Czarodziej uśmiechu

30 listopada 2018

Właśnie otworzyli drugi gabinet w Centrum Handlowym Posnania. Poza częścią stomatologiczną, swoje miejsce znalazła tu też część kosmetyczna. Wszystko po to, by podarować pacjentom uśmiech idealny. Agnieszka Kulik i Kamil Szewczyk to właściciele Exclusive Dental Studio. Oboje chcieli zostać lekarzami, choć Jemu bardziej zależało na biotechnologii. Przypadkiem wybrał stomatologię, bo na wymarzony kierunek się nie dostał, ale przyznaje, że był to strzał w dziesiątkę. Tam poznał swoją przyszłą żonę i razem stworzyli klinikę na miarę XXI wieku, do której przyjeżdżają pacjenci z całej Polski oraz z zagranicy. Doskonale uzupełniają się w pracy i w życiu. – Myślę, że osobno nigdy tak daleko byśmy nie zaszli – mówi Kamil Szewczyk, a na jego twarzy widać wzruszenie.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

Jesteście jedną z niewielu klinik, która zdecydowała się otworzyć swoją filię w centrum handlowym. To trochę szalony pomysł.

Kamil Szewczyk: Tak, przyznaję, i trochę ryzykowny, ale jednocześnie nowatorski. Jakiś czas temu szukaliśmy lokalizacji, żeby rozwinąć Exclusive Dental Studio. Początkowo chcieliśmy połączyć wszystko w jednym miejscu, ułatwić pacjentom dostęp do naszych usług. Długo szukaliśmy, aż w końcu trafiliśmy do Posnanii, która pomogła nam zaadaptować pomieszczenia w sposób spełniający nasze oczekiwania. Jest to miejsce, gdzie mamy lepszą propozycję dla klienta i wygodny, duży parking. Kiedy żona idzie do dentysty, mąż może zrobić zakupy albo pobawić się z dzieckiem na placu zabaw. Zresztą jedna z naszych pacjentek dzwoniła niedawno z pytaniem czy już przyjmujemy w galerii, bo ona chce przyjechać pochodzić po sklepach, a mąż ma umówioną wizytę do stomatologa (śmiech). I to pokazuje, że Exclusive Dental Studio w takim punkcie jest potrzebne. W Posnanii zyskamy trzy nowe fotele, zatrudniliśmy nowych lekarzy.

Łatwo było pozyskać nowych pracowników?

Zgłosiło się wiele osób, ale trudno nam było wybrać. I wcale nie ze względu na umiejętności. W naszej klinice mamy zespół ludzi, którzy muszą się zgrać, a jednocześnie odpowiednio zaopiekować się pacjentem. Żeby to zadziałało, muszą się zgadzać i mieć podobną filozofię.

Ale udało się?

Udało się i bardzo się z tego cieszę. Jeszcze rok temu było nas ponad 20, dziś mamy niemalże 50-osobowy zespół. Nazywamy się w żartach Pimp My Smile (śmiech). Mamy specjalistów od stomatologii zachowawczej, endodontów, implantologów, którzy zajmują się leczeniem całkowitego bezzębia, podniesieniem zgryzu i okluzją u pacjenta. Pracuje z nami specjalista od konturowania dziąseł i ich przeszczepów. Do naszego zespołu dołączył ostatnio fizjoterapeuta.

Czym się wyróżniacie wśród innych klinik?

Wszystkim? (śmiech) Żartuję. Różnimy się podejściem do pacjenta, wystrojem wnętrza – u nas wszystko wygląda jak w domu, a po zaparzeniu pysznej kawy, pacjenci jeszcze bardziej się rozluźniają. Kiedy żona urządzała poczekalnię i recepcję w starym stylu, a modne były róże i błękity, wszyscy pukali się w czoło. A potem wiele gabinetów nas kopiowało. U nas jest dużo kwiatów, pachnie wanilią, pacjenci mają swoje ulubione higienistki, swoich lekarzy. Wiele pomysłów przywieźliśmy z żoną z wakacji, ponieważ oboje kochamy podróżować. Przekonaliśmy do siebie pacjentów wyjątkowym podejściem. Staramy się, może czasem dość ryzykownie, nie tylko zmienić styl leczenia, ale wprowadzać nowe technologie i zmieniać proces leczenia. Myślę, że mogę śmiało powiedzieć, że w tych dziedzinach jesteśmy pionierami. Używamy m.in. komputerowych znieczuleń, które są bezbolesne – nie straszymy igłą. U nas można wykonać zabiegi w gazie rozweselającym. Pacjent czuje się wtedy jakby wypił kilka dobrych drinków. Posiadamy najnowocześniejszy tomograf cyfrowy w Polsce, skanujący całą twarz pacjenta, dzięki czemu mamy bardzo dokładny obraz uzębienia.

