Witamy w MAJU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Dobrze Was widzieć

03.10.2023 09:50:44

Podziel się

Od 20 lat tworzą innowacyjne rozwiązania na rynku optycznym. Mają swoją linię oprawek i zaawansowane technologicznie soczewki okularowe, które ułatwiają życie. Ich siłą napędową są ludzie, którzy tworzą markę JAI KUDO z wielką pasją i sercem. Ich praca została zauważona i z czasem stali się częścią największej grupy optycznej na świecie – EssilorLuxottica. Na tym jednak nie poprzestali i wciąż idą do przodu, udoskonalając swoje produkty. Na czele tej poznańskiej firmy stoi dyrektor handlowy i członek zarządu Jacek Sas, dla którego najważniejsze są relacje. Lider absolutny i kompletny, wielki fan koszykówki i gry zespołowej, który uważa, że lepiej ludzi prowadzić, niż nimi sterować, bo tylko wtedy można dotrzeć na sam szczyt. Oni już tam są, ale wciąż sięgają po więcej…

ROZMAWIA: Joanna Małecka 
ZDJĘCIA: Monika Pasieczna,
Piotr Pasieczny/FOTOBUENO
Za udostępnienie przestrzeni do zdjęć dziękujemy Concordia Design.
[współpraca reklamowa]

Gra Pan w koszykówkę?
Grałem, niestety ze względu na operację na razie odpuściłem treningi, ale liczę, że wrócę na boisko.

JAI KUDO jest jak drużyna?
Zdecydowanie tak! Phil Jackson, jeden z najwybitniejszych trenerów koszykówki na świecie, uważa, że to właśnie budowa zgranej drużyny, skupionej na wspólnym celu, jest kluczem do osiągnięcia sukcesu. To on przekonał Michaela Jordana i Kobiego Bryanta do dzielenia się piłką z innymi, bo można być indywidualistą i nie potrafić zgrać się z pozostałymi członkami zespołu. JAI KUDO to team, to drużyna, która pomimo swoich indywidualnych talentów potrafi grać do jednej bramki, czy do jednego kosza. I to jest nasza siła. To, jak dziś wygląda firma i jak funkcjonuje, to zasługa całego zespołu. Mam naprawdę zaszczyt pracować bezpośrednio ze świetnymi ludźmi: z Dawidem Putzem, dyrektorem operacyjnym, który razem ze mną steruje statkiem JAI KUDO, oraz z innymi menedżerami: Pawłem Magdziarzem – finanse, Natalią Woźniak – marketing, Małgorzatą Wilczyńską – DOK, Katarzyną Michalską – dystrybucja, Piotrem Sawko – IT, Łukaszem Bajerleinem – laboratorium i jeszcze w pionie handlowym: Łukaszem Suskim, Luizą Potapczuk-Rutkowską, Arturem Stebnickim, Maciejem Chrapczakiem, Rafałem Pelcem – to kierownicy regionalni sprzedaży. Tak naprawdę to każda z osób, która pracowała, pracuje lub będzie tutaj pracować, zostawia ślad, cząstkę siebie. W ten sposób buduje i bogaci się JAI KUDO.

Ile osób liczy zespół JAI KUDO?
Około 140 osób. To się zmienia, bo wciąż zatrudniamy nowe osoby.

Zna Pan wszystkich?
Tak, zdecydowanie! Na bieżąco też dowiaduję się o nowych osobach w zespole. Lubię przejść się po firmie i z każdym się przywitać, to dla mnie bardzo ważne. To też pozwala pewne rzeczy przedyskutować na bieżąco, a ja chcę i lubię być blisko ludzi i ich słuchać.

A dystans?
Młode pokolenie bardzo szybko skraca dystans. Jeśli chodzi o osoby starsze, to wychodzę z inicjatywą. Nie chcę być dyrektorem, którego ludzie się boją i stoją na baczność na sam jego widok. Chcę być liderem, który prowadzi zespół. Chcę wsłuchiwać się w problemy ludzi i je rozwiązywać, tylko wtedy pójdziemy do przodu. Zespół musi mieć swobodę działania. I może na mnie polegać.

