Witamy w MAJU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Ocalić sołtysówkę i zamknąć w szklanej kuli

Podziel się

Poszukiwania skarbu w centrum miasta, tajemniczy zaułek z czerwonymi neonami, miejsce z ciekawą historią… Wielu z Was mija ten budynek obojętnie, nawet nie zastanawiając się nad jego historią. Ot, kolejna ruina, która niebawem zniknie, a teren zostanie zabudowany przez dewelopera. Jest szansa, żeby tak się nie stało.

TEKST: Elżbieta Podolska
ZDJĘCIA: Cyryl.poznan.pl, Archiwum prywatne

Idąc ulicą Głogowską po stronie Dworca Zachodniego, pomiędzy kamienicami nagle napotykamy na wolno stojący budynek. Nietypowy, ze spadzistym dachem i wieżyczkami. Teraz wygląda nieco upiornie, jakby za chwilę miano w tym miejscu kręcić film o duchach i wampirach, a może sceny z Harry’ego Pottera. Przy odrobinie wyobraźni i dobrej woli można sobie wyobrazić, jaki był przed laty… Sołtysówka, gdyby mogła być wyremontowana – stałaby się ozdobą i centralnym punktem głównej łazarskiej ulicy.

Osada wśród pól
Przez 1900 rokiem w tym miejscu były pola i łąki, mieściła się niewielka osada. Potem Poznań się rozrastał, osada zaczęła się rozbudowywać, a liczba mieszkańców zwiększać. Samorząd, który tutaj rządził, starał się poprawiać poziom życia ludności i tworzyć podstawy jej dalszego rozwoju.

Samorząd, czyli rada, na czele której stał sołtys. Ostatnim sołtysem wiejskiego Łazarza, bo o tej dzisiejszej dzielnicy Poznania tu mowa, był Adam Jeske. Urodzony w rodzinie bamberskich osadników, którzy stulecie wcześniej licznie zasiedlili przedmieścia Poznania. Pamiątką po wiejskim dziedzictwie Łazarza jest tzw. sołtysówka, czyli pochodzący z lat osiemdziesiątych XIX wieku dom, w którym mieszkał Adam Jeske. Zbudowany z żółtej i czerwonej cegły niewielki budynek wyróżnia się dziś na tle wielopiętrowej kamienicznej zabudowy ulicy Głogowskiej.

Poszukiwacze złota i pamiątek
– Pamiętam jeszcze, kiedy w tym budynku zamieszkiwali ludzie, był chyba jakiś płot, bo to był teren prywatny – mówi Kazimierz Marciniak, mieszkaniec Łazarza od urodzenia. – Bawiliśmy się na podwórku, wyobrażając sobie, że to królewski zamek i trzeba go najechać, albo w poszukiwaczy złota. Czasem nas przepędzano, bo robiliśmy mnóstwo hałasu. Potem, nieomal niezauważalnie, budynek zaczął pustoszeć, brzydnąć, obracać się w ruinę. Dom płonął kilka razy, ale się nie poddał do końca. Bardzo bym chciał, żeby jego świetność wróciła, bo nie ma drugiego takiego w Poznaniu.
– Po ostatnim Adamie sołtysówkę odziedziczył jego brat, ksiądz, a po nim moja teściowa i jej rodzina – opowiada Adela Rajczak. – Potem sprzedali teren, budynek i znajdujące się tam stajnie. Zanim jednak to nastąpiło, tuż przez II wojną światową mój teść Piotr Rajczak zakopał tam skarb, czyli to, co miał najcenniejszego – ordery i pamiątki. Był ułanem XV Pułku, jego nazwisko widnieje m.in. na Cytadeli. Bał się, że nadchodząca wojna zniszczy wszystko, stąd jego próba ocalenia ważnych dla niego rzeczy. Niestety, nie wiem, co się stało z nimi dalej. Pewnie są tam nadal zakopane, bo nie słyszałam, żeby ktoś je odkrył. Chętnie sama bym je wykopała, bo wiem z przekazów rodzinnych, gdzie mniej więcej mogą być zakopane. Po co? Po to, żeby oddać je do muzeum i tak, jak chciał ojciec męża, zachować pamięć. Ciężko patrzeć na ten budynek, z którego uleciało życie.

