Gdy piękno wychodzi poza ramy

4 października 2019

W galerii Darii Halak, przy ulicy Jackowskiego 39, ze ścian zerkają na mnie kobiety. Są piękne i wyglądają jak profesjonalne modelki, choć nimi nie są, a ich czarno-białe portrety opowiadają historie. W oczach zapisany jest czasem ból, a czasem radość, wykrzyczane w jednym kadrze. Ten kadr jest niezwykły, bo kryją się w nim kobiety w różnych rozmiarach, o różnych typach urody i w różnym wieku – bez skrępowania, z ogromnym poczuciem własnej wartości, które jeszcze przed chwilą nie wierzyły w siebie. Jak to możliwe? Wie tylko właścicielka Swan Photography, dla której prawdziwe piękno zamknięte jest w kobiecej duszy.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Swan Photography

 

Daria Halak właśnie wydaje swój debiutancki album. Znajdą się w nim zdjęcia kobiet sfotografowanych przez ostatnich prawie dziewięć lat pracy. „Women” to zbiór prawdziwych kobiet, które dzięki Darii urodziły się na nowo, w czarno-białej rzeczywistości. Stoimy pośrodku galerii.

Jakbyś nazwała to miejsce?

Daria Halak: Jest to miejsce, które stworzyłam dla kobiet. Chcę, żeby czuły się tutaj dobrze, żeby mogły usiąść na kanapie, zjeść coś słodkiego, napić się pysznej kawy, porozmawiać, odpocząć. Wszystko po to, żebyśmy mogły choć trochę się poznać, zanim pójdziemy robić zdjęcia. To są takie kobiety jak my, które najczęściej nigdy wcześniej nie miały profesjonalnej sesji zdjęciowej i trochę się stresują.

Efekty są powalające…

Dziękuję, że tak mówisz. Staram się wydobyć z kobiet ich prawdziwe piękno, zazwyczaj skrywane głęboko. A efekty widać na zdjęciach.

Oglądając Twoje zdjęcia mam wrażenie, że typ urody, rozmiar i wiek nie grają roli.

To prawda. Dla mnie najważniejsza jest różnorodność. Robienie sesji zdjęciowych modelkom, koncentrowanie się na ubraniach, to nie to samo co fotografowanie historii. Przecież za każdą kobietą kryje się niesamowita historia. I na tym się skupiam.

Jak przełamać barierę i otworzyć się przed fotografem?

Kobiety zawsze przychodzą na sesję niepewne, bez makijażu, który wykonujemy u nas. Siadają na kanapie, rozglądają się obserwując zawieszone na ścianach zdjęcia i pytają czy to modelki. A ja odpowiadam: nie, to takie kobiety jak wy, prawdziwe. I wtedy pojawia się uśmiech. Rozmowa trwa długo, ponieważ słuchając kobiet i je poznając, łatwiej mi sfotografować ich historię. Za każdym razem pytam na czym im zależy, co chciałyby pokazać, a co ukryć. Ostatnio przyszła do mnie pani, która dowiedziała się, że ma nowotwór piersi. Chciała sfotografować się przed operacją. Przychodzą kobiety w najlepszym momencie swojego życia i chcą aby sfotografować ich szczęście, ale też takie, które mają smutne doświadczenia i szukają pewności siebie. Ciekawe jest też to, że wielu mężczyzn kupuje swoim partnerkom sesje zdjęciowe w formie prezentu.

Wychodzi na to, że oprócz bycia fotografem, jesteś trochę psychologiem.

A wiesz, że nigdy o tym nie pomyślałam? Ale coś w tym jest. Ja lubię ludzi, kocham to, co robię i wkładam w to całe serce. Pewnie stąd bierze się to zaangażowanie i chęć poznania moich bohaterek. Już w trakcie sesji pokazuję kobietom surowe zdjęcia w aparacie, a one ze zdumieniem pytają, jak to możliwe, że tak pięknie wyglądają. I zaczynają wierzyć w siebie, pojawia się wzruszenie. To jest piękne. A kompleksy…

Znikają?

Znikają. A to jest mój cel i wtedy jestem szczęśliwa. Myślę, że jest to taka trochę terapia dla pań, by mogły uwierzyć w siebie i to się udaje.

Dlaczego kobiety?

Hmmm. Kobiety mnie inspirują. Zresztą wychowywałam się w towarzystwie kobiet. Zawsze przy mnie była moja mama, mam dużo przyjaciółek. Na swojej drodze zawodowej przeważnie spotykam kobiety – każda ma inną, niezwykłą osobowość. Oczywiście, zdarza mi się fotografować mężczyzn, ale znacznie rzadziej.

No tak, ale my – kobiety, mamy przecież tyle kompleksów i wolimy je ukrywać, zamiast eksponować.

