Patrzę na pacjenta kompleksowo  

3 lutego 2020

Doktor Maciej Marcinowski głosami pacjentów został zwycięzcą plebiscytu Dentysta Roku 2019 w województwie wielkopolskim. Jest uznanym stomatologiem nie tylko w Polsce, ale i na świecie, ma setki zadowolonych pacjentów, którzy dzięki Niemu zyskują piękny i zdrowy uśmiech. Jest członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Ortodoncji Nakładkowej (EAS), wykładowcą Polskiego Stowarzyszenia Implantologicznego oraz innych organizacji. Jego zdaniem najważniejsza jest profilaktyka, a higienizacja w gabinecie Dentista.pl, który stworzył 15 lat temu, odbywa się pod mikroskopem. Warto dodać, że jest tylko kilka miejsc w kraju, które w ten sposób ją przeprowadzają. Wciąż doskonali wiedzę, wprowadzając do swojej kliniki najnowsze metody leczenia, żeby jeszcze lepiej pomagać pacjentom. Wychował się w gabinecie swojej mamy i chociaż początkowo zauroczyło go dziennikarstwo, to ostatecznie kontynuuje rodzinną tradycję, która obok pasji stała się sposobem na życie.

 

ROZMAWIA: Joanna Małecka

ZDJĘCIA: Sławomir Brandt

 

W klinice Dentista.pl na osiedlu Władysława Jagiełły w Poznaniu wita mnie uprzejma recepcjonistka. Na ścianach wiszą zdjęcia zadowolonych pacjentów. Pachnie świeżo parzoną kawą, z głośników wybrzmiewa łagodna muzyka. – Zapraszam – wychyla się z gabinetu doktor nauk medycznych Maciej Marcinowski, a Jego śnieżnobiały uśmiech od razu skupia moją uwagę. Lekarz o niezwykłej empatii, spokoju, precyzyjny i otwarty. Od razu zdobył moje zaufanie, pomimo tego, że całe życie bałam się dentysty… 

Można powiedzieć, że urodził się Pan w gabinecie stomatologicznym.

(śmiech) Tak. Moja mama miała gabinet w naszym domu, czyli w bloku, na trzecim piętrze, przy ulicy Jesiennej w Poznaniu. Odkąd pamiętam korytarz był poczekalnią, a ja bawiłem się samochodzikami pomiędzy pacjentami.

Pamięta Pan tamten specyficzny zapach?

Oj tak! Myślę, że każdy kto urodził się w tamtych czasach, pamięta specyficzny zapach lekarstw w gabinecie. Na szczęście dziś w moim gabinecie pacjenci mogą raczyć się relaksującym zapachem kawy (uśmiech).

Był fotel pompowany nogą?

Nie, fotel był elegancki, elektryczny. Pacjentów przyjmowało się na siedząco. To nie było komfortowe ani dla pacjenta, ani da lekarza. Pozycja leżąca jest bardziej bezpieczna i wygodna – obecnie w taki sposób wykonujemy zabiegi.

Mama codziennie przyjmowała pacjentów?

Tak. Poza pracą w domu równocześnie pracowała w gabinecie, w przychodni kolejowej. Cały dzień była w pracy. Tak samo zresztą jak i tata.

Tata też jest stomatologiem?

Tata jest technikiem dentystycznym. Pracował w pracowni protetycznej, a poza tym pomagał mamie w gabinecie, wykonując protezy dla Jej pacjentów. Dodatkowo rodzice przyjmowali w niedzielę, w Czarnkowie. Gabinet znajdował się w domu rodzinnym taty. Proszę sobie wyobrazić, że dojeżdżali tam na motorze.

Czyli nie było dni wolnych?

Dla mnie normalnym było to, że pracuje się czasem siedem dni w tygodniu. Z domu wyniosłem etos pracy, który towarzyszy mi od tamtej pory.

Czyli był Pan skazany na stomatologię?

Stomatologia mnie zewsząd otaczała, stąd jej wybór był naturalny. Poczułem w sobie pasję do tej dziedziny podobnie jak mój starszy brat, który wzrastał w tym samym środowisku. Zresztą zarówno on, jak i moja bratowa, są stomatologami, a ich syn także studiuje stomatologię. Siła tradycji jest tu widać nie bez znaczenia.