Jak Pan trafił do JAI KUDO?
To dość zabawna historia (śmiech). Z branżą jestem związany 19 lat. Zaczynałem pracę na stanowisku optyka w salonie Vision Express w Swadzimiu. Mieszkałem na Ratajach i jeździłem trzy godziny w jedną stronę autobusem do pracy. To było wyzwanie. Pamiętam, że czytałem wtedy jedną z branżowych gazet optycznych, w której zobaczyłem pierwszą reklamę JAI KUDO. Patrzyłem na nią i pomyślałem sobie wtedy, że chciałbym tam pracować. Ale to było tylko takie marzenie. Na co dzień byłem więc optykiem, a w weekendy studiowałem dietetykę, którą zawsze się interesowałem. Pewnego dnia, szlifując okulary, przyglądałem się pacjentom wchodzącym do gabinetu optometrysty. Strasznie mnie to zaciekawiło. Postanowiłem zawiesić dietetykę i zapisać się na optykę okularową i optometrię. Przez całe wakacje siedziałem nad książkami z fizyki, żeby nadrobić zaległości. Uczyłem się sam. Zdałem egzamin, przyjęto mnie na studia, nawet dostałem stypendium naukowe (śmiech). Tam poznałem Przemka, który już wtedy pracował w JAI KUDO, ale nasze drogi się rozeszły. Potem zmieniłem branżę i pracowałem jako przedstawiciel handlowy marki Dior. Po kilku miesiącach zadzwonił do mnie Przemek i zapytał, czy nie chcę dołączyć do JAI KUDO. Byłem w szoku! Poszedłem na rozmowę i zostałem.

Od czego Pan zaczynał?
Firma mieściła się w domu szeregowym w Baranowie. Pracowało tam wtedy 19 osób. Raczkowaliśmy, ale w JAI KUDO od początku pracował świetny zespół. Od progu czuć było chemię między nami. Przemek, który mnie zwerbował, zajmował wtedy stanowisko, które dzisiaj ja zajmuję, czyli był dyrektorem handlowym. Z czasem zaangażował się w rozwój marki w Czechach, a ja zostałem koordynatorem ds. sprzedaży. Zarządzałem pięcioma przedstawicielami handlowymi, na tamte czasy – kurierami. Dzisiaj to zespół 34 przedstawicieli handlowych/vansellerów pracujących w naszym unikatowym, nie tylko dla branży optycznej, modelu concierge.

To znaczy?
Zbudowaliśmy sieć JAI KUDO Express. Codziennie nasi przedstawiciele handlowi docierają do ponad 1200 salonów optycznych, oferując im mobilny magazyn, odbierając i przywożąc z laboratorium gotowe prace. Każdy z naszych przedstawicieli ma teraz przy sobie 5000 soczewek okularowych i może je wydać od ręki, zrealizować zamówienie recepturowe, przy okazji przeszkolić klientów. Nasz model biznesowy concierge polega na tym, że jesteśmy logistyczno-operacyjnym partnerem biznesowym. JAI KUDO Express oparte jest głównie na relacjach, a nasze hasło reklamowe „Dobrze Cię widzieć” oddaje w pełni naszą pracę. Ma też drugie znaczenie – chcemy, aby pacjenci naszych klientów mieli dobrze dobrane soczewki i oprawki.

Jak zdobyliście zaufanie optyków? Firm optycznych jest przecież kilka na rynku.
To nie było takie proste, ponieważ soczewki okularowe sprzedaje się w oparciu o zaufanie, klient ich nie widzi. Przekonanie do produktu nabywa się po jego przetestowaniu, rzadko kto kupuje produkty w ciemno. Optycy zaufali naszym handlowcom. Byli oczywiście tacy, których trudno było namówić na współpracę. Dlatego stworzyliśmy linię opraw ręcznie robionych, które okazały się strzałem w dziesiątkę i wyglądały jak prawdziwe dzieła sztuki. Wtedy tak naprawdę urealnialiśmy jakość produktów JAI KUDO. Dzięki temu udało nam się udostępniać naszym klientom więcej soczewek okularowych, a więc jedno pociągnęło drugie. Ludzie zobaczyli, że znamy się na branży, że jesteśmy solidni i nowocześni. Zaufali nam, a my ich nie zawiedliśmy. Dzisiaj wiedzą, że JAI KUDO to najwyższa jakość w przystępnej cenie.

