Karty, które uczą życia

13 lipca 2020

Powstały w latach 90. i miały pomóc uczniom w nauce tabliczki mnożenia. Wymyślił je i stworzył Andrzej Grabowski w trosce o swoich uczniów, którym nauka matematyki przychodziła z trudem. Fenomen polega na tym, że do dziś, zachwyceni uczniowie, chętnie grają w Karty Grabowskiego, zapamiętując kolejne konfiguracje liczb. Nauczyciel na tym nie poprzestał i stworzył karty do nauki dodawania i odejmowania oraz do gier logicznych. Dzięki Niemu dzieci w całej Polsce pokochały matematykę. Jego syn – Mateusz Grabowski, który kontynuuje rodzinną tradycję – nie kryje radości z tego, że jedna talia pomaga nie tylko w nauce, ale pokazuje, że nawet najbardziej niematematyczne umysły i serca nagle otwierają się, a jedyną granicą jest po prostu koniec gry. Magia? Nic bardziej mylnego…

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

 

Mateusz Grabowski siada naprzeciwko mnie przy stole i wyciąga talię kart. Na jednych są czerwone cyfry, a drugich – czarne. – A teraz zagramy – mówi, a ja patrzę na Niego z przerażeniem. – Spokojnie, chciałbym, żeby Pani zrozumiała, o czym będę opowiadał.

Na stole układa karty w jednym rzędzie. Tasuje resztę. – Zagramy w Manewry – opowiada, a ja czekam co się wydarzy. – Ta strona jest moja, a ta Pani. Proszę wyciągnąć kartę. Zasada jest taka: wygrywa ta osoba, która jako pierwsza ułoży karty od najmniejszej wartości do największej. Wartość jest iloczynem dwóch liczb. Wyciągam kartę, na której mam działanie 7×9. Szybko liczę, przypominając sobie przy okazji tabliczkę mnożenia. 63. Dużo. Układam kartę pośrodku mojego pola, wiedząc, że mogę wylosować coś z jeszcze wyższym wynikiem. Mateusz ma 7×7, a więc 49 i swoją kartę umieszcza trochę wyżej od mojej. Pełne skupienie. Losuję kolejną, Mateusz kolejną. Wyścig trwa. Gra wciąga coraz bardziej. – Nieważne czy jest się dzieckiem, czy dorosłym, każdą grę trzeba poznać i się jej nauczyć, tak jak teraz robię to z Panią – wyjaśnia Mateusz Grabowski. – Jest to świetna gimnastyka umysłu dla każdego. Karty są tak skonstruowane, żeby rozgrywki były szybkie, dynamiczne, a dzieci się nie nudziły. Chodzi o to, żeby dziecko szybko widziało efekt swojej pracy. Ważne jest też, że każdy może wygrać z każdym. Prawda? Potwierdzam, bo prawie wygrałam grając po raz pierwszy.

Mateusz Grabowski: Karty wymyślił mój tata. Był trenerem lekkiej atletyki i nauczycielem matematyki. Przez dziesięć lat pracował z juniorami. Jego podopieczni zdobyli 30 medali na mistrzostwach Polski juniorów w lekkiej atletyce, reprezentowali nasz kraj na imprezach międzynarodowych. Tata miał otwarty umysł, potrafił słuchać, lubił się uczyć, korzystać z nowinek. Mimo że nie było wtedy takiego dostępu do informacji jak dziś, On potrafił inspirować się i korzystać z rozwiązań, które wdrażano na świecie, dzięki czemu zawsze wyprzedzał nasze czasy.

I bardzo chciał pomóc swoim uczniom.

Odkąd pamiętam robił wszystko, żeby pomóc swoim podopiecznym, był im niezwykle oddany. Jako anegdotę mogę opowiedzieć, że kiedyś tata pojechał na Międzynarodowe Mistrzostwa Świata Juniorów. Przez kilka dni nie wiedzieliśmy, co się z nim dzieje i jak idzie naszej juniorskiej reprezentacji – wtedy nie było takiej łączności. Pewnego dnia włączamy wiadomości w telewizji i słyszymy, że zawodnicy potruli się jedzeniem, a tylko nasi są zdrowi. Okazało się, że trener zabrał jedzenie z Polski i nie korzystali z tamtejszej kuchni (śmiech). To pokazuje, jak dbał o ludzi.

Dlaczego zrezygnował z trenowania?

