Witamy w MAJU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Do zobaczenia w Fidze!

05.06.2023 13:42:54

Podziel się

Restauracja Figa w podpoznańskich Plewiskach powstała nieprzypadkowo – to efekt wielkiej miłości do smaku i gości. Od dziesięciu lat niezmiennie raczy wyśmienitą kuchnią, pięknym wystrojem i niepowtarzalną, wyjątkową atmosferą. Wielokrotnie nagradzana, doceniana i zauważana przez krytyków kulinarnych ma szerokie grono fanów, które z roku na rok się powiększa. Nic dziwnego, skoro od progu witają ich Agata Rajczak-Przybylska i Konrad Przybylski, właściciele, dla których Figa to drugi dom.

ROZMAWIA: Joanna Małecka 
ZDJĘCIA: Bonderphotography
[współpraca reklamowa]

Jak zaczęła się Wasza przygoda z gastronomią?
Agata Rajczak-Przybylska: Wszystko zaczęło się na Majorce w przepięknej miejscowości Puerto Pollensa. Wyjeżdżaliśmy tam do pracy latem. Oboje zauroczyliśmy się tym klimatem, ludźmi, jedzeniem. Pracowaliśmy w dwóch różnych restauracjach: mąż w dużej, ekskluzywnej restauracji, która mogła jednocześnie obsłużyć 200 osób.

Konrad Przybylski: Faktycznie, był to spory obiekt. W restauracji, która była położona nad morzem, na końcu molo, pracowało 25 kelnerów, 15 kucharzy. Lista rezerwacji na kilka dni do przodu.

AR-P: U mnie było zdecydowanie spokojniej. Pracowałam w kameralnym miejscu, prowadzonym przez rodzinę, w którym właściciel był szefem kuchni. Moja szefowa Yolanda obsługiwała ze mną gości na sali. To ona wszystkiego mnie nauczyła. Zresztą tam też poznałam język, zrozumiałam, w jaki sposób powinno się gościć ludzi w swojej restauracji. Cieszy nas fakt, że do dzisiaj mamy kontakt z tamtym hiszpańskim światem, a Majorka jest naszym drogowskazem i takim dobrym duchem.

Nie chcieliście tam zostać?
AR-P: Chcieliśmy wrócić do Polski i podejmować gości tak, jak to się tam robiło. Początkowo mieliśmy w planach niewielką kawiarnię, a sama widzisz, jak się skończyło (śmiech).

Jest piękna, duża restauracja.
AR-P:
No właśnie. W trakcie projektowania budynku jakoś dziwnie wciąż się powiększał.

KP: Na samym końcu zrodził się pomysł pokoi hotelowych, ale z tym musieliśmy się wstrzymać. Figa otworzyła się w czerwcu 2013 roku, a pokoje uruchomiliśmy rok później. Zanim jednak zaczęliśmy przyjmować gości, szukaliśmy szefa kuchni. Zależało nam na kimś, kto będzie gwarancją jakości. Ktoś, kto zrozumie nasze pomysły, ale też będzie kreatywny i niepowtarzalny. I tak trafiliśmy na Lecha Plucińskiego, który akurat wracał z Wielkiej Brytanii. Zaczęliśmy więc z wysokiej półki.

Mieliście pomysł na to, co chcecie serwować gościom?
AR-P:
Początkowo miała to być kuchnia europejska. Chcieliśmy serwować owoce morza, mięsa, ryby. Z czasem okazało się, że nasi goście chcą u nas zjeść również dobrą, polską kuchnię. Systematycznie menu rozszerzało się o takie dania, jak żurek czy pierogi. Dzisiaj są to zdecydowanie pozycje, które klienci uwielbiają, zaraz obok udka z kaczki, naszego wspaniałego tatara wołowego, burgera z jelenia czy schabu złotnickiego. Mamy świetne wina, także z coraz bardziej popularnych winnic polskich, oraz selekcję piw rzemieślniczych z Wielkopolski.

Dlaczego Figa?
KP: Miało być awokado (śmiech). Mieliśmy gotowy już cały branding, aż nagle okazało się, że jest w okolicy restauracja sushi o takiej nazwie i musieliśmy wszystko zmienić. Nazwa miała być krótka i taka, aby nikt jej nie przekręcał.

AR-P: I tak powstała Figa. Dodajemy ją do niektórych potraw sezonowo. Jest obecna w deserach i przystawkach.

Słyniecie z dań przepysznych, ale i wyjątkowo podanych.
AR-P: To w dużej mierze zasługa naszych szefów kuchni. Stawiamy na ludzi kreatywnych, z dobrym smakiem, gustem i pomysłami. W trakcie tych dziesięć lat funkcjonowania mieliśmy trzech szefów kuchni. Gotował u nas wspomniany już Lech Pluciński, Dawid Klimaniec, a obecnie Bartek Turowski. Stawiamy na lokalne, dobre produkty. Mamy sezonową kartę, w której obecnie królują szparagi. Ludzie do nas wracają, przychodzą z polecenia. To dla nas wielka wartość. Każdy z nich wiele wniósł do naszej karty.

