Mistrz od kolana 

4 lutego 2019

W rejestracji kliniki Rehasport przy ulicy Góreckiej – tłum pacjentów. Jedni czekają na konsultację, inni na zabieg, pozostali na rehabilitację. Dr hab. n. med. Tomasz Piontek po kolei zaprasza do gabinetu. Znany ze swojej ogromnej wiedzy w zakresie ortopedii, pierwszy lekarz piłkarzy Amiki Wronki i Lecha Poznań, jako jedyny odmówił Leo Beenhakkerowi pracy w kadrze narodowej, bo wtedy akurat został… tatą. Jest autorem nowoczesnych technik operacyjnych, m. in. regeneracji chrząstki stawowej oraz łąkotki. Pod jego opieką pacjenci odsuwają myśl o endoprotezie minimum o pięć lat. Stworzył klinikę XXI wieku, która dzięki małoinwazyjnym zabiegom, m.in. artroskopii, i kompleksowemu podejściu do chorego, pozwala pozbyć się bólu na zawsze.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

Ile stawów kolanowych widział Pan w swoim życiu?

Tomasz Piontek: Tysiące. W ciągu ostatnich dwudziestu lat pracy przeprowadzałem około 500 operacji rocznie, a operuje się zaledwie 10 procent osób – pozostałym się radzi.

Co kwalifikuje do operacji?

Ortopedia to swego rodzaju system naczyń połączonych. Tu nie można powiedzieć, że przychodzi się na operację, wychodzi i to koniec, chociaż może to trochę tak wygląda. Pani przychodzi do mnie nie po to, żeby od razu operować, prawda?

Najlepiej przecież uniknąć operacji, bo to ostateczność.

No właśnie. Przychodzi Pani, bo Panią coś boli, a ma jakiś plan: chce biegać, jeździć na nartach, na rowerze, spacerować itp. My, lekarze, jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby pani mogła to zrealizować. Jeżeli ma Pani dolegliwości stawu rzepkowo-udowego, czyli mówiąc kolokwialnie boli Panią kolano, muszę postawić diagnozę. Bez tego nie wolno leczyć. Do postawienia diagnozy muszę mieć narzędzia, a więc przede wszystkim wiedzę. Zaczynam od rozmowy z Panią, potem przechodzimy do badania, stawiam diagnozę lub muszę podeprzeć się kolejnym badaniem, przykładowo rezonansem magnetycznym. Oczywiście, rezonans rezonansowi nierówny, ponieważ sterowany jest przez człowieka. Wysyłając tam Panią muszę wiedzieć, kto wykonuje badanie, czy ma wiedzę, bo od tego zależy dalsze leczenie, a więc decyzja, czy będę Panią operował, podawał zastrzyki czy rehabilitował. Czyli muszę umieć to ocenić. Jeżeli wynik rezonansu pokazuje, że nie ma uszkodzenia kości, oznacza to, że jako ortopeda nic nie zrobię. I teraz muszę odpowiedzieć na pytanie, dlaczego chrząstka jest uszkodzona. Powodów może być mnóstwo: od nadwagi, po nieumiejętne wykonywanie ćwiczeń. Następnie muszę pomóc Pani podjąć decyzję co dalej, namówić Panią przykładowo do redukcji masy ciała, kierując do świetnego dietetyka. Jeśli Pani źle ćwiczy, należy skonsultować się z fizjoterapeutą, który Panią poprowadzi. Dopiero w ostateczności skieruję Panią na operację. Proszę zobaczyć, że jako ortopeda jestem tylko wycinkiem tej całej machiny, ponieważ po operacji muszę zorganizować Pani leczenie pooperacyjne i rehabilitację. I to jest ideał, który powinien istnieć w każdej klinice, a nie zawsze tak jest. Dlatego wymyśliliśmy Rehasport, w którym funkcjonują zespoły wspaniałych lekarzy, gwarantujące leczenie kompleksowe.

Dlaczego wybrał Pan ortopedię?

Pochodzę z domu lekarskiego – mama jest profesorem pediatrii, tata był dyrektorem ekonomicznym w Centrum Zdrowia Dziecka. Nie miałem wyboru (śmiech). Chciałem uciec na historię, ale okazało się to jedynie efektem młodzieńczego buntu. A potem dostałem się na medycynę i strasznie mnie to wciągnęło. Na trzecim roku studiów poszedłem na praktyki do Kliniki

Ortopedii Dziecięcej Ortopedyczno-Rehabilitacyjnego Szpitala Klinicznego im W. Degi w Poznaniu. Wszedłem do kół naukowych, pojawili się moi mistrzowie, od których mogłem się uczyć zawodu. Strasznie spodobał mi się artroskop. Artroskopia kolana jest małoinwazyjną metodą diagnostyczno-terapeutyczną wnętrza stawów. Dzięki niej lekarz może dokładnie przyjrzeć się chorym stawom od środka i jednocześnie wykonać zabieg mający na celu złagodzenie objawów. Stawy mogą być leczone ze wszystkich stron. Zaletą artroskopii jest krótszy pobyt chorego w szpitalu oraz mniejszy odsetek powikłań po zabiegu.

