Witamy w CZERWCU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Gra, która łączy ludzi i pokolenia

10.05.2023 12:35:33

Podziel się

Od wczesnej wiosny do późnej jesieni trwa sezon pétanque, czyli gry w bule. W Polsce istnieje Polska Federacja Pétanque – Związek Sportowy, który zrzesza 50 klubów. Jeden z nich działa w Luboniu i gra w nim Karolina Fabiś, która ma na swoim koncie trzy medale Mistrzostw Polski w tej grze.

ROZMAWIA: Małgorzata Rybczyńska
ZDJĘCIA: Adobe Stock

Jak zaczęła się Pani przygoda ze stalowymi kulkami?
Karolina Fabiś:
Nauczyłam się grać w bule ponad 20 lat temu we Francji. Podczas kursu językowego mieszkałam u francuskiej rodziny. Był tam sześcioletni chłopiec, który pewnego dnia przyszedł do mnie i zapytał, czy nie zagram z nim. Pokazał mi kule, którymi się rzuca. Kilka miesięcy później dostałam od koleżanek z pracy komplet buli. Potem grywaliśmy rekreacyjnie w weekendy ze znajomymi, którzy też poznali tę grę we Francji. Kiedy poznałam mojego męża, pojechaliśmy do Lubonia na rekreacyjny turniej w bule. I wygraliśmy! Tak złapaliśmy bakcyla, mąż jeszcze bardziej niż ja, bo zanim założyliśmy klub w Luboniu, przez rok grał w Lesznie. Potem w Luboniu przybywało chętnych i tak mija 10 lat klubu Lubońska Petanka.

Te pierwsze kule jeszcze się zachowały?
To były typowe kule rekreacyjne, chińskie, które można kupić w sklepach sportowych. Mam je na działce. Na zawodach rangi mistrzowskiej czy w Pucharze Polski gramy już kulami zawodniczymi, dopuszczonymi do gry przez światową federację. Można je kupić u nas, ale też często sprowadzamy je z Francji. Ja swoje kupiłam w Paryżu. Pamiętam ten duży sklep, gdzie na każdej półce stały kule. Jest do nich specjalna miarka. Przykładasz rękę i według rozmiaru dłoni dopasowujesz kulę, bo one mają różne wymiary: średnica 70,5 mm – 80 mm, waga 650 g – 800 g i niepowtarzalny numer. Mój mąż gra trochę cięższymi i trochę większymi kulami niż moje.

Na czym ta gra polega?
Rozgrywka toczy się między dwoma drużynami albo też osobami, bo można grać pojedynczo. Można grać dublety, czyli zespołami dwuosobowymi, i triplety, czyli zespołami trzyosobowymi. We Francji najbardziej popularną formą są zdecydowanie triplety, w Polsce dublety. Gra się na boisku o wymiarach 4 x 15 m. Rzut świnką wykonuje się od 6 do 10 m.

Co to jest świnka?
Świnka to jest mała drewniana kuleczka, w której kierunku rzucamy bule. To jest nasz cel, żeby kule znalazły się jak najbliżej świnki lub z francuskiego „buszon, cochonnet”, albo z angielskiego „jack”. Gra toczy się do 13 punktów lub na czas, najczęściej dublety grane są 50 minut, a triplety 60 minut.

A kto rzuca świnkę?
Drużynę rozpoczynającą rozgrywkę wybiera się losowo – najczęściej poprzez rzut monetą. Gracz rozpoczynający wybiera miejsce rzutu i umieszcza kółko do gry w wybranym miejscu. Obie stopy rzucającego muszą znajdować się wewnątrz kółka i mieć kontakt z podłożem do momentu dotknięcia rzucaną kulą ziemi. Najczęściej jest tak, że w drużynie rzuca strzelec, bo drużyna składa się z osoby, która puentuje, czyli rzuca kulę jak najbliżej świnki, i strzelca, który jest od tego, żeby wybijać kule przeciwnika. Jeżeli ja gram w drużynie z moim mężem, to najczęściej jestem osobą, która puentuje, a mąż gra na pozycji strzelca.

Jak się rzuca, jak w kręgle?
Kula nie powinna się tak mocno turlać. Gracze licencjonowani zwracają na to uwagę. Kulę kładziemy na dłoni, bliżej palców, przytrzymujmy, obracamy rękę i wyrzucamy w górę, otwierając dłoń. Najczęściej rzuca się tzw. lobem lub półlobem. Jeżeli strzelec wyrzuci tak, że trafia w kulę przeciwnika i ją wybije, zajmując dokładnie jej miejsce, to z francuskiego nazywa się to „carreau”.

