Jestem 365 dni w roku na wakacjach!

16 kwietnia 2020

Kto ma tak dobrze? Tak o sobie mówi Paulina Prusiecka. Dlaczego? Bo mieszka i pracuje w hotelu! Kobieta wyjątkowa, artystyczna dusza, trzymająca mocną ręką marketing rodzinnej firmy, ale także wrażliwa na sztukę, kochająca kontakt z ludźmi. Absolutna fanka swojego psa Leo oraz osoba, która lubi robić krok do tyłu, by iść dwa kroki do przodu. Ceni tradycję, naturę i otaczające nas piękno.

 

ROZMAWIA: Juliusz Podolski

ZDJĘCIA: Błażej Pszczółkowski, Paulina Prusiecka, Damian Hornet

 

 

Jako marketingowiec Grupy Konkret na swoich barkach ma Pani wiele przedsięwzięć, bo to i City Park, i Country Park…

Paulina Prusiecka: Są jeszcze grunty rolne, zlokalizowane w różnych regionach Polski, o powierzchni ponad siedmiu milionów metrów kwadratowych. Jest Twierdza Modlin i przepiękny projekt Trójwieś, jest również działka na Helu, gdzie planujemy kolejny obiekt o funkcji aparthotel. Jestem w dużej mierze odpowiedzialna za komunikację i marketing naszych projektów. Doba ma określoną liczbę godzin i tylko z tym muszę się pogodzić.

Czasem chyba brakuje czasu…

To tylko kwestia umiejętności ustawiania priorytetów. W całym zbiorze rzeczy ważnych i ważniejszych, staram się wybrać to, co jest najważniejsze w danym momencie. Wśród priorytetów jest zawsze City Park, bardzo zakorzeniony w moim sercu, nasza perełka, a formalnie siedziba firmy rodzinnej. Wciąż wymaga bardzo dużo pracy i jest swego rodzaju inkubatorem nowych rozwiązań. Pomysły, które chcemy wdrożyć w innych inwestycjach, są często testowane właśnie tutaj. Chociażby Modlin – to dla nas wyjątkowy projekt o szczególnej skali, którego przedsmak w wersji mikro mamy właśnie w City Parku.

Czuje się Pani bizneswoman?

Nie, absolutnie. Czuję się bardzo mocno osadzona w naszej firmie rodzinnej. Nie byłoby to do końca poprawne politycznie, gdybym chciała być wielką bizneswoman. To nawet nieładnie brzmi. W naszej firmie czuję się odpowiedzialna za pewną materię, nie chcę zawieść siebie i naszego rodzinnego biznesu. To jest myśl, która determinuje moje działania perspektywiczne, strategiczne na kolejnych, co najmniej, 10 lat. Mam określone zadania do wykonania i robię to najlepiej jak potrafię.

A dlaczego wybrała Pani marketing?

To pokłosie mojej pasji – jest on najbliżej sztuki, artystycznego wydźwięku, który mogę wnieść do firmy. Bardzo długo szukałam swojej drogi. Wiedziałam, że musi to być coś, co będzie związane z naszym rodzinnym biznesem, że bardzo chcę pracować z Tatą, ponieważ jako rodzina bardzo się kochamy, szanujemy i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. Od dziecka imponował mi jako osoba, która osiągnęła sukces ciężką pracą. Chciałam tak samo, stąd wybór pracy w naszym rodzinnym biznesie. Nie wyobrażam sobie zajęcia związanego z księgowością czy kwestiami ekonomicznymi. Dla własnego dobra i… dobra naszej firmy nie powinnam się tym zajmować. Potrafię zadbać o finanse, ale nie jest to po prostu moja bajka. Stwierdziłam, że po fotografii na Akademii Sztuk Pięknych poszukam czegoś, co będzie bliskie mojemu wykształceniu i pasji. I nie będę tu oryginalna, bo wszyscy marketingowcy to mówią, ale pracując w tej branży spotyka się fantastycznych i ciekawych ludzi. Cała masa spotkań, wymiany zdań, dyskusji. A ja kocham być z ludźmi! W swojej pracy mogę skupić się i na obrazie, tekście, strategii i tak, jak chociażby dzisiaj, usiąść, zjeść z Panem pyszny lunch i porozmawiać.

No właśnie, rozmowa między ludźmi to ważna rzecz. Ten kontakt twarzą w twarz na żywo zdarza nam się coraz rzadziej.

