Dziękuję Wam Poznanianki i Poznaniacy

4 maja 2020

Codziennie spotyka się z mieszkańcami w Internecie i omawia aktualną sytuację w mieście. Oglądają Go ludzie nie tylko w Poznaniu, gratulując odważnych i słusznych decyzji. Przyznaje, że najbardziej brakuje Mu kontaktu z bliskimi – synami, rodzicami, wnuczką, realizacji pasji i… poczucia wolności, które miał. Ma nadzieję, że po pandemii miasto rozkwitnie jeszcze bardziej i będzie się jeszcze lepiej rozwijało. – Musimy zacząć patrzeć przez pryzmat „my”, a nie „ja”, stawiając na pierwszym miejscu nie własne, egoistyczne potrzeby, tylko potrzeby wspólnoty – mówi Jacek Jaśkowiak, Prezydent Miasta Poznania, który przyznaje, że obecna sytuacja powinna nas skłonić do zmiany przyzwyczajeń. Warto też zastanowić się, co jest w życiu ważne. Docenić drobne przyjemności, które nas spotykają i myśleć nie tylko o sobie, ale też o innych, bo to jest klucz do sukcesu.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: UMP

 

Boi się Pan?

Jacek Jaśkowiak: Nie. Stres działa na mnie mobilizująco. Tego typu sytuacje kryzysowe zawsze wyzwalają u mnie dodatkową energię, którą koncentruję w szukaniu rozwiązania problemu.

Jak zmieniło się Pana życie w ostatnich tygodniach?

Ograniczyłem do minimum moje kontakty osobiste. Przez kilka ostatnich tygodni nie spotykałem się z moimi synami, wnuczką, rodzeństwem, najbliższymi przyjaciółmi. Kontakty w pracy ograniczyłem do tych absolutnie niezbędnych. Oczywiście jest to dla mnie źródło poważnego dyskomfortu. Jednak w obecnej sytuacji wszyscy musimy poddać się takim ograniczeniom, bo od tego zależy skala tej epidemii w naszym kraju.

Jak dziś pracuje Prezydent Miasta Poznania?

Pozornie bez zmian, ponieważ przyjeżdżam do pracy o stałej porze, spędzam w urzędzie mniej więcej 8 godzin, czasem więcej, podpisuję dokumenty, pełnomocnictwa, wydaję zarządzenia. W rzeczywistości jednak warunki są obecnie ekstraordynaryjne. Praktycznie nie mam spotkań. Wiele zadań realizuję zdalnie, w sprawach służbowych – z moimi zastępcami, sekretarzem, dyrektorami wydziałów – kontaktuję się głównie za pośrednictwem nowych technologii. Biorę udział w wielu telekonferencjach, m.in. z prezydentami miast zrzeszonych w Unii Metropolii – omawiamy najważniejsze problemy w związku z epidemią i konsultujemy możliwe rozwiązania. Na pewno mam znacznie mniej obowiązków związanych z funkcjami reprezentacyjnymi. Przestrzegam obowiązujących obostrzeń dotyczących zgromadzeń, nie uczestniczę w uroczystościach, ewentualnie w symbolicznym wymiarze. Ostatnio kwiaty z okazji rocznicy zbrodni katyńskiej składałem w pojedynkę. Dzięki temu mam obecnie znacznie więcej czasu na analizowanie sytuacji oraz decyzji, które podejmuję.

Zaapelował Pan o noszenie maseczek jako pierwszy w Polsce, jako pierwszy zamknął Pan przedszkola, szkoły i inne miejsca, w których grupowali się ludzie. Odważnie.

W takich sytuacjach decyzje – by były skuteczne – muszą być podejmowane w stosownym czasie i w oparciu o rzetelną analizę i wiarygodne informacje. Tak było w przypadku zamknięcia szkół, przedszkoli i żłobków. Po konsultacji z epidemiologami dostaliśmy jednoznaczne wskazania co zrobić, by ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa. Uznałem, że nie mogę czekać, aż ktoś zrobi to za mnie i natychmiast podjąłem stosowne decyzje. Do czego prowadzi zwłoka, widzimy na przykładzie Włoch czy Hiszpanii. Nie mogliśmy sobie na to pozwolić. Z maseczkami jest podobnie. Ważne, by bazować na wiedzy ekspertów i czerpać z doświadczeń innych krajów. Staram się to robić.