Sądzę, że to efekt potrzeby bycia doskonałą we wszystkim. Dzisiejszy świat, który same możemy sobie stworzyć, prowadzi do sztucznych ideałów. Takie dążenie do perfekcji wynika też z presji społeczeństwa. Wystarczy zobaczyć, jak ludzie kreują się w social mediach. Dostępne w telefonach aplikacje pozwalają nam na stworzenie najlepszej wersji siebie. Ile razy podglądamy kogoś, np. na Instagramie, potem widzimy go w realu i okazuje się, że to dwie zupełnie inne osoby. Uroda to nie wszystko. Trzeba też zadbać o wnętrze, być dobrym człowiekiem.

A u Ciebie wszystko jest rzeczywiste.

Dokładnie tak. I chociaż też używam programów graficznych przy obróbce zdjęć, to staram się znaleźć balans i nie przesadzić. A najbardziej cieszę się, kiedy kobiety chcą się sfotografować bez retuszu, wtedy wyglądają najpiękniej.

Zaprzyjaźniasz się ze swoimi klientkami?

No pewnie. Z wieloma kobietami nawiązałam świetne relacje, wspieramy się, motywujemy do działania. I to jest bezcenne.

Dodatkowo szykujesz dla nich wszystkich prezent w postaci albumu.

Tak. Po ponad ośmiu latach pracy uznałam, że nadszedł czas, żeby wydać album. Będą w nim zdjęcia kobiet, które do tej pory miałam przyjemność fotografować.

Wszystkich?

Niestety, ze względu na budżet, wszystkie się nie zmieszczą, ale pojawi się ich bardzo wiele, bo ponad 200. Bardzo się z tego cieszę, bo ten album to takie zwieńczenie mojej dotychczasowej pracy, ale jednocześnie podziękowanie moim bohaterkom za wszystkie historie, za rozmiary od 34 do 46, za różne typy urody, charaktery. To niesamowita przygoda.

Dlaczego fotografujesz?

Kocham sztukę, rzeźbę, malarstwo. Zawsze chciałam malować, jednak nigdy mi to nie wychodziło. Zdjęcia są sztuką i, podobnie jak obrazy, zatrzymują chwile. Początkowo fotografowałam moje koleżanki, potem ich koleżanki. Zdjęcia były kolorowe, dużo się na nich działo. Wyobraź sobie, że pierwsza moja profesjonalna sesja kosztowała 30 zł (śmiech). Wynajmowałam wtedy pokój, który miał może z 20 metrów kwadratowych, wieszałam płachtę zamiast tła i na jednej ścianie robiłam zdjęcia. Większość klientek przychodziła z polecenia i było ich coraz więcej. Bardzo mnie to cieszyło. Przy okazji robiłam zdjęcia do lokalnych gazet. Wyjeżdżałam na Fashion Week do Łodzi, skąd zdjęcia sprzedawałam do gazet, portali internetowych. A potem zaczęłam jeździć na wydarzenia modowe za granicę i sprzedaż moich zdjęć znacznie wzrosła. Łapałam kontakty. Odzywała się jedna marka odzieżowa, potem kolejna. Tych sesji było coraz więcej, ale zaczęłam się spalać. Tęskniłam za fotografowaniem prawdziwego kobiecego piękna. Moda była ciekawa, ale tu jednak liczyły się ubrania, a nie człowiek. Spakowałam się i wróciłam do Polski.

Kiedy zainteresowałaś się fotografią czarno-białą?

Ja nie lubię stać w miejscu, lubię szukać inspiracji, uczyć się nowych rzeczy. Po jakimś czasie uznałam, że w kolorowej fotografii za dużo się dzieje, kolor rozprasza i nie można skupić się na jednym elemencie, np. na oczach kobiety. To z kolei daje fotografia czarno-biała. Te zdjęcia są bardziej delikatne, subtelne. Jako pierwsi zainspirowali mnie Szymon Brodziak, Tomek Tomkowiak, moim wielkim idolem jest Helmut Newton, fotografowie aktu, jak Wacław Wantuch, Peter Lindbergh. I ten ostatni był moją największą inspiracją. Myślałam, że kiedyś Go spotkam, zaplanowałam nawet wyjazd na jeden z Jego wernisaży. Niestety nie udało się, bo niedawno zmarł. Strasznie tego żałuję.

Kto Ciebie fotografuje?

(śmiech) Sama się fotografuję. Mam sprzęt, który mi to umożliwia. Dzięki temu pozostaję sobą, dokładnie tak, jak moje bohaterki. Fotografuję innych w taki sposób, w jaki sama chciałabym być sfotografowana. Myślę, że to jest klucz do sukcesu.

Konkurencja na rynku fotograficznym jest ogromna. Skąd czerpiesz siłę?

Dają mi ją moi bliscy, mój narzeczony, rodzice, którzy wierzą i wspierają mnie we wszystkich nowych, czasami szalonych pomysłach.