Odkryć Maderę

11 stycznia 2019

Madera nazywana jest wyspą wiecznej wiosny – dobra jest więc na każdy czas. Gdy w Polsce jest za zimno lub za gorąco – tam zwykle jest w sam raz, choć pogoda może błyskawicznie się zmienić, gdy tylko opuści się stolicę wyspy Funchal. Madera ma do zaoferowania najwięcej tym, którzy nie lubią siedzieć w jednym miejscu.

 

TEKST I ZDJĘCIA: Katarzyna Supa

 

Madera oczarowuje bogactwem przyrody. O ile zwierząt jest tu naprawdę niewiele, to różnorodność roślin zapiera dech w piersiach. Fakt, że jedna roślina znajduje się jednocześnie w kilku fazach rozwoju jest dość zaskakujący. Na jednym krzewie, w tym samym czasie, można zobaczyć pąki, kwiaty i owoce. Szlaki wiodą przez lasy wawrzynowe i eukaliptusowe (co ciekawe, eukaliptus jest tu traktowany jak natarczywy, nie dający się wyplenić chwast). Na niektórych trasach licznie występują drzewiaste borówki (!). W Polsce borówki kojarzą nam się z niskimi krzaczkami – na Maderze osiągają wysokość ponad 2 metrów. Nie znaczy to jednak, że owoce są większe. Mają standardowy rozmiar. Dość pospolicie występują na Maderze również gigantyczne hortensje, szczególnie na przydrożnych zboczach, jednak nie dla ozdoby, lecz by zabezpieczyć ziemię przed osunięciami.

Weź czapkę i rękawiczki

Wychodzisz na szlak – bądź przygotowany na wszystko. Buty trekkingowe, a przynajmniej porządne sportowe obuwie, to konieczność nawet na szlakach oznaczonych jako łatwe i przyjemne. W większości przypadków nie należy dać się zwieść tym zapewnieniom. Oprócz solidnego, wodoodpornego obuwia przyda się również polar, kurtka przeciwdeszczowa z kapturem, latarka, a w wyższych partiach gór i na płaskowyżu Paul da Serra (po horyzont płaski jak stół, spowity częściowo mgłą) nawet czapka i rękawiczki. Na półwyspie Săo Laurenço konieczny jest kapelusz z dużym rondem lub chusta i krem z solidnym filtrem UV. Piękna, słoneczna pogoda i temperatura powyżej 25 stopni Celsjusza w Funchal wcale nie oznacza, że poza miastem warunki pogodowe będą podobne.

Wędrówka po szlakach Madery wzdłuż lewad nauczyła mnie nie ufać rekomendacjom zawartym w przewodnikach, które często opisują trasę jako spacerową, podczas gdy niejednokrotnie trzeba wykazać się odwagą i uważnością, by pokonać trasę wiodącą po murku o szerokości 30 cm mając z jednej strony przepaść, a z drugiej pionową skalną ścianę, po której sączy się woda. Skąd ta woda? Z chmur! Cały system lewad (kanałów wodnych doprowadzających wodę do miast i wiosek) bazuje na wodzie skraplającej się z chmur nieustannie przepływających nad wyspą, czasem również z opadów. Co ciekawe, wodę na Maderze kupuje się nie na metry sześcienne jak u nas, lecz na czas… na przykład godzinę dostępu do wody z lewady.

Wycieczka z przewodnikiem

Podczas podróży najlepiej byłoby przemieszczać się środkami komunikacji publicznej, korzystać z autobusów dalekobieżnych, obcować z „lokalsami”. Na Maderze nie jest to takie proste. Autobusy nie docierają do większości najpiękniejszych zakątków, kursują rzadko i nie zawsze ściśle według rozkładu. By odkryć najpiękniejsze zakątki Madery, warto wynająć samochód lub skorzystać z wycieczek organizowanych przez lokalne biura podróży. Miejscowi przewodnicy potrafią zwrócić uwagę na to, czego nie wyczytasz w przewodniku, a przy okazji zatroszczą się o ciebie, kiedy na przykład wpadniesz do lewady lub wyrżniesz głową w niskie sklepienie tunelu, przez który wiedzie szlak. Na szczęście na wyspie nie ma żadnych zwierząt, gadów, płazów, owadów, które mogłyby nam zrobić krzywdę, więc wystarczy uważać na samego siebie i… towarzyszy wędrówki. Na maderskich szlakach obowiązują określone reguły, nie wszyscy je znają.

Podróżowanie samochodem po Maderze może być wyzwaniem ze względu na wąskie i kręte drogi, a także swobodne podejście do parkowania pojazdów na poboczach. Sporych emocji dostarcza także jazda dalekobieżnymi autobusami. Momentami miałam wrażenie, że brawura kierowcy rosła wprost proporcjonalnie do liczby pasażerów – tak, jakby chciał się pochwalić zwinnością z jaką pokonuje zakręty, strome wzniesienia czy wymija zaparkowane na pasie ruchu inne pojazdy. Co ciekawe, nikt na nikogo tu nie złorzeczy, nie trąbi – no chyba, że chce dać znać, że nadjeżdża zza zakrętu i po prostu go nie widać. Na porządku dziennym są też spóźnienia na trasie. Na autobus wracający z Ribeiro Frio czekałam ponad 2 godziny. Kierowca nie potrafił wyjaśnić dlaczego przyjechał z tak dużym opóźnieniem, a i tak wszyscy byli wdzięczni, że w ogóle przyjechał. To był jedyny autobus powrotny tego dnia…

 