Zanim jednak zgłębiłem tajniki stomatologii, miałem możliwość poznać zawód technika dentystycznego, zarówno w teorii, jak i praktyce. Pracowałem w laboratorium protetycznym taty, gdzie bardzo dużo się nauczyłem. Umiejętności wtedy nabyte oraz zyskanie nieco innej perspektywy, miały się okazać kluczowe w mojej późniejszej karierze stomatologa.

Ta nauka pomogła potem Panu na studiach?

Bardzo, dlatego że kiedy byłem już na stomatologii, zajęcia związane z protetyką były dla mnie powtórzeniem materiału. I to też ukierunkowało mnie w zakresie zainteresowań związanych z protetyką stomatologiczną, odbudową zgryzu i okluzją. Następnym etapem moich zainteresowań było leczenie implantologiczne.

Wiem, że interesował się Pan też dziennikarstwem.

Pamiętam szkolne spotkanie ze Sławkiem Bajewem, redaktorem ówczesnego Radia Merkury. Były to lekcje, w ramach których poznawaliśmy różne zawody. Jego praca zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Potem, dzięki znajomości ze Sławkiem, pracowałem w radiu Merkury przygotowując serwis muzyczny i listę przebojów. Miałem też okazję przygotowywać wiadomości muzyczne w Radiu Winogrady. Był też epizod w radiu S (dziś Eska), w programie związanym z muzyką. To mnie bardzo interesowało i pozostało moim hobby, które do dziś kultywuję.

Poszedł Pan jednak na stomatologię, nie na dziennikarstwo.

Poszedłem, ale jeszcze wtedy nie wiedziałem, że dla dziecka rodziców związanych ze stomatologią poprzeczka będzie zawieszona bardzo wysoko. Prowadzący zajęcia zdecydowanie więcej ode mnie wymagali. Pierwszy i drugi rok były ciężkie i pamiętam je do dziś. Ale takie sytuacje kształtują charakter i wzmacniają na przyszłość. Kiedy ukończyłem stomatologię, czułem pęd naukowy i postanowiłem iść dalej. Rozpocząłem więc studia doktoranckie zgłębiając tematykę anatomii zębów.

A media?

Przeniosłem to zainteresowanie na Stowarzyszenie Studentów Stomatologii w Poznaniu, które założyłem. Tak mnie wciągnęła praca tam, że awansowałem na szefa Polskiego Stowarzyszenia Studentów Stomatologii. Pamiętam, że organizowaliśmy wiele konferencji naukowych, stworzyłem też studencką ligę bowlingową w Niku. W związku z tym, że studia i Stowarzyszenie to było dla mnie za mało, rozpocząłem pracę w firmie mojego brata, która zajmowała się dystrybucją sprzętu stomatologicznego. Dzięki tej pracy mogłem brać udział w szkoleniach dla stomatologów i uczyć się zawodu będąc jeszcze studentem. Uzyskałem dzięki temu doświadczeniu ogromną dawkę wiedzy i nowych umiejętności. Ale mi wciąż było mało. Zacząłem działać w Europejskim Stowarzyszeniu Studentów Stomatologii. Brałem udział w kongresach, także za granicą. Do dziś pozostała we mnie dziennikarska dociekliwość. Łącząc dwie pasje, stomatologię i dziennikarstwo, rozmawiam z wybitnymi dentystami z całego świata. Z jednej strony mam możliwość poznać najnowsze metody leczenia od najlepszych, z drugiej przekazać tę fascynującą wiedzę innym. To niezwykle stymulujące i poszerzające horyzonty doświadczenia. 

Potem przyszedł doktorat?

Jeszcze nie, ponieważ z grupą znajomych uznaliśmy, że zanim zaczniemy studia doktoranckie, powinniśmy pojechać na wakacje życia. Był 2005 rok, a miastem, które miało odcisnąć swoje piętno na całe moje późniejsze życie, był Nowy Jork.

Zarezerwowałem miejsce w hostelu na Manhattanie i wyruszyłem w nieznane. Zwiedzałem, poznawałem ludzi i czekałem na znajomych, którzy mieli dojechać później. Mój pobyt w hostelu dobiegał końca, kończyły mi się pieniądze. Dzień przed ich przyjazdem próbowałem się z nimi skontaktować. Telefon milczał. Nie wiedziałem co się dzieje. W dzień przylotu też się nie odezwali. Dopiero dwa dni później dowiedziałem się, że nie przylecą.

I został Pan w USA sam?

