Body Chief – dieta, którą zna cała Polska

3 września 2019

Kiedy 5 lat temu otwierał firmę, nikt nie sądził, że osiągnie taki sukces. Wiele osób dziwiło się, że można ludzi karmić jedzeniem z pudełek i poddawało w wątpliwość, kto to będzie chciał zamawiać, bo przecież można gotować w domu. Okazało się, że był to strzał w dziesiątkę. Ludzie chcą odżywiać się zdrowo, ale nie mają czasu na przygotowanie pięciu odpowiednio zbilansowanych posiłków. Marcin Mazurek, właściciel firmy Body Chief, wie o tym doskonale, bo jako sportowiec, były piłkarz, zawsze musiał dbać o to, co je. Rozwiązaniem jest właśnie korzystanie z diety pudełkowej. Moda, trend, ale też konieczność współczesnego świata.

 

ROZMAWIA: Elżbieta Podolska

ZDJĘCIA: Wojciech Wrazowski

Marcin Mazurek, właściciel firmy Body Chief, spotyka się z nami w niedawno otwartej, pierwszej w Polsce, restauracji Body Chief Lifestyle Concept na św. Marcinie w Poznaniu.

Skąd pomysł na restaurację?

Marcin Mazurek: To kontynuacja naszych działań. Co prawda, nasz catering obejmuje pięć posiłków dziennie od poniedziałku do niedzieli, ale przecież nasi klienci też chcą czasami zjeść coś „na mieście” czy wyjść wieczorem na kolację. Mogą też zaprosić znajomych, rodzinę, a nawet partnerów biznesowych, bo menu jest dla każdego. Co fajne, to miejsce tworzą ludzie z sercem, dlatego jest dog friendly i zgodne z filozofią low waste. Jest to nasza pierwsza restauracja, ale mamy nadzieję, że nie ostatnia.

Firma bardzo się rozrosła.

To brzmi trochę jak szaleństwo, ale policzyliśmy wszystkie miasta i miasteczka, w których jesteśmy i wyszło nam, że to jest ok. 800 mniejszych i większych miast. Udaje nam się to dzisiaj ze spokojem ogarnąć. 

Ile to jest posiłków dziennie?

Każdego dnia przygotowujemy kilka tysięcy zestawów, więc posiłków jest kilka razy więcej.

5 lat temu, kiedy zaczynaliście, nikt jeszcze nie słyszał o cateringu dietetycznym. Skąd taki pomysł na biznes?

Tak, to prawda. 5 lat temu byliśmy jedną z pierwszych tego typu firm w Polsce. Niektóre w tym czasie raczkowały, ale nam udało się ten rynek rozpędzić. Weszliśmy z takim pomysłem na dietę, który trafił do ludzi. Chcieliśmy klientom, oprócz pudełka, dać coś więcej: by zobaczyli, że warto się zdrowo odżywiać, że dieta pudełkowa to produkt, który może stać się częścią ich życia i, przede wszystkim, pomaga oszczędzać czas.

Z naszych diet korzystają nie tylko ludzie, którzy się odchudzają, ale też ci, którzy nie mają czasu gotować. Kolejna zmiana jest taka, że dzisiaj, projektując mieszkania, oszczędza się miejsce, robiąc znacznie mniejsze kuchnie. Takich osób nie ma zbyt wiele, ale tendencja jest zauważalna. Takie mamy czasy, że wszyscy za czymś gonią, mając coraz mniej czasu, a my jesteśmy po to, by im pomagać. 

Czego nauczył Was ten okres 5 lat, coś się zmieniło?