I od razu został Pan operatorem artroskopu?

Nie, ale miałem to w planach. Tak to sobie wymyśliłem, że trafiłem, a raczej los mnie skierował, na oddział chirurgiczny z pododdziałem ortopedycznym, gdzie pracował jeden z moich nauczycieli – dr Marek Ruciński. Pracowałem też pod znakomitym przewodnictwem profesora Andrzeja Szulca. To był mój mistrz i zawodowy ojciec. Był moim największym autorytetem i prawdziwym humanistą. Nigdy Go nie zapomnę. Potem chyba los znów zadecydował za mnie, ponieważ dowiedziałem się, że w szpitalu szukają lekarza do artroskopii. Zapukałem wtedy do drzwi gabinetu profesora Witolda Marciniaka i uprzejmie powiedziałem, że jeśli szuka kogoś do artroskopii stawu, to jestem bardzo chętny, bo zawsze chciałem się tym zająć. Usłyszałem od profesora tylko dwa słowa: dziękuję, pomyślę. Po dwóch tygodniach zadzwonił, że mam przyjść. Byłem przeszczęśliwy. Potem trafiłem do mojego kolejnego mistrza artroskopowego, profesora Tadeusza Trzaski, który przygarnął mnie do swojego szpitala w Puszczykowie. To wszystko spowodowało, że chciałem się dalej uczyć. Wyjechałem do Szwajcarii, Stanów Zjednoczonych. Pewnego dnia zadzwonił do mnie profesor Andrzej Szulc i mówi: kolego, Amica Wronki poszukuje lekarza do drużyny piłkarskiej i myślę, że to jest dla Pana najlepsze rozwiązanie. Byłem w szoku, bo kochałem sport i kochałem tę pracę, a to było jak spełnienie marzeń. Potem byłem lekarzem Lecha Poznań i ta przygoda trwała do 2011 roku.

Skończyła się, bo odmówił Pan Leo Beenhakkerowi pracy w kadrze narodowej?

Ach, co to była za chwila. Był rok 2008. Pracowaliśmy we Wronkach. Leo Beenhakker kompletował wtedy kadrę i jeździł po klubach szukając talentów. Pewnego dnia podszedł do mnie i zaproponował mi pracę lekarza w reprezentacji Polski. Myślałem, że zwariuję ze szczęścia. Miałem 38 lat. Pamiętam kiedy zadzwoniłem do żony i powiedziałem: Ania, będę w kadrze narodowej, jestem taki szczęśliwy. A Ona odpowiedziała: wiesz, jestem twoją żoną i zawsze będę, ale chciałabym, żebyś to przemyślał, bo przed chwilą urodziło się nasze drugie dziecko. I wtedy dotarło do mnie, że są w życiu rzeczy ważniejsze. Dzień, w którym jechałem z odpowiedzią do Leo, był najdłuższym w moim życiu. Stanąłem przed nim i odmówiłem. Powiedział mi wtedy, że jestem jedyną osobą, która odmówiła pracy w kadrze narodowej (śmiech). A potem urodziło mi się trzecie dziecko.

Pamięta Pan swojego pierwszego operowanego pacjenta?

Tak, usuwałem wtedy druty z biodra. A pierwszą artroskopię wykonywałem z profesorem Jackiem Kruczyńskim. Byłem tak przejęty, że nie mogłem spać w nocy, ręce mi się trzęsły. Na sali operacyjnej wziąłem sprzęt, wszedłem do stawu kolanowego i krzyknąłem: docencie, to uszkodzenie chrząstki! Podczas drugiej artroskopii zaczepił mnie kolega: Tomek, bo tu ze studentami robimy podobny zabieg, może nam pomożesz. Na stole leżał pacjent. A ja na to: chętnie, ale to jest moja druga artroskopia w życiu. I na to wszystko odzywa się pacjent – ale mnie Pan pocieszył. Po pierwszej operacji łąkotki ze szczęścia zrobiłem fikołka.

Czym artroskopia różni się od klasycznej operacji?

