Gdy praca szkodzi

28 listopada 2019

Mój profesor pierwszy wykład z prawa pracy zaczął słowami: „Praca szkodzi. Praca szkodzi i dlatego wymyślono urlopy. Zmęczony pracownik może być niebezpieczny…”.

 

TEKST: Ewa Malarska

 

Znów się obudził. To już czwarty raz tej nocy. Nocy, gdy zasnął stosunkowo wcześnie, bo już około drugiej. Popatrzył na zegar, od ostatniego razu, gdy sprawdzał godzinę, minęło 50 minut. Jezu! Żeby tylko udało się szybko zasnąć, bo znów będzie nieprzytomny na naradzie. Chyba przez myślenie o tym tak się nakręca, że nie może zasnąć. Powoli odpływał, gdy usłyszał lekkie kroki schodzącego ze strychu kota. Czy ten przeklęty zwierzak musi tak tupać?! Przewrócił się na bok i starał jak najszybciej znaleźć w objęciach Morfeusza. Zaczął liczyć barany. Barany skaczące przez płot. Białe barany skaczące przez płot. Białe kudłate barany skaczące przez płot. Białe kudłate barany skaczące przez kamienny płot. Białe ba…
– Kochanie, wstawaj, już dziewiąta. O, szlag! Chciał wstać dziś o ósmej, żeby spokojnie wziąć dłuuugą kąpiel. Teraz może pozwolić sobie tylko na szybki prysznic. Kasia nie podaruje mu śniadania, a nie chce znów kłócić się o taką pierdołę. Ostatnio za dużo było tych spięć. Kupi jej jakiś wisior. Wczoraj niepotrzebnie wydarł się na nią. Przecież to jej gadanie o psychologu ma sens. Tylko kiedy ma do niego pójść? Nigdy nie wie, jak długo będzie w pracy. Ten projekt, nad którym teraz „pochylają się”, jak mówi szef, jest tak skomplikowany, że najlepiej byłoby, gdyby sam się nim zajął. Sprawdzanie tego, co wymyśliły żółtodzioby, zajmuje mu więcej czasu niż praca od podstaw. Pewnie i tak na tym się skończy, bo termin się zbliża. Klient jest z tych, wokół których trzeba skakać i nie ma mowy o żadnych opóźnieniach…
– Rybko, chcesz espresso czy cappuccino?

– Nie jestem rybką! Nie mam wyłupiastych oczu i ogona z welonem! Może ręce i stopy mam zimne jak rybie płetwy, ale to nie powód, żeby mnie tak nazywać!

– Przepraszam, chciałam tylko…

– No, co chciałaś? Rybę karmić kawą? Może jednak masz jakieś dafnie? A może chcesz mną nakarmić kota? Ten morderca skradał się w nocy wokół mnie! Mówiłem Ci, żebyś go zamykała, bo nie daje mi spać!
– Misiu! – broda jej drży, z oczu łzy jak grochy.

– Kasiu, przepraszam, nie chciałem, jestem tylko potwornie zmęczony. Znów nie spałem, chyba muszę brać coś na sen. Załatwisz? Chodź tu do mnie. – Przytula ją mocno, całuje w czoło. – No, już dobrze, zrób tej kawy, niech będzie espresso. Podwójne. Muszę być przytomny na tej naradzie. Dobrze, że będzie dopiero o dwunastej.
– Zapytasz szefa o urlop? Dwa lata pracujesz bez przerwy, nawet w święta nie odklejasz się od laptopa. Proszę Cię!
– Nie teraz, trzeba skończyć ten projekt. Potem pomyślę. – Urlop, dobre sobie! Wciąż nie powiedział jej o tym, że co najmniej od pół roku nosi w teczce wypowiedzenie.

