Pędzel w obiektywie

6 czerwca 2019

Fotografią malarską zajmuje się od niedawna, a Jej dwa portrety już zdobyły nominację do branżowego Oskara. Kiedy patrzy na ludzi – widzi dzieła sztuki, a kiedy spaceruje ulicami Poznania, patrzy na miasto kadrami, mimo że nie zawsze ma przy sobie sprzęt fotograficzny. Trzymając aparat, sama przyznaje, zmienia się w innego człowieka. Z Katarzyną Wołyniak, poznanianką z wyboru, spotkałyśmy się na Śródce, którą uwielbia za klimat, widoki i niepowtarzalne piękno…

 

ROZMAWIA: Anna Skoczek

ZDJĘCIA: Katarzyna Wołyniak

 

Sama o sobie mówisz, że jesteś poznanianką z wyboru…

Pochodzę ze Szczecina i niestety często muszę tłumaczyć, że moje miasto rodzinne wcale nie leży nad morzem. Do Poznania przyjechałam na studia, a właściwie na wymianę studencką, na drugim roku. Wtedy postanowiłam, że zostaję. Nie żałuję. Jest to moje miejsce na Ziemi. Podoba mi się, że Poznań jest różnorodny. Często przeprowadzam się w granicach miasta, poznając nowe dzielnice. Teraz mieszkam na Wildzie, która jest rewelacyjna i bardzo dynamicznie się zmienia. Otwiera się tam mnóstwo knajpek i jest naprawdę klimatycznie. Ale już zastanawiam się nad tym, czy nie zamieszkać na Jeżycach.

Ale wyprowadzki z miasta nie przewidujesz…

Poznań jest idealny! W Warszawie może i jest więcej możliwości rozwoju, ale samo miasto bardzo mnie męczy. Do Poznania przeprowadziłam się ze Szczecina, który jest zbyt spokojny, jak dla mnie. Warszawa z kolei jest zbyt hałaśliwa. Poznań jest po środku i czuję, że jest mój. Mam tak, że idę ulicami Poznania i nagle się zatrzymuję, bo widzę zdjęcie. Staję, podziwiam detale architektury i miękkie światło żałując, że nie mam ze sobą aparatu. Życie to klatki. Czasem z tym fotograficznym patrzeniem na świat trochę przesadzam.

Dlaczego?

Ostatnio na przykład, już strasznie zmęczona, byłam jeszcze w jakiejś kawiarni na spotkaniu. W pewnym momencie poszłam do łazienki i kiedy spojrzałam w lustro, zauważyłam, że mam strasznie przekrwione oczy. Wiesz, co pomyślałam? Spoko, trzeba to teraz wystemplować, wystarczy drobny retusz…

Wymieszały Ci się światy…

Nie zawsze tak było. Zajmowałam się w życiu wieloma rzeczami. W pewnym momencie, pracując w branży IT, zaczęłam się zastanawiać, czy to daje mi szczęście. Cieszę się, że wtedy zdecydowałam się na szukanie swojej drogi, chociaż wiadomo, że IT jest branżą bardziej dochodową niż fotografia. Nie do końca się jednak spełniałam, a muszę czuć to, co robię. Fotografia to nie tylko same zdjęcia, ale przede wszystkim spotkania z niesamowitymi ludźmi. Kocham to w tym zawodzie.

Stąd wzięła się fotografia malarska?

Nie tak od razu. Najpierw postawiłam na rozwój pasji, jaką jest fotografia w ogóle. Dopiero później połączyłam ją z fascynacją sztuką i tak zaczęłam swoją przygodę z fotografią malarską. Okazało się, że można to połączyć. To moja miłość i dlatego podczas sesji zamieniam się w innego człowieka. Nie ma dla mnie świata zewnętrznego. Biegam po studiu, przerzucam eksponaty, ustawiam psy, rozśmieszam dzieci. Wtedy czuję się doskonale.

Jak się maluje aparatem? Czy jak zgłasza się do Ciebie klient, to patrzysz na niego i mówisz mu – Wow! Będzie się za tobą ciągnąć smuga białego, zwiewnego materiału?

Tak, teraz już tak faktycznie jest. Wcześniej sama wyszukiwałam modeli i modelki pod swoje pomysły. Dzisiaj, jak ktoś do mnie przychodzi, od razu zwracam uwagę na jego charakterystyczną urodę albo pewne drobne, ledwo zauważalne cechy. I już w wyobraźni widzę tego człowieka w odpowiedniej scenerii. Tak było na przykład z detektywem Maciejem. Chciał, żebym zrobiła mu zdjęcia biznesowe, ale kiedy go zobaczyłam, to już wiedziałam. Powiedziałam mu wtedy: „Maciej, mam taki pomysł. Cygaro, fotel. Zrobię z Ciebie takiego don Corleone. Wiesz, ojciec chrzestny i te klimaty.” On się wtedy chwilę  zastanowił, ale dał się namówić i teraz zamiast standardowych zdjęć biznesowych, wykorzystuje właśnie te w klimacie malarskim. To Go też wyróżnia na rynku i pokazuje Jego charakter. Zresztą przyznam szczerze, że ja sama nie spodziewałam się takiego piorunującego efektu tej sesji.

To zdjęcie zdobyło nominację do renomowanego konkursu fotograficznego Fine Art Photography Awards, czyli branżowego Oskara.