Nie chciałem wracać, szkoda mi było wakacji. Zadzwoniłem do kuzynki mojej mamy, która mieszka w USA i poprosiłem o pomoc. Spędziłem tam kilka dni, w międzyczasie załatwiłem sobie łóżko w innym mieszkaniu. Pozostała kwestia pieniędzy. Była niedziela. Wracałem z parku, gdzie regularnie siadałem z laptopem i dzwoniłem do domu, bo tylko tam miałem bezpłatne wifi. Na Piątej Alei zatrzymałem się przed witryną sklepową. Wisiało tam ogłoszenie o naborze do zespołu nowej restauracji. I tak zostałem pomocą kucharza (śmiech).

Stomatolog pomocą kucharza – ciekawe połączenie.

Pomagałem w przygotowywaniu potraw, obierałem ziemniaki, nauczyłem się jak prawidłowo pokroić pomidora. Dziś wykorzystuję to w domu. Pracowałem tam przez kilka tygodni. Wszyscy pytali, co dentysta robi w knajpie (śmiech). Potrzebowałem pieniędzy. Codziennie wracając do domu mijałem gabinet stomatologiczny, ale nie miałem odwagi wejść.

I w końcu się Pan przełamał?

Tak. Wszedłem wieczorem, kiedy w gabinecie przyjmował chirurg szczękowy. To był jego ostatni dzień przed urlopem. Zapytałem o możliwość współpracy, a on powiedział mi, że pracuje z nim Polak, który jest technikiem dentystycznym i że mam się do niego zgłosić. Tak poznałem Pana Zbyszka, cudownego człowieka. Opowiedziałem Mu swoją historię, a On uznał, że pomoże mi się dostać do kliniki. Tak też się stało. Pomagałem w laboratorium, byłem asystentem lekarza. Z czasem sam zacząłem przeprowadzać zabiegi.

Jak tam było?

Leczenie wyglądało zupełnie inaczej niż dzisiaj w Polsce. Gabinety były malutkie, kompaktowe, pacjenci w zasadzie leżeli obok siebie, a więc nie było intymności. Z kolei obsługa pacjenta była na bardzo wysokim poziomie, czego u nas brakowało. Te doświadczenia uświadomiły mi, jak ja chciałbym zbudować swój gabinet i na co zwrócić uwagę.

Dlaczego nie został Pan w USA?

Złożyło się na to kilka czynników. Pracując w gabinecie, otrzymałem kontakt do profesora Stana Wiktora, który wtedy zajmował się pozyskiwaniem studentów ze Stanów Zjednoczonych do studiowania w Polsce. Umówiłem się z nim na spotkanie. Pamiętam jak po wielu godzinach drogi odebrał mnie z dworca, zabrał do siebie i przyjął pierogami i bigosem. Nigdy tego nie zapomnę. Dowiedziałem się, co można zrobić, żeby tam pozostać. Okazało się, że jeśli chciałbym pracować jako stomatolog w USA, musiałbym dodatkowo skończyć trzyletnie studia i liczyć się z ogromnymi wydatkami. Zdecydowałem się wrócić do Polski. Rozpocząłem studia doktoranckie, podczas których miałem możliwość wyjazdu do Stanów na konferencje i dalsze zwiedzanie. Z czasem doszedłem do wniosku, że Polska na tyle się rozwija, że może warto zostać w swoim kraju i otworzyć klinikę, bazując na dotychczasowym doświadczeniu. Po drodze też urodziły mi się dzieci, co jeszcze bardziej związało mnie z krajem.

Kiedy otworzył Pan gabinet, w którym teraz jesteśmy?

To był 2005 rok. Początkowo pracowałem w gabinecie mojej mamy, aż pewnego dnia, przejeżdżając przez osiedle Władysława Jagiełły, zatrzymałem się przy sklepie. Na witrynie sklepowej wisiało ogłoszenie, że lokal jest na sprzedaż. Pomyślałem: to jest znak. Kupiłem ten lokal, przerobiłem go na klinikę. Zaczynałem od jednego gabinetu, krok po kroku przekonywałem do siebie kolejnych pacjentów. Każdy pacjent to inna historia, inne wyzwanie. Każdego dnia trzeba na nowo i od nowa pracować na swoją reputację. Ciężka praca poskutkowała tym, że stopniowo otwierałem kolejne gabinety i poszerzyłem zespół lekarzy. Dziś mamy piękną klinikę z trzema gabinetami, laboratorium, poczekalnią i miejscem konsultacyjnym, gdzie siadam z pacjentem i bez stresu rozmawiamy o jego oczekiwaniach oraz problemach. Tu też jest studio fotograficzne, gdzie robimy zdjęcia, które pomagają w programie leczenia. Od początku chciałem stworzyć miejsce, które spełniałoby moje oczekiwania jako pacjenta oraz dawało możliwość kompleksowego, bezpiecznego i komfortowego leczenia.

