Koszyk wielkanocny

18 kwietnia 2019

Święta Wielkiej Nocy to czas magiczny, pełen pradawnych i chrześcijańskich rytuałów. Chrystus zmartwychwstaje i odradza się przyroda. Po zimie świat nabiera kolorów. O zwyczajach świąt wielkanocnych, tradycjach, symbolach i czarach opowiada Witold Przewoźny, etnograf z Muzeum Etnograficznego w Poznaniu.

 

SPISAŁA: Elżbieta Podolska

 

Święconka to jest jeden z tych zwyczajów, który przeżył pewnego rodzaju ewolucję. Czas świąteczny ma być zaprzeczeniem codzienności. Wszystko musi być inne. Wszystko musi być z takim bardzo często mocno zakorzenionym w magii działaniem. Towarzyszą mu zjawiska zgodne z rytmem natury, na które człowiek nie ma żadnego wpływu. I oto nastaje wiosna, wszystko się budzi na nowo. W świat, który człowiek usiłuje zrozumieć i sobie w nim poradzić, wchodzi nadzieja, przekonanie, że się jeszcze raz wszystko fajnie poukłada. W tych wiosennych działaniach było bardzo wiele pradawnych rytuałów związanych z witalnością, pobudzaniem życia, z ożywianiem się po zimie, z odpędzaniem złych duchów, mogących jeszcze tę zimę przyciągnąć. Palono kukłę, wypędzano demony i ciemności zimowych wieczorów, prowokujące do rozmyślań, że zaświaty są na wyciągnięcie ręki.

Wiosenne świętowanie

Nadchodząca wiosna sprzyja oczyszczeniu i odnowie. Pali się ogniska, używa bardzo dużo wody, z tą pozostałością w lany poniedziałek. Wykorzystuje się wszystkie symbole kojarzone z nowym życiem, z bezpiecznym przejściem, szczególnie w dniu równowagi, początku wiosny, kiedy to dzień równa się z nocą. Wszystko jest potrzebne, bo nie wiadomo, czy przejście będzie właściwe, bo przecież w marcu jak w garncu, a kwiecień plecień – nic nie jest jeszcze pewne. Zielone rośliny i ozimina na polach są jeszcze malutkie, kruche. Większy przymrozek może zniszczyć to, na co człowiek oczekuje, na czym mu zależy. Rytuały pełnią funkcję wspomagającą, mają być pomocą, wsparciem. Na to nachodzi chrześcijaństwo, ze swoim bogiem, ze śmiercią i zmartwychwstaniem. Pobudza wyobraźnię i dominuje światopogląd dużej części ludzi żyjących na ziemi. Dodatkowo, wiosenne święta wielkanocne są raz wcześniej raz później, w zależności od pełni księżyca, czyli od zjawiska, na które nie mamy zupełnie wpływu, ale zawsze w takim czasie, że wystarczy wyjrzeć z domu i zobaczyć inne zmartwychwstanie. Wszystko razem – to, co dawne, przedchrześcijańskie i chrześcijańskie – splotło się w pewien obraz wiosennego świętowania. Śmierć Chrystusa na krzyżu i Jego zmartwychwstanie, to samo dzieje się z naturą i przynosi nadzieję, że ten ułamek czasu, który ma człowiek do przeżycia będzie wartościowy, że to koło jeszcze raz się obróci.

Świętowanie i jego moc

Wszystko w tym czasie musi być inne – kończy długi post wprowadzony przez chrześcijaństwo, ale przecież łatwo sobie wyobrazić, że w czasach przed Chrystusem, na przednówku ten post był i tak obecny, bo zwyczajnie nie wystarczało jedzenia. Dzisiaj żywności nie brakuje, ale przez całe wieki było biednie, być może nawet jeszcze nasi dziadkowie czy rodzice pamiętają, co to znaczy przednówek i co to znaczy reglamentacja jedzenia i to nie tylko na kartki. Po czasie pewnego niedostatku, w święta może być wyjątkowo i obficie. Wyciągamy najlepsze rzeczy ze spiżarni, gotujemy, pieczemy baby. Pojawiają się specjały, o których wszyscy marzą, kiedy są głodni. To jeszcze bardziej potęguje magię tego świętowania.

Jedzenie naznaczone świętością

Wszystko musi być wyjątkowe i pobłogosławione. Dawniej na wsiach ładowało się kosze z całą żywnością przeznaczoną na okres świąt na furmankę i jechało do kościoła albo na rozstajne drogi, pod krzyż, gdzie przychodził ksiądz i święcił pokarmy. Chłopi mieli okazję pochwalenia się, gorzej było z biedakami, którzy mieli tylko nieduży koszyczek. Do bogatych mieszczan, do dworów, przyjeżdżał ksiądz i święcił całe stoły z dekoracjami.