Często nawet go unikamy. A ja wierzę w rozmowę bezpośrednią, w jej moc. To oczywiste, że nie zastąpi jej żadna konwersacja mailowa czy za pośrednictwem innych komunikatorów. Nawet wideokonferencja nie jest w stanie oddać tych wszystkich emocji. Wierzę, że rozmowa na żywo jest też pewną formą terapii. Można wszystko ze spokojem poukładać, pozwolić na swobodną wypowiedź drugiej osobie, czując jednocześnie jej zaangażowanie w dyskusję. Nie boję się kontaktu z ludźmi. Przyznam po cichu, że najchętniej cały dzień siedziałabym i rozmawiała, bo jest to jedna z przyjemniejszych rzeczy – obok śpiewu, tańca i jedzenia – jaką my ludzie potrafimy i powinniśmy robić.

Cały czas dusza artystyczna gra. Ile jest jej w City Parku?

Na każdym kroku staram się tę energię artystyczną roztaczać. Jestem bardzo szczęśliwa, że udało nam się nawiązać współpracę z wybitnymi artystami – Maciejem Mańkowskim i Szymonem Brodziakiem. Jeśli jest tylko możliwość chwycenia za aparat, też robię zdjęcia, chociaż jest to trochę utrudnione. Z racji funkcji, którą pełnię, często nie mogę jednocześnie reprezentować firmy i robić zdjęć. Tego artystycznego ducha staram się przelewać i do tekstów i do obrazów. City Park to pełne pole do popisu: mamy wspaniałą Cucinę, która rządzi się tradycją i nowoczesnością, gdzie najważniejszy jest człowiek. Tu króluje ciepło i natura. Znakomity produkt to Whisky Bar 88, który jest silny i męski. Trudniej osadzić go na rynku, ponieważ mówimy tu o alkoholu, a za tym idzie szereg obostrzeń prawnych. Jest butikowy hotel. Jest Cappuccina – słodka, kobieca, gdzie mamy pyszne lody rzemieślnicze i inne rarytasy. Jest tyle aspektów, że codziennie mogę balansować między delikatnością, subtelnością, a mocniejszymi akcentami. No i pracuję w hotelu więc… jestem 365 dni na wakacjach!

Czy te zdjęcia, które pojawiają się niemal na każdym kroku to też Pani pomysł?

To akurat pomysł Taty. On jest odpowiedzialny za wizję całości projektu i akceptuje niemal wszystkie koncepcje. Pomagam Mu zrealizować pomysły, które przyjdą Mu na myśl, ale na ich wdrożenie często nie ma czasu. Jednym z nich są np. czarno-białe fotografie Szymona Brodziaka, które pojawiają się w pokojach hotelowych. Niosą ze sobą mnóstwo energii! Często jest też tak, że sztuka przychodzi do nas. Mamy wielu artystów z Poznania, ale i z zagranicy, którzy przyjeżdżają tutaj – czy do hotelu, czy do restauracji – podoba im się nasze miejsce i widzą swoje dzieła sztuki na tych ścianach. To nie tylko przestrzeń dla zdjęć, ale również dla zmysłów. Dla mnie każdy detal ma znaczenie. Światło, kwiaty, roznoszący się zapach. Wierzę w klimat i energię miejsca, która czasami jest mocniejsza, a czasami się osłabia i trzeba ją poprawić lub po prostu zmienić. To wszystko ma stworzyć atmosferę dla dobrego spędzania czasu, ale także dla efektywnej pracy, by właśnie ten klimat tworzyć. Zwracam szczególną uwagę na marketing wewnętrzny. Chcę, aby każdy kto tu pracuje, był dumny, że jest członkiem City Parkowej Rodziny.

Jak to jest pracować w mieszkaniu i mieszkać w pracy?

Skłamałabym, że można to oddzielić. Nie, nie można. Takie rozwiązanie polecam tylko osobom, które czują, że realizują się w tym, co robią, które kochają miejsce i środowisko, w którym żyją. Dla mnie taki system, to same plusy. Mogłam np. sprzedać samochód. Nie zatruwam spalinami naszego pięknego świata, mam zdecydowanie więcej czasu na pracę i wypoczynek. To były najważniejsze aspekty podjęcia świadomej decyzji o pracy i mieszkaniu w City Parku. Chciałabym jeszcze kilka lat pomieszkać w Poznaniu, a później poszukać czegoś bliżej natury. Marzy mi się życie przy lesie, z własnymi uprawami. To zaczyna grać w moim sercu i nie jest spowodowane przemęczeniem czy wypaleniem zawodowym, po prostu lubię wyzwania, chcę w życiu wielu rzeczy spróbować. To jest również marzenie związane z dzieciństwem, budzące przepiękne wspomnienia. Chciałabym za jakiś czas podążyć ku temu. Może będzie to mój nowy dom.