Myślę, że w przypadku stomatologii bardzo ważne jest zaufanie do lekarza, żeby przełamać strach i wiedzieć, że tutaj nic złego się nie stanie.

Dokładnie tak. Chcemy, żeby pacjent, siadając na fotel, rozmawiał ze swoim lekarzem jak z dobrym znajomym. To też pozwala nam postawić dokładniejszą diagnozę i jeszcze lepiej pomóc. Zresztą my lubimy naszych pacjentów i każdego traktujemy jak przyjaciela.

Długo pracowaliście nad tego typu podejściem do pacjenta?

To chyba jest wrodzone (śmiech). Wspólnie z żoną świetnie się uzupełniamy w tej dziedzinie, szkolimy się z doskonałej obsługi pacjenta, czytamy dużo książek, poradników. Będąc lekarzami, nie uważamy się za lepszych od innych. Uważamy, że wszyscy jesteśmy równi i należy sobie pomagać. Każdy kto zostaje lekarzem, dobrze by wykonywał swój zawód z pasją, z misją niesienia pomocy innym i nigdy nie powinniśmy o tym zapominać.

Jak się pracuje z żoną?

Dobrze, chociaż na początku było ciężko. Ale bywają też dni, kiedy w ogóle się nie widujemy w pracy.

Dlaczego było ciężko?

Dlatego, że na początku była walka autorytetów, ale i to sobie poukładaliśmy. Spółka jest jak małżeństwo i trzeba się dopasować. Osiągnęliśmy rewelacyjny punkt, w którym wspieramy się, pomagamy sobie i uzupełniamy, dzięki czemu tak szybko się rozwijamy. Zawsze powtarzam, że moja żona jest kreatorem i wymyśla, a ja te pomysły realizuję. Wiadomo, że czasem muszę wyhamować. Wydaje mi się, że wielu rzeczy nie moglibyśmy osiągnąć osobno, a razem stanowimy zgrany i kochający się zespół, który każdego dnia stawia kolejny krok do przodu. I bardzo Jej za to dziękuję. Aż boję się pomyśleć, co będzie za rok, bo jeszcze rok temu byliśmy daleko w tyle, a dziś druga klinika.

W domu dużo rozmawiacie o zębach?

Tak (śmiech). Na pytanie jak ci minął dzień, odpowiedź zazwyczaj związana jest z jakimś przypadkiem. Ale nie mówimy stricte o pacjentach, a o tym, co możemy jeszcze ulepszyć w klinice, co wdrożyć nowego. Wymieniamy się ideami, pomysłami, konfrontujemy je. Ale nie samą pracą człowiek żyje, więc staramy się wyjść z domu, na kolację, do kina, na spacer. To jest też nasz czas.

Stomatologia to jest spełnienie Pana marzeń?

To chęć i potrzeba pomagania ludziom. Poszedłem na studia trochę z przypadku, ponieważ był to mój drugi kierunek. Zawsze bardziej kierunku interesowała mnie genetyka i biotechnologia. W Poznaniu przyjmowali wtedy 30 osób na rok. Nie dostałem się i nawet nie napisałem odwołania. Postanowiłem, że przeczekam na tej stomatologii, a potem drugi raz spróbuję zdawać na biotechnologię. W trakcie studiów okazało się, że mam bardzo dużo zajęć praktycznych i przydatnej wiedzy. Wyszło na to, że zamiast leżakowania, non stop musiałem się uczyć. Proszę sobie wyobrazić, że jednego dnia musiałem nauczyć się stu słówek po łacinie. Potem kolejne zajęcia coraz bardziej mnie wciągały. Zresztą, zawsze marzyłem, żeby być lekarzem pracującym w szpitalu.

I dlaczego Pan nie jest?

