesie wiele ciekawych rozwiązań zarówno w organizacji targów, jak i spotkań. Skłonność do spotykania się nigdy nas nie opuści. Obecnie pracujemy już strategicznie nad wydarzeniami w latach 2024–2025, na które jest ogromne zapotrzebowanie. Najważniejsze to nie żyć w poczuciu zagrożenia i szukać szans, a nie myśleć negatywnie.

Filip Bittner: Jeśli chodzi o naszą firmę, bo rozumiem, że pytanie było podchwytliwe, to jako spółka mamy o wiele więcej możliwości, które od kilkunastu lat wdrażamy. Podjęliśmy się działalności, które realizujemy za granicą, pracujemy nad projektami online’owymi, a wiele szans jeszcze przed nami.

Czyli pandemia może być szansą na rozwój Grupy MTP?

Tomasz Kobierski: Na pewno będzie.

Słyszę z jaką pasją Państwo opowiadacie o ludziach, o tej pracy, o wyzwaniach. Niejedna osoba będąca na Państwa miejscu poddałaby się i czekałaby na odmrożenie gospodarki, nic nie robiąc. A Państwo codziennie walczycie i idziecie do przodu. Chyba musicie lubić tę pracę.

Tomasz Kobierski: Moja żona zawsze mówi, że to nieprawda, że chodzę do pracy. Każdego dnia, z uśmiechem na twarzy idąc do pracy, robię to z pasji i myślę, że większość osób, które tu pracują, oddają tej pracy swoje serce. To sprawia, że atmosfera, która panuje w Grupie MTP, przyciąga ludzi. Grupa MTP jest wyjątkowa, trwa bez komplikacji już 99 lat. Obecnie na naszych barkach spoczywa ogromna odpowiedzialność za firmę, co daje nam dodatkową energię, żeby codziennie dokładać kolejną cegiełkę do rozwoju Grupy.

Panie Prezesie, Pan przez wiele lat był wiceprezesem zarządu. Czy bycie prezesem Grupy MTP to spełnienie Pana marzeń?

Tomasz Kobierski: Na pewno jestem dumny z tego, że mam szansę kierować tą firmą i wiem, że jest to bardzo trudna rola. Mamy wspaniały zespół ludzi, za który czuję się odpowiedzialny, podobnie jak za ich rodziny. I kiedyś, kiedy wybiorę inną drogę, chciałbym zostawić Grupę MTP jeszcze większą, jeszcze fajniejszą i bardziej przygotowaną na różne, niespodziewane sytuacje. Cieszę się z tego, gdzie jestem, i mam nadzieję, że przede mną jeszcze długa droga.

Jakie plany na najbliższe miesiące?

Tomasz Kobierski: Wielkie. Na pewno rozbudowa infrastruktury. Hala Arena – będzie to całkowicie nowy, najbardziej atrakcyjny punkt na mapie Poznania. Jej remont połączony zostanie z rewitalizacją parku Kasprowicza, pojawią się koncepty gastronomiczne i amfiteatr. Planujemy przebudowę targów, żeby otworzyć się dla mieszkańców. Ta koncepcja pewnie zostałaby zrealizowana jeszcze w tym roku, ale jednak ten wirus trochę zatrzymał prace, więc zrealizujemy to w roku następnym. Dzięki temu część naszych terenów zamieni się w centrum kultury, sportu, sztuki, rekreacji i edukacji. Na pewno polepszymy infrastrukturę targową. Wprowadzimy na rynek kilkanaście nowych targów. Będą one dotyczyły tworzących się, dzięki korona wirusowi, gałęzi gospodarki. Porozmawiamy wtedy o pracy zdalnej, o tym jak organizować pracę i edukację dzięki nowym technologiom. Na pewno pojawi się hybryda targów medycznych, zabezpieczeń i targów pożytku publicznego, która będzie mówiła o tym, jak uchronić świat przed rozprzestrzenianiem się zagrożeń wynikających z epidemii. Z takich bardzo przyjemnych tematów, na pewno pojawią się targi win i winnic polskich, które już w lutym odbędą się na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Będziemy szli dalej w cyfryzację i poszerzali kompetencje grupy. Szykujemy jeszcze kilka rzeczy, które zaskoczą rynek i pozwolą nam pozostać liderem na wiele kolejnych lat.