Codziennie na Facebooku opowiada Pan o tym, co dzieje się w mieście. Skąd ten pomysł?

Mieszkańcy kierowali do mnie wiele pytań odnośnie wyjątkowej i trudnej sytuacji, w której wszyscy się znaleźliśmy. Uznałem, że ludziom należy się rzetelna informacja. Widzę, że te relacje spotykają się z dużym odzewem. Podobne raporty przedstawiają też politycy w innych krajach, np. Gubernator stanu Nowy Jork. Śledzę jego wystąpienia z dużym zainteresowaniem. Myślę, że ludzie tej informacji teraz bardzo potrzebują.

Ludzie z innych miast pozdrawiają Pana gratulując odwagi…

Uważam, że w polityce, tak jak w biznesie, bardzo ważna jest pokora. Niemniej wyrazy życzliwości w komentarzach, gdy spotykam ludzi w sklepie, szpitalu czy na targowisku są niezwykle miłe i ujmujące. To dla mnie motywacja do dalszego działania. Ale to też presja, by w tych ekstremalnych uwarunkowaniach nie popełnić błędu. Staram się rozładować ten stres poprzez wysiłek fizyczny.

Jestem w tej chwili w stanie abstrakcyjnej mobilizacji mojego organizmu. Wiem, że jak kryzys związany z koronawirusem minie, przyjdzie osłabienie i będę potrzebował odpoczynku. Dbam o siebie, ale mam świadomość, że tego napięcia i mobilizacji nie da się utrzymać w dłuższym okresie i w pewnym momencie będę potrzebował wyciszenia.

Mówi Pan, że często rozmawia z poznaniakami. Z jakimi problemami się do Pana zgłaszają? Jak im pomóc?

Staram się utrzymać kontakt z różnymi środowiskami – z mikroprzedsiębiorcami, największymi tuzami biznesu, ubogimi, zamożnymi, osobami w różnym wieku. Wszystkie te grupy mają inne problemy i potrzeby. Staram się wsłuchiwać w ich głos i rozmawiać z każdym, by nie tkwić we własnym sosie. Zasięgam informacji z różnych źródeł i w zależności od problemu – reaguję.

Czy Poznań jest na to przygotowany? Czy w ogóle można przygotować się na coś takiego? Poznaniacy zastanawiają się jak ochronić siebie i bliskich. 

To jest ekstremalna sytuacja. Naszym zadaniem jako rządzących jest zredukowanie poziomu ryzyka i zagrożenia. Celem jest, by jak najmniej osób zachorowało i w efekcie zmarło. To zależy od wielu czynników – możliwości naszej służby zdrowia, siły i odporności osób, które się zarażą, ale też od naszej odpowiedzialności. Musimy zacząć patrzeć przez pryzmat „my”, a nie „ja”, stawiając na pierwszym miejscu nie własne, egoistyczne potrzeby, tylko potrzeby wspólnoty. Społeczeństwa, które myślą wspólnotowo, mają w sobie poczucie odpowiedzialności za drugiego człowieka, o wiele lepiej radzą sobie w takich kryzysowych sytuacjach. W swoich działaniach i zachowaniach musimy myśleć zatem nie tylko o sobie, ale też o innych, bo to jest klucz do sukcesu.

W jednym z ostatnich wystąpień powiedział Pan, że fala zachorowań dopiero przed nami. Czy mamy się bać?