Dwutygodniowy pobyt w szpitalu na obserwacji, skutecznie wyleczył mnie z tego pomysłu. Zobaczyłem, jak wygląda ta praca i jakie jest podejście do pacjenta. I to nie jest wina ludzi, którzy chcą pomagać i zawód lekarza mają w sercu, a sposobu zarządzania, specyfiki instytucji i jeszcze kilku innych czynników. Praca w takim miejscu nie jest dla mnie. Stomatologia okazała się kierunkiem, który daje dużą samodzielność i możliwość rozwoju. I jest to moja pasja, chociaż kilkanaście lat temu bym tego nie powiedział (śmiech).

Pamięta Pan pierwszy gabinet, do którego trafił Pan po studiach?

Tak, bardzo dobrze. Byłem na stażu i tam poznałem swoją przyszłą żonę. To był szpital wojskowy. Dużo się wtedy nauczyłem. I tak jak nigdy nie lubiłem chirurgii na studiach, to tam nasz kierownik chirurg zostawiał nas samych z pacjentem i musieliśmy sobie radzić. To była najlepsza nauka zawodu. Jeśli lekarz boi się albo nie chce usunąć zęba, to wiadomo, że nigdy nie będzie tego robił. Po stażu chciałem wyjechać w podróż, ale dziwnym zbiegiem okoliczności koleżanka zaproponowała mi współprowadzenie gabinetu. Długo się nie zastanawiałem i otworzyliśmy stomatologię w Gorzowie Wielkopolskim, z którego zresztą pochodzę. I chociaż wiele razy chciałem już go wygasić, bo zwyczajnie nie mam czasu już tam jeździć, to jakoś nie mam do tego serca i nadal przyjmujemy pacjentów. Później, kiedy już Agnieszka została moją narzeczoną i miała swój gabinet w Poznaniu, postanowiliśmy poprowadzić go wspólnie. I tak zaczęła się moja przygoda z Exclusive Dental Studio.

Skąd ta nazwa?

Wymyśliła ją moja żona. To oznacza zabiegi na najwyższym poziomie, w oryginalnych wnętrzach, dostępne dla każdego. I taka jest nasza filozofia. Leczymy najlepiej jak potrafimy, na najwyższym możliwym poziomie, najlepszym sprzęcie, z szacunkiem do naszych pacjentów. Specjalizujemy się w metamorfozach, a więc zęby to nie wszystko. Zmieniamy klientów, często dając im nowe, lepsze życie.

Czyli fundujecie ludziom piękne uśmiechy. Jak to możliwe?

Jest to możliwe dzięki temu, że możemy wykorzystać do tego nowoczesne technologie i technikę cyfrową, w postaci aparatów fotograficznych. W programie komputerowym można skalibrować uśmiech, zaplanować go i dopiero wtedy pokazać pacjentowi. Kiedyś zakładano licówki i korony, a dopiero po wszystkim mogliśmy zobaczyć efekt. Dziś wykonujemy symulację na oczach pacjenta.

Kiedy nastąpił ten przełom w stomatologii?

Świat pędzi do przodu, a my razem z nim, chociaż nie wiadomo dokąd to prowadzi (śmiech). Miejmy nadzieję, że z biegiem lat technologia będzie jeszcze bardziej przydatna w naszej pracy. Dzięki nowoczesnej diagnostyce polepszyła się jakość kontroli leczenia, możemy uczyć się na własnych doświadczeniach, planować i przygotowywać leczenie na bardzo wysokim poziomie. Choćby wypełnienia amalgamatowe, czyli popularne niegdyś srebrne plomby, nie są już usuwane wiertłem, a przy pomocy specjalnego sprzętu, który je wsysa, bez dostawania się toksyn do organizmu.

Projektowanie uśmiechu zaczyna się od wyboru wymarzonych zębów. Dotąd niespotykane biblioteki uśmiechu, u Was są dostępne. Jak to możliwe?

Jest to pomysł zaczerpnięty od Brazylijczyków, którzy mocno stawiają na estetykę uśmiechu. Dzięki naszym pierwszym wyjazdom do Brazylii, poznaliśmy jak ważna jest estetyka i jak zwiększa się świadomość pacjentów. I kupiliśmy do niej dostęp.

Na czym polega biblioteka uśmiechu?

Pacjent wybiera spośród setek tysięcy uśmiechów swój wymarzony. Zęby pobieramy z naturalnej biblioteki, a wykonuje to za nas komputer. Jest to bardzo precyzyjne, a takie licówki wyglądają pięknie i naturalnie, ponieważ są skopiowane 1:1 z naturalnych zębów.