No tak, ale soczewki progresywne nie należą to najtańszych.
My mamy ofertę dla każdego. Jeśli ktoś z mniej zasobnym portfelem szuka soczewek progresywnych, na pewno znajdzie je w naszej ofercie.

Dla kogo są soczewki progresywne?
Dla dynamicznych, młodych ludzi. Kiedyś powiedziałbym, że dla osób po 40., dzisiaj ta granica się mocno przesunęła i sięgają po nie osoby nawet po 35. roku życia. Niestety coraz więcej korzystamy z odległości bliskich lub bardzo bliskich: telefony, komputery i tablety. Nasz układ wzrokowy jest ciągle eksploatowany w sposób, do którego nie był dotąd przystosowany. Dlatego soczewki progresywne będą coraz częściej wybierane.

Widzi Pan, że z roku na rok coraz więcej osób potrzebuje okularów?
Zdecydowanie tak. Z roku na rok coraz więcej osób potrzebuje okularów, ale i sięga po więcej niż jedną parę oprawek. Okulary stały się częścią garderoby, elementem stylu. Dzisiaj mamy tak szeroki wybór opraw i soczewek, że każdy znajdzie coś dla siebie. Zresztą o oczy trzeba bezwzględnie dbać. 80 procent bodźców docierających ze środowiska zewnętrznego jest przetwarzane przez zmysł wzroku. Kiedyś na jednym z power speech zapytałem: gdybyśmy mieli zrezygnować z jednego ze zmysłów, to jaki to by był?

Zdecydowanie nie wzrok!
No właśnie. Dlatego odpowiednie zadbanie o oczy jest tutaj tak istotne. A wada wzroku nieodpowiednio skorygowana może być przyczyną wielu codziennych problemów wzrokowych.

Zmienia się styl życia, ale zmienia się też technologia, bo przecież mamy coraz większy wybór soczewek, prawda? Sama od niedawna noszę progresy.
Widzę, że je Pani ma, ale to nie jest JAI KUDO.

Nie jest.
Trzeba to naprawić (śmiech). Tak na poważnie, z roku na rok pojawiają się nowe rozwiązania. W naszym portfolio znajduje się cała gama produktów poprawiających widzenie i komfort życia: szkła jednoogniskowe i progresywne, do pracy przy komputerze, nauki, codziennego użytkowania, kilka rodzajów powłok uszlachetniających oraz bardzo szeroka oferta szkieł przeciwsłonecznych. Ponadto kolekcje opraw stworzone dla polskiego użytkownika, w tym unikalne i ręcznie robione modele JAI KUDO Handmade. Cały czas pracujemy nad soczewkami okularowymi, w tym także nad progresywnymi i w tym roku będziemy wprowadzać kolejną nowość – soczewkę progresywną HyperView 4EVO dla najbardziej wymagających pacjentów. To rozwiązanie, które rewolucjonizuje doświadczenie noszenia okularów progresywnych. Skupimy się na dwóch najbardziej rozwijających się grupach produktów, czyli soczewek progresywnych i szkłach Transitions, które w pomieszczeniach są bezbarwne, a po wyjściu na zewnątrz spełniają funkcję okularów przeciwsłonecznych, chroniąc nas przed nadmiarem światła i promieniowaniem UV. Oba te rozwiązania nazywam rozwiązaniami absolutnymi odpowiadającymi na codzienne potrzeby wzrokowe przez 365 dni w roku.

