Mój dom – Poznań

11 kwietnia 2019

Czy Hiszpan może polubić polską pogodę? Za co Holender kocha polską wieś? Jak trudny dla Argentyńczyka jest język polski? Czy Hindus obchodzi Mikołajki? I czy Palestyńczyk w Polsce możne poczuć prawdziwą wolność? Zapraszamy na drugą część historii o obcokrajowcach, którzy stali się poznaniakami.

 

TEKST: Dominika Job

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt, Archiwum

 

Adrian Perez, Hiszpania 

Kilka lat temu przyjechałem do Polski na studencką wymianę programu Erasmus. Jeden semestr spędziłem w Poznaniu, drugi w Krakowie. Wiedziałem, że to, co naprawdę chcę w życiu robić, to nauczanie. Wróciłem do Hiszpanii, jednak ciągle myślałem o tym, żeby tu znowu przyjechać. Zacząłem wysyłać CV do Polski i nagle otrzymałem propozycję pracy aż z dwóch miejsc. Pomyślałem, że skoro dostałem pracę w Polsce, będąc jeszcze w Hiszpanii, to może być tylko jeszcze lepiej. Zdecydowałem się przeprowadzić. Wybrałem wtedy Poznań, a nie Kraków, ponieważ czas spędzony tutaj wspominałem milej. Lubiłem tu być, przyjeżdżałem w odwiedziny podczas wakacji, a raz nawet spędziłem tu Boże Narodzenie. Jednak na początku nie było już tak łatwo jak na studiach, kiedy jedynym zmartwieniem było znalezienie sali na zajęcia lub najbliższego sklepu. Na szczęście, kiedy tu wróciłem, miałem znajomych, których poznałem podczas Erasmusa. Głównie byli to Hiszpanie i ich partnerki Polki. Dzięki nim zacząłem poznawać coraz więcej Polaków. Nauka polskiego idzie mi powoli, ale uczę się. Mam książki, ćwiczenia, uczę się gramatyki, ale przyznaję, że jest to „masakra”. Wśród moich znajomych jest coraz więcej Polaków, także dzięki nim uczę się różnych zwrotów i mowy potocznej. Pracuję w kilku miejscach, w szkołach, w przedszkolach i daję także prywatne lekcje. Jestem zadowolony, ponieważ robię to, co lubię.

Również sam ciągle czegoś się uczę, jak na przykład tego, że gdy w pracy ktoś mnie o coś prosi, zawsze jest to do zrobienia na wczoraj. Oraz że nie wolno się spóźniać. Nawet kilkanaście minut… Jednak celowo wybrałem kraj, który jest inny niż Portugalia czy Włochy, czyli kraje podobne do Hiszpanii. Tu wszystko jest inne. Ludzie, miasta, pogoda. Pochodzę z Andaluzji, więc wyjeżdżając nastawiłem się, że nigdzie nie będzie mi już tak ciepło jak tam. Ale sama pogoda mi tak nie przeszkadza, jak fakt, że dzień jest bardzo krótki i szybko robi się ciemno. Często wstaję rano i jest jeszcze ciemno, po południu kończę pracę i już jest znowu ciemno. Do tego ciężko mi się przyzwyczaić, jednak ani przez chwilę nie żałowałem, że tu przyjechałem.

 

Gerrit-Jan van den Berg, Holandia

Niedawno przeniosłem się niedaleko Poznania, do Dymaczewa Starego. Jest to wieś pomiędzy Mosiną a Stęszewem. Mimo że Poznań oferuje więcej, zwłaszcza dla obcokrajowca, to jednak polska wieś nie ma sobie równych. Ma swój niepowtarzalny urok, zwłaszcza gdy obcujesz tak blisko natury, a ja mieszkam na skraju Wielkopolskiego Parku Narodowego. Gdy poznałem moją żonę, pracowałem na stanowisku kierownika sprzedaży w tej samej, co ona, międzynarodowej firmie. Tylko że ja mieszkałem w Holandii, a ona w Polsce. Poprosiłem Ją o rękę i zostałem przyjęty. Tak zaczęła się moja poznańska przygoda.

Holandia jest gęsto zaludniona, a każda przestrzeń wypełniona jest mieszkaniami i domami wybudowanymi obok siebie. Tam większość ludzi nie ma możliwości zakupu ziemi i postawienia na niej domu. Porównując to do przepięknych krajobrazów Polski, przyrody, spokoju oraz prywatności, którą daje życie na wsi – znajdziesz powód, dla którego jest mi tu tak dobrze i nie chciałbym tego zmieniać. Dopóki nie poznałem mojej żony, chciałem przeprowadzić się do Kanady. Jednak teraz wiem, że Poznań i okolice to był właściwy wybór. Mimo że nasze kraje nie są od siebie bardzo oddalone, jest między nami ogromna różnica. Głównie obserwuję to w kwestiach dotyczących religijności. Polska to też kraj z wieloma tradycjami, a więzi rodzinne są bardzo silne. Wszystko to sprawia, że jesteście narodem bardzo dumnym i uważam, że macie podstawy, by tak właśnie się czuć. Ubolewam jedynie, że pod względem płacy, infrastruktury i biurokracji, Polska nie jest jeszcze tak rozwinięta jak kraje zachodnie.

Największą różnicą odczuwalną dla mnie, jest styl życia poza dużym miastem. Jestem przyzwyczajony do tego, że raz w tygodniu wychodzimy ze znajomymi na piwo. Tutaj nie znalazłem ani jednego miejsca, gdzie mógłbym pójść, poznać nowych ludzi, porozmawiać z nimi… Ludzie umawiają się na spotkania w swoich domach. Aktualnie mieszkam poza Poznaniem, a w dodatku pracuję z domu, zatem tęsknię za życiem społecznym, które miałem w Holandii. Na szczęście odkryłem stronę InterNations Poznań, gdzie tworzy się sieć znajomych na podstawie wspólnych zainteresowań. Ostatnio uczestniczyłem w cyklicznym spotkaniu zorganizowanym dla obcokrajowców tu mieszkających. Była to doskonała okazja do poznania nowych ludzi!