Jeśli zamarzy mi się śmiech Angeliny Jolie, jest Pan w stanie mi taki zrobić?

Oczywiście, jeśli tylko zęby Angeliny są w bazie. Ponadto, Pani uśmiech zostanie w naszej bazie, dzięki specjalistycznym skanerom i zawsze będziemy mogli go odtworzyć. Proszę sobie wyobrazić, że często przychodzą do mnie pacjenci bez zębów. Czasami sami przynoszą zdjęcia z czasów, kiedy mieli pełne uzębienie i możemy je odtworzyć, a często korzystamy właśnie z biblioteki. Najpierw jednak należy skorygować wady zgryzu, jeśli takie występują, wyleczyć ubytki, a potem zabrać się za całość. Już na pierwszej wizycie jesteśmy w stanie zaprojektować uśmiech i to jest cel, do którego dążymy. Wykonujemy też ortodoncję nakładkową. Zęby prostują się przy pomocy niewidzialnych nakładek, a nie klasycznego aparatu. Już nie pobieramy wycisków do modeli diagnostycznych, tak jak to się robiło kiedyś w ortodoncji, tylko skanujemy pacjenta. Powstaje trójwymiarowy obraz w naszym laboratorium, który umożliwia pracę nad uśmiechem pacjenta nawet kiedy nie ma go z nami w gabinecie. Możemy bardzo szczegółowo planować zabiegi z zakresu chirurgii, implantologii, a zakładanie implantów jest komfortowe dla pacjenta, ponieważ trwa krócej i jest bardziej precyzyjne.

Laboratorium Exclusive Dental Studio otworzyliście z żoną dwa lata temu. Po co?

Ponieważ uruchomiliśmy wtedy poważniejszą stomatologię estetyczną. Jest to odpowiedź na nowoczesne technologie. Kupiliśmy skaner, pierwszą drukarkę, która pierwotnie miała być na prywatny użytek. Pamiętam, że trzymałem ją w domu, żeby się pobawić, potrenować. Było to takie moje marzenie. Z jednej drukarki zrobiły się trzy i wszystkie są tutaj. To nie tylko nasze wewnętrzne laboratorium, ale dużo prac outsorcingujemy – wykonujemy zabiegi na implantach i przygotowujemy je dla innych gabinetów.

Kiedyś mówiło się, że uśmiech to tylko zęby. Dziś na to wpływ ma kilka czynników, bo przecież ważna jest oprawa. Dlatego powstało Exclusive Beauty Studio?

To odpowiedź na potrzeby naszych klientów. Oprócz pięknych zębów, chcieli zadbać tez o uśmiech, a więc usta, zmarszczki, zabiegi na twarz. Wiadomo, że z wiekiem tkanka tłuszczowa zanika. Pojawiają się zmarszczki palacza nawet u osób, które nigdy nie paliły. I jeśli ktoś ma piękne zęby, chciałby żeby jego uśmiech wyglądał idealnie. I tu znów kłania się nasze holistyczne podejście do pacjenta. Ten model działa od wielu lat w naszym pierwszym gabinecie, przy ulicy Katowickiej, teraz będzie można skorzystać z usług w Galerii Posnania. W Exclusive Beauty Studio można wykonać inne zabiegi, jest ich cały wachlarz dla kobiet, jak również dedykowane mężczyznom. Największą popularnością cieszą się manicure czy pedicure oraz relaksujący masaż. Klientki regularnie też korzystają z endermologii czy ujędrniających zabiegów na ciało.

Jaki jest Pana przepis na sukces?

Dziś najważniejsze jest to, aby nadążać za trendami, rozwijać się. Ale nie byłoby tego wszystkiego, gdyby nie odpowiednia obsługa pacjenta, na co stawiamy ogromny nacisk. Staramy się, aby pacjent nie czuł u nas zapachu gabinetu stomatologicznego, który każdemu źle się kojarzy. Chcemy, żeby u nas pacjentom było miło, żeby dobrze się tutaj czuli. Dla pacjentów z dentofobią mamy w zespole psychologa. Dziś stomatologia nie musi boleć, czego jesteśmy idealnym przykładem – moja żona i ja. Życząc Państwu Wesołych Świąt, zapraszamy na fotel, a gwarantujemy, że strach zniknie szybciej niż się Państwu wydaje.