Wyjątkowy luty i wyjątkowy numer SUKCESU ❄️ zapraszamy do lektury najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu ❄️ najnowszy numer jest już dostępny ❄️  

Organizator:

Foch na Łazarzu / Foch zamiast fochów

Podziel się

Pomniki upamiętniają osoby szczególnie zasłużone dla społeczności, którym jesteśmy winni wdzięczność, a ich dokonania budzą naszą dumę. Dziwi mnie niezmiennie fakt, że w Poznaniu, ponad 100 lat po zwycięstwie powstania wielkopolskiego, nie upamiętniono człowieka, który o tym przesądził.

TEKST: Paweł Cieliczko
RYSUNEK: Agnieszka Zaprzalska

Ferdinand Foch (1851-1929), jako naczelny dowódca wojsk sojuszniczych, doprowadził do pokonania państw centralnych, a 11 listopada 1918 roku, w wagonie kolejowym w Campiégne pod Paryżem, odebrał od delegatów Niemiec podpisy pod zawieszeniem broni, które zakończyło Wielką Wojnę. Tego samego dnia w Warszawie, powołana dekretem okupacyjnych władz niemieckich i austro-węgierskich, Rada Regencyjna przekazała rządy Józefowi Piłsudskiemu. W Poznaniu natomiast ujawniła się Naczelna Rada Ludowa, która zaczęła przejmować kontrolę nad ziemiami polskimi w zaborze pruskim.

W zamieszaniu, jakie powstało w Niemczech po rewolucji listopadowej i abdykacji Wilhelma II, rzeczywistą siłą dysponowały rady żołnierskie. W Wielkopolsce przejmowane one były przez Polaków, którzy korzystając z rewolucyjnego sztafażu, szykowali się do powstania. Pretekstem do jego wybuchu było pojawienie się w Poznaniu Ignacego Jana Paderewskiego, światowej sławy kompozytora i pianisty, który zmierzał do stolicy, by objąć urząd premiera. Powstańcy w ciągu kilku dni opanowali cały region. Zmęczeni wojną, przestraszeni rewolucją żołnierze niemieccy nie podejmowali walki, a marzyli tylko o powrocie w rodzinne strony. Już w styczniu 1919 roku rewolucyjne rozprężenie zostało opanowane, a oddziały Grenzschutzu zaczęły walczyć z powstańcami. Polakom udało się utrzymać fronty, ale rząd berliński postanowił skierować przeciw nim regularne oddziały liniowe. Powstańcy nie mieli szans w starciu z armią, która przez cztery lata potrafiła walczyć z całym światem.

I wtedy właśnie pojawił się najważniejszy sojusznik powstańców wielkopolskich, marszałek Ferdinand Foch, który wykonał telefon do Berlina i poinformował, że jeżeli choć jeden żołnierz niemiecki przekroczy linię frontu, to potraktuje to jako atak na alianta i armie sojusznicze od zachodu ruszą na Niemcy. Groźba poskutkowała, nie doszło do inwazji armii niemieckiej na Wielkopolskę. Krótko potem, 16 lutego 1919 roku, gdy przedłużano zawieszenie broni z Niemcami, Foch zadbał, by do jego warunków dopisano zakaz przekraczania linii demarkacyjnej na froncie wielkopolskim. Ten właśnie dzień świętujemy jako datę zakończenia zwycięskiego powstania wielkopolskiego.

Sukces ma wielu ojców, marszałek Ferdinand Foch jest niewątpliwie jednym z ojców sukcesu zwycięskiego powstania wielkopolskiego.

Poznaniacy doskonale wiedzieli, jak wiele zawdzięczają marszałkowi Fochowi i gdy odwiedził Wielkopolskę, zorganizowali mu gorące przywitanie i obdarzyli wszelkimi honorami. Kiedy umarł w 1929 roku, natychmiast upamiętnili go w przestrzeni miejskiej, zamieniając nazwę ulic Głogowskiej i Łazarskiej na ul. Marszałka Focha. Nie mam wątpliwości, że gdyby nie wielki kryzys, a potem wybuch wojny, na pewno wznieśliby mu pomnik.

Komuniści nie chcieli, by francuski marszałek patronował ważnej arterii, zamienili go na sowieckiego marszałka Konstantego Rokossowskiego, a gdy przyszła odwilż, ulicy nadali neutralną nazwę Głogowska. Ferdinanda Focha nie było w przestrzeni miejskiej Poznania do końca Polski Ludowej, ale także – co może szokować – przez niemal 30 lat wolnej Polski. Wiele osób i organizacji zgłaszało inicjatywy uhonorowania marszałka, ale udało się do tego doprowadzić dopiero Fundacji Kochania Poznania. W 2018 roku Ferdinand Foch stał się patronem zadrzewionego skweru na Łazarzu, tuż obok parku Wilsona, honorującego drugiego zachodniego polityka, któremu Polska i Wielkopolska zawdzięczały niepodległość.

Skwer Ferdinanda Focha stał się miejscem okolicznościowych uroczystości, co roku świętowane jest na nim zwycięstwo powstania wielkopolskiego. Nadszedł już chyba czas, aby uczynić kolejny krok. Fundacja Kochania Poznania opracowała koncepcję gruntownej rewitalizacji skweru oraz uhonorowania na nim marszałka Focha. Pomników w naszym mieście nie stawia się szybko, ale czasu mamy odpowiednio wiele, bo za pięć lat, 31 marca 2029 roku, obchodzili będziemy 100. rocznicę śmierci marszałka i byłaby to doskonała okazja do tego, by wreszcie pojawił się na Łazarzu.

Jestem przekonany, że Ferdinand Foch doskonale zadomowi się tutaj i stanie się nam bliski niemal jak „Łylson”, który od prawie stulecia patronuje pobliskiemu parkowi, a wszyscy frankofoni czuli się będą na tym skwerze tak, jakby byli w Paryżu. Więcej na ten temat przeczytać można na facebookowym fanpage’u „Foch na Łazarzu”.

Myślę, że inicjatywa upamiętnienia w Poznaniu człowieka, któremu i Polska, i Francja tak wiele zawdzięczają, mogłaby stać się symbolem zmiany w relacjach pomiędzy naszymi krajami i początkiem pozytywnej narracji, której istotą stanie się slogan „Foch zamiast fochów”.