Malta – jedno z najmniejszych państw w Europie

10 maja 2019

Malta to jedno z najmniejszych państw w Europie. Od kilku lat coraz chętniej odwiedzane jest przez turystów przez cały rok. Także na mojej liście znajdowała się pod hasłem: absolutnie musisz to zobaczyć! Co mnie tam tak ciągnęło? Nie wiem. Może fakt, że to południe Europy, słoneczne i ciepłe. W końcu stolica wyspy Valletta podobno jest najbardziej słoneczną miejscowością w Europie, a słońce świeci tu przez 300 dni w roku.

 

TEKST i ZDJĘCIA: Maciej Gładysz

 

Długo wydawało mi się, że Malta tak naprawdę niczym nie różni się od Włoch. Pomyliłem się. I choć widać tu zarówno wpływy włoskie, brytyjskie, jak i arabskie (także w miejscowej kuchni), to jednak jest to jeden jedyny i niepowtarzalny kraj na świecie. Miejsce idealne zarówno na krótki weekendowy wypad, jak i dłuższe wakacje. Tak jak wspomniałem, to jedno z najmniejszych państw w Europie, a zarazem najdalej wysunięte na południe, dalej nawet niż stolica Tunezji czy Algierii. Powierzchnia kraju liczy zaledwie 316 km kwadratowych. Dla porównania, powierzchnia Poznania to niespełna 262 km. Na Maltę najłatwiej jest się dostać samolotem. Znajduje się tu jedno centralne lotnisko, na które bez problemu dolecimy z prawie każdego polskiego portu.

Zabytkowa Valletta

Zwiedzanie najlepiej rozpocząć od stolicy wyspy – Valletty. I tu znów należy użyć sformułowania, że to jedna z najmniejszych europejskich stolic. Żeby przejść ją wzdłuż – od bramy miejskiej do Fortu św. Elma – będziemy potrzebować raptem kilkunastu minut. Myli się jednak ten, kto uważa, że w Valletcie nie ma co robić. Stolica wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO i nazywana muzeum pod gołym niebem. Znajduje się tu ponad 300 zabytków, co czyni to miasto jednym z najbardziej skoncentrowanych obszarów zabytkowych na świecie. Nie sposób powiedzieć o wszystkich atrakcjach, bo nie wystarczyłoby na to miejsca, ale obowiązkowo trzeba odwiedzić Pałac Wielkiego Mistrza, Konkatedrę św. Jana, Wyższe Ogrody Barrakka i Fort św. Elma. Najpiękniejszy i najbardziej znany widok na stolicę jest od strony Sliemy – to „nowoczesne miasto” pełne hoteli i restauracji. Swoją drogą dobre miejsce na bazę wypadową po Malcie. Wracając jednak do Valletty – warto po prostu powolnie chłonąć to piękne barokowe miasto i zatopić się w wąskich, malowniczych uliczkach, którym uroku dodają charakterystyczne dla wyspy balkony i dostojne budowle ze złotego piaskowca. A po spacerze obowiązkowo trzeba coś przekąsić.

Królik duszony w winie

Tutejsza kuchnia to prawdziwa mieszanka wpływów włoskich, brytyjskich i arabskich. Dlatego nie brakuje restauracji oferujących tradycyjne

brytyjskie śniadanie czy też lokali serwujących pizzę i makarony. Można także znaleźć dania niespotykane nigdzie indziej na świecie. Kuchnia jest prosta, oparta jest na świeżych i łatwych do pozyskania produktach. Jak w większości krajów śródziemnomorskich, na stołach królują ryby, owoce morza, warzywa i makarony. Jednak najpopularniejszym maltańskim daniem jest fenek, czyli królik. Można go zamówić niemal w każdej restauracji, w różnej postaci i różnie przyrządzonego. Najbardziej znany jest fenek biz zalta, czyli królik duszony w winie. Coś dla siebie znajdą tu także miłośnicy zup. Są one bardzo syte i pożywne. Wystarczy wspomnieć zupę rybną Aljotta, jarzynową Minestre (odpowiednik włoskiej minestrone), Kawlata – warzywną zupę z wieprzowiną lub maltańskimi kiełbaskami czy Soppa tal-armla, tak zwana wdowia zupa, która składa się z drobno pokrojonych, wyłącznie białych i zielonych warzyw oraz kostek koziego sera. Trzeba przyznać, że tutejsze porcje są spore, ale o tym będzie jeszcze później. Po tak obfitym posiłku warto ruszyć w dalszą drogę, by poznać uroki wyspy.