Tak naprawdę uczyliśmy się metodą prób i błędów. Na szczęście tych drugich było znacznie mniej. Staramy się słuchać naszych klientów i wychodzimy im naprzeciw. Dzięki temu powstały nowe diety lub zmiany w funkcjonowaniu naszego cateringu. Teraz można dostać zestaw posiłków już następnego dnia, jeśli złoży się zamówienie do godziny 14.00. Można też przełożyć dostawę do innego miasta. Jesteśmy z naszymi dostawami w Berlinie i od kilku miesięcy w Londynie, bo działają tam nasi franczyzobiorcy, którzy rozwijają się razem z nami i bazują na naszym doświadczeniu. Widzieć naszą markę za granicą to dla nas duża satysfakcja. Wypuściliśmy też aplikację mobilną, przez którą można składać zamówienia w uproszczony sposób. Największą uwagę przykładamy jednak do smaku. Staramy się, by w ciągu 5–6 tygodni żaden posiłek się nie powtórzył, a kiedy rozpoczynamy kolejny cykl, to znów zmienia się ok. 30–40 procent dań.

Nie ma szansy na nudę?

Nie ma. Jest to bardzo duża różnorodność, szczególnie że mamy różne diety i z naszych usług może korzystać niemal każdy: osoby uczulone na laktozę, na gluten, dietę Fit Mammy proponujemy kobietom w ciąży i okresie karmienia, a dietę Soft tym, którzy szukają lekkostrawnego jedzenia. Oczywiście mamy też dietę Standardową i Sport. Wszystkie są o różnych kalorycznościach, więc wybór jest całkiem spory.

Jak się wymyśla taki biznes?

Inspiracja przyszła zza oceanu, a potem dostosowaliśmy ją do naszych realiów. Mnie to zainteresowało dosyć dawno, ale trochę trwało, zanim zdecydowaliśmy się na taki biznes.

Na początku produkt został tak pozytywnie odebrany, że przez pierwsze półtora roku trwało jedno wielkie szaleństwo. Mieliśmy ogromne przyrosty sprzedaży, których się wtedy nie spodziewaliśmy. Poświęciliśmy rozwojowi firmy dużo czasu i nieprzespanych nocy. Bardzo dużo nauczyło to mnie, ale też ludzi, którzy ze mną zaczynali.

A czy obecnie są wśród pracowników osoby, które pamiętają te początki?

Miałem to szczęście, że trafiłem na osoby, które są ze mną do dziś. Wśród nich jest Marcin Ciążyński – nasz masterchef, który kontroluje wszystkie dania, Piotr Warsicki, szef logistyki – jeździł ze mną od początku, pakował, przyjmował zamówienia, po prostu pomagał we wszystkim. Kiedy odrobinę się rozwinęliśmy, dołączyła do nas Iza Juszczak, której głos poznało wielu klientów, ponieważ przejęła obsługę klienta. Dzisiaj jest opiekunem systemu zamówień, który sami stworzyliśmy.

Nie ukrywam, że to jeden z największych sukcesów – ludzie. Jesteśmy firmą, która pomimo tego, że szybko urosła, nie jest korporacją i stara się być przyjazna dla pracownika. Gdyby tego nie było, to nie bylibyśmy w tym miejscu, w którym jesteśmy, bo od początku, niezależnie od stanowiska pomagamy sobie nawzajem. Ja też kroiłem pomarańcze na kuchni, rozwoziłem zestawy, odbierałem telefony. To były bardzo pracowite dni, tygodnie, miesiące. I nie ma w tym odrobiny przesady. Nadal jednak jest tak, że jeżeli ilość zamówień nas zaskakuje, to osoby z biura są gotowe do pomocy.

Szalony pomysł, który wypalił.

Otwierając Body Chief nie zastanawiałem się, co będzie dalej. 5 lat temu nie było czasu na takie myślenie. Wtedy dużo rzeczy zbiegło się w odpowiednim czasie: trafiliśmy w produkt potrzebny na rynku, daliśmy się poznać z dobrej strony, stworzyliśmy zgrany zespół, który cały czas rośnie w siłę. To wszystko złożyło się na sukces Body Chief’a. 

Czy Pan także jada dania z pudełek?

Tak, nieprzerwanie od kilku lat. Chociaż teraz zdarza mi się zmniejszać dzienne zestawy do 4 pudełek. Co jest też fajne i dla mnie osobiście bardzo przydatne w pracy, to to, że mamy możliwość z dnia na dzień zmienić miejsce dostawy, np. z Poznania do Gdańska, Warszawy, a nawet do Zakopanego. Wszędzie tam, gdzie jest nasz catering.