Przyjazne jaszczurki

Na short liście każdego wędrowca powinny się znaleźć bajkowe trasy do Caldeirão Verde czy przez dolinę Rabaçal do wodospadów 25 Fontes i Risco. Woda szemrząca w lewadzie i otulająca zieleń działają kojąco na zmysły, a dziwnie powyginane drzewa i ciemne tunele pobudzają wyobraźnię. Całkowite przeciwieństwo tych zielonych szlaków stanowi wędrówka po półwyspie Săo Laurenço. Oprócz pustynnego krajobrazu, porywistego wiatru i palącego słońca oferuje on bajeczne widoki na strome urwiste skały magmowe w różnych odcieniach pomarańczowego i beżu, skąpane w dole w turkusowej wodzie. Półwysep dość powszechnie zamieszkują jaszczurki z gatunku Lacerta Dugesii. Są dość towarzyskie, a ponieważ są jedynymi zwierzętami, cieszą się sporym zainteresowaniem turystów – same też są ich ciekawe, czego doświadczyłam, gdy jedna z nich postanowiła wskoczyć na wycelowany w nią obiektyw telefonu komórkowego…

Podziwiać szczyty

Punkt obowiązkowy to również przylądek Cabo Girão, a w szczególności trasa dojazdowa do punktu widokowego. Sam punkt widokowy jest nieco przereklamowany (szklany taras nie jest całkowicie przejrzysty, przez co obserwowanie tego, co znajduje się 580 m poniżej jest utrudnione), a z całą pewnością jest to najdroższe miejsce na turystycznych szlakach – mała kawa na wynos kosztuje tu trzykrotność ceny kawy w centrum miasta. Choć z perspektywy przeszklonego tarasu widokowego tego nie widać, u podnóża klifu toczy się intensywne życie towarzyskie – na dole znajduje się kamienista mini plaża i jedna z lepszych restauracji na wyspie. Spacerowym szlakiem biorącym swój początek z niewielkiej miejscowości Ribeiro Frio z całą pewnością jest trasa wiodąca do punktu widokowego Balcões. Szeroka ścieżka prowadzi do tarasu, z którego w pogodny dzień roztacza się przepiękna panorama na najwyższe szczyty Madery: Pico Ruivo, Pico do Areeiro, Pico do Gato oraz Pico das Torres.

Egzotyczne ogrody

Funchal, stolica wyspy, rozciąga się na zboczach dość stromo opadających w kierunku portu. Spacery poza centrum potrafią zmęczyć. Na

pewno warto wybrać się do miejscowości Monte położonej powyżej stolicy (w 15 min dowiezie nas tam panoramiczna kolejka linowa). Jest ona kojarzona głównie z szaleńczą jazdą wiklinowymi saniami oraz tropikalnym ogrodem Monte Palace Tropical Garden. Wędrując przez bajeczne, oniryczne i egzotyczne ogrody tematyczne, przez chwilę można się poczuć jak wędrowiec zagubiony w czasie. Przy wejściu do ogrodów znajduje się oszałamiająca ekspozycja 700 minerałów i kamieni półszlachetnych, a w samym sercu posiadłości wznosi się legendarny Monte Palace Hotel z XIX wieku, w którym swego czasu zatrzymał się Claude Monet.

Będąc na Maderze warto ruszyć na sąsiednią wyspę Porto Santo. Względnie łatwo się na nią dostać promem pasażerskim (zabiera na pokład również samochody), który kursuje zazwyczaj raz dziennie – wypływa o świcie i wraca późno w nocy. Po dwóch i pół godzinie rejsu dociera się do wyspy, która diametralnie różni się od Madery. Jeśli nie korzystasz z pakietu obejmującego rejs i transport do centrum Vila Baleara, spokojnie możesz dotrzeć tam na piechotę lub autobusem miejskim. W porcie i miasteczku panuje harmider, ale z dala od centrum przywita cię błogi spokój – można poczuć się jak na bezludnej wyspie. Porto Santo słynie ze swojej 9 km plaży o aksamitnym piasku, który podobno ma również właściwości lecznicze. Polecam ten spacer z przystankiem na lunch w nadbrzeżnej knajpce serwującej lokalne wyśmienite owoce morza, takie jak na przykład grillowane czeszołki, sałatkę z grillowaną ośmiornicą.

Winna podróż

Na maderskich stołach królują dwie potrawy – czarny pałasz serwowany z bananem i smażonymi kostkami z mąki kukurydzianej lub warzywami oraz espedata – szaszłyk z marynowanej wołowiny opiekany na gałązce z drzewa laurowego. Od ulicznych sprzedawców kupić można rustykalny chleb bolo do caco serwowany z masłem czosnkowym lub różnymi innymi dodatkami. W każdym sklepie i lokalu można spróbować tradycyjnego napoju poncha przyrządzanego z wódki trzcinowej, zmieszanej z sokiem z cytryny, miodem i cukrem. Najlepiej smakuje w barach na szlakach pieszych wędrówek – stawia na nogi najbardziej zmęczonego wędrowca. Często podawana jest w towarzystwie marynowanego bobu – ulubionej przekąski mieszkańców. Madera słynie też z wina – najlepszym źródłem wiedzy o historii tego trunku, jego osobliwym procesie produkcji i miejscem, w którym można spróbować niemal cały wachlarz jego odmian, jest Muzeum Blandy’s Wine Lodge mieszczące się w dawnej fabryce (nadal leżakują tu beczki z winem). Dobrą okazją do spróbowania odmian wina madera z różnych lokalnych winiarni jest Festiwal Wina odbywający się na przełomie sierpnia i września. Chcąc doświadczyć bogactwa owoców, jakie oferuje wyspa, warto zajrzeć na targowisko Mercado dos Lavradores. Szczególnie duże wrażenie robi różnorodność gatunków marakui. Warto popróbować, ale zakupy robić ostrożnie, najlepiej u sprzedawców ulokowanych na obrzeżach rynku, zawsze mając na oku swój portfel.