Nie poddaje się
Co ciekawe, od początku XXI wieku budynek stoi pusty, coraz bardziej zabity deskami i podpierany. I mimo tego, że palił się kilka razy, przetrwał.
Sołtysówka od kilku lat jest niezamieszkana i niezagospodarowana – informował portal łazarz.pl. – Kilkukrotnie dochodziło tutaj do pożarów. Najpoważniejszy miał miejsce we wrześniu 2011 roku. Przez trzy godziny 30 strażaków z ośmiu zastępów gasiło pożar zabytkowej wilii. Zapalenie się drewnianego dachu pokrytego papą było przyczyną powstania czarnych, ogromnych kłębów dymu, które zasnuły okolice ulicy Głogowskiej i mocno ograniczyły widoczność. Z tego powodu przez godzinę ulica była zamknięta dla ruchu. Kolejny poważny pożar miał miejsce w noc sylwestrową z 31 grudnia 2013 na 1 stycznia 2014 r. Niewykluczone, że były to celowe podpalenia.

Czerwone neony
– Wie Pani, że tam przez wiele lat był słynny zaułek rozpusty? Czy rozkoszy, jak nazywali go niektórzy – śmieje się Karol Jankowiak, mieszkaniec Łazarza. – Przez wiele lat czerwone neoniki przywabiały chcących się zabawić. Klub i sex shop Butterfly mieścił się w budynkach gospodarczych na tyłach sołtysówki. Może właśnie dlatego budynek tak podupadał i szukał stale nowego właściciela. Ile tu było interwencji policji, ile bójek i innych kryminalnych historii. Pewnie starczyłoby na napisanie scenariusza do serialu kryminalnego. Przed laty to było miejsce nieomal ekskluzywne, nawet jeździł jakiś zagraniczny supersamochód i reklamował klub. Dla nas, mieszkańców, to nie było przyjemne, bo hałasy, dziwni ludzie, często niebezpieczne zaczepki. Dobrze, że się to skończyło. Teraz czas wreszcie na kogoś, kto uporządkuje teren, ale przede wszystkim zachowa sołtysówkę.
W końcu po wielu latach starań nowym właścicielem została firma Realvest Głogowska. Planuje ona na tym terenie wybudować akademiki studenckie. Planowane są także lokale usługowe i strefa gastronomiczna, która będzie otwarta dla mieszkańców miasta. Bardzo ważną częścią projektu ma być także rewitalizacja historycznego budynku sołtysówki.
Pierwsze przymiarki do projektu przygotowali architekci z biura UGO ARCHITECTURE.
Zaproponowali cztery warianty ukazujące możliwości kreowania przestrzeni, zachowując zabytkowy budynek. Jak twierdzą, jest to na razie materiał do poruszenia dyskusji i rozmów na temat zalet i wad każdej z opcji. Zostaną rozebrane budynki gospodarcze znajdujące się z tyłu działki, ale budynek od ulicy Głogowskiej ma stać się perełką.
Jedna z propozycji to zamknięcie sołtysówki w szklaną kulę. Jego masywna forma jest ochronną szkatułką dla historycznej bryły, podkreślając wartość budynku. Wokół szklanej kuli tworzą się powierzchnie użytkowe, które mogą dać potencjał inwestycyjny, a na tyłach zielony dziedziniec, odgrodzony od gwaru ulicy Głogowskiej – twierdzą architekci.

Czas pokaże, czy plany uda się zrealizować, ale przede wszystkim, czy zabytek jedyny w swoim rodzaju uda się ocalić. Czy przypadkiem nie ulegnie zniszczeniu, jak willa Cegielskiego czy szpital przy Szkolnej, a także kilka innych budowli, którym ktoś pomógł zniknąć. Oby nie stało się tak z budynkiem przy Głogowskiej.