Witamy w MAJU! Najnowszy numer SUKCESU jest już dostępny 🌞 zapraszamy do lektury e-wydania najpopularniejszego magazynu lifestylowego o Poznaniu 🌞  

Organizator:

Opowieści wigilijne

19.12.2022 12:40:51

Podziel się

Święta Bożego Narodzenia niezmiennie kojarzą się z rodziną, bliskimi, choinką, zapachem wigilijnej kolacji, cynamonu, ciepłem świec. To wyjątkowy czas dla każdego z nas, czas zatrzymania, zadumy, wspomnień. Przeżywanie świąt ma różne twarze, tak jak różnie traktujemy świat.

Marek i babcia Halina
Siedział w pokoju wypełnionym starymi meblami. Z kąta spoglądała na niego lampa z frędzlami, dając jasne, przyjemne światło. Na stole stały dwa talerze, dwie szklanki, leżały dwie pary sztućców. W garnku dochodziła zupa, pachniało smażonym karpiem. Jak zwykle kupił całego, dla dwóch osób. Zamieszał w garnku, dosolił rybę, zapytał:
– Jesteś gotowa?
Zamiast Haliny odpowiedział szelest zasłony, która powiewała w oknie balkonowym. Zaniósł wszystkie potrawy na stół, usiadł i wziął do ręki opłatek. Wstał, spojrzał przez okno, zobaczył, że pierwsza gwiazdka już dawno uśmiechała się do niego. I nagle obok zobaczył coś, co mignęło do niego nieśmiało. Wiedział, że ona jest obok. Nałożył sobie kawałek ryby, ziemniaka i kapustę. Światło świec dawało cienie na stole, jakby Halina gestykulowała. Widział jej siwe włosy, jej mądre, niebieskie oczy, jej zmarszczki przykryte cienką warstwą pudru. Pachniała domem, nawet teraz.
90-letnia Halina odeszła nagle. Okazało się, że od lat zjadał ją rak, o którym nawet nie wiedziała. To była jego ukochana babcia. Nie zdążył się z nią pożegnać, ale wciąż czuł jej obecność. Kiedy kładł się spać, słyszał jej kroki zmierzające do kuchni i dźwięk zapalniczki. Codziennie przypominają mu o niej zdjęcia. A ona wraca na swój sposób i będzie wracać, dopóki będzie o niej pamiętał.

Beata sama, ale nie samotna
Beata nie lubiła świąt. Może dlatego, że dobijała czterdziestki. Może dlatego, że codziennie szła przez życie sama. Może dlatego, że dokonywała złych wyborów. Ostatnio odwrócili się od niej nawet przyjaciele. Nie miała dla nich czasu. Ciągle pracowała, nawet dziś, w Wigilię. Skończyła pracę i wiedziała, że sama usiądzie do wigilijnego stołu, bo rodzice mieszkają 200 kilometrów od Poznania, a znajomi… No cóż. I nawet gdyby chciała jechać, to jest już za późno. Szła centrum miasta, wpatrując się w świąteczne dekoracje. W tle grało „Last Christmas”. Chciała zadzwonić do swojej przyjaciółki, ale wiedziała, że pewnie nie odbierze telefonu. Napisała tylko krótkie: „przepraszam”. Telefon milczał. Spacerowała tak kilka godzin. Poszła nad Wartę, potem na Śródkę. Robiło się coraz zimniej. Kiedy wchodziła po schodach do domu, w oczach miała łzy. Zastanawiała się, czy pójść spać od razu, czy może zaparzyć herbaty i gapić się w telewizor. Przekręciła klucz w drzwiach i zapaliła światło. Nie zdążyła zdjąć kurtki, kiedy w salonie rozbrzmiała „Cicha noc”. Stanęła jak wryta. Przy stole siedzieli jej rodzice, przyjaciele i sąsiedzi. Pachniało świętami.
– Dostałam od Ciebie SMS-a i od razu do wszystkich zadzwoniłam. Twoi rodzice już byli w drodze. Chyba nie sądziłaś, że zostawimy Cię samą w święta, przecież mam klucz do Twojego mieszkania – rzuciła Agata i mocno ją przytuliła. Beata płakała jeszcze pięć minut, a potem usiadła przy stole z gośćmi. Rodzice przywieźli choinkę, więc dom nabrał barw. Obiecała sobie, że po nowym roku poszuka innej pracy i że nigdy już nie powie bliskim, że nie ma czasu.

