Inspicjentki

22 maja 2019

Kiedy ktoś je o coś prosi, nie mają czasu na zastanowienie – muszą wiedzieć, gdzie co się znajduje. Któregoś dnia reżyser stwierdził, że w tej chwili na scenie ma się znaleźć poduszka. – Długo nie rozmyślając, zwinęłam dwa sweterki w kulkę i położyłam w odpowiednim miejscu. Pożar na jakiś czas ugaszony – śmieje się Hanna Kujawiak. Wspólnie z Agnieszką Rydellek pełnią niezwykle ważną rolę w Teatrze Nowym – są inspicjentkami. Bo teatr to nie tylko aktorzy i reżyser, ale ludzie, którzy czuwają, by wszystko podczas spektaklu potoczyło się w dobrym kierunku. Obecne są podczas prób, a gdy kurtyna idzie w górę, to dla nich czas podwyższonej gotowości, na wypadek, gdyby ktoś na scenie potrzebował pomocy.

 

ROZMAWIA: Anna Jasińska

ZDJĘCIA: Archiwum prywatne bohaterek

 

Spotkałyśmy się w najbardziej klimatycznym miejscu tego teatru. To Scena Trzecia, mieszcząca się w Zaułku Krystyny Feldman. Widz czuje tu bliską obecność aktora. Artyści nieustannie okupują tę scenę – lubią na niej ćwiczyć i przygotowywać się do spektakli. Żeby porozmawiać o pracy inspicjentek, wykradłyśmy parę minut z rozgrzewki przed spektaklem Oliwii Nazimek.

Kto częściej sprawdza się w tej roli: kobiety czy mężczyźni?

Hania Kujawiak: Płeć nie ma tu znaczenia. Przyznaję, że u nas w Teatrze Nowym, kiedy jeszcze kierowała nim Izabella Cywińska, zawsze pracowały kobiety, ale od jakiegoś czasu mamy dwóch panów i bardzo dobrze działa nam się we czworo.

Jak długo pracujecie w tym zawodzie?

Hania: Jeśli mnie pamięć nie myli, to jestem inspicjentem od 2006 roku. W Teatrze Nowym pracuję od 1983 roku. Dopiero cztery lata później zostałam inspicjentem. Kiedy na świat przyszły moje dzieci, miałam długą, bo szesnastoletnią przerwę od pracy. Najważniejsze wtedy było dla mnie ich wychowanie. Udało mi się wrócić i teraz mija 13 lat, odkąd pomagam przy spektaklach.

Agnieszka Rydellek: Można powiedzieć, że ja dopiero początkuję w roli inspicjentki. To mój trzeci sezon. Przyznaję, że praca jest bardzo intensywna, ale też niezwykle satysfakcjonująca.

Co sprawia Wam trudności?

Hania: W zasadzie to wszystko jest dość skomplikowane i trudne. Jeśli ktoś wcześniej nie pracował w teatrze, nie może być inspicjentem, bo nie odnajdzie się w tym. To bardzo ciekawy styl pracy. Musimy współdziałać z aktorami, reżyserami, scenografami, ale przede wszystkim musimy pośredniczyć i koordynować sprawy związane z próbami i spektaklami. Do naszych zadań należy m.in. układanie planów prób, a gdy już wchodzimy na scenę, musimy wiedzieć, kto odpowiada za choreografię, rekwizyty czy kostiumy. Trzeba po prostu znać ludzi, którzy mogą nam pomóc w organizacji. Inspicjent jest obecny na każdej próbie i to w jej pełnym wymiarze. Aktorzy mogą się wymieniać, a czasem mogą niektóre fragmenty prób pominąć. My musimy być w pełnej gotowości i dobrze znać plan działań. Zdarza się, że jest spokojnie, bo reżyser nie oczekuje od nas przysłowiowej „gwiazdki z nieba”. Od czasu do czasu trafiają się jednak reżyserzy z ogromnymi wymaganiami, a wtedy musimy wyczarować rekwizyty w trzy sekundy (śmiech). Trzeba taką sprawę szybko załatwić.

Musicie być bardzo kreatywne, żeby działać tak szybko.