Wycieczka po Malcie

Po Malcie najlepiej jest podróżować komunikacją publiczną. Wszystkie autobusy swoją trasę zaczynają i kończą w Valletcie. Dworzec autobusowy znajduje się przy bramie miejskiej i fontannie Trytona – stąd dojedziemy w każdy zakątek kraju. Warto jednak pamiętać o kilku zasadach. Autobusy na przystankach najczęściej zatrzymują się na żądanie, dlatego dobrze jest zamachać ręką, bo inaczej kierowca może się po prostu nie zatrzymać. Także jeśli autobus jest pełen, to może się okazać, że będziemy musieli poczekać na kolejny kurs. No i ruch na Malcie jest lewostronny, to taka mała pamiątka po Brytyjczykach. A gdzie się wybrać? Na przykład do Rabatu i Mdiny. Mdina to dawna stolica Malty, a jednocześnie jeden z najpiękniejszych przykładów średniowiecznego miasta otoczonego murami. Tuż obok znajduje się Rabat, w którym znajdziemy między innymi pozostałości z okresu rzymskiego, a także katakumby św. Pawła i św. Agaty. Niedaleko stąd znajdują się Klify Dingli. Majestatyczne, piękne… najwyższe w południowej Europie. Te widoki na długo pozostają w pamięci. Niespełna 7 km od Mdiny znajduje się też niewielka miejscowość Mgarr. Dlaczego wspominam to miejsce? Polecili mi je Polacy, których spotkałem pierwszego dnia mojego pobytu na wyspie. Stwierdzili, że jeśli nie mam oporów przed jedzeniem koniny, to koniecznie powinienem się tam pojawić. Malta bowiem słynie nie tylko z królików, ale także można skosztować tu dobrą koninę. Restauracja miała bardzo piękną włoską nazwę – Bari i jednego wieczoru postanowiłem ją odwiedzić.

Chociaż z mojego hotelu jechało się około godziny, to jednak nie żałuję. Na początek przywędrowały maltańskie przystawki – między innymi mini pizze, oliwki, ser i bigilla, czyli pasta z ziół i białej fasoli. Później na stole pojawiła się miska aromatycznych ślimaków, no i wreszcie danie główne: gigantyczny talerz koniny w gęstym aromatycznym sosie z groszkiem. Do tego oddzielny talerz z frytkami i trzeci z surówką. W tym wszystkim był tylko jeden problem – mój żołądek nie był w stanie tego pomieścić. A kiedy zmartwiony właściciel podszedł i zapytał czy mi nie smakowało, czy może podać coś innego, odpowiedziałem, że było pyszne, ale za dużo. Na co on uśmiechnął się i z ulgą w głosie powiedział: eee tam dużo, taka normalna maltańska porcja! Do kolacji obowiązkowo serwowano maltańskie wino. Warto spróbować, szczególnie białego. Przy okazji, niektóre z lokalnych winnic można też zwiedzać z przewodnikiem.