Co Pan odpowiada ludziom, którzy mówią, że to jest drogie, że lepiej zrobić w domu?

Przyznam się, że spotykam się też z takimi opiniami i to jest całkowicie zrozumiałe. Na pierwszy rzut oka catering dietetyczny nie jest najtańszy, ale jeżeli przeliczy się ilości jedzenia, które się kupuje i marnuje oraz czas poświęcony na gotowanie, a potem jeszcze na sprzątanie i mycie, to wychodzi na to, że catering jest niewiele droższy. Co ważne, za dietą pudełkową kryje się też różnorodność i dania kuchni świata – od azjatyckiej po włoską. Mimo że oferujemy jedzenie premium, chcemy, by cena była przyjazna, a usługa możliwa do wypróbowania dla większości osób, również tych, którzy na co dzień nie zajmują kierowniczych stanowisk.

Nadal wyprzedacie konkurencję.

Tak, ale zdajemy sobie sprawę, że nawet najmniejsza firma jest dla nas konkurencją. Zarówno nasze, jak i każde przedsiębiorstwo działające na tym rynku, musi zdawać sobie sprawę, że nawet mniejsze cateringi oferują jakość na wysokim poziomie, ale to bardziej nas mobilizuje do utrzymania wysokiego poziomu. Teraz jest nam nawet łatwiej tego przypilnować niż wtedy, gdy byliśmy mniejsi.

Świeżość, smak i różnorodność to jest to, na czym skupiamy się teraz najbardziej. Pracuje nad tym sztab ludzi – kilku dietetyków, menager ds. produkcji, wszystkie osoby, które razem ustalają menu, co nie jest łatwą sprawą, bo musi być i różnorodne i wykorzystywać sezonowe produkty a także mieścić się w określonej kaloryczności.

Co jest największym sukcesem firmy?

Na to pytanie zawsze odpowiadam to samo – ludzie. Oczywiście popełniają błędy, czasami ze stresu, czasami z powodu ilości pracy, ale nie ma to dla mnie takiego znaczenia, bo wiem, że największą siłą jest zgrany zespół. To jest największy sukces, że stworzyliśmy team, który się rozwija i ma taki sam cel. W środku czujemy, że czasami – mimo różnicy zdań, co w codziennej pracy jest całkowicie normalne a nawet potrzebne – wszyscy chcą jak najlepiej dla firmy. Jako osoba prowadząca ten biznes czuję, że w tym zespole są osoby, które pójdą za Body Chief’em w ogień, bez względu na wszystko. Wynik jest na drugim miejscu. Brzmi to trochę jak slogan, ale dla nas na pierwsze miejsce zajmuje satysfakcja z pracy, czyli te momenty, kiedy dostajemy maile od klientów i komentarze na portalach społecznościowych. Chcemy, by Body Chief był pozytywnie odbierany, zaprzyjaźniony z klientem, gościł u niego na stołach lub towarzyszył podczas wieczornego oglądania filmu. 

Jakie macie plany na najbliższą przyszłość?

Cały czas czujemy, że mamy jeszcze wiele do zrobienia. Teraz nasze działania skupiają się wokół ekologii. Plastikowe sztućce zastąpiliśmy ekologicznymi, wykonanymi ze skrobi kukurydzianej, które są kompostowalne i biodegradowalne. Wprowadzając je wiedzieliśmy, że klienci zapytają, kiedy będą pudełka, dlatego pracujemy już nad tym. Wiemy, że nie znajdą się w cateringu od razu, ale jest to już kwestia tygodni, a nie miesięcy. W restauracji Body Chief Lifestyle Concept na św. Marcinie dania na wynos już są pakowane w ekopudełka. Chcemy się mocno skupić na ekologii, bo czujemy taką potrzebę i coraz więcej mówimy o naszej planecie. Wiemy, że generujemy dużo plastiku i naszym celem i marzeniem jest, żeby to zmienić.