Malarka zmysłowości

11 września 2019

Maluje uczucia, a Jej obrazy odczarowują świat zmysłów, nadając im ludzkie kształty. O sobie mówi, że jest kobietą świadomą własnej tożsamości. „Najbardziej interesuje mnie ten moment, gdy struna zmysłów napięta jest do granic możliwości. Nigdy jednak nie przekraczam granicy. Moje obrazy, ocierając się o wyobraźnię, podszeptują historie” – mówi o swojej twórczości Eliza Mytko, malarka.

 

ROZMAWIA: Dominika Job

ZDJĘCIA: Tomasz Siuda, Mercedes Kamila Klawiter, Baśka Tyczyńska

 

Chwilę po naszym wywiadzie dostała informację, że Jej obrazy mają być wyróżnione na amerykańskiej internetowej platformie artystycznej. Wcale mnie to nie dziwi, gdyż fanów Jej twórczości znalazłam nawet w Brazylii. Rozmawiamy nie tylko o sztuce, ale też o ważnych momentach, które, niby ulotne, a często decydują o naszym życiu.

Jak to się stało, że postanowiłaś malować?

Maluję dopiero od 7 lat, jednak to było moje marzenie od dzieciństwa. Później przyszła rzeczywistość, trzeba było pracować, rodzina, dzieci. Marzenia schowałam głęboko do szuflady. Pewnego dnia szukałam pomysłu na prezent ślubny. Chciałam, żeby było to coś ładnego, niebanalnego. Przypomniałam sobie, że moja była nauczycielka prowadziła warsztat malarski i pomyślałam, że znajdę coś u niej. Gdy tam weszłam, poczułam ten zapach farby, terpentyny… wiedziałam, że to jest moje miejsce. Moja nauczycielka pamiętała mnie i to, jak malowałam, jaką miałam kreskę. Powiedziała mi, że ja sama namaluję ten obraz na prezent.

Myślisz, że to przypadek?

Mówi się, że nie ma przypadków, tylko każdy, prędzej czy później, w końcu trafi na swoje miejsce. To los mnie tak pokierował, przeznaczenie. Namalowałam ten obraz, ale czułam, że muszę jeszcze popracować nad moim warsztatem.

Można powiedzieć, że ten obraz, to był prezent dla Ciebie samej.

Tak, żebym mogła rozwinąć swoje skrzydła. To był moment w moim życiu, kiedy wszystko poprzewracało mi się do góry nogami. Potrzebowałam tego.

Jak powstawała Twoja technika, kreska?

To była intuicja. Malowałam na początku mniejsze formaty, dopiero w 2016 wzięłam na warsztat duże płótno. I znowu ten moment… Wiedziałam wtedy, że odnalazłam swój klimat. To jest to. Chciałam, żeby było widać tę postać, widać całość. Miałam coraz lepszą wizję tego, jak mają wyglądać moje obrazy.

I zaczęłaś malować zmysłowość pokazaną przez ciało człowieka.

Szukałam tematu, w którym bym się odnalazła. Głównie chodzi mi o to, by nie pokazywać czystej erotyki, ale przedstawiać ją w formie niedomówienia. Żeby osoba, która widzi tę pracę, używała wyobraźni, zastanawiała się, co jest dalej. Moje obrazy mają być niedopowiedziane.

Mężczyzn swoimi obrazami też chcesz poruszać?

Jeśli mężczyzna chce pobudzić kobietę, musi pobudzić przede wszystkim jej umysł. Chciałabym, żeby mężczyźni szukali w kobietach nie tylko ciała, ale czegoś więcej. Kobieta ma też duszę, którą warto odkryć. Wśród fanów mojej twórczości są panowie, którzy rozumieją, że kobiecość to jest to, co kobieta ma w głowie, jak się zachowuje, to co ma w środku.

A czy zdarzyło się, że ktoś zupełnie zaskoczył Cię interpretacją Twoich obrazów?

Zdarza się, że ludzie widzą w moich obrazach erotykę, której ja nie widzę. Ostatnio też bardzo miło się zaskoczyłam, gdy jeden pan ze Stanów porównał mnie do Tamary Łempickiej. Dodał też, że jestem dużo lepsza. Dostałam skrzydeł, że zostałam porównana do wybitnej malarki, którą z resztą uwielbiam. Było to cudowne zaskoczenie dla mnie.