Muszę przyznać, że klinika jest piękna. Lubi Pan tu przebywać?

Bardzo. Wie Pani, jeśli praca jest pasją, to poświęcony jej czas daje spełnienie i satysfakcję. A jeśli dodatkowo można obserwować efekty leczenia w postaci wymarzonego przez pacjenta uśmiechu, tym bardziej chce się tu być. Często zresztą słyszę, że gabinet Dentista.pl to miejsce, w którym po prostu miło jest przebywać. A to znaczy, że doświadczenia, które zbierałem przez lata podróży po wielu krajach, znalazły właściwą realizację.

Dążymy do pięknego, hollywoodzkiego uśmiechu?

A ten uśmiech dla każdego oznacza coś innego. Najważniejsze jest poznanie pacjenta, jego oczekiwań i marzeń. Na początku zawsze odbywa się badanie jamy ustnej przy użyciu lup stomatologicznych. Powiększenie to większa precyzja oraz dokładna ocena, czy dany ząb wymaga leczenia. Następnie wykonywana jest pełna diagnostyka RTG. Jako jeden z niewielu lekarzy w Poznaniu rutynowo przeprowadzam na pierwszej wizycie u każdego pacjenta badanie zgryzu, badanie mięśni, badanie stawów skroniowo-żuchwowych przy użyciu USG Doppler. W przypadku zdiagnozowania problemów z kontaktami górnej i dolnej szczęki (choroba okluzyjna), usunięcie jej przyczyn następuje poprzez zabieg ekwilibracji (nieortodontyczna korekta zgryzu) lub, jeśli jest taka potrzeba, przez leczenie ortodontyczne. Dziś do dyspozycji mamy zarówno leczenie aparatami stałymi oraz jakże modnymi dzisiaj i niesłychanie skutecznymi przezroczystymi nakładkami, czyli alignerami. Następnie wykonuję zdjęcia cyfrowe w profesjonalnym studiu fotograficznym w gabinecie Dentista.pl. Każdy zabieg jest poprzedzony wykonaniem komputerowego znieczulenia. Dla wygody pacjenta znajduje się także telewizor na suficie, gdzie można oglądać różne kanały tematyczne. Na koniec pierwszej wizyty zawsze powstaje wstępny plan leczenia, który omawiam z pacjentem w gabinecie konsultacyjnym, z dala od fotela i sprzętów stomatologicznych, gdzie pacjent może poczuć się odprężony.

Wie Pan, że ma w gabinecie aż pięć monitorów?

(śmiech) Ostatnio pacjentka zapytała, czy tak bardzo lubię nowoczesne technologie, że jest tego aż tak wiele. Szczerze? Nigdy tego nie liczyłem. Wszystko zaczęło się od nowoczesnej endodoncji, czyli leczenia kanałowego. Kiedyś bazowało na lupach, z czasem wprowadzono mikroskop, żeby być bardziej dokładnym. Jesteśmy w stanie wykonać wiele zabiegów z dokładnością co do mikrometra.

Dlaczego pacjenci tak bardzo lubią tu przychodzić? Mnie stomatologia zawsze kojarzyła się z czymś strasznym.

Trzeba by było zapytać pacjentów. Do każdego z nich podchodzimy indywidualnie. Mamy świadomość, że wizyta tak naprawdę rozpoczyna się od momentu przekroczenia progu kliniki lub nawet wcześniej, od pierwszego kontaktu telefonicznego, dlatego do każdego z etapów przykładamy wielką wagę. Spotkanie z lekarzem dentystą w gabinecie stomatologicznym powinno być kulminacją perfekcyjnie przeprowadzonej wizyty w przyjaznej atmosferze, po zakończeniu której pacjent otrzymuje informację o stanie zdrowia jamy ustnej z dokładnymi wytycznymi, jakie kroki powinien podjąć, aby uzyskać zdrowy, piękny uśmiech.

Dlaczego tak ważna jest profilaktyka?