Niezastąpieni

Boli głowa? Wypij kawę i przejdzie. Nie przeszło? Zażyj tabletkę. I bierz się do pracy, wykonaj normę, załatw wszystkie sprawy zaplanowane na dziś. Popatrz na innych – świetnie dają sobie radę.
Boli brzuch, żołądek, masz biegunkę? Na wszystko jest lekarstwo. W telewizji reklama goni reklamę – wybierz środek na to, co ci dokucza, zastosuj i nie narzekaj. Pracuj szybciej, dokładniej , efektywniej. Zapomnij o urlopie, firma Cię potrzebuje.
Zwolnienie lekarskie? Nie, nie wezmę, przyjdę do pracy chora/y, bo jak mnie nie będzie, urośnie mi tyle zaległości, że nie wykopię się z tego przez kilka dni. Niedługo będą święta, wtedy odpocznę.
Znasz to?
Siedziała na kanapie, gapiąc się w okno. Chmury płynęły szybko, słońce przebijało się od czasu do czasu, oślepiając ją i tworząc czarne wzory przed oczami. Nie myślała. Głowę miała pustą, widziała tylko te chmury i czarne esy-floresy. W pewnej chwili zorientowała się, że ma mokrą koszulkę. Łzy same płynęły z oczu, nos się zapchał. Potrzebowała chusteczki. Spojrzała na zegar. Jakim cudem było już tak późno? Przecież wstała, jak zwykle w weekend, o dziewiątej. Wyszła z psem, zjadła śniadanie i co? Tyle czasu siedziała i oglądała chmury? I teraz jest już tak późno, że nie ma szans na zakupy w swojej okolicy. Wszystko zamykają o drugiej. Musi jechać do centrum handlowego. Znowu straci mnóstwo czasu. A gdyby nie jechać? Przecież ma w lodówce jakieś jajka, rybę w puszce, zamrożony chleb. Da radę do poniedziałku. Tylko dziwne, że telefon milczy, no tak, wyładował się. Wieczorem była tak zmęczona, że zapomniała podłączyć ładowarkę do prądu. Dobrze, że pies obudził ją rano. Był lepszy od budzika. I w zasadzie tylko on trzymał ją, jako tako, przy życiu. Uwielbiała ich nocne spacery. Tylko wtedy, idąc pustymi, cichymi ulicami, była w stanie odprężyć się i odciąć od myślenia o pracy. Zakładała słuchawki i przenosiła się do świata słuchanej podczas spaceru powieści. To był jej czas na książkę. Nieważne, że zarywała kawałek nocy. Pies był zachwycony długim spacerem, a ona często przyłapywała się na tym, że mieli wyjść na pół godziny, a minęły już dwie. Wracali wtedy szybko do domu, kładła się spać, przykrywając kocem – szkoda jej było czasu na ścielenie łóżka. Budziła się rano nieprzytomna i kolejny raz dochodziła do wniosku, że jednak w pościeli wysypia się lepiej. Szybki prysznic, coś na ząb, leki. Jeszcze trzeba wyprowadzić zwierzaka. Błyskawicznie, bo znowu spóźni się do pracy. Nie znosiła tego. I spóźniała się zawsze. Żartowała, że systematycznie, a nie notorycznie, ale czuła się z tym fatalnie.
Zawsze uśmiechnięta, gotowa podnosić klientów na duchu, gdy tego potrzebowali. Lubiła swoją pracę, lubiła pomagać innym, rozmawiać z ludźmi, poznawać nowych. Uważała, że każdy spotkany człowiek nosi w sobie ciekawą historię. Fajnie było ich słuchać. Klienci lubili ją za to. Czasem dzwonili tylko po to, żeby pogadać. Tylko że ostatnio ciężko było zawiesić uśmiech na twarzy. Coraz częściej szybko kończyła rozmowy. Potem dręczyły ją wyrzuty, ale musiała. Teraz więcej czasu pochłaniały inne obowiązki. Szkoliła nowych pracowników. A oni ją drażnili. Nie potrafili zaangażować się w pracę jak ona. Ciągle zerkali na fejsa. No, to w końcu przyszli do pracy czy do kafejki internetowej? Stała się drażliwa, czasem nawet opryskliwa. I zauważyła, że chyba coś z nią jest nie tak. Często zdarzają się dni, gdy po przebudzeniu wymyśla preteksty, żeby nie pójść do pracy. Tej pracy, którą tak lubiła.

Etapy wypalenia
Właśnie dlatego ważne są normy czasu pracy. I odpoczynku. Wydaje się nam, że to wszystko jedno czy pracujemy 5, 6, 8 czy 12 godzin. Nie, to nie jest wszystko jedno. Wiedzą o tym kierowcy, lekarze, pielęgniarki, piloci, pracownicy obsługi naziemnej. Oni wszyscy wiedzą, że od ich skupienia, zaangażowania, a zwłaszcza od ich zmęczenia (lub nie) zależy życie innych. Przedstawiciele innych zawodów również mają na nie wpływ. Wszyscy stanowimy pewien element w układance.
Przemęczeni, czy to z nadmiaru pracy, czy z braku odpoczynku, stajemy się zestresowani, drażliwi, nieprzyjemni dla najbliższych, choć przecież to dla nich chcemy jak najlepiej. Dla nich ciężko pracujemy, niekiedy chwytając się dodatkowych zajęć. Tylko czy zawsze potrafimy poradzić sobie ze wszystkimi obowiązkami? Co robić, gdy praca przestaje sprawiać nam przyjemność, dawać satysfakcję, staje się źródłem frustracji?
Powinniśmy się zastanowić, czy przypadkiem nie przydarzył się nam syndrom wypalenia zawodowego. Nie jest łatwo go zdiagnozować. Zwykle słowo „diagnoza” odnosi się do choroby, a wypalenie zawodowe jeszcze prawnie nim nie jest. Jednak Światowa Organizacja Zdrowia zapisała je na oficjalnej liście jednostek chorobowych. Proces legislacyjny jest długi i ustalenie to zyska moc prawną od 1 stycznia 2022 roku. Od tego dnia osoby nim dotknięte, będą mogły skorzystać ze zwolnienia lekarskiego w celu poratowania zdrowia. Będą też mogły oczekiwać odpowiedniego leczenia, które może obejmować pomoc psychologiczną, psychiatryczną, a nawet wykraczającą poza te specjalności.

Wypalenie zawodowe może obejmować trzy etapy. W zależności od tego, w którym z nich się znajdujemy, potrzebujemy innej pomocy, aby móc sobie z nim poradzić.
W pierwszym stadium, zwanym ostrzegawczym, pojawia się uczucie przygnębienia, irytacji, zmęczenia, bóle głowy, łatwość zapadania na infekcje, bezsenność. W takim wypadku powinien pomóc krótki wypoczynek. Kolejne stadium objawia się częstymi wybuchami irytacji i negatywną postawą wobec innych. Tutaj warto rozważyć dłuższy urlop i zaangażowanie się w pozapracową aktywność sprawiającą przyjemność. Dla ostatniego stadium charakterystyczne jest uczucie osamotnienia, wyobcowania, pogorszenie jakości wykonywanych zadań. Tu pojawiają się kryzysy rodzinne, przyjacielskie, występują choroby, czasem również depresja. Na tym etapie konieczna jest pomoc lekarska i psychologiczna.