Korporacja serdecznych serc

26 maja 2020

Zaczęło się od 20 obiadów dla rodziców dzieci ze szpitala przy ulicy Krysiewicza, których pandemia uwięziła na oddziale. Dalej poszło lawinowo. Drużyna Szpiku wraz z Poznańską Spiżarnią Biesiadników oraz poznańskimi kucharzami wydali już ponad 4000 obiadów dla lekarzy pracujących w szpitalach przy ulicy Krysiewicza, Długiej, Garbarach, 28 Czerwca 1956, Szwajcarskiej. Zawieźli hektolitry wody, soków i deserów. Dostarczyli maseczki, a dzięki Dyrekcji Lasów Państwowych – przekazali do szpitala zakaźnego respirator.

 

TEKST: Elżbieta Podolska

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

12 marca

Rząd zamyka nas w domach, otwarte zostają tylko sklepy spożywcze, drogerie i apteki, a odwiedziny w szpitalach są zabronione. Robi się bardzo poważnie. Jak to się zaczęło? Żadne z nich nie potrafi precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie. Chyba od tego, że w szpitalu na Krysiewicza, na onkologii dziecięcej, zostali zamknięci rodzice. Sytuację monitorowali wolontariusze z Drużyny Szpiku.

– Okazało się, że rodzice, którzy nie mogą wyjść, bo nie chcą zostawić dzieci, nie mają posiłków – mówi Dorota Raczkiewicz, prezes Fundacji Dar Szpiku. – Poprosiłam Andrzeja Kuczyńskiego, by zadzwonił do Julka Podolskiego, bo on doskonale zna restauratorów i szefów kuchni. Może ktoś pomógłby nam nakarmić rodziców i personel tego oddziału. Zaczęło się od 20 obiadów. Teraz jest to już 5–7 oddziałów w szpitalach w Poznaniu. Nie tylko dostarczamy obiady, ale też maseczki, potrzebny sprzęt. Dzięki Dyrekcji Lasów Państwowych udało nam się przekazać do szpitala im. Strusia respirator. Mam w tej akcji super pomocników: Andrzeja Kuczyńskiego, Julka Podolskiego i Macieja Piątka z Poznańskiej Spiżarni Biesiadników, a także Artura Piotrowskiego i Mateusza Kołodziejczaka z Ogólnopolskiej Ambasady Dziczyzny Lizawka. To także bardzo wiele firm, restauracji i szefów kuchni, którzy bezinteresownie pomagają.

Dzień, jak co dzień

Każdego dnia organizatorzy tej akcji pracują praktycznie od rana do nocy. Dorota Raczkiewicz czuwa nad wszystkim, Andrzej Kuczyński ma kontakt ze wszystkimi koordynatorami ze szpitali i wie, co, gdzie i komu zawieźć, co jest najbardziej potrzebne. Przyjmuje, pakuje, rozwodzi, układa plany. To strateg akcji.

Juliusz Podolski wisi na telefonie i bez przerwy rozmawia przez Messenger. To on odpowiedzialny jest przede wszystkim za kontakty z firmami, żeby szefowie kuchni mieli z czego gotować i z szefami kuchni, żeby wiedzieli, dla kogo to robią, w jakie dni mają dyżury, jak to dowieźć, odebrać.

Maciej Piątek jest nazywany już przez wszystkich kwatermistrzem. To on dokładnie wie, jakie są zapasy produktów, kiedy skończą się np. warzywa, komu zawieźć kolejną porcję, gdzie to magazynować, kiedy z Makro Polska, Dębicy, Farutexu, Bonduelle, Nestle, Fanex czy innych przyjeżdżają kolejne transporty. Sam też często staje do gotowania.

Artur Piotrowski i Mateusz Kołodziejczak prowadzą restaurację Lizawka, są założycielami Ogólnopolskiej Ambasady Dziczyzny Lizawka, są ratownikami. Ich udział w akcji był naturalny. Nawet się nad tym nie zastanawiali. Po prostu zaczęli gotować dla tych, którzy najbardziej tego potrzebują. Dla SORu na Szwajcarskiej. Do tego potrafią załatwić każde produkty, nie ma dla nich żadnej niemożliwej rzeczy.

I jeszcze jedna osoba. Dobry duszek akcji – Przemek Lis, który dzwoni, załatwia, pokonuje każdą przeszkodę, by zdobyć odpowiednie produkty.

Miesiąc działania

Wydali już ponad 4000 obiadów dla szpitali na Krysiewicza, Długiej, Garbarach, 28 Czerwca 1956, Szwajcarskiej. Zawieźli hektolitry wody, ale też soków. Szef Kuchni – Wojciech Wojtkowiak przygotował setki deserów, by zrobiło się odrobinę bardziej słodko. Na oddziały trafiły maseczki i środki dezynfekujące, a także… czekoladki od Chocollissimo i Sukces po poznańsku, by zarażać optymizmem i dawać nadzieję, że wróci normalność.

Ludzie są dobrzy

Ta akcja ma niesamowity wymiar, bo uczestniczą w niej szefowie kuchni i restauratorzy, którzy obecnie znajdują się przecież w tragicznej sytuacji. Lokale są zamknięte, tylko dowozy pozwalają przetrwać. Zgłaszają się sami, bo chcą po prostu pomagać. Wszyscy, jak jeden mąż twierdzą, że trzeba się dzielić, bo w takiej sytuacji szczególnie nie można zostać obojętnym.

To cisi bohaterowie naszych czasów: Marek Szuba, Magda Konowalska, Piotr Turowski, Robert Serdiuk, Georgi Ginew, Magdalena Kovalchuk, Magdalena Ratajczak i wielu, wielu innych.

Co ciekawe, akcja Drużyny Szpiku, Poznańskiej Spiżarni Biesiadników i Ogólnopolskiej Ambasady Dziczyzny Lizawka znajduje naśladowców. Tak samo zaczyna pomagać Szczecin i Strzelce Opolskie.

Korporacja Serdecznych Serc

Tak za kulisami mówią o tej akcji. Dlaczego jest szczególna? Bo opiera się tylko na tym, że ludzie są dobrzy, przyjaźni, że sobie pomagają. Od osób prywatnych po duże firmy. Organizatorzy twierdzą, że oni w zasadzie muszą tylko skoordynować te działania i uświadomić ludziom, ile w nich jest serdeczności. Ma ona jeszcze jeden szczególny wymiar: jest organizowana bez jednej złotówki, bez zbiórek pieniężnych, liczy się tylko serce i praca. Może i ty chcesz podzielić się swoim serdecznym sercem?