Tak i to dla mnie niesamowite wyróżnienie, ponieważ fotografią malarską zajmuję się tak naprawdę od niedawna. W międzynarodowym konkursie nominację do tytułu tego najlepszego zdjęcia, zdobyły dwa portrety mojego autorstwa. Wysłałam swoje prace oczywiście z wielką nadzieją, chociaż nie spodziewałam się tego, że uda mi się coś osiągnąć. Nie chcę być tutaj fałszywie skromna, ale nominacje mnie naprawdę bardzo zaskoczyły. Poziom konkursu jest naprawdę wysoki, a swoje zdjęcia przesyłają tam ludzie z całego świata, ze świetnym dorobkiem, niebywałymi pomysłami. Czołówka fotografów malarskich.

I co dalej?

Nie zdobyłam nagrody głównej, ale sama nominacja to już spore osiągnięcie. To jest trochę jak właśnie z nominacjami do Oscara. Już samo znalezienie się w tym wąskim gronie jest powodem do dumy. Takie momenty dają mi zastrzyk pozytywnej energii i pokazują, że wybrałam dobry kierunek i powinnam to robić dalej. Tym bardziej, że dopiero zaczynam swoją przygodę z fotografią malarską i jest to dla mnie świetna zabawa, możliwość artystycznego wyżycia się.

Jeden z nominowanych portretów to Detektyw Maciej, drugi to zdjęcie magicznej kobiety…

Inspiracją do tego zdjęcia było malarstwo holenderskie. Interesuję się malarstwem różnych epok. Nie mam swojego ulubionego nurtu, wszystko zależy kto stanie przed obiektywem. Jak patrzę na daną postać, to ona pasuje do jakiejś mojej wizji. Akurat Marzena, która jest na tym zdjęciu, ma bardzo delikatną urodę i to mi świetnie grało z wizją ukazania Jej właśnie w taki tajemniczy sposób. Tak jakby była lekko zagubiona…

Po co w ogóle ludziom takie zdjęcia?

Fotografia malarska jest wykorzystywana w różny sposób. Jeśli chodzi o osoby prywatne, to stanowi świetną pamiątkę dla pokoleń. To nie jest zwykły portret, to jest też bardzo elegancka rzecz, którą możesz sobie na przykład powiesić w domu jak obraz. Kiedyś, w minionych epokach, rodziny zamawiały portrety, które potem wisiały na honorowym miejscu w domu. Chciałabym przywrócić ten nurt poprzez fotografię malarską, bo to naprawdę wyjątkowa pamiątka.  Z drugiej strony, dobrze sprawdza się też w komercji. Na przykład przy zdjęciach produktowych czy fotografii żywności. Jeśli tylko klimat pasuje do tematu, możliwości są nieograniczone. Wyobraź sobie na przykład taką sesję dla producenta owoców – wysypujące się z kosza jabłka albo rozsypane na stole gruszki. Ja już to widzę.

Robisz sesję, pstrykasz setki klatek i co później się dzieje? Ile z nich się nadaje?

Sesja trwa około 3 godzin, doliczając czas makijażu, przygotowania scenografii i ustawienia światła. To ostatnie wpływa na cały efekt zdjęcia w fotografii malarskiej. Światłem wydobywa się kontrasty. To tak jak w malarstwie renesansowym – najważniejsza była gra światła i cienia. Jak już zaczynam zdjęcia, to w trakcie sesji robię około 300–400 zdjęć. Modele, klienci mogą oczywiście sami wypróbować swoje pozy, ale przed wspólną pracą mam już w głowie dokładne pozycje, wiem, do czego dążę. Przeglądam miliony albumów malarskich, stron internetowych, google arts… Przed zdjęciami rozrysowuję sobie story boardy. Szkicuję układ modeli, ich pozycje. Kiedy wchodzimy do studia, to już wiem, jak chcę ich zobaczyć, jaki chcę kadr.

Po takiej ciężkiej pracy na początku, czeka Cię jeszcze obróbka, ale ona chyba nie ma aż takiego znaczenia.

Ma znaczenie i to ogromne. Wiesz, to nie jest tak, że to ja wymyśliłam fotografię malarską. To jest popularny za granicą nurt, w którym retusz jest bardzo ważny. Trzeba uważać na to, żeby nie przesadzić, bo akurat tutaj naprawdę łatwo o przesadę, stosując różnego rodzaju efekty. Musisz mieć pewne wyczucie. Praca nad obróbką zdjęcia w komputerze jest dość żmudna. Jedno zdjęcie obrabiam nawet godzinę. Często jest też tak, że obrabiam zdjęcie z 45 minut, wychodzę zrobić sobie herbatę, wracam i stwierdzam, że jest źle. No i zaczynam od początku. Mimo wszystko uwielbiam to robić, więc nie wiem czy kiedykolwiek będę sławna i bogata, skoro tyle czasu spędzam nad jedną klatką, ale trudno. (śmiech)

Jakie są Twoje kolejne plany związane z fotografią?

Mam mnóstwo pomysłów. Całą listę. Ostatnio na przykład pojawił się pomysł zrobienia projektu charytatywnego, w którym będą brali udział seniorzy i zwierzęta ze schroniska. Oczywiście zobaczymy, co przyniesie życie i co mi strzeli do głowy. Ogranicza mnie tylko własna wyobraźnia, a na nią nigdy nie mogłam narzekać.