Czy to jest emocjonująca gra?
Dla kogoś, kto już gra, na pewno. Ja nie mogę się doczekać sezonu, kiedy praktycznie co weekend odbywają się jakieś zawody. Trwają 8-9 godzin, podczas których robimy od 10 do 15 tys. kroków. Ta gra ma trzy podstawowe zalety: proste reguły, grać można praktycznie wszędzie i najważniejsze, jest dostępna dla osób w każdym wieku. Moja babcia też zagrała raz w rekreacyjnym turnieju, mając prawie osiemdziesiąt lat i bardzo jej się podobało.

Bywają kłótnie na boisku?
Bywają, bywają. Czasem potrzebni są sędziowie, bo drużyny nie mogą się dogadać, czyja kula jest bliżej świnki. Najpierw mamy obowiązek zmierzyć miarką, jeśli to nie pomaga, wkracza sędzia. Wtedy wszyscy muszą się odsunąć, nic nie mówić, nie przeszkadzać, nie wskazywać. Sędzia mierzy i oznacza palcem na boisku, która kula punktuje i od tego nie ma już odwołania!

Trudno jest rzucić celnie?
Jak w każdym sporcie – trzeba trenować. Dużo zależy od terenu, ale najważniejsze jest wypracować sobie ruch ręki. Grając przez rok w kadrze Polski, miałam okazję rozmawiać z trenerką z Francji. Zalecała trening minimum co 2 dzień od 20 do 40 minut maksymalnie. Trzeba rzucać, trenować strzał, nie grać tylko towarzysko. We Francji są specjalne szkoły, gdzie uczą gry w bule. Kursy organizują najlepsi zawodnicy. Natomiast w Polsce najwięcej z nas jest samoukami, ale jest już federacja, są kluby. Gracze mają opiekę i profesjonalnego trenera. Na pewno będą zdobywać medale.

Wracając jeszcze do buli – hartowana stal, ale w środku kule są puste.
Tak, kiedyś ktoś nawet rozłupał taką kulę, byliśmy też świadkami, jak kula użytkowana przez dłuższy czas rozpadła się na zawodach. One po kilku latach się niszczą, choćby od tego wybijania.

Na zdjęciach czasami widać takie piękne, srebrne kule, a czasami są takie szare.
Jeśli są piękne, srebrne, to najczęściej są używane pierwszy raz. Po jakimś czasie trochę matowieją! Ja ostatnie kule kupiłam kilka lat temu i były czarne, a już po kilku miesiącach intensywnego grania czarny kolor się starł i kule zmatowiały.

Czy kiedy była Pani we Francji, to oprócz Pani „nauczyciela” faktycznie widać było na ulicach petankę?
Tak, szczególnie na południu i w centralnej Francji. Po obiedzie, aż do zmierzchu, widać osoby grające w parkach, alejkach. To jest bardzo popularna gra, także w Hiszpanii, we Włoszech, skąd pochodzą mistrzowie świata. Historia pétanque sięga 1907 roku, we Francji ten sport jest narodową dyscypliną mieszkańców. Liczba licencjonowanych graczy we Francji wynosi ponad 300 tysięcy, zrzeszonych w ponad 6 tysiącach klubów. Wśród Francuzów jest też prawie 3 tysiące sędziów tej dyscypliny. 2 czerwca przypada też Dzień Pétanque.

W Poznaniu i okolicach też pojawia się coraz więcej miejsc do gry w bule. Na Malcie, na osiedlach, np. Sobieskiego.
Pojawia się coraz więcej miejsc i przybywa klubów. Lubońska Petanka powstała w 2013 roku, klub zrzeszony jest w Polskiej Federacji Pétanque i liczy 22 członków, z których większość posiada licencje zawodnicze i reprezentuje klub na zawodach ogólnopolskich, w tym na Mistrzostwach Polski i w Pucharze Polski. Po nas powstał klub w Mieczewie, parę lat temu powstał też klub w Kamionkach.

W maju każdy będzie mógł spróbować swoich sił m.in. w Ogrodzie Botanicznym UAM?
Tak, 21 maja będziemy uczyć gry w bule w ramach Dnia Różnorodności Kulturowej, który organizuje Wydział Neofilologii UAM. Zapraszam serdecznie.

Nie trzeba mieć buli?
Zapewniamy sprzęt, wystarczą siły i chęć do grania. Natomiast tydzień wcześniej, w niedzielę 14 maja, organizujemy w Luboniu majówkę integracyjną. To są zawody, w których drużyny składają się zawsze z klubowiczów i początkujących. Z doświadczenia wiemy, że rywalizacja zachęca do gry i zawsze po takich wydarzeniach trafiają do klubu nowe osoby.

Gra z mężem to dobry sposób na rodzinną rekreację?
Tak, choć staramy się nie grać za często w jednej drużynie. Jak wracamy do domu, to przynajmniej możemy sobie ponarzekać na kogoś innego, a nie analizować wzajemnie swojej gry! (śmiech)