Jakub i Edward
Kuba ostrożnie jechał do domu. Na dachu samochodu miał przypiętą choinkę, którą kupił kilka godzin wcześniej na ryneczku. Ostatnie sztuki rozchodziły się jak świeże bułeczki. On zdążył. Wyjeżdżał z Łazarza, a przy Parku Wilsona zobaczył stojącego starszego pana. Wiedział, że gdzieś już go widział. Staruszek zachowywał się, jakby się zgubił. Zatrzymał się ulicę dalej i podszedł do mężczyzny.
– Wszystko w porządku? – zapytał.
– Tak, tylko wie pan, ja zapomniałem, w którą stronę mam iść.
– A ma Pan jakiś dokument tożsamości? Zaraz sprawdzimy i panu pomogę.
Staruszek zaglądał do wszystkich kieszeni, aż z jednej z nich wypadła mu kartka. „Mam na imię Edward. Jeśli mnie spotkasz i trafi w twoje ręce ta kartka, to znaczy, że się zgubiłem. Mam Alzheimera i zapominam, gdzie jestem. Mój adres widnieje na dole. Przepraszam za kłopot”.
– Panie Edwardzie, zapraszam, pojedziemy do domu – powiedział Jakub.
– A skąd pan wie, gdzie mieszkam? – zapytał nieznajomy.
– Ja wszystko wiem, proszę pójść ze mną.

W drodze do samochodu Edward opowiedział mu historię swojego życia, mówił o żonie, która zmarła kilka lat temu, o córkach, wnukach i tym, że zapomina ich imion. Mówił też, że wyszedł po drzewko, ale już nie dostał.
– Przepraszam, bo pewnie ma pan swoje sprawy, a ja niepokoję – rzucił przed blokiem na Ratajach. Jakub rozmawiał z nim, jakby znali się całe życie. Wjechali windą na górę. Staruszek usiadł w fotelu i zastygł. Stół miał przybrany świątecznie, ale brakowało choinki. Widać, że ktoś miał go odwiedzić. Kuba wypadł z mieszkania i dobiegł do auta. Zdjął z dachu drzewko i zawiózł do góry. Ustawił na środku pokoju, dziadek wskazał mu szafę, w której znalazł stare dekoracje. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Edward witał się z rodziną, kiedy Kuba zawieszał ostatnią bombkę.
– Dziadek, jaka piękna choinka – krzyknął pięcioletni Staś. Edward podszedł do Kuby i szepnął mu na ucho:
– Dziękuję panu za wszystko. Proszę, niech zostanie to naszą tajemnicą, niech nie wiedzą, że jestem taki ułomny. Nie chcę być dla nich ciężarem. A pana zapraszam zawsze na herbatę, zna pan mój adres. Będę czekał.
Jakub pożegnał się z rodziną Edwarda i wrócił do domu. Czekali na niego bliscy, ale nie było choinki. Kiedy opowiedział o starszym panu, jego narzeczona z uśmiechem na twarzy powiedziała:
­– Jestem z ciebie dumna, jesteś dobrym człowiekiem.
Pan Edward zmarł tydzień później.

Asia i Marcin
Zżerały ich raty kredytu i ogólnie panująca drożyzna. Mieli za sobą trudne miesiące, ale się nie poddawali. Pewnie nie byli jedyni, ale z uśmiechem na ustach i w poszanowaniu siebie witali każdy dzień. Znaleźli siebie dość późno, każdy z nich po innych przejściach czekał na tę drugą połówkę. Doceniali siebie na każdym kroku. Ich dom tętnił miłością, chętnie dzielili się nią z innymi. Szanowali ludzi pomimo ich złych stron. Tego roku zaprosili na Wigilię rodziców. Każdy miał tutaj swoją rolę do odegrania. Rodzice Asi przygotowywali część dań, drugą część szykowała rodzina Marcina. Cieszyli się, że z kawalerki wyprowadzili się do swojego wymarzonego czworaka. Pod lasem, z dala od miejskiego zgiełku, budowali swoją przestrzeń. Kochali to miejsce. Upiekli sernik, makowiec, przywieźli z gospodarstwa rybnego ryby, ugotowali kapustę z grzybami, ziemniaki. Wszystko powoli dochodziło w kuchni. Stół w jadalni wreszcie mogli rozłożyć i sprawdzić, ile osób pomieści. Na ich szóstkę starczyło w zupełności. Asia zadbała o dekoracje, zapaliła świece, wspólnie ubrali choinkę. Marcin posprzątał mieszkanie, umył okna. Ubrali się odświętnie i czekali na gości. Najpierw przyjechali jej rodzice, potem jego. Wszyscy usiedli przy stole. Uśmiechali się do siebie, składali życzenia. Dom zalała życzliwość i ciepło. Asia była zmęczona, bo dużo ostatnio pracowała, Marcin zresztą też. Rozdali sobie prezenty, takie od serca. Opowiadali historie z ostatnich dni. Siedziałam na kanapie i przyglądałam się wszystkim. Byłam szczęśliwa. Miałam i mam przy sobie ludzi, którzy budują mnie i mój świat. To coś, czego nie można kupić. Mam wartości, które prowadzą mnie przez życie. To one dają mi poczucie spełnienia. Nigdy nie pożarł mnie system i ideologie. Jestem sobą, od lat. I to jest zasługa ludzi. Cieszę się, że ich mam. Dobrych świąt!