Pojawia się pomysł na koszyczki ze święconką

Zwyczaj z koszykiem wynikał z pewnej kultury masowej i kłopotów logistycznych – coraz trudniej było zgromadzić i zwozić jedzenie przeznaczone na 3 dni do kościoła. W koszykach więc umieszczamy symboliczne potrawy, a ksiądz błogosławi je w Wielką Sobotę, wymieniając każdą z nich i opisując ich chrześcijańską konotację.

Święconka pełna symboli

Jajko, a w zasadzie pisanka, ma za zadanie odpędzić zło, dać zdrowie, siłę – jest symbolem nowego życia. Baranek z masła. Masło to dostatek. Jest to marzenie tłustej potrawy, która daje siłę. To samo z kiełbasą, szynką czy innym kawałkiem mięsa. Za tym zapachem i smakiem wygłodzony, wyposzczony człowiek tęskni, a przed nim czas będący odwrotnością „zimowego lenistwa”. Za chwilę sianokosy, prace w polu, żniwa. Konieczna jest siła, witalność. Sól, czy też bardzo popularny chrzan, w wiejskich koszykach ma znaczenie konserwujące, zabezpieczające, chroniące od zepsucia, od chorób, ale także odpędzające zło. Chleb. Jest symbolem pomyślności, dostatku, obfitości i sytości, a wyraża pragnienie przyjęcia Komunii św. Łączy tradycje ludowe z chrześcijańskimi. To też zaklinanie, bo jeżeli żniwa będą dobre to chleba będzie dużo, jeżeli nie – może go zabraknąć i będzie się liczył każdy kruszek.

Regionalne różnice

Trudno powiedzieć czy zawartość wielkanocnego koszyczka różni się w zależności od regionu. Myślę, że nie. Koszyki przez te lata wypełniały się też naszymi marzeniami. Pamiętamy jeszcze czasy, kiedy dzieci nie wiedziały, co to jest mandarynka, kiwi. Jeśli ktoś jakimś cudem wszedł w posiadanie takiego rarytasu, to był on dokładany do koszyczka i wtedy można się było tym pochwalić podczas święcenia. Kultura współczesna dostarcza nam bogactwa znaków i symboli, które też trafiły do koszyka: czekoladowe zajączki, jajka niespodzianki itp. Święconka nie składa się z dowolnych produktów, ale jednak z ciekawością obserwuję, jak to się zmienia. Warto się przyglądać, co znajduje się na stołach. Kanon wymieniany przez księdza obowiązuje, ale są dodatkowe rzeczy, ustalane w rodzinach i potem przez lata kultywowane. Różne są koszyki, dekoracje, wstążki, chorągiewki, serwetki.

Wąż z białej kiełbasy, czyli domowe tradycje

U mnie w domu z białej kiełbasy robi się węża. Ma oczy z pieprzu, język z marchewki i… uszy z bukszpanu. Ma też ogonek. Tak robiła moja babcia, moja mama i tak robię ja. Być może jest to jeszcze starsza rodzinna tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie. Teraz już nie wiemy, dlaczego w koszyku mamy węża, ale nie chcemy z niego rezygnować. Jest bardziej śmieszny niż straszny – wtrąca autorka tekstu.
O takim zwyczaju nie słyszałem. To jest siła osobistych tradycji, które są związane z rodziną i to jest bardzo fajne. Pewnie ktoś kiedyś wpadł na pomysł, że z kiełbasy łatwo zrobić węża, a wąż to Biblia i można czerwone jabłuszko dołożyć i mamy rajskie drzewko dobra i zła. Złemu wężowi robimy uszy i wtedy nie będzie wyglądał na takiego bardzo złego, a będzie wyglądał smakowicie.

Święta to niezwykły czas, kiedy magią są spotkania z rodziną, bliskimi, dawno niewidzianymi znajomymi. Mamy czas na rozmowy, wspólne biesiadowanie, nie spieszymy się i nie martwimy. Każdy z nas ma też rodzinne tradycje, które kultywuje od pokoleń, bez względu na to, czy jest osobą wierzącą, czy też nie wierzy w moc rytuałów, bo przecież warto zadbać o pomyślność, zdrowie, siły i… spełnienie marzeń. I tego, a także wielu innych rzeczy warto sobie życzyć na te święta. Niech będą uśmiechnięte…