Marzenie o podróży zaczyna się na lotnisku

6 czerwca 2019

Port Lotniczy Poznań – Ławica jest jednym z najlepiej rozwijających się lotnisk w Europie (w kategorii do 5 milionów mieszkańców). W ubiegłym roku obsłużył rekordową liczbę – 2,5 miliona pasażerów i ma jedną z najlepszych ofert czarterowych w Polsce. I chociaż poznaniacy często narzekają, że wciąż mamy za mało destynacji w porównaniu z innymi polskimi miastami, to wyjaśniamy, że byłoby ich więcej, gdyby nie horrendalnie wysokie odszkodowania z tytułu hałasu, które wydają się nie mieć końca i podobno stały się świetnym sposobem na biznes. – Za tych 70 milionów złotych wypłaconych w ciągu ostatnich sześciu lat mielibyśmy nowy terminal – mówi Mariusz Wiatrowski, Prezes Zarządu Portu Lotniczego Poznań – Ławica, który niezmiennie, od 13 lat, rozwija poznańskie lotnisko i robi wszystko, by pasażerowie czuli się tutaj dobrze i komfortowo, bo sam zwyczajnie kocha latać.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Port Lotniczy Poznań – Ławica

 

Dlaczego poznańskie lotnisko jest tak ważnym punktem na mapie Poznania?

To jest bardzo duży węzeł logistyczny, tutaj krzyżują się drogi dostarczania towarów, jest to też bardzo ważny punkt komunikacyjny miasta, łączący Poznań praktycznie z całym światem. Poza tym, w Poznaniu odbywają się największe targi w Polsce, konferencje, spotkania, na które przylatują tysiące ludzi. W ubiegłym roku mieliśmy przecież dwa ogromne, światowe kongresy: politologów i stomatologów. Takie wydarzenia w ogóle nie mogłyby się odbywać w Poznaniu, gdyby nie lotnisko. I gdyby go zabrakło, zniknęlibyśmy z gospodarczej mapy Polski.

Imprezy, wydarzenia, ale przecież dużo ludzi przylatuje do Poznania za pracą, prawda?

W ogóle aspekt emigracyjny stał się już nie tylko podróżą za pracą. Ludzie po 2004 roku, kiedy otworzyły się granice, przesiedli się z autobusów, pociągów właśnie do samolotów. W Wielkiej Brytanii budowę lotnisk wpisano do strategii rozwoju, bo są tak ważnym osiągnięciem cywilizacyjnym, że absolutnie nie wolno tego hamować. Dziś trudno sobie wyobrazić przyszłość bez lotnisk i bez ruchu lotniczego.

Jak Pan tak opowiada o rozwoju, pomyślałam sobie o naszej dziś małej strefie cargo, która kiedyś przecież była portem lotniczym.

I to jest doskonały przykład na rozwój infrastruktury lotniskowej, który wynika ze zmian cywilizacyjnych. Kiedy tamten budynek przyjmował pasażerów, nie było aż tak dużych potrzeb. Tak naprawdę impulsem do rozwoju było wejście do Unii Europejskiej. Zniknęły bariery formalne, granice, skomplikowane odprawy, umowy bilateralne.

Nowy terminal okazał się niezbędny?

Ten mały nie był w stanie już obsłużyć lawinowo rosnącej liczby pasażerów. Dziś w swojej ofercie mamy połączenia regularne, a w tym Legacy oraz Low cost, i nieregularne – charterowe. Te pierwsze – Legacy – to głównie loty biznesowe obsługiwane przez linie Lufthansa, LOT i SAS oraz dwie linie low-costowe, które dają nam ponad 50 procent ruchu lotniczego, czyli Ryanair i WizzAir. Drugie charterowe, to rokrocznie blisko 40 kierunków wakacyjnych. Ubiegłoroczny wynik, a więc 2,5 miliona obsłużonych pasażerów, pokazuje, że ludzie lubią stąd latać, cenią sobie bliskość portu, zresztą robimy wszystko, by świadczyć usługi na możliwie najwyższym poziomie.

I z roku na rok rośnie nam liczba połączeń czarterowych.

Tak. Mamy coraz więcej chętnych na wyloty wakacyjne właśnie z Poznania. Widzą to nasi partnerzy biznesowi, czyli biura podróży i zwiększają bądź utrzymują swoją ofertę lotów. Cieszę się bardzo, że spośród lotnisk regionalnych jesteśmy drugim portem w Polsce, który ma tak rozbudowaną ofertę lotów czarterowych. Pracujemy nad kolejnymi destynacjami, m.in. do Kenii, na Wyspy Zielonego Przylądka.

A my narzekamy, że tych lotów jest wciąż za mało.