Mam wrażenie, że Twoje obrazy opowiadają o kobiecie, która wyszła z cienia swojej historii.

Moje obrazy są moją podświadomością. Żeby je tworzyć, musiałam poszukać samej siebie, pracować nad sobą wewnętrznie. Sztuka mnie uzdrowiła, pozwoliła stanąć na nogi i przede wszystkim odnaleźć siebie. Siebie jako kobietę. Wiele kobiet tego nie potrafi. Kobiecość bardzo często jest chowana, spychana na drugi plan.

To jest ważny przekaz dla kobiet poszukujących swojej kobiecości.

Podczas wystawy moich prac połączonej z premierą teledysku „Wiedźmy” w Olsztynie, dziewczyny podchodziły do mnie i rozmawiałyśmy o tym, jak odnaleźć siebie, stanąć na nogi i dumnie iść do przodu. Mówiły, że ja potrafię pokazać to na obrazach.

Poznałam tam koleżankę, dla której jestem inspiracją – tak mi powiedziała – bo pokazałam jej, że można się ze wszystkiego podnieść i iść dalej. Każdy ma w sobie drzemiące pokłady tej siły.

To tak jest, że Twoja ręka sama wie co malować?

Czasami przerzucam na płótno to, co chcę namalować, ale czuję, że jeszcze muszę coś zmienić, poprawić. Kiedyś chciałam przemalować jeden obraz. Stał tak rok, czekał niedokończony. Później dostałam zaproszenie na ślub i wiedziałam już, jakie było jego przeznaczenie. Poczułam, że mogę go dokończyć i podarować w prezencie. Czasami coś zobaczę i czuję, że chcę to przerzucić na płótno. Mam też znajomych fotografów, którzy robią piękne zdjęcia i wystarczy, że spojrzę na fragment ułożenia kobiecego ciała i wiem, że to chciałabym namalować. Nigdy nie kopiuję ich pracy, obrazy są moje, ale inspiruję się niektórymi ich fragmentami. Podpatruję ułożenie ciała, a reszta to moja interpretacja. Chcę wydobyć kobiecość, która wyłania się z ciemności. Kobietę, która jest najpierw szarą myszką, a dopiero jak odkryje swoją kobiecość, to wychodzi z ciemności, z czerni. Ta czerń to jest właśnie historia, moja przeszłość, a jasne kolory i ta kobiecość, która się wyłania, to jest ta subtelność, którą chcę pokazać.

Wszędzie widzę inspiracje. Mam w głowie całe mnóstwo obrazów, nie wiem czy mi życia wystarczy, żeby je wszystkie namalować. 

A jak to jest z talentem – drzemie w każdym?

Uważam, że każdy jakiś talent ma, ale nie każdy potrafi go odszukać w sobie. Ja swój talent miałam, ale potrzebowałam takiego zapalnika, coś się musiało w życiu wydarzyć, żebym wróciła do tego co lubiłam robić. Czasami tak jest, że życie musi się poprzewracać, żeby poukładać się na nowo.

Gdzie pokazujesz swoje obrazy?

Miałam kilka wystaw w Poznaniu, we Wrocławiu, Olsztynie. Nawet w jednej z galerii w Paryżu można zakupić moje prace. Jestem dumna, że mi się to udało. Wystawiam się także na grupach artystycznych w Internecie. Chcę pokazać swoją pracę, trafiać do większego grona.

Boisz się krytyki?

Chyba trochę, jak każdy. Ale nie spotkałam się dotychczas z negatywnymi opiniami. W zasadzie tylko raz, ale dzięki temu wiem, że jeszcze jest coś, nad czym muszę popracować.

Planujesz kolejne wystawy?

Dostaję zapytania o wystawy w Kanadzie, Stanach. Właśnie szukam klimatycznego miejsca na kolejną wystawę, która będzie współgrała z tym, co pokazuję poprzez obrazy. Może jakaś podpowiedź, gdzie chcieliby się spotkać fani mojej twórczości z Poznania?