Lekkoatletyka była Jego ogromną pasją, ale w tamtych czasach trenerom żyło się coraz gorzej. Zarabiało się coraz mniej, a przecież trzeba było utrzymać rodzinę. W pewnym momencie musiał więc zrezygnować. Miał wykształcenie matematyczne i zaczął uczyć w czwartej klasie szkoły podstawowej. Już na samym początku uderzyło Go to, że dzieci nie znały tabliczki mnożenia. Był to wielki szok, więc postanowił to zmienić. Uznał, że wkuwanie tabliczki jest złym pomysłem. Szukał sposobów, aby ułatwić najmłodszym uczniom opanowanie podstawowych działań. Dzięki swojemu sportowemu doświadczeniu i pomysłowości opracował karty matematyczne i gry z ich wykorzystaniem, pozwalające dzieciom poznawać i utrwalać tabliczkę mnożenia przez zabawę.

Początki chyba do łatwych nie należały?

Karty zostały oficjalnie wydane w 1996 roku, ale początki były trudne, bo ciężko było namówić innych nauczycieli, by na nich pracowali. Wtedy każdy nauczał w sposób tradycyjny, a to była swego rodzaju innowacja. Na szczęście udało się w końcu przekonać matematyków w innych szkołach i zaczęli korzystać z kart.

Skutecznie, skoro dwa lata później odbyły się już mistrzostwa w oparciu o karty Grabowskiego.

To cieszy. W 1998 roku tata zorganizował pierwsze Mistrzostwa Polski w Tabliczce Mnożenia. Impreza odbywa się do dziś, a do tej pory udział w niej wzięło ponad pół tysiąca polskich szkół. Kolejnym wydarzeniem organizowanym przez Karty Grabowskiego, jest Światowy Dzień Tabliczki Mnożenia. To doceniana na całym świecie międzynarodowa akcja, w której co roku udział biorą uczniowie z ponad 20 krajów. To, co jest dla mnie niesamowite, to fakt że mamy 2020 rok, a Karty Grabowskiego zyskują coraz większą popularność. Wie Pani dlaczego tak jest?

Dlaczego?

Bo karty powstały z pasji. Jeśli mamy produkt, który powstał z pasji, to on prędzej czy później osiągnie sukces.

I tu się zgodzę.

To nie jest coś, co wyprodukowano na potrzeby sztucznie wykreowanego trendu. Karty powstały, żeby pomóc w nauce tabliczki mnożenia, nie były tworzone pochopnie, tylko zbudowane na podstawie analizy reakcji dzieci na taką metodę nauki. Tata w ogóle stworzył wiele gier, które i dziś znajdują coraz większą grupę odbiorców. I ciekawe jest to, że od lat 90. nic specjalnie przy tym produkcie nie majstrowaliśmy. Karty mają być proste, łatwe i przystępne.

Kiedy pierwszy raz tata rozłożył przed Panem karty? 

Kiedy miałem niecałe siedem lat. Graliśmy wszędzie: w szkole, w domu, na podwórku. Szykowaliśmy się do Mistrzostw Polski w Tabliczce Mnożenia. I to jest dla mnie jedno z lepszych wspomnień szkoły podstawowej. Można powiedzieć, że jestem z kartami związany całe życie. Zawsze marzyłem, żeby związać się z tym produktem na stałe.

I tak się stało…

Tak. Niestety w 2014 roku tata zmarł. Wspólnie z całą rodziną podjęliśmy decyzję, że ja dalej poprowadzę firmę, ale wciąż będziemy w niej razem, bo przecież pracuje ze mną mama i siostra. Przyszedł czas na rozwój. Do tej pory paczki z zamówieniami wysyłaliśmy jeszcze z mieszkania taty. Postanowiliśmy poszukać siedziby firmy – obecnie mieścimy się przy ulicy św. Szczepana 20A. Mamy tutaj kilka działów i stąd też wychodzą przesyłki. Zatrudniamy coraz więcej ludzi. Założyliśmy profil na Facebooku, gdzie promujemy nasz produkt, który spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem. Przygotowaliśmy nowe książki, które zawierają propozycje gier i warianty dla poszczególnych talii kart. Staraliśmy się zachować sens poprzednich publikacji, więc trochę złagodziliśmy słownictwo i dodaliśmy grafikę. Mamy przejrzyste, łatwe do odczytu, ilustracje. Przygotowywaliśmy je kilka lat. Stworzyliśmy też postać taty – Andrzeja Grabowskiego, którego widzi Pani na okładce. Jego wizerunek pojawia się także w środku, przy instrukcjach do poszczególnych gier – tata daje wskazówki, podpowiedzi. Niesamowite jest to, że dzisiaj każde dziecko w pakiecie z kartami otrzymuje Andrzeja Grabowskiego.

Czyli tata całe życie z Panem jest.

Tak i jestem z tego bardzo dumny, że pasja taty jest w każdym elemencie naszego produktu, dzięki temu On wciąż jest blisko mnie. To jest coś, na czym mi bardzo zależało.

Sukces tych kart spowodował, że powstały kolejne?