Zawsze znajdzie się jakaś destynacja, jakieś miejsce, do którego chętnie byśmy polecieli. A potem kolejne i kolejne. I można to zrobić, ale wszystko jest kwestią ceny. Lotnisko musi zarabiać, jak każdy inny biznes. Proszę pamiętać, że jesteśmy przystankiem, często tylko na żądanie. Linie lotnicze muszą mieć pewność, że klient, który znajdzie się w tym miejscu, pozwoli na efektywność tego biznesu, a więc lot i destynacja będą dla niego opłacalne.

Ilu pasażerów obsłużyliście w ubiegłym roku?

Dwa i pół miliona pasażerów. Dzięki temu wzrostowi wypełniliśmy zobowiązania wobec komisji europejskiej. Zgodnie z umową, do 2020 mieliśmy obsłużyć 2 410 000. A my zrobiliśmy to dwa lata przed terminem. Jestem z tego bardzo dumny.

Ale poznańskie lotnisko dalej będzie się rozwijać?

Tak, dlatego że wymagają tego nasi pasażerowie, przepisy związane z bezpieczeństwem, musimy stale udoskonalać obsługę pasażerską, która ma być bardziej przyjazna i bardziej dokładna. Na te działania przeznaczane są ogromne środki finansowe idące w miliony złotych. Chcę tutaj podkreślić, że zarówno Przedsiębiorstwo Państwowe „Porty Lotnicze” w Warszawie, które zarządza m.in. lotniskiem Chopina, Miasto Poznań i Samorząd Województwa Wielkopolskiego, rozumiejąc ogromną potrzebę rozwoju, podnosi nam kapitały o kwotę 47 milionów złotych. Dodatkowo, zwiększyliśmy finansowanie z banku o kilkadziesiąt milionów złotych ze względu na odszkodowania (Art. 135 ust. 1 ustawy z dnia 27 kwietnia 2001 r. Prawo ochrony środowiska), które wciąż wypłacamy mieszkańcom. Jest to rzecz dla nas bardzo trudna. Mam tutaj bardzo duże zastrzeżenia do operatów, opinii biegłych, które stoją za wyrokami sądów.

Czy tych odszkodowań wciąż jest tak dużo?

Tak. W ciągu sześciu lat wypłaciliśmy już kwotę ponad 70 milionów złotych. Dla Pani redaktor wyobrażenia, był to cały nasz przychód roku 2017. Na razie składy sądowe nadal uznają argumenty mieszkańców, biegli nadal uważają spadek wartości nieruchomości przez niekorzystny wpływ hałasu. Uważam to za niesprawiedliwe. Nikt z mieszkańców nie zgłosił się wcześniej do nas, żebyśmy wykupili ich mieszkania czy domy, ponieważ przez hałas nie da się tam żyć. Mamy wrażenie, że jest to jedynie dodatkowy zastrzyk finansowy dla gospodarstw domowych. Zgodzi się Pani, że chyba nie o taką interwencję ustawodawcy chodziło, chyba nie po to strefa ograniczonego użytkowania została stworzona, żeby wywierała tak negatywny wpływ i tak bardzo ograniczała możliwości inwestycyjne portu lotniczego. Wyobraźmy sobie, że te same pieniądze moglibyśmy przeznaczyć na inne cele, które pozwoliłyby na stworzenie jeszcze lepszych warunków dla funkcjonowania portu i dla naszych pasażerów.

Co można by było zrobić za tę kwotę na lotnisku?

Moglibyśmy od nowa wybudować drogę startową, nowy terminal, moglibyśmy poprawić większość elementów infrastruktury. My i tak to robimy, ale, jak łatwo sobie wyobrazić, robimy to z większym wysiłkiem i wolniej. Dzięki temu nasza konkurencja ma ułatwione zadanie, ponieważ nie ma tego typu ciężaru. I gdybyśmy mieli tych 70 milionów, oferta poznańskiego lotniska byłaby większa, moglibyśmy powiększyć strefy komercyjne, przestrzenie dla pasażerów, mielibyśmy więcej destynacji. Poprawilibyśmy elementy nawigacji, żeby samoloty mogły lądować w trudnych warunkach. I wiele innych. Pragnę podkreślić, że to lotnisko było tu zawsze, zawsze funkcjonowało, a ludzie się wprowadzali doskonale o tym wiedząc. Oczywiście nie wszyscy, bo niektórzy mieszkają w sąsiedztwie od dziada pradziada, ale to zupełnie inna sytuacja. Mam na myśli osoby napływowe. Dlatego tak bardzo nie zgadzamy się z wyrokami, które zapadają na podstawie opinii biegłych, którzy mają podobne podejście do nas, jak do lotniska w Krzesinach. To absurd.

Nie przeszło Panu kiedyś przez myśl, żeby przenieść lotnisko w inne miejsce?