Profilaktyka jest podstawą procesu leczenia. Bez niej nawet najlepszy plan uzyskania pięknego uśmiechu może się nie powieść. Dlatego kładziemy na nią tak duży nacisk. Zabiegi higienizacyjne przeprowadzamy pod mikroskopem, jako jeden z niewielu gabinetów w Polsce, aby precyzyjnie ocenić stan przyzębia oraz przygotować pacjenta do dalszego leczenia. To bardzo ważne, by mieć zdrowe zęby przez wiele lat oraz aby kontrolować stan zdrowia jamy ustnej regularnie. Poza tym mamy własny ośrodek szkoleniowy, w którym Pani Paulina Czecholińska, licencjonowana higienistka stomatologiczna, prowadzi szkolenia dla higienistek. Wieloletnie doświadczenie Pani Pauliny oraz odbyte kursy w Polsce i zagranicą pomagają rozpoznać i zapobiegać chorobom przyzębia u pacjentów, a także przekazywać tę wiedzę innym higienistkom.

Po co to wszystko?

Od początku istnienia gabinetu Dentista.pl widzimy jak ważne są zabiegi higienizacyjne. Dzięki prawidłowemu dbaniu o zęby jesteśmy w stanie je uratować, unikając trudnego i długiego leczenia. Każdy pacjent powinien sobie zdawać sprawę, że dbanie o uzupełnienia protetyczne wymaga więcej wysiłku niż w przypadku naturalnego uzębienia. Bardzo ważna jest także opieka nad osobami starszymi. W Polsce intensywnie rozwija się dziedzina stomatologii – gerostomatologia. Młody, sprawny pacjent jest dziś w stanie poradzić sobie z higieną i funkcjonowaniem niemal każdego rozwiązania protetycznego. Sytuacja zmienia się wraz z wiekiem. Dlatego planując leczenie, wybieramy najbardziej optymalne rozwiązanie dostosowane do wieku oraz umiejętności manualnych każdego pacjenta. Mamy wielu pacjentów, którzy przez wiele lat bardzo dobrze funkcjonują z pracami protetycznymi opartymi o implanty. Historia pacjentki, która zgłosiła się do nas kilka lat temu, może być dobrym tego przykładem. Przechodząc na emeryturę, pani zapragnęła poprawić swój komfort życia, zamieniając wyjmowane i nieestetyczne protezy na most na implantach. Tutaj sprawa była trudniejsza, albowiem zanik kości spowodował konieczność wykonania zabiegu podniesienia zatoki szczękowej, czyli zabiegu regeneracji kości. Po okresie 6 miesięcy można było wykonać zabieg implantacji, a po kolejnych 6 miesiącach założyć docelowe piękne zęby. Dziś pani odwiedza regularnie nasz gabinet na wizyty kontrolne i cieszy się każdego dnia z komfortu i pięknego uśmiechu.

Mówią o Panu, że o implantach wie Pan wszystko.

Może nie wszystko, bo medycyna wymaga od nas, lekarzy, ciągłego uczenia się. Implantologia to dziedzina, którą bardzo się interesuję. Rzeczywiście odbyłem wiele szkoleń w całej Polsce oraz na świecie, odwiedzając różne kliniki. Jako lekarz praktyk posiadam tytuł Eksperta w dziedzinie implantologii. Ciągle się szkolę, poświęcam wiele uwagi chirurgii stomatologicznej, ale także protetyce oraz ortodoncji. Jestem członkiem Europejskiego Stowarzyszenia Ortodoncji Alignerowej (EAS) oraz wykładowcą rocznego cyklu szkoleniowego Curriculum Implantologicznego Polskiego Stowarzyszenia Implantologicznego.

Czy dziś jest Pan dumny ze swojej kliniki?

Bardzo. Przez 15 lat udało mi się zbudować miejsce, do którego nie idzie się ze strachem, ale z uśmiechem na twarzy. Wielu z moich stałych pacjentów ma mój prywatny numer i wiedzą, że w nagłej sprawie mogą zawsze zadzwonić, czy napisać wiadomość sms. Dodatkowo, uruchomiliśmy specjalny numer telefonu dla pacjentów w pilnych przypadkach. To właśnie pacjenci wybrali mnie w plebiscycie na Dentystę Roku 2019 w Wielkopolsce. To wielkie wyróżnienie i nagroda. Zamierzam nie zwalniać tempa i dalej rozwijać swoją wiedzę i umiejętności dla dobra moich pacjentów.