Tata był niesamowicie kreatywny. Karty Dodawanie i odejmowanie powstały w 1998, natomiast w 2014 tata wraz z siostrą Justyną Grabowską-Dybek, stworzyli Gry logiczne. Pomocą dla najmłodszych dzieci – już w wieku przedszkolnym – stał się natomiast bączek matematyczny Piruet (dziś Bączek matematyczny Grabowskiego).

Ile osób może grać jednocześnie?

Od dwóch do sześciu osób. Karty można wykorzystać nie tylko w domu, ale w szkole, na lekcjach. Można organizować zawody sportowe z użyciem naszych talii. Wiemy, że są to niesamowite emocje. Gra może być świetnym przerywnikiem lub dodatkiem do zajęć. Z jednej talii można wyczarować wiele aktywności, w które można zaangażować całą klasę.

Nauczyciele dziś chętnie korzystają z kart?

Mamy bardzo dużo zamówień ze szkół. Oczywiście za każdym razem organizujemy warsztaty dla nauczycieli, by pokazać im, jak to działa. Wtedy wcielają się w dzieci i zaczynamy grę, która trwa sześć godzin lekcyjnych. Zwykle nikt nie chce kończyć (śmiech).

Czy dzięki takiej formie możemy też pomóc dzieciom w budowaniu własnej wartości?

Oj zdecydowanie tak! Ile razy zniechęcono Panią w szkole do nauki?

Wiele razy.

No właśnie. Jeśli dziecko kilka razy poda zły wynik mnożenia czy dodawania, zniechęca się. Wtedy rodzice mówią, że jest niematematyczne. Nic bardziej mylnego. Gra naszymi kartami to nauka poprzez zabawę. Dzieci nawet nie wiedzą, w którym momencie uczą się mnożyć, bo sprawia im to frajdę. To doskonała metoda na spożytkowanie ich energii – gra jest dynamiczna, a wygrać może każdy. Poza tym uczą się współpracy, tego jak radzić sobie z emocjami, bo nikt przecież nie lubi przegrywać.

Pana dzieci też grają?

Jeszcze nie, bo są za małe, ale nie będą miały wyjścia (śmiech).

Która grę najbardziej Pan lubi?

Olimpijczycy.

Dlaczego?

Bo jest na czas, mogę pobijać własne rekordy. To jedna z najbardziej emocjonujących gier. Oprócz kart do jej przeprowadzenia potrzebujemy drewnianych pudelek dostępnych u nas i stopera. Gra rozpoczyna się w momencie włączenia stopera. Zawodnik podbiega do stanowiska, gdzie do konkretnej przegródki pudełka musi włożyć kartę z działaniem i wynik, tak by się zgadzały. To niesamowicie ćwiczy pamięć. Po zakończeniu wyłączamy stoper i zapisujemy czas. Kiedy raz w to zagramy – trudno się oderwać.

Nawet mnie zaciekawiło. A Gry logiczne – co to takiego?

Mateusz Grabowski wyciąga różnokolorowe karty z pudełka „Gry logiczne” i rozkłada na stole. Proszę spojrzeć, mamy różne kolory. Proszę wskazać palcem jedną kartę. To jest nasz rodzynek, proszę odkryć pozostałe. Jakiego koloru jest rodzynek?

Czerwony.

Dobrze, jest punkcik. Punkty przyznajemy patyczkami, każdy jest w innym kolorze i ma inną wartość. To nagroda dla dziecka za prawidłową odpowiedź. Co ćwiczymy w takiej grze? Spostrzegawczość, pamięć, szybkie liczenie, koncentrację, rozwijamy wyobraźnię, ćwiczymy orientację przestrzenną. Jedna gra dotyka wiele sfer. Już trzylatek jest w stanie z nami zagrać. Łamigłówek, których autorką jest moja siostra, są dziesiątki i mają różne stopnie trudności. W książce mamy dokładny opis każdego zadania.

I to znowu wciąga.

Skoro wciągnęło Panią, proszę sobie wyobrazić, jak wciąga dzieci. Przy okazji rozdawania kart nasz gracz pilnuje porządku, dba, by to, czego nie używamy, chować do pudełka. Dziecko jest spełnione, my je chwalimy nie tylko za prawidłowe wyniki, ale też za to, że utrzymuje w tym wszystkim dyscyplinę. I co się dzieje? Jest szczęśliwe, dowartościowane. Na co dzień obserwujemy, że dzieci, dotąd zamknięte w sobie i wycofane, dzięki grze stają się pewne siebie i uśmiechnięte. To jest niesamowite.

To piękne, że pokazujecie dzieciom, jak budować poczucie własnej wartości.

Tak, bo karty otwierają dzieci i pokazują, że wszystko jest możliwe.

 

RAMKA

Karty można kupić w siedziby firmy: ul. św. Szczepana 20 A oraz na stronie www.kartygrabowskiego.pl