Same nowości.
To nie koniec. We wrześniu wdrożyliśmy dla branży optycznej tzw. zdalne szlifowanie. To specjalna usługa serwisowa, która wraz z zaprojektowaną przez nas platformą dla optyków LensNet 2.0 pozwala na skanowanie kształtów oprawki i przypisanie im konkretnych soczewek. To absolutna rewolucja w naszej ofercie.

Po co to robicie?
Chcemy, żeby optyk od całego procesu operacyjno-logistycznego był maksymalnie odciążony i skupił się na opiece nad klientem. Oprócz tego, że skracamy drogę, optymalizujemy procesy i amortyzujemy koszty – optyk nie musi kupować drogich maszyn szlifierskich, bo my je mamy. Oczywiście są optycy, którzy chcą sami szlifować i wprawiać soczewki, bo to po prostu kochają. I my to szanujemy.

JAI KUDO w tym roku kończy 20 lat. Dla Pana, który związany jest z firmą prawie od samego początku, to pewnie ważny moment.
Na pewno to moment refleksji. Z dumą mogę powiedzieć, że to, jak dzisiaj wygląda JAI KUDO, to zasługa ludzi. To wielkie serce włożone w rozwój marki, to też czas na zamknięcie pewnego etapu dla firmy, bo JAI KUDO zostało w całości częścią największej grupy optycznej na świecie EssilorLuxottica, która rocznie produkuje ponad 200 milionów soczewek. Dla nas i dla mnie to duże wyzwanie, ale nie zamierzamy zwalniać i chcemy rozwijać się dalej.

Nie boi się Pan, że dołączenie do tak wielkiej korporacji spowoduje, że stracicie swoją lokalność?
Nie. Patrząc pod względem zarządzania, jesteśmy częścią grupy, która zrzesza mnóstwo podobnych firm z branży optycznej. Oczywiście mamy korporacyjne zasady funkcjonowania, których musimy się trzymać, natomiast pozwalają one nam się dalej rozwijać. Dzięki obecności w grupie mamy dostęp do najnowocześniejszych technologii. Dla mnie i kadry menedżerskiej kolejny plus to nauka od siebie nawzajem, to rozwiązania, które mogę zaimplementować w Polsce. W mojej ocenie takiej nauki nie daje żadna szkoła. Co do tożsamości firmy i jej lokalnego charakteru, to moją rolą jest zadbać o to, żebyśmy nigdy nie stracili swojej rodzinnej atmosfery. Jestem liderem, który wkłada w swoją pracę dużo serca i pasji. I jestem swego rodzaju łącznikiem pomiędzy korporacją a naszą poznańską firmą. Niezaprzeczalnym jest, że obecność w korporacji to wejście w określone reguły gry, ale jak w każdej grze mamy zawodników, którzy mogą modelować tę grę. I tak właśnie robimy.

Udaje się?
Model wypracowany w JAI KUDO nie wymaga specjalnego nadzoru nad poszczególnymi osobami. Każda z nich wie, co ma robić, jest ekspertem w swoim fachu i kreuje naszą przyszłość. A do mnie i do Dawida należy ostateczne podejmowanie decyzji na bazie ich rekomendacji. Zachowujemy wszystkie projekty, które wdrażamy. Dalej będziemy rozbudowywać to, co jest w naszym DNA, czyli JAI KUDO Express, które będzie jeszcze bardziej skuteczne. Wdrożymy tutaj wiele nowych rozwiązań, które pozwolą nam osiągnąć zamierzone cele. Od października mamy dwóch nowych ambasadorów, którymi są Tamara Arciuch i Bartek Kasprzykowski. To wspaniała para oddająca w pełni nasz klimat rodzinnej atmosfery i wartości, którymi się kierujemy.

Ma Pan jeszcze jakieś zawodowe marzenia? Jedno już się spełniło…
Sercem jestem z JAI KUDO. Jeśli jednak kiedyś miałbym się rozwijać w strukturach EssilorLuxottica czy też poza nią, to chciałbym dalej tworzyć, kreować i być liderem organizacji, która wyglądałaby tak samo, jak dzisiaj wygląda JAI KUDO.