Strach, który nam obecnie towarzyszy, jest rzeczą naturalną. Boimy się, że dojdzie do sytuacji jak w Chinach czy Włoszech. Boimy się choroby i w konsekwencji śmierci. Ale to może się zdarzyć zawsze – może nas spotkać choroba nowotworowa, wieńcowa czy inne równie niebezpieczne schorzenia. Śmierć jest nieuchronna i czeka każdego z nas, nie wiadomo tylko kiedy i z jakiego powodu – czy na skutek jakiejś choroby, czy po prostu ze starości. Covid-19 to nie jest powód, żeby wpadać w panikę. To jest dla nas sygnał, że pewnych rzeczy nie należy robić. Tak jak w przypadku raka wiemy, że lepiej nie palić, że należy się ruszać czy jeść więcej warzyw, tak samo teraz. Według statystyk osoby, które są otyłe, mają cukrzycę czy nadciśnienie, są dużo bardziej narażone i przechodzą tę chorobę znacznie ciężej. Obecna sytuacja, zagrożenie związane z koronawirusem, powinny nas skłonić do zmiany przyzwyczajeń. Warto też zastanowić się, co jest w życiu ważne, a co nie. Docenić drobne przyjemności, które nas spotykają

Czy Poznań pomoże przedsiębiorcom?

Najważniejsze jest to, by rząd poprzez swoje działania – nakazy, zakazy, różnego rodzaju obostrzenia itd. – w jak najmniejszym stopniu szkodził gospodarce. Konieczna jest równowaga. Priorytetem pozostaje oczywiście zatrzymanie epidemii, jednak podejmowanie decyzji nie może odbywać się bez uwzględnienia ich skutków ekonomicznych. Straty będą ogromne i ani państwo, ani tym bardziej samorząd, nie ma takich pieniędzy, by je w całości zrównoważyć. Trzeba szukać rozwiązań kompromisowych – takich, które będą akceptowalne i dla przedsiębiorców, i dla miasta. Obecnie, mając dużo mniejsze wpływy do budżetu, nie możemy przeznaczyć wszystkich pieniędzy na pomoc przedsiębiorcom, bo one są potrzebne przede wszystkim szpitalowi i innym placówkom walczącym z koronawirusem na pierwszej linii frontu. Potrzeb jest wiele i zawsze, żeby komuś dołożyć, musimy komuś zabrać. Mój pomysł na kwestie gospodarcze jest taki, by w jak największym stopniu utrzymać miejskie inwestycje i apelować do premiera o rozwiązania pozwalające nam na preferencje wobec lokalnych firm. Dzięki temu miejskie działania proinwestycyjne stworzyłyby warunki dla rozwoju regionalnego biznesu, stając się źródłem zleceń dla poznańskich i wielkopolskich przedsiębiorców. W ten sposób będę chciał pobudzać lokalną gospodarkę, nawet kosztem zwiększenia – po chłodnej analizie sytuacji finansowej oczywiście – poziomu zadłużenia. Jestem na takie ryzyko gotów, pod warunkiem oczywiście, że rząd poluzuje – zgodnie z zapowiedzią – rygory obowiązujące samorządy w tym zakresie.

Czy dziś Pan gorzej śpi?

„Trud całodzienny, to spokój w snach…”.

Jakiej rady udzieliłby Pan teraz poznaniakom?

Wyciągnijmy wnioski z bolesnej lekcji, którą dzisiaj dostajemy. Musimy nauczyć się doceniać to, co mamy i myśleć perspektywicznie. Teraz widzimy, jak ważne jest, by w czasach prosperity robić rezerwy na wypadek pogorszenia się sytuacji. To jest dla mnie wniosek z tej lekcji – wydawać mniej, niż się zarabia.

Jak będzie wyglądał Poznań po epidemii?

Mam nadzieję, że rozkwitnie jeszcze bardziej i będzie się jeszcze lepiej rozwijał.

Czego najbardziej dziś Panu brakuje?

Kontaktu z bliskimi – synami, rodzicami, wnuczką. Ale też możliwości realizacji pasji – treningów, które miały wymiar nie tylko sportowy, ale też społeczny. Brakuje mi bardzo poczucia wolności, które miałem wcześniej, wielu rzeczy, które robiłem bardzo często, a teraz nie mogę – wyjścia do teatru, do kina czy do restauracji.

Gdyby dostał Pan billboard do zagospodarowania w centrum miasta, jaki komunikat skierowałby Pan do mieszkańców?

Dziękuję Wam Poznanianki i Poznaniacy!