Kiedyś całkiem poważnie to rozważano. Pierwszą analizę przeprowadziliśmy, kiedy nie była jeszcze wiadoma skala odszkodowań. Niestety, nowe lotnisko to ogromne wyzwanie logistyczne. Koszt samego lotniska to jedna sprawa, ale dużo większe nakłady związane są z całym systemem, a więc mediami, korytarzem powietrznym, systemem nawigacyjnym. Są to ogromne inwestycje wymagające wielu lat przygotowań. Okazało się, że jedyne dostępne wtedy lokalizacje, czyli Bednary i Krzesiny, były nietrafione i niemożliwe do zrealizowania z przyczyn prawnych i logistycznych. I tak walczymy tutaj, na Ławicy.

Pan chyba lubi tę pracę.

Lubię, bardzo.

Zawsze fascynowało Pana lotnictwo?

Przedtem zarządzałem dużymi i skomplikowanymi podmiotami, m.in. Pocztą Polską. Dzięki tej pracy poznałem środowisko lotnicze i wiedziałem, że są to pasjonaci i niesamowici fachowcy. Któregoś dnia, będąc dyrektorem WORDu, otrzymałem propozycję wzięcia udziału w konkursie na prezesa zarządu portu.

Pierwsza myśl?

Wielkie wyzwanie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że jest to bardzo trudna praca ze względu na wiele elementów technicznych, operacyjnych, których wtedy nie znałem. Ale postanowiłem spróbować. I pewnie gdybym sobie nie radził, to po upływie trzyletniej, pierwszej kadencji, by mi podziękowano.

A jest Pan tu już trzynaście lat.

Pani mi to przypomniała. Tak, to już trzynaście lat. I wcale nie było kolorowo. Mieliśmy wiele wyzwań przez te wszystkie lata. Rok 2008 – wejście do strefy Schengen, 2012 – Euro 2012, absorbcja środków unijnych w perspektywie 2006 –2013. Kiedy tutaj przyszedłem nie było żadnych dokumentów, na podstawie których mógłbym pracować, wszystko trzeba było tworzyć od podstaw. Jednocześnie musiałem zbudować zespół, zaufać osobom, które tutaj spotkałem. W 2009 roku dołączył do mnie Grzegorz Bykowski, obecnie Członek Zarządu portu. Co trzy lata jesteśmy oceniani i od tego zależy, co dalej z nami. A jak sama Pani zauważyła, lubię tę pracę i widzę ile jest jeszcze do zrobienia.

Ostatnim takim trudnym momentem była likwidacja bazy WizzAir w Poznaniu.

To było dla nas wyzwanie. Kiedy po dziesięciu latach nagle dowiadujemy się, że WizzAir rezygnuje, a decyzję otrzymujemy z dnia na dzień, to jest to sytuacja trudna. Jeśli linia lotnicza dochodzi do wniosku, że chce przesunąć swoją bazę do największego portu lotniczego w kraju, to jest to ich wybór biznesowy i ekonomiczny. WizzAir nadal jest naszym partnerem, szanujemy ich decyzję. Przy okazji chciałbym podziękować właścicielom za ogromne zrozumienie tej sytuacji i wsparcie w trudnych momentach.

Często Pan lata?

Tak, ja w ogóle lubię latać.

A kiedy ma Pan chwilę, przechadza się Pan po terminalu i sprawdza jak działa?

Bardzo często. Przyglądam się jakości obsługi, zwracam uwagę na ustawiające się kolejki. Na pewno wiele należy zrobić, żeby ten kontakt bezpośredni pasażera, choćby z naszymi służbami ochrony, był jak najlepszy. Mówię o tym, bo zdarza się, że pasażerowie mają do nas pretensje o kontrole osobiste, zastanawiają się, dlaczego akurat oni są sprawdzani. To działanie regulują procedury, które są utajnione, a gdybyśmy ich zaniechali to mogłoby się przełożyć na spadek bezpieczeństwa. Oczywiście, wszystkie czynności kontrolne powinny być robione w sposób bardzo sprawny, z poszanowaniem pasażera. A jeśli kiedykolwiek kogokolwiek dotknęła jakaś nieprzyjemna sytuacja w Poznaniu, to bardzo przepraszam.

Czego Panu życzyć?

Może szczęścia? Na pewno dobrego wykorzystywania okazji rynkowych, które się nadarzą i zrozumienia ze strony wszystkich uczestników tego biznesu, a także zaufania pasażerów. Bo przecież korzystając z naszego portu można w dobrym komforcie, krótkim czasie, dolecieć wszędzie tam, gdzie ktoś sobie wymarzył. I żeby każde myślenie o podróży zaczynało się w Poznaniu, a my zrobimy wszystko, aby ta przygoda zaczynała się i kończyła tutaj szczęśliwie.