Najtrudniej było i nadal jest, uczyć się polskiego, ponieważ jest to język inny niż pozostałe, które znam. Jednak nie poddaję się i jestem dumny z moich postępów. A w zasadzie byłem… do czasu, aż kupiłem żonie walentynkową kartkę. Nie rozumiałem, dlaczego przyjazny uśmiech kasjerki szybko zamienił się w zniesmaczoną minę. Dopiero w domu moja żona przyznała, że kupiłem kartkę dla Walentego, a nie Walentynki. [śmiech]

 

Juan Martín Sánchez, Argentyna 

Jestem pisarzem. Książka „Druga szansa”, którą ci podarowałem, to moja pierwsza książka o Polsce. Opisuję w niej różne wydarzenia z Poznania, np. na Moście Teatralnym czy Ostrowie Tumskim. Napisałem ją 5 lat temu, a mieszkam tu od prawie 7. Obserwuję Polaków i piszę o tym. Moje opowieści zawsze mieszam z historiami związanymi z Argentyną. Nie jestem typowym Argentyńczykiem, niewielu z nas opuszcza kraj. Ale ja zawsze byłem inny, dlatego wyjechałem. Nudziłem się w Argentynie. Ukończyłem studia jako nauczyciel języka angielskiego, ale mój kraj jest jednojęzyczny, więc nie widziałem tam dla siebie wielu możliwości. Polskę wybrałem, ponieważ się zakochałem. To dlatego zacząłem uczyć się języka i tu przyjechałem. Nie wierzę w szok kulturowy, jednak wierzę w nieświadomych ludzi, którzy muszą gdzieś pojechać, aby poznać coś innego, odkryć siebie. Wierzę, że ludzie są na zewnątrz różni, ale w środku wszyscy jesteśmy tacy sami. Mam inną mentalność, tu ludzie są bardziej oficjalni, mniej żartują, a bardziej wkurzają się na rzeczy, które ja uważam za nieważne. Ludzie są mnie ciekawi. Czuję, że jestem ceniony, wręcz egzotyczny. Od samego początku jestem tu bardzo dobrze traktowany. Nigdy nie byłem dyskryminowany. Mam w Poznaniu swoje życie, wielu znajomych i przyjaciół. Chciałbym tu zostać i założyć rodzinę. Na początku wszystko było dla mnie bardziej interesujące, ponieważ było nowe, polskie. Teraz czuję się tu jak w domu. Pracuję jako copywriter i tłumacz. Zajmuję się także obsługą klienta oraz nauczaniem. Nie jestem specjalnie towarzyski. Najchętniej siedziałbym w domu i pisał. To jest moja największa pasja. Piszę krótkie historie, zwykle są to luźno powiązane ze sobą rozdziały. Chciałbym być pisarzem znanym, jednak przede wszystkim czytanym. Dopiero w drugiej kolejności chciałbym też na tym zarabiać.

Organizuję spotkania Literary meetings, gdzie spotykają się pasjonaci pisania.

 

Roya Rodriguez, Dubaj

Nie wybrałem Poznania. To miasto po prostu stało się miejscem, gdzie spotkałem wielu przyjaciół i otwartych ludzi i tu układam sobie życie. Od samego początku nie miałem żadnych problemów. Miasto jest duże, dobrze mi się tu mieszka. Urodziłem się w Dubaju i jeżdżę tam służbowo. W Poznaniu czuję się trochę jak turysta, który zachwyca się tym, co miasto ma do zaoferowania. Uwielbiam spędzać tu czas. Bardzo lubię też polskie święta, zwłaszcza Mikołajki. Można sobie tylko wyobrazić jak niezapomnianym przeżyciem było dla mnie spędzenie świąt Bożego Narodzenia w Polsce, w Poznaniu. Mam tu swoich bliskich, znajomych i poznałem wiele naprawdę wyjątkowych osób, które dla mnie dużo znaczą. Jesteśmy w stałym kontakcie i to dzięki nim uczę się języka polskiego. Przyznaję, jest to trudny język i proces nauki wymaga czasu.

Polska to bardzo miły, otwarty i przyjazny kraj. Dobrze mi w Poznaniu i mam nadzieję, że będę mógł tu mieszkać jak najdłużej.

 

Nidal Kalboneh, Palestyna

Przyjechałem do Poznania w 2015 roku w ramach projektu European Voluntary Service, tj. wolontariatu dla polskich studentów, związanego z kulturą i edukacją. Mieszkałem przez rok w Łodzi, otrzymałem stypendium i nauczyłem się języka polskiego.

Początki łatwe nie były, ponieważ z powodu mojego koloru skóry i języka zostałem zaatakowany. Nastawiłem się jednak pozytywnie, ponieważ wierzyłem, że w Polsce są również mili ludzie i chciałem ich bliżej poznać. Chciałem wiedzieć o polskiej kulturze więcej i lepiej ją rozumieć. Być jej częścią. Dzisiaj jestem dumnym mieszkańcem Poznania, czuję miłość do wszystkich przyjaciół, których tu mam i codziennie spotykam. Mówię po polsku wystarczająco dobrze, aby poznawać nowych ludzi, nawiązać kontakty.

Polskę poznaję poprzez to, co kocham, czyli muzykę. Moja praca jest z nią związana. Koncerty, festiwale, warsztaty. Poznaję też wspaniałych muzyków z różnych zakątków.