Słodkie napoje z Malty

Skoro o napojach mowa, to trzeba też wspomnieć o tutejszych owocowych likierach, z których najpopularniejszy produkowany jest z opuncji. Malta ma także własne piwo. Zdecydowanie najbardziej znanym bezalkoholowym napojem jest Kinnie, zwany też maltańską colą. Słodko-gorzki, produkowany z gorzkich pomarańczy chinotto i ziół, ponoć idealnie gasi pragnienie, ale też trzeba szczerze przyznać, że nie każdemu smakuje. Wróćmy jednak do zwiedzania Malty. Warto wybrać się do miejscowości Marsaxlokk. To najpopularniejsza wioska na Malcie, słynąca z największej w kraju floty łodzi luzzu – jednego z symboli wyspy. Kształt i sposób malowania tych łodzi wywodzi się jeszcze z czasów fenickich. Są one bajecznie kolorowe, a na dziobie znajduje się symbol oka Horusa, które ma chronić rybaków na morzu. Miejscowość słynie także z niedzielnego targu rybnego, dlatego będąc w Marsaxlokk warto rozsmakować się w miejscowych rybach i owocach morza. Przysmakiem jest lampuka – ryba migrująca wzdłuż wybrzeży maltańskich od września do listopada. Mnie urzekła jednak zupa śródziemnomorską, którą miałem przyjemność skosztować na Gozo. To było kolejne miejsce polecone mi przez wspomnianych już Polaków. Restauracja znajdowała się w niewielkiej rybackiej miejscowości Marsalforn. Kiedy tu zawitałem w styczniu, świeciła pustkami, ale latem wypełniona jest ludźmi i spotkać tu można także polskie szkoły nurkowania. Stolik był z widokiem na malowniczą zatokę, a na stole miska aromatycznej, niebiańskiej wręcz zupy, pełnej rożnego rodzaju małży, krewetek i omułków. Taki smak długo się pamięta, a dopełnieniem wszystkiego był świeży, jeszcze ciepły chleb z cudownie chrupiącą skórką i solonym masłem. Tak, maltański chleb to jest coś, po co warto sięgnąć. Ħobż tal-Malti to zdaniem wielu najlepszy chleb na świecie, i coś w tym jest. Pieczony na zakwasie, zazwyczaj w piecach opalanych drewnem… Obok tego chleba nie można przejść obojętnie.

Urzekające Gozo

Ale skoro już o Gozo mowa. Warto zarezerwować sobie jeden dzień na zwiedzenie tej wyspy. I chociaż największa atrakcja, czyli Azure Window, przeszła już do historii, to i tak wyspa ma wiele do zaoferowania. Są tu między innymi świątynie megalityczne, wyjątkowe arcydzieła architektury, dużo starsze niż piramidy w Egipcie czy Stonehenge, a pierwsza z budowli powstała około 5800 lat temu w miejscowości Ġgantija. Będąc na Gozo, koniecznie trzeba spróbować tutejszego owczego lub koziego sera Gbejna. A co jeszcze kuchnia stąd ma do zaoferowania? Danie wręcz obowiązkowe to Timpana, czyli zapiekanka z makaronu, mięsa, warzyw, sera i jaj oraz Braġjoli – kolei rodzaj zrazów wołowych z nadzieniem z mielonego mięsa, oliwek, jaj, bekonu, czerstwego pieczywa i pietruszki. Innym przysmakiem są pastizzi – paszteciki z francuskiego ciasta, faszerowane serem ricotta, przyprawami, jajkiem, nadzieniem z grochu lub anchois. Spotkać je można niemal na każdym kroku. Nie można zapomnieć też o kiełbasie z kolendrą Zalzett czy o słodkościach. To między innymi Kanolli, czyli, podobnie jak na Sycylii, rurki nadziewane ricottą i owocami, Mqaret smażone na głębokim tłuszczu ciastka z nadzieniem z daktyli czy Kwarezimal – ciasto migdałowe z miodem i pistacjami.

No i znów zabrakło mi miejsca, by wspomnieć o wszystkich atrakcjach wysp. Jedno jest jednak pewne. Malta to bez wątpienia prawdziwy turystyczny raj na Morzu Śródziemnym. Hojnie została obdarzona cudami natury. Kusi piaszczystymi plażami, urokliwymi zatokami oraz licznymi zabytkami, no i niesamowitą kuchnią, którą każdy musi odkryć sam.