A potem przyszła pandemia i mocno Was doświadczyła.
AR-P: To prawda. Wiesz, my utrzymujemy się z tego miejsca, nie mamy żadnych dodatkowych źródeł przychodu. Z dnia na dzień przestaliśmy pracować, to był dla nas duży cios. Musieliśmy szybko reagować. Oczywiście, zastanawialiśmy się, czy nie zamknąć restauracji. Nie wiedzieliśmy, jak długo to będzie trwało i co będzie dalej. I ta niepewność była najgorsza.

KP: Wspólnie z zespołem podjęliśmy decyzję, że pracujemy dalej. W ciągu tygodnia zmieniliśmy menu, bo to, które serwowaliśmy, nie nadawało się do zapakowania na wynos. Kupiliśmy wędzarnię, żeby robić swoje wędliny, co z perspektywy czasu było genialną decyzją. Zaczęliśmy też wypiekać świeży chleb, który cieszył się i do dzisiaj cieszy się ogromnym zainteresowaniem.

AR-P: Do dzisiaj wędzimy wędliny, mamy chleb i własne wyroby delikatesowe. Wciąż się rozwijamy i ulepszamy swoje usługi.

Co poczuliście, gdy mogliście już przyjąć gości?
AR-P: Wielką radość. Goście tłumnie do nas przybywali, bo byli stęsknieni spotkań ze sobą i z nami.

KP: Pamiętam lato po lock downie, które okazało się rekordowym pod względem liczby gości. Zaczęliśmy też z powrotem organizować wesela, imprezy okolicznościowe, konferencje. Myślę, że przez to, że wtedy nie zamknęliśmy restauracji, zachowaliśmy cały zespół i zainwestowaliśmy w nowe rozwiązania, przetrwaliśmy i dzisiaj jesteśmy silniejsi. Ruszyliśmy w praktycznie niezmienionym składzie.

Rozwinęliście też ofertę noclegową.
KP: Tak. Dzisiaj mamy dla gości 10 pokoi hotelowych i 10 apartamentów. Pokoje hotelowe miały znaczący wpływ na naszą restaurację, zapełniły ją w godzinach porannych w porze śniadania, ale także w godzinach wieczornych. Mamy bardzo wielu gości z zagranicy, którzy, jak słyszymy, nie wyobrażają sobie, aby mieli nocować gdzieś indziej niż u nas. W dużej mierze jest to zasługa restauracji.

Siedzę z Wami dzisiaj i widzę, że jesteście szczęśliwi.
AR-P: Figa to takie nasze kulinarne spełnienie marzeń. Tutaj dojrzeliśmy. Figa to nasz drugi dom. Chciałabym, żeby Figa dalej się rozwijała, aby goście czuli się u nas wyjątkowo.

Jesteśmy restauracją rodzinną z tradycjami i historią. Cieszmy się, że przez tych 10 lat zbudowaliśmy markę, która przyciąga nie tylko smakiem, ale atmosferą, o którą dbamy każdego dnia. Mamy wspaniały zespół, który jest ze sobą zgrany i zżyty. Dobrym duchem restauracji jest nasz menadżer Michał Bzdawka, wspaniała osoba, jest z nami od 7 lat. Michałowi zawdzięczamy dużo spokoju, bo wiemy, że wspólnie z nami wszystkiego dopilnuje i zadba jak najlepiej o gości.

I macie na koncie wiele osiągnięć, jak choćby obecność w przewodniku Gault & Millau.
AR-P: W żółtym przewodniku byliśmy kilka razy i jest to dla nas wielkie wyróżnienie. W tym roku polędwiczka wieprzowa z naszej wędzarni otrzymała wyróżnienie jako produkt regionalny na konkursie w Muzeum Rolnictwa w Szreniawie.

KP: W 2019 roku nasz szef kuchni Dawid Klimaniec został ogólnopolskim Królem Gęsiny w konkursie Gęsina na św. Marcina za domowy półgęsek, oczywiście z naszej wędzarni.

W tym miesiącu kończycie 10 lat.
AR-P: Specjalnie na tę okazję szykujemy kolację degustacyjną z pairingiem win. Gotować będzie z nami dwóch poprzednich szefów kuchni, którzy u nas pracowali. Bartek zaprosił i Lecha, i Dawida, więc gwarantujemy niepowtarzalne emocje kulinarne. Mam nadzieję, że będziecie Państwo z nami i wspólnie wejdziemy w ten dziesiąty rok naszej wielkiej przygody.