Aga: Pewnie, że tak, ale musimy też wykazywać się ogromnym zdecydowaniem. Gdy ktoś o coś prosi, nie ma czasu na zastanawianie się, gdzie to mogę znaleźć. Przyjazna atmosfera i dobry kontakt z pracownikami również odgrywają ważną rolę – w pojedynkę wiele nie zdziałam. Chyba jesteśmy z Andzią dobrymi logistykami. Masz rację, kreatywność tu się przydaje.

Hania: Kiedyś reżyser stwierdził, że w tej chwili na scenie ma się znaleźć poduszka. Długo nie rozmyślając, zwinęłam dwa sweterki w kulkę i położyłam w odpowiednim miejscu. Pożar na jakiś czas ugaszony. Jako inspicjentki, musimy myśleć i planować pewne rzeczy na zapas. Naszym zadaniem jest także dbanie o bezpieczeństwo aktorów na scenie – usuwamy niepotrzebne rekwizyty. Artyści muszą mieć uporządkowaną przestrzeń, żeby nie zrobili sobie krzywdy. Konieczne jest, by rekwizyty były ustawione na scenie identycznie, a jeśli nie są już potrzebne, szybko trzeba je usunąć.

Czy to Wy musicie utrzymywać dyscyplinę wśród artystów? Niektóre spektakle są bardzo długie, a aktorzy wcale nie stoją potulnie za kulisami, czekając na swoje wyjście.

Hania: Odkryłaś naszą tajemnicę. Faktycznie, aktorzy nie czekają na schodach. Każdy inspicjent wyposażony jest w interkom (to nasze podstawowe narzędzie pracy). Staramy się wołać aktorów na tyle wcześnie, żeby przewidzieć, że być może któryś z nich jest w toalecie i pewnie w trzy sekundy nie zdoła do nas dobiec. Z naszej perspektywy najłatwiejsza sytuacja jest wówczas, gdy żaden z aktorów nie schodzi ze sceny, ale to rzadkość.

Agnieszka: Aktorzy czasem lubią się zagadać i trzeba ich wywoływać kilka razy. Zdarzyło mi się usłyszeć, że uratowałam komuś życie (śmiech).

Często odwiedzam Teatr Nowy i wiem, że starannie ukrywacie się na scenie, ale z której strony można Was wypatrywać?

Hania: Blisko sceny! Nie widać nas z widowni i właśnie na tym polega nasza rola. Musimy być niewidoczni. Tej zasady staram się kurczowo trzymać. Na ogół dbam, by scenografia była tak skonstruowana, żebym w razie potrzeby mogła się przemieszczać. To bardzo przydatne w momentach, kiedy okazuje się, że któryś z aktorów zapomniał jakiegoś rekwizytu. Biegnę wtedy na ratunek, a przecież przez środek sceny nie przejdę. Aktualnie w teatrach panuje moda, że kulis praktycznie nie ma, więc troszkę trzeba się natrudzić, żeby przemieszczać się niezauważonym. Mamy trzy sceny i na każdej z nich jesteśmy umieszczone w innych punktach – na Dużej Scenie możecie próbować nas wypatrywać po lewej stronie, na Nowej Scenie – po prawej, a z kolei na Trzeciej Scenie nie mamy swojego miejsca, więc sterujemy wszystkim z garderoby.

Agnieszka: A ja czasem bywam w kabinie akustyków i oświetleniowców. Zdarzyło mi się stamtąd podrzucić kwestię na prośbę aktora. Na Trzeciej Scenie pracuje się najtrudniej, bo jednak garderoba jest znacznie oddalona od sceny.

Często zdarzają się takie sytuacje podbramkowe, gdzie musicie ratować aktorów z opresji?

Hania: Niezbyt często. To profesjonaliści. Zaledwie parę razy zdarzyło mi się, że ktoś zapomniał rekwizytu. Jeśli nie udało się go szybko pozyskać, to na ogół aktor dobrze „ograł” taką sytuację. W naszym teatrze od dawna nie ma już instytucji suflera. Tę funkcję wchłonęli inspicjenci. Suflerami jesteśmy jednak tylko na próbach i to jest norma, natomiast podczas spektaklu muszą sobie radzić sami.