Nie tylko w marzeniach wraca Pani do natury…

Tak, to m.in. moje noworoczne postanowienie, które wciąż – mimo tego, że mamy koniec marca – dzielnie realizuję i jak się rozpędzę, to przez kolejne 5 lat będę je wcielać w życie. Postanowiłam nie kupować nowych rzeczy. Przecież mam ich tyle, że nowe nie są potrzebne. Są pewne sfery życia, w których, jako ludzie, trochę się pogubiliśmy, dlatego ponownie, świadomie, chciałabym tam, gdzie mogę i tam, gdzie powinnam, nie iść do przodu, lecz… do tyłu. To jest mój krok ku harmonii. Testuję różne rozwiązania, nie mam jeszcze recepty na sukces, ale mam jeszcze czas, aby tę formułę znaleźć. Oby późniejsze lata były bogatsze o mądrość, którą pozyskam.

To chyba znak ostatnich czasów, że nasz rozwój będzie krokiem w tył.

Przykładem z mojego najbliższego otoczenia jest chociażby karta w Cucinie. Podzieliliśmy ją wyraźnie na tradycję i nowoczesność. Sama mam ochotę wracać do smaków z dzieciństwa. Zjeść domowy rosół czy zupę ogórkową. A czasami mam ochotę na wyszukane kulinaria. Nasza kolejna karta też utrzyma tę tendencję. Mam nadzieję, że ten trend powrotu do tradycji również będzie krokiem do przodu, chociaż brzmi to abstrakcyjnie i paradoksalnie. Są dziedziny życia, które powinny z olbrzymią siłą się rozwijać, ale są też takie, które zatrzymując się lub cofając na chwilę, mogą tylko na tym skorzystać.

Porozmawiajmy o Pani miłościach…

Oczywiście pies, wino, fotografia, mam bardzo duże serce… Jeśli chodzi o wino, to bardzo lubię je degustować i poznawać nowe smaki, szczególnie w towarzystwie mojego Adama. Miłością jest także to, co tutaj w City Parku robię. To ogromny przywilej, że mogę robić to, co kocham. Uwielbiam długie leśne spacery z naszym psem i podróże… Zaczęłam też niedawno studia, podyplomową pedagogikę w sztuce. To kierunek, który mocno otwiera oczy – fantastyczna literatura, genialni ludzie, no i powrót na ASP, dzisiaj Uniwersytet Artystyczny. Oprócz teorii jest też to, co kocham: malarstwo, rzeźba, grafika, fotografia – wszystko w praktyce.

A pies…

To bichon o imieniu Leo, największy przyjaciel, który nawet po najbardziej intensywnym dniu jest zastrzykiem energii i wielką radością. Leo chodzi ze mną do pracy, uczestniczy w spotkaniach. Jest psem City Parku. Przy wyborze psa było dla nas ważne, żeby była to rasa pierwotna. I znowu powrót do pierwotnych aspektów. Poza tym ta rasa ma genialny charakter, a najważniejsze dla tych psów to… bliskość człowieka, bycie przy nim. Po doświadczeniach z kochanymi berneńczykami, bichon bije rekordy w psich rankingach długowieczności, bo żyje nawet 20 lat! Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Chciałabym mieć koniecznie drugiego psa. Tym razem będzie to lagotto romagnolo, który szuka trufli. Śmieję się, że to taki mały gastronomiczny akcent. Myślę, że to marzenie zrealizuję w niedalekiej przyszłości.

Co jest Pani sukcesem?

Uważam, że sukces – ten najważniejszy – musi być zawsze przede mną. Moim ogromnym sukcesem jest to, że tworzymy kochającą się rodzinę, że jesteśmy ze sobą w tych trudnych i w tych radosnych chwilach oraz to, że mamy olbrzymie chęci na dalszy rozwój. Sukces to także stawanie się mądrzejszym każdego dnia, wykorzystując doświadczenie z dnia poprzedniego.