Stosowanie metody artroskopowej skraca czas zabiegu, który jest bezpieczny, nie ma takiego upływu krwi, mogę zrobić Pani cztery zabiegi w jednym, tak, aby zniwelować cały problem. W publicznej służbie zdrowia musiałbym podzielić to na trzy lub cztery etapy. Do tego potrzebny jest dobry sprzęt i wyszkolony zespół, bo sam przecież nic nie zrobię. Tu nie może być przypadkowości.

Dużo ludzi boryka się z problemem z kolanami?

Wszyscy w swoim czasie.

Jest jakiś wiek, kiedy kolano przestaje działać?

W każdym wieku są różne problemy. Jednym z głównych czynników, który je napędza, jest otyłość. Rozwija się niesamowicie w naszym społeczeństwie. Dodatkowo tryb życia. Jesteśmy społeczeństwem siedzącym, mamy słabe pośladki, kręgosłup. Poza tym ulegamy urazom, pojawiają się zmiany zwyrodnieniowe, przewlekły ból. Na każdym etapie jest możliwość pomocy, jeśli są ku temu wskazania. Główną przyczyną bólu jest łąkotka.

A dlaczego łąkotka się psuje?

Przenosi obciążenie w stawie, dopasowuje do siebie powierzchnie stawowe, jest elementem stabilizującym staw. Ma jedną wadę – unaczyniona jest tylko przy torebce stawowej, co powoduje mały potencjał gojenia. W świadomości lekarzy należałoby ten obszar usunąć. No dobrze, ale wiąże się to z kolejnymi problemami. Po około dziesięciu latach możemy spodziewać się dużego uszkodzenia chrząstki – patrz endoproteza. Jeśli pacjentka trafia do mnie w wieku 17 lat jako młoda sportsmenka chcąca jechać na mistrzostwa, a ma zablokowane kolano przez łąkotkę, to ja – według teorii – powinienem ją usunąć, narażając dziewczynę na zmiany zwyrodnieniowe w wieku dwudziestu kilku lat, i zafundować jej życie na wózku inwalidzkim. Nie tędy droga.

W takim razie co Pan proponuje?

W 2010 roku mieliśmy ciekawe sympozjum ze szwajcarskim profesorem, który pokazywał jak uratować łąkotkę, pokrywając ją membraną kolagenową, a następnie podając szpik kostny pomiędzy zszytą łąkotkę i membranę. Wspólnie z koleżanką Kingą Ciemniewską-Gorzela wymyśliliśmy, jak to zrobić artroskopowo. Zoperowaliśmy grupę pacjentów, obserwowaliśmy ich przez kilka lat. Uzyskaliśmy poprawę gojenia z 50–70 procent do 95 procent, a więc łąkotka zagoiła się prawie w całości. Operując w ten sposób, wydłużamy czas bez endoprotezy minimum o pięciu lat. Oczywiście nie udałoby się to bez licznych badań, nauki, szkoleń, wielu prób. Technika wciąż się rozwija, a więc liczymy, że w przyszłości jeszcze bardziej wydłużymy ten czas.

Ale to nie jedyna innowacyjna metoda, którą Pan stosuje.

Druga technika to rekonstrukcja dużych ubytków chrząstki z użyciem membrany kolagenowej. Tworzymy biologiczną protezę, która daje nowe życie kolanu. Zoperowaliśmy już ponad 200 osób. Wciąż tworzymy, upraszczamy techniki operacyjne, potrafimy już zrekonstruować praktycznie całe kolano. Niestety są to kosztowne procedury, nierefundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Chciałbym, żeby w Polsce pacjent miał prawo wyboru dodatkowego ubezpieczenia, ale nic pod tym kątem się nie zmienia.

I to wszystko dzieje się w Rehasport?

Tak. Stworzyliśmy to miejsce, żeby zrealizować pewien cel. Żeby była tu kompleksowa propozycja dla pacjenta. Chodzi o to, że jeśli przyjdzie Pani z konkretnym schorzeniem, to ja doskonale wiem do kogo Panią skierować, wiem, że za ścianą siedzi kolega, wybitny specjalista, i on Pani pomoże, jeśli ja nie będę mógł. Ale to nie wszystko. Kupiliśmy bardzo drogi sprzęt i musieliśmy znaleźć ludzi, którzy myślą tak samo, mają odpowiednie podejście do pacjenta. I chociaż jestem bardzo zadowolony z tego, co udało się zbudować, wciąż się uczymy i rozwijamy, udoskonalamy zabiegi, żeby jak najlepiej pomóc naszym pacjentom.

 

Rehasport Clinic

Ortopedia i fizjoterapia Poznań

ul. Górecka 30, 60–201 Poznań

tel. +48 616 281 181, [email protected]port.pl, www.rehasport.pl