Macie ustalone jakieś hasło, które oznacza, że trzeba podrzucić aktorowi tekst?

Agnieszka: Ja ustaliłam, że to jest moje imię albo wystarczy samo słowo „tekst” i już wiem, że ktoś tu jest w opałach i liczy na podrzucenie słówka. Na próbach to jest naturalne, że podpowiadamy. Cały czas śledzimy tekst.

Dobrze znacie spektakle? Sceny i słowa?

Hania: Tak, tak, inspicjent ma za zadanie dobrze orientować się w tekście, nawet jeśli go nie ma przed sobą. Ja jestem słuchowcem. Słyszę reakcje aktorów i czuję, gdy coś idzie nie w tę stronę. Podziwiam aktorów za umiejętność tzw. „szycia tekstu”. Pół biedy, jeśli to proza, ale wiersz? Nasi artyści twierdzą jednak, że w wierszu łatwiej im improwizować. Tego akurat nie rozumiem. My nie uczymy się słów na pamięć. Wiele razy wydawało mi się, że dobrze opanowałam tekst, a jednak przez przypadek użyłam synonimu. Z mojego doświadczenia wynika, że najlepiej po prostu mieć tekst przed sobą i na bieżąco sprawdzać, co mówią postaci, ponieważ jedno niedokładne słowo może zwieść naszego aktora na manowce.

Jak wspominacie swój pierwszy spektakl?

Agnieszka: To był spory stres, ale każda premiera tak naprawdę jest wielkim wyzwaniem i tremą. To jest adrenalina, którą uwielbiam. W miarę upływu czasu, jest mi co raz łatwiej w to wszystko wchodzić. Jako inspicjentka debiutowałam w spektaklu „Przesilenie”. Mówiąc szczerze, to był potrójny debiut i to w dodatku w ramach „Sceny Debiutów”. Na scenę po raz pierwszy wkroczyły trzy dziewczyny: Ania Gruszkowny – reżyser, Alicja Juszkiewicz – aktorka, no i ja.

Hania: Stres jest elementem wpisanym w nasze działania. Zdradzę, że naszym zadaniem jest nieokazywanie tego, że się denerwujemy, że mamy tremę. Największe wyzwanie zawsze spoczywa na aktorach, bo to oni stają na scenie i biorą na siebie odpowiedzialność. My musimy zapewnić im totalny spokój. Swoją pierwszą sztukę prowadziłam z panią dyrektor Cywińską i trzema aktorami, którzy już niestety nie żyją. To byli: Sława Kwaśniewska, Krysia Feldman i Wojtek Standeło. Śmiali się ze mnie, bo byłam wtedy najmłodszą inspicjentką w teatrze, a dostałam pod opiekę ekipę najstarszych aktorów. Pracowało się zupełnie inaczej, bo to był mój pierwszy raz i to w dodatku z największymi sławami tego teatru! Dziś wydaje mi się, że inspicjent ma spore znaczenie. Może to przychodzi z wiekiem, bo dziś jestem nestorką wśród inspicjentów (śmiech). Kiedyś jeden z aktorów powiedział mi, że im dłużej jest na scenie, tym trudniej mu okiełznać nerwy.

Jak się pracuje pod wodzą szefa – Piotra Kruszczyńskiego, gdy od czasu do czasu wpada na scenę, żeby coś wyreżyserować?

Hania, Agnieszka: Wspaniale!

Agnieszka: Zawsze jestem pod wrażeniem pracy naszego dyrektora. To jest intensywny tryb, a On pełni wtedy dwie funkcje: reżysera i głowy teatru.

Hania: Pracowałam z dyrektorem Kruszczyńskim przy Jego pierwszym spektaklu tutaj i myślę, że sprawdził się świetnie w obu rolach.

Czego Wam mogę życzyć na zakończenie naszej rozmowy?

Hania: Życzyłabym sobie, żeby w Teatrze zawsze był prąd, bo bez tego nasz interkom nie działa i wtedy trzeba biegać po schodach, a przecież wiadomo, że gdy kurtyna pójdzie w górę, musimy zrobić wszystko, żeby sztuka poszła zgodnie z planem, więc to normalne, że się poświęcimy (śmiech).